Przejdź do treści

Rzucił korporację i zabrał rodzinę w podróż dookoła świata

TheBucketFamily - blog o podróży dookoła świata
Źródło fot.: Youtube.com/c/thebucketlistfamily

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co byś zrobił, gdybyś z dnia na dzień zarobił 54 mln dolarów? 25-letni Garrett Gee, twórca aplikacji Scan, nie zastanawiał się długo: sprzedał majątek i zabrał rodzinę w podróż dookoła świata.

Garrett Gee, student, mąż i ojciec dwójki dzieci, jest pomysłodawcą  aplikacji Scan, która umożliwia wyszukiwanie użytkowników na podstawie kodów QR. Aplikacja powstała w 2011 roku, a dwa lata później jej właściciel, ubrany w bluzę z kapturem i klapki, pojawił się w amerykańskim programie „Shark Tank”, w którym próbował przekonać inwestorów do kupna 5% udziałów za 1 mln dolarów.

Zostawić wszystko i ruszyć w świat

Chociaż jego biznes nie przekonał wówczas prowadzących, wcale nie przeszkodziło mu to w rozwoju firmy. Zaledwie cztery lata od jej założenia pełne udziały wykupił w niej sam właściciel Snapchata – za niebagatelną sumę… 54 mln dolarów. Nowy właściciel aplikacji zapewnił też młodemu twórcy pracę w swojej korporacji. Ta jednak nie spełniła oczekiwań Gee i po trzech miesiącach postanowił z niej odejść.

– Możliwe, że inne typy osobowości lepiej sprawdzają się w pracy dla korporacji, ale nie moja. Ja funkcjonuję najlepiej, gdy jestem wolny i pozostaję wierny sobie, swoim pasjom i wartościom – podkreślił młody przedsiębiorca w rozmowie z BusinessInsider.com.

Dzięki niespodziewanej transakcji 25-letni wówczas Garrett Gee z dnia na dzień stał się milionerem. I choć pozyskane fundusze pozwoliłyby mu na wiele lat dostatniego życia, postanowił wykorzystać je w kreatywny sposób.

– Nowy dom i samochody nie wchodziły w grę – nie potrzebujemy takich rzeczy. Jesteśmy młodzi i zdrowi, do szczęścia nie potrzeba nam wiele. W pewnym momencie zaczęliśmy żartować, że może ulokujemy wszystkie pieniądze na koncie oszczędnościowym, sprzedamy wszystko, co mamy, i udamy się w podróż po świecie – opowiadał Gee w rozmowie z serwisem NextShark.com.

Im jednak częściej rozmawiali  z żoną o tym pomyśle, tym bardziej stawał się on realny. W końcu postanowili go urzeczywistnić. W 2015 roku na wyprzedaży garażowej pozbyli się niemal wszystkiego, co mieli w domu – oprócz gazet, zdjęć i… klapek Garretta. Zgromadzili w ten sposób 45 tys. dolarów, co pozwoliło im na rozpoczęcie wyjątkowej przygody, która trwa do dziś.

Wszystko jest możliwe

Od czasu rozpoczęcia podróży po świecie Garrett i jego żona odwiedzili wraz z dziećmi wiele niezwykłych krajów i wysp, m.in. Tahiti, Hawaje, Nepal, Singapur, Fiji i Australię, a ich przygoda wciąż trwa. I choć decyzja młodego małżeństwa może wydawać się fanaberią bogaczy, duże pieniądze wcale nie przewróciły im w głowach.

– Oszczędne życie jest dla nas czymś naturalnym. Wciąż wykupujemy możliwie najtańsze loty, nawet jeśli wymagają pobudki o 4 rano, a do posiłków pijemy wodę. Wierzę, że najlepszym sposobem okazanie wdzięczności za błogosławieństwa, które daje los, jest pokora, a tą jest właśnie skromne życie – podkreśla Garrett Gee.

