Przejdź do treści

Znamy już wyniki 7 edycji konkursu Zabawka Roku!

Tytuł Zabawki Roku przyznany już po raz siódmy! Kolejna edycja konkursu Zabawka Roku oraz Nagrody Rodziców za nami. Uczestnicy tej edycji mieli również okazję wziąć udział w bardzo ciekawych warsztatach kreatywnych, pokazach i grach rodzinnych.

Zabawka idealna

Znani rodzice wraz dziećmi oraz eksperci przetestowali najciekawsze nowości na rynku zabawek i produktów dla dzieci. Finał konkursu odbył się w hotelu Brant w Wiązownej pod Warszawą. Jurorzy oceniali 97 przedmiotów.

– Celem konkursu jest pomoc rodzicom w wybraniu najbardziej wartościowych zabawek i przedmiotów dla dzieci. Tutaj testujemy te najlepsze na rynku na własnej skórze i patrzymy, które zabawki wydobywają z dzieci najlepszą energię, wzbudzają kreatywność, rozwijają, pozwalają wartościowo spędzić czas z dorosłymi. Zachęcamy do zabawy i twórczego spędzania czasu z dzieckiem. Z kolei w konkursie Nagroda Rodziców pokazujemy produkty ułatwiające prawidłowy rozwój, pielęgnację i opiekę nad dzieckiem – mówi Magdalena Kordaszewska, redaktorka naczelna serwisu Zabawkowicz.pl i organizatorka konkursu.

W skład tegorocznego jury weszli znani rodzice: Anna Dereszowska, Katarzyna Zielińska, Karolina Malinowska, Beata Sadowska, Joanna Racewicz, Małgorzata Kosik, Anna Kalczyńska, Michał Olszański, Agnieszka Mrozińska, Karina Kunkiewicz. A także eksperci, dziennikarze branży parentingowej oraz kobiecej i lifestylowej, piszący dla takich tytułów jak: „Branża Dziecięca”, „Twój Junior”, „Newsweek Polska”, „Dziecko Najlepsza Inwestycja”, „Kikimora”, „Hipoalergiczni”, „M jak Mama”, „Świat Zabawek”, „ScannR – papier, biuro, szkoła, zabawki”, „Mój Przedszkolak”, „Mały uczeń”, „Mamy czas”, „Świat przedszkolaka”, „egaga.pl”, „Qulturka.pl”, „Babyboom.pl”, „MamaDu”, „Pani” „Kobiety.pl”, „Mój żłobek, moje przedszkole”, „Dyrektor szkoły”, „E-Szkrab.pl”, „Edukacja”, „Chcemy być rodzicami”, „Magazyn Zdrowie”, „SportowaRodzinka.pl”, „EgoDziecka.pl”, „Pudelek”, „Plejada”.

Nowoczesność vs. klasyka

W trakcie gali finałowej jurorzy na własnej skórze sprawdzali i testowali zabawki, produkty dla dzieci. Jak sami przyznali, wybór nie był prosty. W tej edycji największe zainteresowanie budziły roboty i zabawki wprowadzające dzieci w świat programowania. Jury podobały się również klasyczne, drewniane zabawki i gry rodzinne.

Za każdym razem jest dużo fajnych rzeczy. Bardzo spodobał mi się robot BB-8, którym można sterować z pozycji ręki, z różnymi aplikacjami, który niesamowicie rozwija wyobraźnię, uczy matematyki i fizyki. Świetnie czas spędziłam grając w grę Gorący ziemniak, która niesamowicie sprawdza naszą wiedzę i skojarzenia, a przede wszystkim wywołuje wiele pozytywnych emocji – komentowała Anna Dereszowska.

