Przejdź do treści

Zaśnij wreszcie! – co wiemy na temat snu najmłodszych?

Składając młodym rodzicom gratulacje z powodu narodzin dziecka życzymy często jak najwięcej snu. Niektóre dzieci przesypiają cały okres noworodkowy, o innych rodzice mówią, że zupełnie nie śpią. Dlatego też znalezienie sposobu na to, żeby dziecko zaczęło spać regularnie i jak najdłużej jest jednym z najważniejszych zadań tego okresu.

Jednak to, jak niemowlę śpi tylko w części jest zależne zarówno od środowiska i w związku z tym podlega wpływowi regulacji, po które sięgają rodzice. Wiele badań pokazuje, że w co najmniej równym stopniu jakość i długość snu są uwarunkowana biologicznie. Dlatego też pytanie o sen dziecka jest w gruncie rzeczy jest jednym z wielu z serii natura versus wychowanie.

Sen dziecka jest ważny dla rodziców. Jedynie względnie wypoczęci są w stanie zajmować się dziećmi oraz wykonywać inne obowiązki. Ale jest też ważny dla samych dzieci, dla ich prawidłowego rozwoju kognitywnego i emocjonalnego.

Co więc  – w dużym skrócie – wiemy na temat snu najmłodszych?
1. Kombinacja natury i wychowania

Nie ma jednego przepisu na to, jak pomóc dziecku w wyrobieniu dobrych nawyków związanych ze snem. Dzieci rodzą się z określonymi predyspozycjami, badania pokazują że nawet w połowie sen dzieci zależny jest od czynników biologicznych [1]. Dlatego też jeśli dziecko dobrze śpi, to niekoniecznie dlatego, że rodzice znaleźli skuteczny sposób. Z drugiej strony jeśli niemowlę nie śpi nie musi oznaczać to, że jego rodzice popełnili jakiś błąd. Bardzo pomocna jest uważność na zachowania dziecka. Wówczas łatwiej dostosować się do naturalnych potrzeb niemowlęcia, zamiast próbować je zmienić.

Sporo badań poświęcono również temu obszarowi snu niemowląt, który jest związany z wpływami środowiska. Okazuje się, że jednym z najważniejszych czynników wspierających lub zaburzających sen niemowląt są przekonania rodziców. Jeśli rodzice są przekonani, że ich dziecko samo sobie nie poradzi, że wybudzanie się jest przejawem stresu i że dziecko potrzebuje bliskości opiekuna podczas zasypia, będą zgodnie z tym postępowali. Badania przeprowadzone w Izraelu pokazały, że jeśli rodzice są przekonani, że ich dziecko samo sobie poradzi w zasypianiu, szanse na to wzrastają. Rodzice biorący udział w tym badaniu byli wrażliwi na potrzeby dzieci i starali się na nie odpowiadać najlepiej jak potrafili, różnili się jednak przekonaniami. Niektóre z matek były przekonane, że ich niespokojne po wybudzeniu dzieci potrzebowały ich pomocy. Zanim dziecko mogło samo się wyciszyć i tym samym nauczyć tak sposobu zasypiania, jak i zaufania do siebie, było pocieszane przez dorosłego.

2. Naturalne zmiany w śnie dziecka

Obserwacja niemowląt ma nieocenioną wagę. Jednak pomimo nieocenionych korzyści, jakie przynosi, jest jednocześnie bardzo trudna do przeprowadzenia, ponieważ często jest działaniem wbrew instynktowi rodziców. Zamiast działać, trzeba poczekać i wytrzymać ewentualne trudne emocje dziecka.

Fascynujące badania pokazujące, w jaki sposób sen zmienia się na przestrzeni pierwszych kilkunastu tygodni życia dziecka przeprowadzono w Wielkiej Brytanii[2]. Noworodki przez pierwsze dni lub tygodnie zwykle śpią bardzo dużo, łatwo też zasypiają. Z czasem jednak zaczynają odbierać coraz więcej bodźców ze świata zewnętrznego, co znajduje odzwierciedlenie w jakości i długości snu. Dzieci wieku 5 tygodni i potem 3 miesięcy były obserwowane i nagrywane podczas nocnego snu. Okazało się, ze wszystkie niemowlęta budziły się w nocy, ale jedna czwarta nie potrzebowała żadnej pomocy ze strony opiekunów w ponownym zaśnięciu. Inne badania wykazały, że w wieku 3 miesięcy aż połowa niemowląt samodzielnie ponownie usypia. Co również ważne, to większość niemowląt podczas nocnego wybudzenia nie płakała. Również te niemowlęta, które potrzebowały nieco więcej czasu, żeby zasnąć, płakały przez około minutę. I wreszcie bardzo ważna obserwacja płynącą z badań – aż 68% 3-miesięcznych niemowląt potrafi spać nieprzerwanie przez nawet 5 godzin.