Garrett nie wie jeszcze, jak długo potrwa ich podróż. – Być może uda mi się znaleźć sposób, by nasze podróże przynosiły zyski. Wszystko jest możliwe, prawda? – mówi intrygująco Garrett Gee i już planuje kolejny intratny biznes.

Przygody rodziny można śledzić na blogu The Bucketlist Family oraz na kanale YouTube.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Czego możemy nauczyć się od Włoszek i Francuzek?

Włoszki i Francuzki
Włoszki i Francuzki - czego możemy się od nich nauczyć?

Kobiece, silne, świetnie ubrane, nie przejmujące się upływem czasu, czerpiące z życia garściami. Sophia Loren, Brigitte Bardot, Juliette Binoche, Claudia Cardinale, Monica Bellucci i wiele, wiele innych. Jak one to robią? Dwie kobiety i ich książki, dzięki którym dostajemy bezcenną lekcję kobiecości i bycia sobą.

Pisarka oraz prowadząca bloga była właścicielka agencji reklamowej. Fascynujące kobiety, które uczą, jak w codziennym biegu nie zapomnieć o kobiecości, jak nie przejmować się upływającym czasem i cieszyć się chwilą.

„MODY PRZEMIJAJĄ, A STYL JEST WIECZNY”

Gabriella Contestabile jest Włoszką, pisarką i pedagożką, zajmowała się zarządzaniem m.in. w Estee Lauder, Shiseido oraz Prada Beauty, mieszka w nowym Jorku. Miłośniczka włoskiej sztuki i rzemiosła, w książce „Włoszki. Czego mogą nas nauczyć” zabiera nas w niesamowitą, nostalgiczną podróż do swojego ojczystego kraju.

Odwiedzamy Wenecję, Florencję, Rzym i Neapol, w których sztuka łączy się z życiem – próbujemy lokalnych potraw, uczymy się podstaw stylu Włoszek, zaglądamy do ich szaf i próbujemy skompletować odpowiedni zestaw ubrań. Zaglądamy do pracowni Alberty Ferretti, Brunella Cuccinelli, Elsy Schiaparelli czy Miucci Prady, słuchając wspaniałych opowieści z wielkiego świata.

„DLA WŁOSZEK MODA JEST ŹRÓDŁEM RADOŚCI, A NIE POWODEM DO STRESU”

Mniej znaczy więcej, a tanio znaczy drogo – to credo włoskich kobiet. Skrupulatnie wybierają swoją garderobę, bawią się modą. A oto manifest, który warto poznać i wdrożyć do naszej zbyt szybko biegnącej codzienności:

Szukaj szczęścia, gdzie tylko się da i ciesz się tym, co masz. Dostrzegaj piękno we wszystkich jego przejawach. Pamiętaj, że radość nie bierze się z wielkich rzeczy, tylko ze zwyczajnych chwil. Znajdź czas na to, by zjeść w spokoju dobry posiłek. Szukaj magii w codziennym życiu. Traktuj espresso z wielka powagą. Ufaj swojej intuicji. Jedz lepiej i mniej. Unikaj gotowych przekąsek. Słuchaj zmysłów. Kupuj mniej, ale lepiej i używaj tego, co już masz. Baw się strojem. Trzymaj się tradycji i odrzucaj konwenanse.

I w końcu zakochaj się, uprawiaj miłość, spaceruj po ogrodzie, ubarwiaj swoje życie drobnymi czynnościami każdego dnia, a twoja skóra zyska taki blask, że wszyscy będą się zastanawiać… jak ona to robi?!

Zobacz też: Jak kobiety podejmują decyzje?

„Francuzki dojrzewają najpiękniej. Jak wraz z wiekiem stawać się coraz piękniejszą, bardziej świadomą i szczęśliwszą?” Mylene Desclaux to dowcipnie napisany poradnik dla dojrzałych kobiet. Wolność odzyskana po rozwodzie i usamodzielnieniu się dzieci, pozwala na nowe życie, tylko czy w tym wieku jest jeszcze szansa na znalezienie siebie i nowej miłości? Jak najbardziej!