Laureaci

Znakiem jakości Zabawka Roku będą mogły się pochwalić: gry edukacyjne Osmo uczące programowania, klocki, z których można stworzyć interaktywnego robota – Jimu Robot. A także klocki: elektroniczne – Little Bits i magnetyczne – KOOGLO. Wśród zabawek dla niemowląt jury doceniło matę edukacyjną Skip Hop, która rośnie razem z dzieckiem. Zabawką Roku został także drewniany domek stworzony przez polskich projektantów z Oloka-Gruppe, który można łączyć z modułów, zbudować całe miasteczko a jego mieszkańcom nadać dowolne cechy. Nagrodę w konkursie zdobyła także gra Story Cubes pomagająca w problemach z wysławianiem się, ucząca kreatywności i spędzania czasu w gronie rodziny. Świat chłopców nagrodził serię narzędzi Bosch Klein, które wyglądają jak prawdziwy warsztat mechanika. Ceniących aktywność na świeżym powietrzu zachwyciła Drabinka Lil’ Monkey Everest ze schodkami, ślizgiem i elastycznym tunelem – przeznaczona dla dzieci w wieku 1,5 – 5 lat.

Drewniane modułowe domki od Oloka-Gruppe

Wyróżniona w Konkursie Zabawka Roku została seria zabawek kreatywnych Moluk, kreatywne klocki Geosmart oraz Bioblo, które charakteryzują się unikalną budową plastra miodu. Jurorzy przyznali wyróżnienia także Serii SuperQuiz Kapitan Nauka, składanym Mapom dla dzieci ExpressMap oraz Tablicy motywacyjnej należącej do serii Zabawek Drewnianych firmy Trefl. Wśród produktów dla najmłodszych wyróżniono Serię HEXBUG Junior, która inicjuje zabawę i zachęca do raczkowania. A także zapraszające do aktywności hulajnogi Mini Micro Deluxe. Ciekawym wyróżnieniem są wielorazowe saszetki o wszechstronnym zastosowaniu DoddleBags. Wśród rowerków wyróżniono model STRIDER Sport 12, który rośnie razem z dzieckiem. Z zabawek sportowych wyróżnienie otrzymał też monitor aktywności i zegarek vívofit® jr Garmin.

Moją uwagę zwróciła wywrotka, która jest bardzo duża i można ją wykorzystać w czasie zabaw na dworze, jak również drewniane, modułowe domki, które można samemu budować, ozdabiać. Taki trochę powrót do dzieciństwa – mówiła Katarzyna Zielińska.

Co na to rodzice?

W kategorii Nagroda Rodziców zwyciężyły: Sweakers – skarpetki antypoślizgowe na basen, wielofunkcyjna i bezszwowa chusta High UV BUFF oraz seria akcesoriów do karmienia Skip Hop Zoo. Jury doceniło również innowacyjny, mobilny fotelik samochodowy Doona, który można zamienić w wózek oraz książkę Beaty Sadowskiej – I jak tu nie podróżować z dzieckiem.

Z Nagrody Rodziców, bardzo podobają mi się produkty Skip Hop, których używa się na co dzień. Są praktyczne, estetyczne   i   wyglądają  ładnie.   Bardzo   spodobał   mi   się   wózek   Doona, który zdecydowanie   ułatwia   życie   młodym   rodzicom   oraz   organizer Belmam, który   można   wykorzystać zarówno w pokoju dziecięcym, jak i każdym innym miejscu w domu. To takie moje hity tej edycji – podkreślała Karolina Malinowska.

Wyróżnienia w tej kategorii trafiły do WaterWipes – chusteczek nasączanych czystą wodą, uroczego i funkcjonalnego Termoforu ThermoBunny, który może być również maskotką. Wyróżniona została najnowsza seria butów BOBUX PLAY AKTIV dla aktywnych dzieci. Jury wyróżniło również filcowe książeczki Felt For Fun, przepiękne i wykonane w skandynawskim stylu łóżeczko Smooth Cot oraz niezastąpiony w każdym domu Organizer Jimi.

GOFIT 366 cm PRO – Trampolina ogrodowa

Dzieciaki wybrały!

Nagrody Dzieci trafiła do producenta trampolin – GOFIT za model 366 cm PRO oraz Chicco za zabawki sportowe Fit&Fun. W kategorii zestawy kreatywne dzieci doceniły fenomenalne AQUA DRAGONS – żywe smoki, Manufakturę Szminek i Błyszczyków oraz Bańki Fru Blu. Ich uznanie zyskały również gry rodzinne: Gorący Ziemniak, Seria Tik Tak Bum!, robot BB-8 & Force Band oraz klocki Playmobil Ghostbusters. Wśród pojazdów nagrodę otrzymał nowoczesny Jeździk, pchacz, bujak: Mercedes GL63 AMG, Seria Gigant Śmieciarka Orange/Blue, Farmer oraz Wywrotka Nr1 z gumowymi kołami zgłoszona w kategorii zabawek do piasku przez firmę Polesie.