Oczywiście, wszystkie te dane nadal pozostawiają spore pole dla wsparcia ze strony rodziców. Jednak nie każde dziecko potrafi samo się uspokoić i zasnąć ponownie, ale ważne wydaje się to, że nie tylko jest to możliwe, ale statystycznie bardzo prawdopodobne.

3. Zdolność do zasypiania

Zarówno codzienne obserwacje rodziców, jak i kolejne badania przeprowadzane w wielu krajach pokazują, że jeśli dzieci potrafią same zasypiać, potrafią również same uspokoić się w nocy. Być może wiąże się z niższym poziomem lęku i stresu oraz większym zaufaniem do siebie, nawet w przypadku najmłodszych niemowląt.

Sposób zajmowania się zwłaszcza niemowlętami wywołuje wiele kontrowersji. Naturalną potrzebą rodziców jest chronić dzieci i zapewniać im komfort, pomóc zasnąć. Empatyczny, wrażliwy i otwarty na dziecko rodzic cierpi słysząc płacz dziecka. Widząc jego niepokój, chce mu ulżyć. Dlatego też naturalną reakcją na każdy dyskomfort maleńkiego człowieka jest chęć noszenie, bujanie, przytulanie, podanie dziecku piersi. Natychmiast. Dlatego też tak trudno dać sobie i dziecku czas na to, żeby zrozumieć, skąd biorą się jego emocje i co oznaczają. Łatwo też wówczas przeoczyć ważne sygnały komunikowane przez niemowlę. A przecież od pierwszego dnia życia jest ono pełną osobą, wrażliwą i wymagającą dostrojenia, ale z ogromnymi zasobami, którym warto się przyglądać. Być może dzięki temu również rodzicowi uda się trochę odpocząć i zasnąć spokojniejszym snem.

[1] http://pediatrics.aappublications.org/content/early/2013/05/22/peds.2012-2284

[2] http://journals.lww.com/jrnldbp/Fulltext/2015/06000/Video_Evidence_That_London_Infants_Can_Resettle.3.aspx

ZOBACZ TEŻ:

Znamy zwycięzców konkursu SEN DZIECKA – zobacz fotki, które cię zainspirują!

Jak powinno spać dziecko? „Ja i mama N. bardzo chcemy doszukać się reguł, jakimi kieruje się N.”

Brak snu powoduje, że twój mózg zjada sam siebie!

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Kończyłem bieg ze łzami w oczach!” – co dzieje się na trasie biegu ultra? Krystian Pietrzak wie to najlepiej! [PODCAST]

Krystian Pietrzak
Fot. archiwum prywatne Krystiana Pietrzaka

Zdaje się, że najbardziej mityczną odległością biegową jest maraton – zapewne wiesz, jak skończył posłaniec Filippides, który niósł Ateńczykom wieść o nadciągającej flocie perskiej? Zgadza się, padł nieżywy, chociaż ów mit głosi, że jego trasa miała „zaledwie” długość 42 km 195 m. Cóż, gdyby na jego miejscu był Krystian Pietrzak lub inni biegacze ultra… starożytna historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Wracając jednak do teraźniejszości – posłuchaj II części PODCASTU ze sportowcem, który w trakcie jednych zawodów przebiega nawet… 350 km!

Jeśli na początku wykona się pewną pracę, później jest łatwiej. Później jest tylko łatwiej!

Krystian Pietrzak, biegacz ultra

Katarzyna Miłkowska: Odległości, jakie pokonujesz – chociażby 300 km w trakcie ostatnich zawodów w Portugalii (odbyły się w grudniu 2019 ) – przekraczają granice wyobraźni przeciętnego człowieka.

Krystian Pietrzak: Faktycznie, moje postrzeganie biegania jest inne, ale zależne jest to od perspektywy z jakiej patrzę – a znajduje się ona na dalszym już etapie. Nie zmienia to jednak faktu, że ja też stawiałem pierwsze kroki. Rozumiem więc, że dla wielu absolutnie niewyobrażalne wydaje się przebiegnięcie półmaratonu, maratonu, a następnie myśl o pokonaniu go w lepszym stylu – sam byłem w tym punkcie. Wszystko jednak zaczyna się w treningu, od tych małych kroków – „baby steps” – które codziennie wykonujesz.