Jak pisze Mylene, powinnyśmy pogratulować sobie, że urodziłyśmy się w czasie, gdy pięćdziesiąt lat to wiek, który dzięki zdrowemu trybowi życia, postępom w kosmetyce i jakości życia z roku na rok staje się coraz młodszy. Jednym słowem dzisiejsza pięćdziesiątka to dawna czterdziestka albo nawet trzydziestka.

Jak być szczęśliwą? Oto przepis: 

Doceń małe przyjemności z prostych rzeczy. Szukaj sensu – medytuj, ćwicz jogę, módl się – cokolwiek ci odpowiada. Ubieraj się kolorowo i wygodnie – w szufladzie z bielizną miej komplety na gorące noce i wygodne zestawy na co dzień. Jeśli chodzi o kosmetyki, używaj tylko podstawowych produktów i nie kupuj drogich. Trzymaj prawidłową wagę i nie pokazuj się z siwymi włosami. Sport co dwa dni, sex przynajmniej 2 razy w tygodniu i przynajmniej raz dziennie dawka śmiechu.

I karm się samotnością, ale tylko po to, aby lepiej się zregenerować. Aby praktykować kult odmienności, mieć oczy i umysł szeroko otwarte. Uprawiać aktywny, niepowtarzalny hedonizm.

Zobacz też:  Czym jest miłość?

Źródła:

„Francuzki dojrzewają najpiękniej” – Mylene Desclaux Wyd. Literackie

„Włoszki. Czego mogą nas nauczyć?” – Gabriella Constabile Wyd. Literackie

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Rozwód a koronawirus – czy czeka nas fala koronawirusowych rozwodów?

Rozwód a koronawirus

Zalewa nas rzeka informacji na wiadomy temat. Większość zjawisk jest poddawana analizie typu: korzyści zdrowotne z jazdy na rowerze a koronawirus, kwitnienie jabłoni a koronawirus czy jakość lokalnych produktów mlecznych w dobie pandemii…. Skoro zatem teksty typu „cokolwiek a koronawirus” mają wzięcie, weźmy na warsztat relacje małżeńskie. A może raczej ich zanik… Dla ilu małżeństw w Polsce koronawirus okaże się zabójcą?

Sytuacja jest poważna, co tym bardziej skłania do rozładowywania powszechnego napięcia uśmiechem czy żartem. Rozwodowo-koronawirusowy żart jest taki: „Prawnicy będą mieli co robić, bo czeka nas fala rozwodów, a jeszcze z dzieckiem w drodze w pakiecie…” – żeby nie było za łatwo. Niech prawnik wie, za co bierze pieniądze.

Rozwód a koronawirus – sezon sezonowi nierówny

Na polskiej mapie rozwodowej widać sezonowość. „Mały sezon rozwodowy” mamy po Nowym Roku, kiedy to wspólny świąteczny czas pokazuje pustkę relacji, a jednym z postanowień noworocznych, opatrzonym wykrzyknikiem, staje się rozwód. „Duży sezon rozwodowy” nadchodzi po wakacjach – wspólny urlop, a może przeciwnie – kolejny oddzielnie spędzony wakacyjny czas nie pozostawiają złudzeń, że trzeba sięgnąć po skalpel.

Dzisiaj zadzwonił do mnie nowy klient. Powiedział, że do rozwodu. Od razu zastrzegł, że to nie z powodu koronawirusa, że od roku coś się chrzani w małżeństwie. Czujemy pismo nosem. Czujemy, że ten przymusowy czas w domu, na który nakłada się niepokój (zachoruję czy nie?), frustracja (zarobię cokolwiek w tym miesiącu czy nie?), może nawet abnegacja (czy warto się męczyć i przebierać z piżamy, skoro i tak siedzę w domu i czekam aż podskoczy mi temperatura?), nie będzie obojętny dla relacji małżeńskich. To już nie jest owiewany letnim wiaterkiem czas wakacji. Ani – choć pozbawiony śniegu – ale pachnący żywicą i pomarańczą z goździkami czas świąt, które wg niektórych nie umywają się do Wielkiej Nocy.