Produkty ze znakiem Zabawka Roku i Nagroda Rodziców już niedługo będzie można znaleźć w sklepach. To świetna wskazówka dla rodziców przed zbliżającymi się komuniami i Dniem Dziecka.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

“This is family” – nowa kampania brytyjskiej marki River Island wychodzi naprzeciw zmianom społecznym

"This is Family" - kampania River Island
(Urodziła się w nietypowych okolicznościach, więc musi wyrosnąć na silną kobietę. Mam nadzieję, że damy jej narzędzia do tego, żeby taka się stała) – fot."This is Family", kampania River Island

“Tradycyjne” rodziny, rozumiane jako monoetniczne pary heteroseksualne, posiadające kilkoro wspólnych, biologicznych dzieci, to w tej chwili zaledwie jedna trzecia angielskiego społeczeństwa.

Różnorodność

Angielska marka odzieżowa River Island rozpoczęła kampanię marketingową, której celem jest pokazanie, że model rodziny, do którego większość z nas jest przyzwyczajona, się zmienia. W UK “tradycyjne” rodziny, rozumiane jako monoetniczne pary heteroseksualne posiadające kilkoro wspólnych, biologicznych dzieci, to w tej chwili zaledwie jedna trzecia społeczeństwa. W swojej nowej kampanii marka prezentuje inne modele rodziny i celebruje różnorodność.

Rodziny jednopłciowe, wieloetniczne, adopcyjne, patchworkowe, single wychowujący dzieci – oni wszyscy stanowią większość. Zdaniem twórców kampanii, to właśnie takie rodziny widać na Londyńskiej ulicy. Mimo to, w mediach i reklamie tradycyjna rodzina jest nadreprezentowana, natomiast inne opcje są pokazywane niechętnie albo wcale. River Island, chcąc przełamać tą dysproporcję, zaprasza do współpracy ludzi, którzy wymykają się tradycyjnemu schematowi.

Wideo zapowiadające kampanię „This is family” możecie zobaczyć tutaj

Co znaczy “rodzina” w 2019 roku?

Na zdjęciach zobaczymy między innymi parę gejów z niemowlęciem, kobietę i psa, grupę roześmianych dzieci, z których jedno ma zespół Downa, różnorodną etnicznie grupę młodych mężczyzn, kobiecą parę z kilkuletnim dzieckiem, mieszane etnicznie pary heteroseksualne.  

– Nasza kampania “This is family” dąży do przekształcenia nieaktualnych etykiet i stereotypów związanych z rodziną. Jako River Island, rodzinna firma, jako priorytet traktujemy celebrację wszystkich naszych klientów, zawsze opowiadamy się za różnorodnością i inkluzywnością. Mamy nadzieję, że ta kampania będzie kontynuacja naszych dotychczasowych działań w tym kierunku – powiedziała Angela Asiedua, dyrektor marketingu River Island.

– Jako samodzielny tata wiem z pierwszej ręki jak to jest nie pasować do wzorca tradycyjnej rodziny i być wykluczonym. A moi dwaj synowie i ja stanowimy rodzinę w takim samym stopniu, co wszyscy inni. Kampania “This is Family”, którą tworzymy dla River Island celebruje moją rodzinę i wiele innych rodzin, które są pomijane – uważa Alistair Green, przedstawiciel agencji Studio Blvd, która zajmuje się produkcją kampanii.

Zobacz też: „Co teraz? Moja ukochana została matką!” Pomóżmy Karolinie wydać książkę

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Baby shower, czyli pierwsza impreza dziecka. Co warto wiedzieć?

Baby shower
Baby shower robi się coraz popularniejszą uroczystością – Fot. Pixabay

W wielu krajach impreza, na której spotykają się głównie mamy oczekujące dziecka, przyjaciółki i rodzina, ma już długoletnią tradycję. I staje się coraz bardziej modna.