Kiedyś opisałem to nawet w jednym z wywiadów, którego udzielałem w Niemczech, gdzie na co dzień mieszkam. Psycholożka sportu próbowała dociec, co pcha ludzi do takich wyczynów – bieg 300 km i spanie w jego trakcie przez zaledwie godzinę, dwie, czasem wcale… Zaznaczyłem wtedy, że to właśnie wspomniany trening stanowi bazę. To właśnie on jest symulacją zawodów – tylko co kluczowe, symulacją podawaną w małych porcjach, które są możliwe do przyjęcia.

Czyli mówisz o swego rodzaju „szczepionce”?

Dokładnie, ponieważ tak na dobrą sprawę, szczepionka jest aplikowaniem czegoś, co powoduje, że zachwiana zostaje nasza naturalna równowaga. Jednak to zachwianie podane w małych porcjach sprawia, że organizm adaptuje się do nowej sytuacji. Dlatego trzeba zdawać sobie sprawę, że o treningu mówimy wtedy, kiedy wychodzimy poza strefę komfortu. Kiedy doświadczamy owego „szczepionkowego” zachwiania.

Wysłuchaj podcastu z Krystianem Pietrzakiem! Dowiesz się z niego znacznie więcej:

  • o tym, co może wydarzyć się na trasie biegu ultra?
  • o emocjach pojawiających się na mecie – co czuje człowiek, który właśnie skończył 300-kilometrowy bieg?!
  • o granicach, których nawet tacy wyczynowcy jak on nie przekraczają!

 

 

Krystian Pietrzak

Fot. archiwum prywatne Krystiana Pietrzaka

Fot. archiwum prywatne Krystiana Pietrzaka

 

 

 

I część rozmowy:Biegi 300 km po górach? No problem! Krystian Pietrzak: „ Każdy jest w stanie zrobić coś podobnego” [PODCAST]

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?

Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?
Natalia Ciemińska, Furia i Donka – fot. archiwum prywatne

Z badań TNS OBOP wynika, że 45% gospodarstw domowych w Polsce posiada psa. Pies w wielu rodzinach traktowany jest jak jej pełnoprawny członek. Czy jednak na pewno? Od rodziny i przyjaciół nie wymagamy przecież karności i bezwzględnego posłuszeństwa. Jak dobrać psa do rodziny? Jak sprawić, aby pies nie musiał, a chciał być posłuszny? O tym i wielu innych aspektach „psiarstwa” rozmawiałam z trenerką psów Natalią Ciemińską.

Alina Windyga-Łapińska: Postanowione – chcemy mieć psa. Na co zwrócić uwagę wybierając czworonożnego przyjaciela?

Natalia Ciemińska: Przede wszystkim na nasz styl życia oraz na to, ile czasu jesteśmy w stanie poświęcić psu. Decydując się na psa rasowego, powinniśmy zawrócić uwagę cechy osobnicze rasy i to do czego te psy były przeznaczone. Nie warto patrzeć na to, jak pies wygląda, ale do czego jest stworzony.

Dobrym przykładem są rasy myśliwskie. Jeżeli chcemy np. beagle, to musimy pamiętać, że te psy miały być niezależne i biegać za tropem głośno szczekając, co oznacza, że taki pies potrzebuje naprawdę sporej aktywności, a nawet po wielu szkoleniach może pobiec za zwierzyną.

Owczarek niemiecki również jest dobrym przykładem – duży, mądry pies z seriali, służący w policji. Właśnie! I tu cały sens życia tego psa. Te psy są DO PRACY. Bez aktywności umysłowej nie każdy przedstawiciel rasy będzie grzeczny i ułożony. Dom z ogrodem nie wystarczy, pies sam się nie wybiega.

Furia fot. archiwum prywatne

Lepiej kupić psa rasowego czy też wziąć kundelka ze schroniska?

Nie ma jednej odpowiedzi. Psy rasowe przeważnie do czegoś służyły i często nadal służą. Bez odpowiedniej realizacji potrzeb, mogą stać się utrapieniem dla człowieka. Z kolei w przypadku kundelka ze schroniska nie znamy jego pochodzenia i przeszłości, ale możemy bardzo pomóc zwierzakowi.

Na pewno nie należy kupować psów tzw. w typie rasy. Tu nie chodzi o papiery i rodowód. Takie psy mogą pochodzić z nielegalnych hodowli i mieć, np. m.in. poważne problemy zdrowotne. Tyle ile zaoszczędzimy na psie, to potem wydamy u weterynarza albo pojawią się problemy behawioralne. Warto sprawdzić, czy hodowla, z której kupujemy psa, jest zarejestrowana w Związku Kynologicznym w Polsce.

