Przejdź do treści

Chłopiec zmarł na zapalenie opon mózgowych po kontakcie z niezaszczepioną osobą

zapalenie opon mózgowych u dziecka
fot. Pixabay

Kiedy w czerwcu kobieta zauważyła u swojego czteromiesięcznego dziecka gorączkę, podejrzewała, że to jedynie wirus. Prawa okazała się jednak znacznie gorsza. 

W czerwcu tego roku Alex Dempsey zauważyła u swojego czteromiesięcznego synka Killy’ego gorączkę. Wkrótce na ciele dziecka pojawiła się również wysypka. Pomimo podania paracetamolu, stan chłopca się nie poprawiał.

Zobacz także: Antyszczepionkowcy sfinansowali badanie. Wynik wprawił ich w zakłopotanie

Diagnoza i najgorsze chwile w życiu rodziców

Alex i jej narzeczony Gabriel Schulz zdecydowali udać się z dzieckiem na pogotowie. Killy został przyjęty na oddział intensywnej opieki pediatrycznej i po kilku badaniach okazało się, że cierpi zapalenie opon mózgowych.

Kiedy rodzice usłyszeli diagnozę, byli załamani. – W momencie, kiedy lekarze powiedzieli, że to zapalenie opon mózgowych, wiedziałam, że istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że stracimy syna – mówi Alex.

Dumpsey dodaje, że zaledwie dwa dni przed pojawieniem się wysypki na ciele Killy’ego, była z dzieckiem w przychodni, w której maluch otrzymał ostatnią serię szczepień. Lekarze twierdzą, że to właśnie tam doszło do zakażenia od nosiciela, który nie wykazywał żadnych objawów choroby i nie był wcześniej szczepiony. Nosiciel może mieć śmiercionośną bakterię w gardle i nosie, jednak nie czuje się i nie wygląda na chorego.

Zobacz także: Szczepienia przed podróżą: które obowiązkowe, które dodatkowe? Wyjaśnia lekarz medycyny podróży

Chłopiec zmarł na zapalenie opon mózgowych po kontakcie z niezaszczepioną osobą

Zaledwie po 24 godzinach od wystąpienia pierwszych objawów choroby, Killy zmarł.

– Urzędnicy, z którymi rozmawialiśmy, próbują prześledzić sytuację i przypuszczają, że to niezaszczepiona osoba rozsiała chorobę i zaraziła moje dziecko – mówi zrozpaczona matka.

Alex ma nadzieję, że śmierć jej syna wyczuli ludzi, jak ważna jest profilaktyka szczepień. Ważna nie tylko dla nich samych, ale również (lub przede wszystkim) dla całego otoczenia.

Bliscy i rodzina pary zorganizowali zbiórkę, która ma pokryć koszty związane z pogrzebem chłopca. Udało im się uzbierać 6,900 dolarów.

Zobacz także: Beata Szydło zabrała głos w sprawie szczepień dzieci

Zapalenie opon mózgowych u dziecka

Zapalenie opon mózgowych to infekcja, która atakuje błony pokrywające mózg i rdzeń kręgowy. Schorzenie może być spowodowane przez infekcję bakteryjną lub wirusową.

Infekcja wirusowa przebiega zazwyczaj bezobjawowo, a pacjenci wracają do zdrowia po krótkim leczeniu. Infekcja bakteryjna łatwo się rozprzestrzenia i może już zagrażać życiu chorego.

Klasyczne objawy zapalenia opon mózgowych pojawiają się od trzech do siedmiu dni od zarażenia, jednak w przypadku infekcji bakteryjnej mogą się one pojawić wcześniej. Do najczęstszych symptomów choroby zalicza się wysypka, gorączka, nudności, wymioty, sztywność karku i ból mięśni.

Centers for Disease Control and Prevention (agencja rządu federalnego USA) zaleca, aby wszystkie dzieci w wieku 11 i 12 lat były szczepione przeciwko zapaleniu opon mózgowych.