W naszym kraju baby shower organizuje się dopiero od kilku lat, ale staje się coraz bardziej popularny. Producenci walczą o klienta, dlatego rynek gadżetów produkowanych specjalnie na tę okazję jest coraz większy.

W dzisiejszych czasach, kiedy to media społecznościowe kreują rzeczywistość, a temat mam i dzieci jest jednym z najbardziej pożądanych, baby shower staje się jedną z najważniejszych wydarzeń w życiu dziecka (którego jeszcze nie ma na świecie). Wystarczy na Instagramie czy Facebooku wrzucić temat, a wyskoczą strony, których tematem jest przedporodowa impreza.

Zobacz też: Jak wychować grzeczne dziecko? Zobacz porady lekarki!

 Po co organizować baby shower?

Oprócz oczywistości takich jak radość z przyjścia na świat nowego człowieka, są jeszcze inne elementy, dla których warto zastanowić się nad urządzeniem imprezy:

  • obecność bliskich daje przyszłym rodzicom nadzieję na to, że w trudnych chwilach będą mogli liczyć na ich pomoc 
  • kiedy małe dziecko jest już na świecie, potrzebuje całej masy rzeczy: pieluszek, chusteczek, kosmetyków (mama także!) etc. Prezenty od gości mogą na początku zniwelować wczesny szok zakupowy i rozwiać wątpliwości „czy na pewno wszystkiego wystarczy?”
  • opowieści (często humorystyczne) doświadczonych rodziców podczas imprezy, pozwolą chociaż trochę zniwelować lęki przyszłych rodziców

 Kto powinien zorganizować baby shower?

Organizacja imprezy zależy od umowy zainteresowanych – mogą to zrobić przyjaciele, rodzina albo przyszli rodzice.

Ważne, żeby włączyć się w organizację, pomóc wydrukować zaproszenia, zorganizować catering, wybrać prowadzącą lub prowadzącego. Na ogół na baby shower przychodzą same kobiety, ale w ostatnich latach to się zmienia i mężczyźni także chcą uczestniczyć w zabawie.

Zobacz też: Jak przygotować się do pierwszego wiosennego spaceru z noworodkiem? Poznaj porady położnej!

Kiedy zorganizować baby shower?

Najlepiej zacząć przygotowania po oficjalnym ogłoszeniu dobrej wiadomości, ale najlepszym terminem będą okolice drugiego trymestru. W trzecim lepiej nie ryzykować z dwóch powodów:

  • poziomu energii przyszłej mamy, która może nie czuć chęci imprezowania przed nadchodzącym porodem
  • po otrzymaniu prezentów, rodzice będą mieli jeszcze sporo czasu, żeby zorientować się, czego im brakuje

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

„Czy moje dziecko jest uzależnione?!” – ten wywiad powinni przeczytać wszyscy rodzice!

Czy moje dziecko jest uzależnione

Kiedy na drodze rodzica staje wyzwanie, jakim jest uzależnienie dziecka, albo nawet samo jego podejrzenie, świat może zacząć przytłaczać z ogromną siłą. Pierwsze pytanie zapewne brzmi wtedy, jak mogę ratować swoje dziecko?! Chwila, chwila… a może to najpierw ja potrzebuję pomocy? Co zrobić, kiedy pojawia się chociażby myśl o tym, że twoje dziecko może mieć problem z różnymi psychoaktywnymi substancjami, mówi psycholożka, psychoterapeutka oraz specjalistka terapii uzależnień, Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

Katarzyna Miłkowska: Zacznijmy od scenariusza, w którym do twojego gabinetu wchodzi rodzic podejrzewający, że jego dziecko jest uzależnione. Co cię wtedy zastanawia – twarde dowody, które takie domysły wywołały, czy może coś zupełnie innego?

Małgorzata Zembowicz-Kowalska: Wiesz, przede wszystkim dopytuję jednak o to, co sprowadza tego rodzica w jego własnej sprawie. Od pierwszego spotkania staram się prowadzić rozmowę w taki sposób, żeby było jasne, że ten rodzic przychodzi do mnie właśnie w swoim temacie, a nie w temacie dziecka.