Trudny czas zatrzymania

Teraz mamy czas nieco wojenny, przy czym nie dynamiczny D-Day, ale taki jak z „Na zachodzie bez zmian” – siedzisz w okopie, wiesz, że w każdej chwili możesz umrzeć, ale wokół panuje cisza i stagnacja, nic się nie dzieje, lepiej się nie ruszać, żeby nie zginąć. W taki czas mogą puścić nerwy. A jeśli do tego żona wkurza cię nie od dziś, albo mąż, który pracuje zdalnie z kolejnym piwkiem pod biurkiem, a wieczorem jak zwykle rzucił skarpetki obok kosza na brudy…

To właśnie teraz wychodzi prawda o naszym związku. Od podstawowych kwestii poczynając (Kto wyrzuci stertę kartonów po pizzy? Kto zawiezie teściowej 10 kostek masła z Biedronki, bo akurat jest promocja, a „mama ma dziś wielką ochotę na kruche babeczki”?), poprzez opiekuńczo-techniczne (Kto po raz pięćdziesiąty przeczyta Ignasiowi tę samą książeczkę o Puciu, którą każde z nas wybudzone nad ranem potrafi cytować garściami niczym „Odę do młodości” jednego z wieszczów?), po wyższe i globalne problemy (Oby koronawirus omijał zawodników mojej ulubionej drużyny piłki nożnej! Oby telewizja nie przestała nadawać mojego ulubionego serialu!).

Seks dla rozładowania panującego powszechnie napięcia jest bardzo wskazany. A jak się z tego rozładowywania napięć pocznie nowe życie, to tym bardziej będzie trudno… Błędne koło. Jak w domu i w życiu alkoholika.

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Sądy biorą nas na wstrzymanie

Paradoksalnie jedyne co może uratować polskie małżeństwa dotknięte koronawirusowym kryzysem to… wymiar sprawiedliwości, a konkretnie czas, jaki będzie musiał upłynąć, zanim sąd zajmie się rozwodem Kowalskich. Bo najpierw rozpozna sprawę Nowaków, która spadła z wokandy w marcu, potem Malinowskich, która spadła w kwietniu… Jak tak dalej pójdzie, ziści się mój żarcik, że czasami na termin w sądzie czeka się tyle, ile na tomografię komputerową na cito w ramach NFZ… – czyli najmarniej rok.

Jak dotąd przez kilkanaście lat w notes na kolejny rok zaopatrywałam się w październiku, bo wtedy zaczynało się wyznaczanie terminów rozpraw na okres po Nowym Roku. Sytuacja się zmieniła – już teraz należy zaopatrzyć się w notes na 2021 rok (choć takich chyba jeszcze nie wydrukowali, czyżbym odkryła niszę rynkową?) – w maju-czerwcu zacznie się wyznaczanie nowych terminów. Na ten rok ciężko się będzie „załapać”, szczególnie w nowych sprawach, czyli właśnie tych „koronawirusowych”.

Naprawa? Weźmy to w swoje ręce!

Szybciej można „załatwić sprawę” u mediatora czy psychoterapeuty par – ci przynajmniej działają (choć w „onlajnie”), a terminy są szybkie, czasami wręcz z dnia na dzień. Jeśli tak wszyscy małżonkowie w koronawirusowych kryzysach sięgną gremialnie po konstruktywne sposoby rozwiązywania problemów w związkach, to i sądy odetchną z ulgą.