Sugeruje się również, aby w wieku 16 lat nastolatki przyjęły zwiększoną dawkę leku, ponieważ z roku na rok odporność na szczepienia maleje. Zgodnie z danymi CDC, jedno na 15 dzieci chorujących na zapalenie opon mózgowych umiera.

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Na basenie z niemowlakiem w upalny dzień

Na basenie z niemowlakiem
Tak się złożyło, że początek wakacji w tym roku spędzamy w mieście. A co najlepiej robić w ten gorąc? Kąpać się! – fot. Pixabay

Ciepło, cieplej, gorąco! Lato w tym roku zaskoczyło wczasowiczów. Termometry wybuchły wraz z rozpoczęciem wakacji i fala upałów rozlała się po kraju. Jestem ciepłolubna, także 30 stopni cieszy mnie ogromnie, od razu szukam możliwości aktywnego spędzenia czasu na świeżym powietrzu.

Nie lubię klimatyzacji, nie cierpię zamykania się w zimnej lodówce. Żeby to było dla lekkiej ochłody i chwilowej ulgi. Nie – lepiej od razu ustawić najniższą możliwą temperaturę i turbo nawiew. Z takim podejściem spotykam się „na mieście” i w środkach komunikacji publicznej. Wtedy zamiast cieszyć się latem, kulę się z zimna przeklinając brak swetra, wdycham zapach grzyba z zużytego filtra, a następnego dnia budzę się z bólem gardła.

W zimę narzekamy na mrozy, w lato na upały. A może by tak cieszyć się tym co mamy i dostosować naszą aktywność do aury?

Zobacz też: 7 rzeczy, których nie wiesz o Islandii. Dlaczego warto pojechać z dzieckiem?

Lato w mieście…

Tak się złożyło, że początek wakacji w tym roku spędzamy w mieście. A co najlepiej robić w ten gorąc? Kąpać się! Postanowiliśmy wybrać się na basen pod chmurką. Pojechaliśmy na, dopiero co otwarty po 2-letniej przerwie, odnowiony basen na Moczydle na warszawskiej Woli.

Dawno, dawno temu, jako mała dziewczynka chodziłam tam z rodzicami. Pamiętam ogromny, zielony teren; malowany niebieską farbą basen rekreacyjny z murowanymi zjeżdżalniami zdzierającymi skórę z pośladków. Oraz basen sportowy z zimną wodą, gdzie uczyłam się pływać. Piękne wspomnienia z dzieciństwa.

Przyjechaliśmy z córeczką z samego rana, tj. ok godziny 11. Przy wejściu spocony wężyk czekających do kasy. Chwila na rozejrzenie się i lokalizuję automat biletowy. Bez zwłoki kupuję bilet, płacę kartą, omijam tłum w kolejce i przechodzę przez bramki. Po co czekać, jak można relaksować się w wodzie?

Zobacz też: Podróże z niemowlakiem. „Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące”

…na basenie z niemowlakiem

Odnowiony basen sprawia fantastyczne wrażenie – niby jest podobnie, układ ten sam co kiedyś, ale zupełnie nowa jakość. Miękka, piaskowa posadzka na powierzchni; niebieska gładka wykładzina basenu. Staranne wykończenie, czystość i porządek pomimo tłumów w środku. Kolorowy, pełen wodnych atrakcji plac zabaw dla dzieci i trzy duże zjeżdżalnie dla młodzieży.

Zajęliśmy miejsce na trawie w cieniu drzew, przebraliśmy się w stroje kąpielowe i poszliśmy do wody. Początkowo poważna mina córeczki szybko ustąpiła uśmiechowi i radosnemu pluskaniu w wodzie. Dookoła mnóstwo dzieciaków i nawet jeszcze młodszych niemowlaków, co budziło zainteresowanie naszej pociechy.