Treścią terapii, nawet jeśli jest to terapia wsparciowa rodziców, czy w ogóle bliskich osób uzależnionych, nie są porady, co należy zrobić z osobą mającą problem z alkoholem, czy narkotykami.

Myślę, że to wcale nie jest takie oczywiste.

Nie dla wszystkich, to prawda. Co więcej, jest to chyba najpotężniejszy stereotyp, w którym funkcjonujemy. Przychodzenie na własną terapię po to, aby uzyskać pomoc dla bliskiej nam uzależnionej osoby jest założeniem z gruntu nieprawidłowym i nierealistycznym.

Wsparcie może uzyskać bowiem tylko ten człowiek, który się po nie zgłasza. Od pierwszego spotkania skupiam się więc raczej na tym, jakie emocje budzi w siedzącej przede mną osobie to, co dzieje się z jej bliskim. Jak sobie radzi w niepokojących ją sytuacjach. Czy jest zadowolona z tego sposobu, czy może chciałaby nauczyć się robić to inaczej.

W czasie rozmowy oczywiście jest też miejsce, żeby pomówić o faktach. Jak najbardziej wysłuchuję tego, co zaniepokoiło przychodzącego do mnie rodzica. Nie jest to jednak nigdy praca „detektywistyczna”, bo też nie jest to rozmowa, która ma czegoś dowodzi. Jest to rozmowa o człowieku, który właśnie jest obok mnie. Jest to spotkanie dla tej i o tej osobie, nie o jego dziecku, czy kimkolwiek innym.

Wyobrażam sobie, że często mogą padać w tym kontekście zdania typu: „Ale przecież to nie ja mam problem, to nie ja muszę coś ze sobą zrobić”. 

Zdarza się to bardzo często. Wtedy warto jest zauważyć, że jednak musi to być w jakiejś mierze pana/pani problem, bo to pan/pani tutaj siedzi. Konfrontacja z taką perspektywą jest jedną z pierwszych rzeczy pozwalających ruszyć w pracy systemowej rodziny, w której pojawia się właśnie problem uzależnienia.

Chodzi o zobaczenie, że dla każdego być może ten problem jest czymś innym, ale dla każdego jest on jego własną, niezależną trudnością. Jeżeli więc dany człowiek jest właśnie w gabinecie psychologa, psychoterapeuty, specjalisty terapii uzależnień, to oznacza, że na tym etapie to on się z tym mierzy.

Może być tak, że sam uzależniony póki co w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że coś jest nie tak. Jest jeszcze w fazie prekontemplacji, a będąc w niej, nie ma absolutnie możliwości zmiany. Nie ma wtedy nawet w ogóle takiego pomysłu, że należałoby się nad czymkolwiek pochylić.

Wiadomo, że to nie jest obiektywna ocena. Cały czas odwołujemy się po prostu do pewnych przeżyć, a bardzo często jest tak, że dla samego używającego to znacznie dłużej nie jest problem, niż dla jego bliskich.

Zobacz też: 7 wskazówek, jak rozmawiać z dzieckiem o depresji

Zaczęłaś mówić o systemie i o tym, że uzależnienie dotyka całej rodziny. Jeśli patrzeć na to przez pryzmat choroby, to mam wrażenie, że znacznie częściej opisuje się w takiej perspektywie np. depresję, czy oczywiście choroby stricte somatycznych. Cała rodzina angażuje się wtedy w leczenie. Zastanawiam się, jak daleko jest od tego uzależnienie, które – nie ukrywajmy – budzi stereotypowe postrzeganie choroby właśnie jako problemu tej jednej osoby.

Myślę, że to budzi nie tyle nawet stereotyp, czy konkretny sposób myślenia, ale tak naprawdę pragnienie pójścia tym właśnie tropem: „To tylko z tą osoba jest coś nie tak”. Rzeczywistość jest jednak odwrotna, również nieprawdziwa, ale jednak odwrotna.

W terapii osób, które podejmują ją właśnie z powodu uzależnienia kogoś bliskiego, bardzo szybko dochodzimy do ogromnego poczucia winy. Rodzic uważa, że w jakiś sposób to przez niego dziecko sięgnęło po różne substancje i tak naprawdę to właśnie z tego poczucia winy płynie bardzo dużo trudności.