Jeżeli nie decydujemy się na psa rasowego, wtedy warto poszukać kundelka. Zaletą psa z hodowli jest kontakt z hodowcą oraz profesjonalne porady, których może nam udzielić. W przypadku psa ze schroniska warto zdać się na wiedzę i doświadczenie wolontariuszy, którzy pomogą wybrać odpowiedniego pieska do rodziny.

Zobacz też: Koń terapeuta – czemu nie? Okiełznaj emocje i ściągnij cugle z Karoliną Czarnecką! WYWIAD

Jakie psy najlepiej sprawdzają się w interakcji z małymi dziećmi? Czy można wytresować psa, aby nie zrobił krzywdy dziecku?

Według mnie nie ma czegoś takiego jak pies dla dziecka. Są rasy łatwiejsze, trudniejsze, aktywne i mniej aktywne. Zawsze staram się dobierać rasę do rodziny i jej trybu życia. Nie możemy mówić, że kupujemy psa dla dziecka. To my dorośli, jesteśmy za niego odpowiedzialni. Pies jest wspólny i trzeba równo podzielić obowiązki.

Nie możemy liczyć na to, że 8-latek sam będzie wychodził codziennie rano z psem. To może być nawet niebezpieczne, Młody pies, gdy wychodzi z dzieckiem, może pociągnąć. Pies testuje dziecko i wyczuwa słabość. Wie z kim, na ile może sobie pozwolić. Fajnie, jakby spacery były wspólnym czasem dla rodziców, dziecka i psa.

Wiele dzieci, gdy myśli o psie wyobraża sobie dużo przytulania i głaskania. Niestety to nie do końca tak jest. Oczywiście, że psa można pogłaskać i przytulić, ale na pewno nie jest to coś, co pies będzie znosił cały dzień, a w szczególności szczenię. Szczeniaczkom trudno wytrzymać ciągle przytulanie, stąd częste problemy, że pies podgryza, skacze na dziecko.

Jakie rasy sprawdzą się przy dziecku?

Tak naprawdę jak wychowamy, tak mamy, ale jeśli mamy już podać przykłady to dobrze w roli psów „rodzinnych” sprawdzają się retrievery, berneński pies pasterski.

To dziecko powinno się uczyć jak podchodzić do psa. Czasami pies próbuje odejść, a dziecko wisi na nim. Tutaj powinni wkroczyć rodzice. Tłumaczmy, że pies już ma dość, dajmy mu możliwość odejść, odpocząć.

Kolejny problem to podgryzanie podczas kontaktu z dzieckiem. Z psem powinniśmy bawić się zabawkami. Szczeniak nie kontroluje emocji, najpierw podgryzie lekko, potem mocniej. Kiełki potrafią zrobić krzywdę. Psy testują, jeżeli nie zareagujemy na lekkie ugryzienie, następnym razem spróbuje mocniej.

Donna fot. archiwum prywatne

Jak prawidłowo przeprowadzić socjalizację psa w nowym domu?

Szczeniaka powinniśmy odebrać od hodowcy w wieku 8/9 tygodni. Socjalizacja to jest oswojenie z tym, jak wygląda ten świat oraz odpowiednie przygotowanie go do życia w nim. Piesek w okresie socjalizacyjnym powinien zobaczyć jak najwięcej rzeczy, miejsc, poznać różnych ludzi, inne pieski i mieć z nimi pozytywne skojarzenia.

Jeżeli chcemy, aby w przyszłości pies wyjeżdżał z nami np. na wakacje, to musi być do tego przyzwyczajany. Trzeba jeździć z nim regularnie samochodem, niezależnie od tego, czy akurat jest gdzie. Tak samo ze sprzątaniem – nawet jeśli na początku pies będzie się bał odgłosu odkurzacza, trzeba próbować – to kwestia treningu. Pies, żeby uczyć się, jak ma się zachowywać, od początku musi być wystawiany na dany bodziec.

Jednak najważniejsze jest, aby pies od początku był uczony, że zostaje sam w domu. Często dzwonią do mnie opiekunowie szczeniaka i mówią, że piesek jest u nich od tygodnia, specjalnie wzięli urlop i jeszcze nie był sam, a za 2 dni muszą wrócić do pracy i piesek musi zostać 8 godzin w domu. To jest podstawowy błąd. Pies od pierwszych dni z nami musi zostawać sam! On musi wiedzieć, że tak wygląda jego życie, a żeby mu to ułatwić, przed zostawieniem trzeba go zmęczyć, a na czas naszej nieobecności zostawić coś pysznego do zjedzenia tak, aby miał co robić, gdy nas nie ma.