Czyżbym bezwiednie odkryła jak uzdrowić polskie sądownictwo? Zagrożenie epidemiczne – raz, dwa – ludzie, won do domu przyglądać się swoim związkom i je, chcąc nie chcąc, naprawiać.

Joanna Hetman-Krajewska

 

Joanna Hetman-Krajewska – adwokat i radca prawny w Kancelarii Prawniczej PATRIMONIUM w Warszawie; wykonuje zawód od 2003 r.; specjalizuje się w prawie rodzinnym i prawie autorskim. Ukończyła Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie prowadzone przez Stowarzyszenie Niebieska Linia. Prowadziła wiele spotkań z kobietami na tematy prawne związane z funkcjonowaniem rodziny, m.in. w Centrum Praw Kobiet. Autorka licznych tekstów poradniczych na temat prawa rodzinnego. Obecnie w trakcie przygotowywania książki „Rozwód czy separacja”.

 

Zobacz też: „Chcę się rozwieść!” – rozwód czy separacja? [EKSPERTKA]

Redakcja

Portal o rodzinie.

„Po prostu bądź” – czy rzeczywiście widzimy dzieci?

bycie blisko dziecka
Fot Roman Samborskyi / 123RF

Czy i co mogą robić rodzice, by wspierać rozwój swoich dzieci? Tego typu artykułem New York Times przywitał w tym roku swoich czytelników. Jego autorami są Dana Siegela oraz Tiny Payne Bryson, wybitni badacze z zakresu psychologii dziecka. Co ważne, ich tekst jest nie tylko ciekawy, lecz przede wszystkim ważny. Przypomina bowiem o istotnych sprawach – co pomaga dzieciom stać się pewnymi się siebie i względnie szczęśliwymi ludźmi?

Za dużo, za bardzo, za często…

Podręczników na temat wychowania dzieci jest mnóstwo. Jeszcze więcej jest różnorodnych form aktywności i zajęć dodatkowych, na które rodzice zapisują nawet niemowlęta. Rodzice na całym świecie czują rosnącą presję, by zapewnić swoim dzieciom określone doświadczenia i wykształcenie. Autorzy artykułu nazywają ten typ rodziców „rodzicami-helikopterami” – nieustannie krążącymi nad dziećmi, sprawdzającymi ich każdy ruch, pozornie z oddali. Jest to bardzo intensywny rodzaj rodzicielstwa, oparty na skupieniu na dziecku, nierzadko nadmiernym, męczącym zarówno dla najmłodszych, jak i rodziców.

Coraz więcej badań potwierdza, że ten rodzaj rodzicielstwa niekoniecznie jest optymalny, jak zauważają autorzy. Na podstawie badań oraz obserwacji Siegel i Bryson stawiają tezę, że tym, co najbardziej pomaga dzieciom rozkwitać, jest obecność ich rodziców. „Nie musisz wiedzieć dokładnie, co robić. Po prostu bądź” – podkreślają.

Zobacz też: Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

„Po prostu bądź” – co to właściwie oznacza?

Idea „zjawiania się”, czy też bycia, jak mówią autorzy, nie jest szczególnie nowa, choć na pewno jest niedoceniana. Rodzice mogą czuć potrzebę, by działać. W działaniu łatwiej odnaleźć sens niż w oglądaniu i czekaniu. Działanie prawdopodobnie da jakiś efekt. Wydarzy się coś mierzalnego, co będzie można ocenić, określić. Samo bycie może być kojarzone z brakiem zainteresowania czy zaangażowania.