Mówiąc zaś o perspektywie choroby, warto w takim kontekście w ogóle odchodzić od kategorii „winy”. Fakty są takie, że uzależnienie jest chorobą, więc rozmawianie o czyjejś winie wydaje się tu być zupełnie bez sensu. Warto uzależnienie uznać właśnie jako chorobę i po prostu skupić się na tym, jak można ją leczyć.

Czy to właśnie poczucie winy jest głównym elementem, jaki pojawia się w takich sytuacjach w rodzicach? Zastanawiam się, jakie jeszcze emocje mogą temu towarzyszyć. To, co przychodzi mi na myśl, to także złość – na siebie, na dziecko…

Tak, jest to złość, ale też strach, przerażenie i właśnie poczucie winy. Z drugiej strony, często pojawia się także jego przeciwny kraniec, czyli obwinianie i szukanie winnych na zewnątrz. Bardzo często tworzy się narracja mówiąca, że dziecko w domu zawsze było grzeczne, zanim nie trafiło w dane środowisko, nie poszło do danej szkoły itd.

Warto jednak pamiętać, że uzależnienie jest chorobą wieloczynnikową i nigdy nie jest tak, że to jedna konkretna rzecz spowodowała sięgnięcie po substancje.

Te przyczyny mają swoje kotwice, swoje początki zawsze w kilku różnych źródłach, które musiały wystąpić w odpowiednim natężeniu i w odpowiednim czasie. Zawsze jest to kumulacja kilku trudnych, dysfunkcyjnych, niekorzystnych kawałków, które doprowadzają do tego, że dana osoba zaczyna przy użyciu substancji np. regulować swoje emocje.

Jak mówisz o tym, że tych czynników może być bardzo dużo i bliska osoba zaczyna to widzieć – w jednym miejscu coś się działo, w drugim nie było dobrze, trzecie było jeszcze gorsze i być może coś jeszcze za tym wszystkim stoi – to wyobrażam sobie, że taka konfrontacja prowadzi do jakiejś przeogromnej bezsilności.

Ogromnej, zgadza się.

I to właśnie bezsilność jest tematem do pracy na początku terapii? Jakaś próba wrócenia tej osobie samoskuteczności i poczucia, że może coś zmienić, wziąć na siebie jakąś odpowiedzialność? 

Praca nad bezsilnością jest bardzo ważna. Pomyślałam sobie jednak, że jest to raczej praca nad jej uznaniem, bo przywracanie poczucia skuteczności jest w takiej sytuacji jednak budowaniem fikcji.

Zależy oczywiście o czym dokładnie mówimy. Jeżeli osoba, która ma kogoś uzależnionego w rodzinie, chce jak najszybciej odzyskać poczucie sprawstwa w związku z tym, co się z nią samą dzieje, czyli np. żeby mogła przestać płakać po nocach – to tak. Natomiast jeżeli chcemy przywrócić jej poczucie sprawstwa, że w jakiś sposób może ona wpłynąć na to, by bliska jej osoba przestała używać, to absolutnie nie.

To jest właśnie jedna z najsilniejszych patologii występujących w tych systemach – złudzenie innych osób, że jeśli coś zrobią, lub jeśli coś przestaną robić, to będzie miało to realne przełożenie na uzależnienie bliskiego im człowieka. Tak naprawdę to przełożenie jest jednak niewielkie.

W skrócie, jest to więc praca nad uznaniem bezsilności wobec tej drugiej osoby i skupienie się na poczuciu sprawstwa dotyczącego mnie.

No tak, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że uzależnione jest dziecko, które nie ma jeszcze 18 lat, to w dużej mierze to właśnie rodzic jest odpowiedzialny za to, co się z nim dzieje.

To są bardzo dramatyczne sytuacje, bo faktycznie rodzic jest odpowiedzialny, ale de facto jego wpływ jest mocno ograniczony.

Oczywiście odrobinę większe możliwości ma rodzic nieletniego dziecka, ale pamiętajmy, że w pełni może decydować on do 16-tych urodzin syna, czy córki. Pomiędzy 16, a 18 rokiem życia decyzję o leczeniu podejmuje rodzic wraz z dzieckiem. Powyżej 18 lat decyduje o sobie rzecz jasna tylko sam uzależniony.