Z kolei moje zainteresowanie wzbudziła oferta gastronomiczna Parku Wodnego Moczydło. Oprócz standardowych budek z hot dogami i lodami, znalazło się miejsce dla stoiska z owocami i warzywami. Jak dla mnie bomba! Kiedyś nie było wyboru – albo fast food, albo nic. A teraz zdrowe przekąski na wyciągnięcie ręki. Ja wybrałam borówki i jogurt naturalny ze świeżymi owocami – pycha! Małej również smakowało.

Także w upalny dzień zaliczyłam powrót do przeszłości – tylko w nowej, ładniejszej i zdrowszej odsłonie. Oby więcej takich przeżyć! Szkoda, że baseny Skry na Polach Mokotowskich i Gwardii na Racławickiej nie doczekały się nowego życia.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami

Czy parabeny są groźne
Spróbujmy mądrze dbać o urodę. – Fot. Pixabay

Podtytuł książki, w której dowiemy się czy rzeczywiście upiększamy się, używając kremów, odżywek, toników i wielu innych kosmetyków, na które wydajemy fortunę, brzmi „Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami i mądrze dbać o urodę”.

Bezpośrednią inspiracja do napisania książki było znalezienie przez autorkę ekologicznego produktu o nazwie „Niemydło”. Dziennikarka naukowa, która ma dyplom w biotechnologii i doktorat z neurobologii, postanowiła prześwietlić parabeny, siarczany i inne składniki znajdujące się w centrum dyskusji o ich bezpieczeństwie i ocenić, na ile są one uzasadnione. Beatrice Mautino w swojej książce sprawdza także przepisy prawne, które pozwalają zrozumieć drogę, jaką musi przebyć kosmetyk, aby został dopuszczony do handlu.

Czy parabeny są groźne? 

Z chemicznego punktu widzenia parabeny są pochodnymi kwasu p-hydroksybenzoesowego. Mają działanie przeciwmikrobowe i od sześćdziesięciu lat wykorzystuje się je w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym i spożywczym.

Istnieją różne rodzaje parabenów i różnie oddziaływują one na mikroorganizmy, ale ich funkcją jest przedłużanie życia produktom. Od dziesięcioleci dodawano je do większości kosmetyków i nikogo nie niepokoiła ich obecność.

Sytuacja zmieniła od momentu, kiedy w czasopiśmie naukowym „Journal Of Applied Toxicology” ukazał się artykuł „Stężenia parabenów w nowotworach piersi”. Philippa Darbre poddała badaniom dwadzieścia pacjentek chorujących na raka piersi. Na ich podstawie stwierdzono określone stężenia parabenów w komórkach rakowych. Odkryto, że parabeny naśladują działanie estrogenów w ludzkim organizmie, a to one mogą przyczyniać się do powstawania raka piersi.

Zobacz też: Najzdrowszy produkt na świecie

Jak się okazało, badanie obarczone było błędem, ponieważ u badanych pacjentek przebadano wyłącznie komórki rakowe, nie uwzględniając komórek zdrowych. Nie przedstawiono także dowodów na to, że parabeny wchłaniane są przez tkanki, następnie zdefiniować mechanizm komórkowy, który wiąże je z wystąpieniem choroby nowotworowej.

Kiedy publikacja badań Philippy Darbre ukazał się, wywołując prawdziwą burzę, biochemiczka oświadczyła: „Ale przecież nigdy nie mówiliśmy, że parabeny powodują raka piersi”. Jak pisze autorka książki –Historia pseudonauki, a raczej – nauki źle uprawianej, wybrakowana jest małym „ale”.

A jeśli chodzi o parabeny? Jak się okazało, nie ma wystarczających danych, które pozwoliłyby uznać je za bezpieczne bez żadnych wątpliwości. Jak na razie parabeny oczyszczono z oskarżeń o wywoływanie raka piersi, uznano za bezpieczne i zalecono dalsze monitorowanie.

 Co to jest kosmetyk?