Siegel i Bryson mówią natomiast, że „zjawianie się” to obecność, bycie całym sobą, pełne zaangażowanie w moment z dzieckiem: „Kiedy się zjawiamy, jesteśmy psychicznie i emocjonalnie dostępni dla dziecka”. Jednocześnie podkreślają, że nikt nie może być w pełni obecny cały czas. Warto jednak starać się o to możliwie jak najczęściej. Choćby dlatego, że ma to również wartość reparacyjną. Każdy rodzic co jakiś czas zawodzi swoje dzieci, sprawia im przykrość, jest niesprawiedliwy. Obecność owo bycie – pomaga to naprawić. Właśnie to, nie działanie, jak sugerują Siegel i Bryson. I przytaczają długoterminowe badania – jednym z najlepszych wskaźników pomagających określić, co szczególnie sprzyja rozwojowi dzieci, co pomaga im stać się szczęśliwymi ludźmi, odnajdującymi się z różnych grupach społecznych, potrafiącymi stworzyć trwałe relacje, a nawet odnoszącymi sukcesy zawodowe i naukowe, jest doświadczenie bycia w relacji z wrażliwymi opiekunami, zapewniającymi czułą opiekę we wczesnych latach życia.

„Cztery S”

Siegel i Bryson mówią o „czterech s”, które pomagają osiągnąć ten stan: safe, seen, soothed, secure. Dzieci czują się:

  1. bezpiecznie (safe), kiedy czują się zaopiekowane i chronione,
  2. widziane (seen), kiedy czują, że rodzic jest zaangażowany i akceptuje je takimi, jakimi są,
  3. ukojone (soothed), kiedy mają poczucie, że rodzic będzie przy nich, kiedy będą doświadczać cierpienia oraz
  4. zabezpieczone (secure), kiedy wcześniejsze warunki zostały spełnione i relacja została zbudowana.

Większość współczesnych rodziców zdaje sobie sprawę, że dzieciom należy zapewnić poczucie bezpieczeństwa i chętnie wspierają, kiedy dziecku dzieje się jakakolwiek krzywda. Jednak mają kłopot z widzeniem dzieci takimi, jakie one są.

Czy JA to TY? Czy TY to JA?

Siegel i Bryson jako przykład niewidzenia dzieci przytaczają popychanie maluchów w kierunku określonych osiągnięć – syn niespełnionego sportowo taty ma grać w piłkę, a córka matki, która nie ukończyła studiów, ma mieć same piątki. Być może dzieci te rzeczywiście mają jakieś zainteresowania sportowe, być może ta dziewczynka jest zdolna i niezależnie od wszystkiego będzie miała dobre oceny. Być może nawet nie ma nic złego w rozwoju talentów w ogóle. Problem polega jednak na tym, że to, co przede wszystkim zaprząta umysł rodziców, to ich własne sprawy, ich niespełnione oczekiwania. Sami mogą nie mieć już szansy ich zrealizować, a dziecko wydaje się naturalnym spadkobiercą.

Siegel i Bryson mówią tak: są dzieci, które przez większość swojego życia nie są widziane. Nigdy nie czują się zrozumiane. Rzadko doświadczają sytuacji, kiedy ktoś chce poczuć ich uczucia, przyjąć ich perspektywę, kogo interesują ich zainteresowania, kto chciałby się dowiedzieć, czego nie lubią.

Wyobraź sobie, jak czują się te dzieci – niewidziane i samotne. Kiedy myślą o swoich nauczycielach, kolegach, a nawet rodzicach, jedna myśl przebiega przez ich głowy: Oni mnie nie rozumieją.

Zobacz też: Rozstania i powroty, pęknięcia i naprawa, czyli o zmienności relacji z dziećmi

Poszukaj w sobie źródła

Można się zastanawiać, co powoduje, że rodzice nie są w stanie naprawdę zobaczyć swoich dzieci, również rodzice mający dobre zamiary. Można sobie wyobrazić, że wynika to patrzenia na dzieci przez pryzmat własnych potrzeb czy obaw. Być może wynika to z chęci uniknięcia wewnętrznych konfliktów i kategoryzowania: „on jest typem sportowca”, „ona jest nieśmiały”, „z niej będzie artystka”. Wiadomo, że takie kategoryzowania może mieć miejsce nawet na etapie ciąży, zanim jeszcze rzeczywiste dziecko przyjdzie na świat.