Kiedy powinniśmy rozpocząć tresurę szczeniaka? Czy możemy zrobić to sami, czy lepiej oddać się w ręce profesjonalisty? Jeżeli kurs – lepiej indywidualny czy grupowy?

Wychowanie i szkolenie psa zaczyna się od pierwszego dnia w nowym domu.

Jestem za tym, aby każdy opiekun i jego czworonóg, odbył przynajmniej szkolenie z podstawowego posłuszeństwa. To szkolenie od około 4 miesiąca szczeniaka. Osobiście wolę szkolenia grupowe, ale wszystko zależy od potrzeb właściciela psa. Jeżeli pies mieszka głównie w ogrodzie i ma mały kontakt ze światem i potrzebujemy tylko podstawowych komend – indywidualne wystarczą. Jednak u młodych psów lub psów mieszkających w mieście – szkolenia grupowe uczą pracy w rozproszeniach, wśród innych psów, ludzi. Tego nie ma na lekcjach indywidualnych.

Prowadzę również tzw. psie przedszkole, zajęcia socjalizacyjne z psami do 4 miesiąca życia. Ćwiczymy przechodzenie przez tunel i ruchome kładki. Przyzwyczajamy do parasoli, osób w kapturach – normalnych rzeczy, których pies może się bać i np. obszczekiwać.

Moim marzeniem jest, aby każdy pies odbył szkolenie z podstawowego posłuszeństwa. Nie czekajmy, aż zaczną się problemy. Po podstawowym szkoleniu 90% psów wychodzi ze wszystkimi umiejętnościami takimi jak: siadanie, leżenie, chodzenie przy nodze, komenda na przychodzenie, nieruszanie jedzenia na zakaz, odsyłanie na miejsce. Psy uwielbiają się uczyć.

Jakie są podstawowe techniki szkolenia psów?

Techniki są różne – ja jestem za tworzeniem relacji i więzi z psem. Chcę, aby mój pies czuł się przy mnie dobrze i mnie lubił, a komendy wykonywał z radością. Nie wyobrażam sobie życia bez przywołania, odesłania na miejsce oraz nieruszania jedzenia na komendę.

Zobacz też: Kot i noworodek. Co zrobić, by zwierzak zaakceptował nowego członka rodziny?

Pies najlepszym przyjacielem człowieka – prawda czy fałsz?

Zdecydowanie prawda, aczkolwiek moim marzeniem jest, aby również było odwrotnie. Tego uczę na moich szkoleniach. No i przede wszystkim skoro jesteśmy najlepszymi PRZYJACIÓŁMI, to nimi bądźmy i szanujmy się wzajemnie. Tutaj kłania się definicja słowa przyjaźń, kontra to, czego oczekujemy od psów.

Czy Pani najlepsza ludzka przyjaciółka musi się bezwzględnie słuchać, ma być karna i pomagać pani w każdej możliwej sytuacji, mimo że pani nie ma nawet czasu na bezinteresowne wyjście na kawę?

Co to oznacza? Szanujmy gorszy dzień psa, bądźmy wyrozumiali i cierpliwi w trakcie nauki oraz  dajmy coś od siebie, tzn. weźmy chociaż raz dziennie na długi spacer, nawet gdy ma 2000 metrów działki. Moje psy mi ufają i reagują na komendy, ale nie robią tego dlatego, że są karne i wytresowane. My się po prostu lubimy, a komendy to trochę nasz język do komunikowania się. Tak powinniśmy do tego podchodzić.

Oczywiście, że czasem krzyknę, powiem nie. Psy znają granicę. Nie używam przemocy, nie daję klapsów, obchodzę się bez tego.

Pies z kotem – czy da się pogodzić?

Jestem aktualnie na tym etapie. Myślę, że wszystko zależy od tego, jakie są to zwierzęta oraz czego tak naprawdę oczekujemy od tej relacji. Nauczyć ich ignorowania siebie wzajemnie da się na pewno, a czy przyjaźnić i spać w jednym posłaniu? To już kwestia osobnicza. Mój beagle nie ma problemów z kotem, może przy nim spać, jeść jedne smakołyki i dawać sobie buziaczki noskami. Zaś border collie woli trzymać się z daleka i nie chce wchodzić w kontakt ani aby kot podchodził. Co ja na to? Ja to szanuję. Jedyne czego wymagam to, aby nie zrobiły sobie krzywdy.

natalia ciemińska

Ekspert

Natalia Ciemińska

Trenerka psów w Centrum Szkolenia Psów Luna w Konstancinie-Jeziornie, prywatnie opiekunka dwóch suczek Furii (border collie) i Donki (beagle). Szkoleniem psów interesuje się od najmłodszych lat, a własna szkoła to jej spełnione marzenie.
Centrum Szkolenia Psów Luna
www.szkoleniepsowluna.pl
www.facebook.com/szkoleniepsowluna

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

Dlaczego tak trudno zdecydować się na terapię?