To substancja lub mieszanina „przeznaczona do kontaktu z zewnętrznymi częściami ciała ludzkiego (…) lub z zębami oraz błonami śluzowymi”, której celem jest utrzymanie ich w czystości, perfumowanie, zmiana ich wyglądu, ochrona, utrzymywanie w dobrej kondycji”. Tyle definicja. Co robi z nami reklama i marketing, ile pieniędzy wyrzucamy codziennie na coś, co nie działa – na przykład kosmetyki na cellulit czy luksusowe kremy. Jednym słowem jak dajemy się nabić w butelkę, której zawartość nic nam nie daje poza przyjemnością. Książka Mautino to skarbnica wiedzy, dzięki której oszczędzimy nie tylko zdrowie, ale i pieniądze. 

Źródło: Bez parabenów. Jak bronić się przed kismetycznymu oszustwami i mądrze dbać o urodę. Wyd. Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Sport od najmłodszych lat – Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

Sport buduje charakter, w internecie dzieci tego nie znajdą – fot. Maciej Stankiewicz

Co daje sport, co zabiera i jak wspierać w nim dziecko już od najmłodszych lat? O swojej drodze do boksu na światowym poziomie i współczesnych zmaganiach z wirtualnym światem, który w sekundę tworzy idoli nastolatków – w przeciwieństwie do sportu będącego wieloletnimi zmaganiami uczącymi ludzi niesamowitej pokory – opowiedział w rozmowie z nami Krzysztof Diablo Włodarczyk.

Katarzyna Miłkowska: Zaczynając przygodę z boksem, przypuszczałeś, jak to wszystko się potoczy?

Krzysztof Diablo Włodarczyk : Nie, w ogóle nie przychodziło mi to do głowy. Po prostu pojawiłem się na sali – tyle. Pierwsze rękawice bokserskie miałem jednak wcześniej. Gdy miałem 8 lat, tata kupił je mi i mojemu starszemu bratu. Zupełny przypadek, że akurat był to sprzęt do tej właśnie dyscypliny sportu.

Pytanie, czy przypadki istnieją.

No właśnie… w każdym razie pamiętam, że kiedy wcześniej wariowaliśmy, tata zakładał nam na ręce po 3-4 pary skarpetek. Początkowo w ten właśnie sposób boksowaliśmy się z bratem. Jest on trochę wyższy ode mnie i nieraz miałem problem, żeby go dorwać. Byłem jednak odważniejszy do pewnych ruchów, w końcu więc go przełamywałem i wygrywałem. Potem oczywiście był płacz i krzyk: „tata”! (śmiech)

No tak, to rzeczywiście trzeba było iść na salę i coś z tą energią zrobić.

Dokładnie! Później, kiedy mieliśmy już pierwszą parę rękawic, to ja zakładałem prawą, on lewą, albo na odwrót, a na drugiej ręce wciąż mieliśmy skarpetki. W taki właśnie sposób tata kierował nas w stronę boksu.

Chociaż przyznaję, że też wykorzystywaliśmy to jako sposób na rozwiązywanie pomiędzy nami konfliktów. Uwierz mi, dla małego chłopca takie walki były niesamowitym przeżyciem i wywoływały ogromne emocje. W kryzysowych momentach tata oczywiście wchodził pomiędzy nas i ten nasz „boks” przerywał.

Prawdziwy sędzia – jak na ringu.

Zgadza się. Bardzo przy tym doceniam to, jak fajnie jest mieć starszego brata, albo w ogóle jakąkolwiek bliską osobę w życiu. Uważam, że ludzie zdecydowanie lepiej wtedy funkcjonują.

Patrząc chociażby tylko z perspektywy sportu, wsparcie jest ogromnie ważne. Wsparcie i obecność ludzi, którzy pomimo wszystko stoją za naszymi plecami.