Myśl, że dziecko – człowieka – trzeba widzieć takim, jakim ono jest, nie wydaje się szczególnie oryginalna. Przecież każdy to wie, prawda? A jednak z jakiegoś powodu obserwujemy rozwój rodzicielstwa skupionego bardziej na działaniu, widzimy coraz więcej dzieci biorących udział w coraz liczniejszych formach aktywności pozaszkolnej. Dzieci, nad którymi stoi rodzic, pilnujący, sprawdzający, korygujący. Rodzic wymagający, ale czy widzący?

Link do artykułu: parenting.nytimes.com

Zobacz też: Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! – sprawdź dlaczego

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Targi Mamaville – sezon wiosna 2020 czas start!

Targi Mamaville

Targi Mamaville już od sześciu lat tworzą wyjątkową przestrzeń dla kobiet w ciąży, mam, rodzin z dziećmi i wszystkich zainteresowanych tematyką rodzicielstwa. Już 01. marca rusza kolejna edycja – bądź tam z nami! 

TARGI MAMAVILLE TO:
STREFA ZAKUPÓW

Ubrania dla kobiet w ciąży czy po porodzie,
Idealna wyprawka dla Waszego malucha,
Akcesoria i dodatki do pokoju dla Waszego dziecka,
Wózki czy foteliki,
Zabawki, wydawnictwa,
Ubrania, buty, czapki, kurtki i cały asortyment dziecięcy – od niemowlaka do starszaka.

STREFA EDUKACYJNA

Jednak Targi Mamaville, to nie tylko dzieo pełen zakupów, ale też dzieo pełen ciekawych wrażeo
jakimi są bezpłatne zajęcia dla dzieci (w tym słynne „gordonki” ) oraz wykłady dla rodziców
prowadzone przez znanych i cenionych ekspertów.

STREFA ATRAKCJI DLA DZIECI

Do Waszej dyspozycji będzie bezpłatna, duża i oryginalna strefa atrakcji dla najmłodszych, w której dzieci razem z Wami będą mogli eksplorować świat nowych zabaw.

STREFA MAMY I DZIECKA

Mając także na uwadze specyfikę potrzeb kobiet po porodzie organizatorzy zapewniają przemyślaną przestrzeń do nakarmienia czy przewinięcia dziecka. Dokładają wszelkich starao, by w tej strefie
zawsze było przytulnie i pięknie!

STREFA RELAKSU

Ważnym elementem targów Mamaville jest czas na relaks w specjalnie przygotowanej strefie chillout, gdzie na wygodnych leżakach i pufach będziecie mogli odpocząć i dobrze zjeść. Tu spotkacie lokalnych wystawców, foodtrucki oraz różnorodne stoiska także wegetariańskie i wegańskie.
Przekraczając próg targów otrzymacie bezpłatny Mamaville Magazine, w którym zaprezentują się
wybrane marki dostępne na naszych targach (wraz z kodami rabatowymi) oraz przeczytacie
inspirujące artykuły czy porady ekspertów. Jednym zdaniem – trzeba tu być, aby doświadczyć krainy
Mamaville i dobrej energii jaką ze sobą niesie.

Mamaville skupia marki kreatywnych mam, zgodnie z ideą aktywizacji przedsiębiorczości kobiet, wspierania polskich źródeł pochodzenia towarów, naturalnych surowców i autorskich projektów.

KALENDARIUM
  • Kraków / 01.03 / Kraków Expo
  • Gdańsk / 08.03 / Amber EXPO
  • Wrocław / 29.03 / Stadion Wrocław
  • Warszawa / 05.04 / EXPO XXI
  • Katowice / 19.05 / MCK
  • Poznań ShopUp / 23.05 / Stary Browar

 

Redakcja

Portal o rodzinie.