Dlaczego tak trudno zdecydować się na terapię?
Nie bądź sam ze swoimi problemami.

Często na początku roku obserwujemy wzmożone zainteresowanie różnymi formami wsparcia, które mają prowadzić do zmiany. Początek roku wydaje się dobrym momentem na zmianę. Stwarza nadzieję, że tym razem będzie inaczej, że tym razem coś uda się poprawić, a to, co złe, trudne, czy niepotrzebne zostawić w mijającym roku.

Czasami taka motywacja jest początkiem, na którym da się zbudować coś trwałego. Czasami wystarcza na chwilę. Bywa, że początek roku wydaje się dobrym powodem, by rozpocząć psychoterapię. Wówczas, podobnie jak z innymi noworocznymi powodami, może się ona skończyć równie szybko, jak się zaczęła, zostawiając poczucie, że jednak nic nie można zmienić.

Decyzja, by pójść do psychoterapeuty, zwykle jest bardzo trudna i poprzedzona długim cierpieniem. Podejmowana jest zwykle wówczas, kiedy wszystkie inne środki zawiodły, kiedy objawy nie pozwalają normalnie funkcjonować, kiedy związek się sypie, dziecko cierpi z powodu fobii, nie ma już badań, którym można by się poddać i które tłumaczyłyby objawy.

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

Dlaczego tak trudno rozpocząć psychoterapię i dlaczego tak trudno sobie pomóc?

1. Powinienem sam sobie poradzić z moimi problemami

Bo przecież „inni” sobie radzą. W naszych fantazjach zawsze są jacyś „inni”, ludzie, których nic nie dotyka, nie wzrusza, którzy sobie „świetnie radzą” z trudnościami. Równie częste jest przekonanie, że leczeniu należy poddawać ciało, nie uczucia i myśli. Leczyć można złamaną nogę. To jest zrozumiałe. Trudniej sobie wyobrazić, że można zmienić to, co dzieje się w głowie. Nawet przy pomocy drugiego człowieka.

Tymczasem psychoterapia jest leczeniem, które przynosi ulgę, ale również dostarcza umiejętności i nowych doświadczeń, na których można budować. Nawet wówczas, kiedy psychoterapia się zakończyła.

2. Inni mają gorzej

Częste jest przekonanie, że psychoterapia jest zarezerwowana dla osób, które mają „prawdziwe” problemy. Pacjenci mówią, że skoro nie mieli – ich zdaniem- trudnego dzieciństwa, nie doświadczyli przemocy, nadużyć, nikt z ich bliskich nie był uzależniony, to ich aktualne kłopoty są niezrozumiałe. I jako takie nie wymagają leczenia, ale silnej woli.

Jednak skutek może – i często bywa – taki, że ludzie zgłaszają się do terapii, kiedy mają już nasilone objawy, utrwalone mechanizmy działania, w określony sposób budują relacje z innymi. Zgłaszają się więc w momencie, kiedy czują się już bardzo źle i kiedy pomóc im jest trudno.

3. Czy kiedykolwiek będę w stanie funkcjonować bez terapii?

Woody Allen przyzwyczaił nas do myśli, że terapia może w zasadzie trwać całe życie. Psychoterapia kojarzona jest z kozetką, obok której siedzi milczący i wycofany analityk. Albo też jako spotkanie dwojga osób, z których jedna wie, jak należy postępować, potrafi udzielać rad, chętnie dzieli się swoją wiedzą, czasami zadaje prace do wykonania w domu. O tym drugim typie terapii łatwiej myśleć jako o bardziej skutecznym i szybciej przynoszącym ulgę. Jednak w pytaniu o to, czy terapia kiedykolwiek się skończy, zdaje się pobrzmiewać lęk przed zależnością. Ale może być  też wynikiem trudności w komunikacji pomiędzy pacjentem a terapeutą. Terapia nigdy nie trwa wiecznie. Pacjent ma prawo ją przerwać w dowolnym momencie, ale też zawsze warto tę decyzję omówić z terapeutą.