Tak, jest to niezwykle ważne i pomaga nie załamywać się w trudnych chwilach. Swój największy knockdown dostałem od kolegi seniora – miałem jakieś 17 lat, kolega 20. W trakcie sparingu dostałem on niego cios w czoło, a ja w ogóle nie dałem rady nawet wstać. Zawieźli mnie do szpitala, zrobili wszystkie badania, łącznie spędziłem tam dwa tygodnie.

Najbardziej pamiętam jednak, kiedy na drugi dzień byli u mnie rodzice. Mama siedziała obok i głaszcząc mnie po głowie, powiedziała: „Krzysiu, czy ty musisz ten boks trenować”. Miała łzy w oczach, widziałem w nich ogromny smutek. Odpowiedziałem jednak: „Mamo, ja sobie inaczej nie wyobrażam”. Dostałem w zamian całkowite zrozumienie: „Okej, tylko proszę cię, ostrożnie…” – to bardzo ważne, jeżeli rodzice cię wspierają.

Nieważne co byś robiła, albo robił, potrafią dać ci pomoc i wysłuchać. Część rodziców powiedziałaby pewnie w podobnej sytuacji: „Nie, nie będziesz tego więcej robił”.

Albo od razu wyznaczyliby inną, konkretną ścieżkę dla swojego dziecka.

Zupełnie tego nie rozumiem! Wiadomo, że nam – rodzicom – wydaje się, że lepiej wiemy, co jest dobre dla naszych dzieci. Chociażby z racji doświadczenia, ale…

Do pewnego momentu tak jest, że trzeba wyznaczać granice, prowadzić.

Do pewnego momentu tak, kiedy jednak dziecko obiera już jakąś ścieżkę życia, to nie powinniśmy w nią ingerować. Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i zapewniać, że jeśli czegoś potrzebuje, to służymy pomocą.

Powiedziałeś o trosce mamy, w której musiał być przede wszystkim ogromny strach o dziecko. Boks to ryzykowny sport – szachy to nie są – ale z tego co słyszę, ty sam tego ryzyka nie odczuwasz?

Teraz odczuwam, ale jako młody człowiek rzeczywiście tak nie było. Wydaje mi się to jednak dość jasne. Zobacz, gdy biorą młodego chłopaka do wojska i wystawiają go na front, to czy jest w nim jakiś strach? On nie analizuje, nie myśli o tym, co może się stać i jakie mogą być konsekwencje.

Zobacz też: Motywuj mnie mamo i wspieraj mnie tato. 5 pomysłów jak zmotywować rodzinę do aktywności fizycznej

Fot. Krzysztof Diablo Włodarczyk

Mówisz o tym, że potrzebne jest do tego doświadczenie?

Jak najbardziej. Kiedy taki chłopak wróci pierwszy raz z frontu, powie: „Zobaczcie, nic mi się nie stało!” Sęk w tym, że 20 innych kolegów nie żyje… Dopiero doświadczenie iluś takich wojen, pokazuje, co z czym się wiąże. Podobnie jest w boksie – jeśli człowiek jakieś doświadczenie już w tym sporcie ma i wie, co może się stać, to pojawia się analiza. Może nie jest to stricte strach, ale na pewno większe zastanowienie. Chociaż koniec końców, nie zawsze wpływa to pozytywnie na całość przebiegu walki.

Zapewne jakiejś części ryzyka wtedy nie podejmujesz.

Dokładnie, ale z tymi wszystkimi wnioskami wiąże się długa droga, z której przechodzeniem jest dzisiaj różnie. Tak z ciekawości, czy tobą owładnął internet?

Hmm… to zależy, jak to rozumieć. Jest wszechobecny, to na pewno.

Widzisz, mój szesnastoletni syn, kiedy jesteśmy gdzieś razem, przez większość czasu siedzi z nosem w telefonie. Kiedy mówię: „Czarek, może byś pobiegał, może pójdziemy pograć w piłkę”, to w odpowiedzi słyszę: „Tato, ja teraz gram, nie przeszkadzaj”. Strasznie ciężko jest mi się w tym odnaleźć. To zupełnie nie jest mój czas, to nie mój pociąg – wysiadam.