4. Czy będę potrafił/a się otworzyć przed obcą osobą?

Terapia jest szczególnym rodzajem rozmowy. Bardzo intymnej, kiedy ujawniane są osobiste sprawy, nierzadko nigdy niewypowiedziane na głos. To może być trudne. Ale równie trudne może być to, że tylko jedna osoba odkrywa się w ten sposób, co może budzić w pacjencie/kliencie dodatkowe napięcie.

Jednak zanim zacznie się ujawniać najbardziej bolesne myśli, pomiędzy pacjentem i terapeutą musi stworzyć się bezpieczna więź, a przynajmniej pojawić się poczucie, że temu człowiekowi można zaufać.

5. Czy zostanę oceniony/a przez terapeutę?

Jeśli ujawniamy najbardziej osobiste czy wstydliwe myśli, to zupełnie naturalnie, że obawiamy się oceny. Obawiamy się więc potępienia, odrzucenia, wyśmiania. Jednak w terapii, o ile nie jest zagrożone czyjeś zdrowie czy życie, zachowania, czy tym bardziej fantazje nie są oceniane. Są oglądane, omawiane, a pacjent jest zachęcany na przykład do weryfikacji swoich poglądów. Wszystko w celu poprawy jego samopoczucia oraz funkcjonowania.

6. Kiedy nastąpi zmiana?

Powodów, dla których ludzie jednak decydują się na terapie, jest wiele. Zwykle jest to jakaś forma cierpienie. Naturalnym więc wydaje się, że żeby cierpienie ustąpiło, coś mu się zmienić. Jednak często bywa tak, że świadome pragnienie bywa torpedowane przez nieświadome. Można więc sądzić, że chce się zmiany i jednocześnie być nią przerażonym. Przyszły pacjent czy klient terapeuty może więc sądzić, że zmiana będzie konieczna, że takie też będzie oczekiwanie ze strony terapeuty. Czy jednak w ogóle dojdzie zmiany i w jakim tempie, to już bardziej złożony proces.

7. Jeśli mam wątpliwości, czy to znaczy, że terapia nie jest dla mnie?

Wątpliwości mogą świadczyć o różnych rzeczach. W zasadzie trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek rozpoczynał tak osobisty proces, jakim jest psychoterapia bez jakichś obaw i pytań. Dlatego też psychoterapia poprzedzona jest konsultacjami, które stwarzają pacjentowi szanse na zadanie pytań, określenie (jeśli jest w stanie, a nie musi) celów, urealnienie ich, jeśli trzeba. A przede wszystkim są czasem, kiedy pacjent przygląda się temu, jak czuje się w relacji z tą określoną terapeutką lub terapeutą.

Zobacz też: Coach czy psychoterapeuta – kto lepiej pomoże Ci się zmienić?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Grając, dbasz o mózg

Coraz popularniejsze planszówki są świetnym pretekstem do spotkań z rodziną i znajomymi. Ale nie tylko. Co dzieje się z naszym mózgiem, kiedy gramy? Dlaczego powinniśmy grać z babciami i dziadkami? Na nasze pytania odpowiada Piotr Milewski, wykładowca w Katedrze Badania i Projektowania Gier w Bydgoszczy.

Dlaczego powinniśmy grać w planszówki?

Badania jasno pokazują, że dzięki graniu zwiększa się szybkość myślenia, łatwiej stawiamy czoło problemom i do tego polepszamy naszą pamięć. Dotyczy to także starszych osób – emerytów, ludzi po 70-tym roku życia, którzy zaczęli grać w gry towarzyskie i planszowe, łamigłówki, układać układanki, rozwiązywać krzyżówki. Badania wykazały spowolnienie demencji starczej i innych schorzeń związanych z wiekiem Jak się okazuje, nigdy nie jest za późno, bo nasz mózg zmienia się przez całe życie. Gry, które wymagają logicznego myślenia, ćwiczą go – rozwijają obszary dobrze rozwinięte i pobudzają te, których używamy rzadziej. W wielu grach stykamy się z przeszkodami, których nie napotykamy w naszym codziennym życiu. Dzięki temu przełamujemy rutynę i utrzymujemy nasz mózg w dobrej formie.

Jest Pan specjalistą od gier jakiego rodzaju?

Przedmioty, których uczę, to gry edukacyjne, gry planszowe i karciane. A także gry miejskie i gry z elementami rzeczywistości rozszerzonej.

Zobacz też: Grajmy, zwłaszcza w planszówki

Zachęcamy nasze dzieci do gry w planszówki, a zabraniamy gier wideo. Słusznie?

To, co łączy wszystkie gry wideo – bo istnieje tutaj rozbieżność gatunkowa oczywiście  – jest taka, że gramy w nie raczej w samotności. Kontakt z drugim człowiekiem w tym wypadku jest raczej ograniczony. Jeśli chodzi o planszówki czy gry karciane – odkładając wszelkie pasjanse – to one zawsze wymagają obecności drugiej osoby. I to jest szalenie istotne. Po pierwsze dlatego, że kultura nam się zmieniła, bo tego drugiego człowieka mamy znacznie mniej niż kiedyś, więcej rzeczy robimy zdalnie, komunikacja też stała się bardziej cyfrowa – częściej piszemy niż dzwonimy do kogoś. Nie uczymy się umiejętności społecznych. Nasza edukacja jest pod tym względem fatalna, ponieważ zmusza nas do zdobywania jakiejś wiedzy o charakterze kognitywnym czyli faktograficznym, konkretnym. Nie przygotowuje nas niestety do tego, jak  – gdy pójdziemy do pracy, gdzie czekają nas nowe zadania i gdzie będziemy „musieli się odnaleźć” – przyjąć nowe role społeczne. Szkoła traktuje nas jak takie indywidualne wiadra, w które trzeba nalać wiedzę, ale zupełnie nie uczy nas tego, jak później będziemy te nabytą wiedzę stosować. Nie tylko na sobie samych, ale przede wszystkim z innymi ludźmi. A tego uczą nas właśnie gry.

Mózg powinien rozwijać się w szkole.

Rozwija się lewa półkula, odpowiedzialna za zdolności językowe, za liczenie, analizę. Natomiast prawa półkula, która odpowiada za kreatywność i wyobraźnię, syntezę  oraz łączenie różnych elementów czy nowe pomysły, jest wyraźnie zaniedbywana. Wyrzucono ze szkoły wszystkie przedmioty artystyczne, jedna godzina plastyki tygodniowo tego nie załatwi. Jednym słowem nie dostarczamy żadnej pożywki naszej kreatywnej stronie. Nie ma teatru, muzyki, kompozycji, prac ręcznych.

Grywalizacja jest terminem, który na stale wchodzi do wielu dziedzin życia: biznesu, psychologii, edukacji.

Tak, to jeden z przedmiotów, który wykładałem na uczelni. To słowo- wytrych, którym przykrywa się wiele rzeczy. Grywalizacja to stosowanie mechanizmów pochodzących z gier w sytuacjach nie będących grami, w celu zwiększenia zaangażowania użytkownika. Ja jestem zwolennikiem nurtu game-based learning, czyli edukacji poprzez grę. Analizujemy gry, które są zaprojektowane w celu stricte rozrywkowym, sprawdzamy czego uczymy się, gdy staramy się wygrać… A potem sprawdzamy, czy te umiejętności przypadkiem nie pokrywają się z efektami kształcenia jakiegoś przedmiotu. Najpopularniejszy przykład takiego zastosowania to tłumaczenie zasad prawdopodobieństwa na przykładzie gier karcianych.

Wielu biznesmenów m.in. Bill Gates mówi w wywiadach, że zawsze grał w planszówki i nadal gra z rodziną. Czyli za mało gramy i zbyt demonizujemy gry wideo?

Zdecydowanie. Ostatnie badania pokazały, że sprawcy masowych strzelanin w Stanach Zjednoczonych grali statystycznie rzadziej i krócej niż ich rówieśnicy. Tyle na temat tego, że gry powodują przemoc.

No właśnie. Wielu rodziców tak myśli.

Ja w takim wypadku zawsze pytam, w jakie gry grali naziści, Kaligula, Neron i uczestnicy Pierwszej Krucjaty Ludowej roku 1096 -go.

Jakie jest marzenie specjalisty od gier?

Chciałbym, żebyśmy odeszli od tych klasycznych gier, żeby nie męczyć dzieci tym nieszczęsnym chińczykiem i nie grać ciągle w Czarnego Piotrusia. Pojawiło się całe mnóstwo gier karcianych i zachęcam do tego, żeby wypróbowywać nowe tytuły, które się pojawiają na rynku, bo są świetnie zaprojektowane. Są angażujące, wymagające i mogą rosnąć razem z graczem, który z wiekiem będzie się uczył taktyki i strategii oraz będzie poznawał kolejne warstwy danej gry. I nie wszystkie mają instrukcje rozmiaru nowelki. Warto je wypróbować!

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.