Jestem przerażony też ludźmi, którzy zrobią z siebie w internecie idiotę i uważają, że są gośćmi. Kiedyś na sukces, prawdziwy sukces, trzeba było zapracować. Wchodziłem do ringu, pokazywałem, co umiem, jak to robię, wygrywałem i tak budowałem swoją „markę”.

Myślę, że przede wszystkim ciężko jest pojąć tę szybkość. Tempo, w jakim można ten sukces w pewnym sensie „dostać”.

Tak, ta łatwość jest ogromna. Wszyscy mamy teraz telefon z kamerami, każdy może coś nagrać, wrzucić do sieci – jak to niektórzy mówią, jeśli nie ma cię w internecie, to nie ma cię na świecie. Mnie to przeraża.

Wydaje mi się, że jest to też kwestia tego, jak ktoś z internetowej popularności i sukcesu korzysta. Można to robić rozsądnie i mieć dystans, a można też tym po prostu żyć. Niewątpliwie w takim zestawieniu elementem, którego uczy sport, jest ogromna pokora.

Jak najbardziej – możesz być na dnie, a możesz być na samym szczycie. Na sporcie i trudnościach, które się na tej drodze spotyka, buduje się charakter. W internecie tego nie znajdziesz.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Weronika Rosati założyła fundację “Siła Kobiety”. Będzie wspierać ofiary przemocy

Fundacja Siła Kobiet Weroniki Rosati
fot.AdobeStock

W kwietniu w Wysokich Obcasach ukazał się głośny wywiad prof. Magdaleny Środy z Weroniką Rosati, w którym aktorka opowiadała o swoim doświadczeniu przemocy ze strony byłego partnera i ojca jej córki. Teraz założyła fundację, by wspierać kobiety, które doświadczają przemocy domowej.

Zobacz też: Standardy edukacji seksualnej WHO to zagrożenie dla dzieci?

Pomoc dla kobiet

– Chcę motywować kobiety do tego, by dostrzegły, że są ofiarami, a potem zmieniały swoje życie – powiedziała Wyborczej Weronika Rosati. Do współpracy zaprosiła znane kobiety: Magdalenę Środę, Karolinę Korwin-Piotrowską, Elizę Michalik, Gabrielę Lazarek. Do działań mają dołączyć między innymi Katarzyna Grochola, Agata Buzek, Sonia Bohosiewicz i Ewa Minge.

Rosati planuje zatrudnić psychologów, terapeutów, etyków i prawników, by być w stanie zaoferować kompleksową pomoc kobietom, które doświadczają przemocy. Jej zdaniem sprawca przemocy ma zawsze jakiś rodzaj przewagi: fizyczną, finansową, ekonomiczną czy społeczną.

Jej fundacja ma motywować kobiety do wyrwania się z przemocowej sytuacji, poprzez dawanie im narzędzi, które pomogą im osiągnąć pewność siebie i  je “uwłasnowolnić”.

Zobacz też: Jednorazowe pobicie to nie przemoc domowa? Premier Morawiecki odpowiada

Użytek z przywileju

Weronika Rosati mówi wprost o tym, że zdaje sobie sprawę ze swojej uprzywilejowanej pozycji względem wielu innych doświadczających przemocy kobiet. Chodzi przede wszystkim o zarobki i status społeczny.

Aktorka postanowiła zająć się pomocą kobietom, które są w gorszej niż ona sytuacji i poza ogromną pracą emocjonalną, jakiej wymaga uświadomienie sobie, że jest się ofiarą i podjęcie działania, muszą mierzyć się z innymi trudnościami, na przykład ekonomicznymi.

Weronika Rosati chce także prowadzić działania edukacyjne, zmierzające do zmiany społecznego postrzegania kobiet – ofiar przemocy oraz kobiet, które samodzielnie wychowują dziecko.  

Zobacz też: Przemoc nasza domowa – jak ją rozpoznać?

 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.