Jest to dosyć trudne. Myślę sobie, że to, co ten rodzić może zrobić, to przekonywać, namawiać, pokazywać zyski, jakie ten młody człowiek może mieć ze zgłoszenia się do specjalisty. Może też oczywiście zmuszać go do tego, co wydaje się być umiarkowanie skuteczną strategią.

A czy nie jest tak, że jeżeli wcześniej w tej relacji coś szwankowało, to może być trochę za późno na pokazywanie zysków i tego typu rozmowy?

Jest i nie jest, szczególnie jeśli rodzic, czy też rodzeństwo, sami zgłosili się na terapię. W takiej sytuacji oprócz mówienia, także modelują.

Dzięki temu zaczyna to nabierać innego kształtu, przestaje być tylko czczym gadaniem: „To ty teraz pójdź i oni tam coś z tobą zrobią”. Nic dziwnego, że w takim wypadku jest to bardzo często przeżywane przez dziecko, jako chęć pozbycia się problemu, oddelegowanie go na zewnątrz.

Czyli coś, o czym rozmawiałyśmy na początku – to jest tylko problem tej osoby, to z nią jest coś nie tak.

Zgadza się, dochodzi do tego jeszcze myśl: „Pozbądźmy się go”. Natomiast jeżeli ta rozmowa jest toczona w sposób, który mówi: „Zobacz, mnie ta sytuacja zaczęła przerastać. Miałam w związku z tym różne trudne emocje, zgłosiłam się na terapię i bardzo mi to pomaga. Czuję, że sobie lepiej radzę i zależy mi na tym, żebyś ty też mógł się lepiej poczuć” – to jest to już przekaz wysyłany do dziecka z zupełnie innego poziomu.

Zobacz też: Uzależnienia, depresja, bezsilność – co jest po drugiej stronie gabinetu? Terapeuta: „To my sami jesteśmy narzędziem naszej pracy”

Małgorzata Zembowicz-Kowalska
psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień. Prowadzi konsultacje psychologiczne, terapię indywidualną, grupową, terapię par oraz terapię uzależnień. Zajmuję się również prowadzeniem zajęć treningowych, psychoedukacyjnych oraz działalnością szkoleniową i dydaktyczną – www.malgorzatazembowicz.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Hipnoporód – sposób na rodzenie bez bólu?

Hipnoporód – sposób na rodzenie bez bólu
Ból podczas porodu spotęgowany jest przez lęk i stres - hipnoza pozwala uniknąć obu czynników. – Fo. Pixabay

Ból podczas porodu spotęgowany jest przez lęk i stres. Zastosowanie hipnozy może spowodować zmniejszenie lub usunięcie obu przyczyn, przez co narodziny dziecka mogą być bezbolesnym przeżyciem

Hipnoza jest rodzajem psychicznej i fizycznej relaksacji, co pozwala skupić się wyłącznie na jednej myśli i odczuciu.

Podczas seansu jest się wyłączonym od zewnętrznego świata i bodźców, co sprawia, że mózg jest bardziej podatny na sugestie i przekonania.

Zobacz też: Przesądy i zabobony dotyczące ciąży, porodu i laktacji

Kobieta w hipnozie podczas porodu nie będzie myślała o bólu, tylko o bezpiecznym, bezbolesnym porodzie. Ten jedyny moment może być przez to postrzegany jako bardzo pozytywne, wręcz komfortowe wydarzenie, nie obciążone żadną traumą.

To wcale nie nowa metoda – w 1943 roku lekarz i zwolennik naturalnych porodów Grantly Dick-Read wydał książkę „Childbirth without fear”, w której po raz pierwszy wspomniano o rodzeniu w hipnozie jako metody na pozbycie się bólu.

Jak działa hipnoza?

Kobiety same wprowadzają się w stan hipnozy  – to metoda, która poprzez techniki takie jak wizualizacje, oddech i afirmację pomaga skupić się na porodzie. Hipnotyzerzy zapewniają, że to całkowicie bezpieczna podróż, która może być przerwana w każdym momencie, jeśli będzie tego wymagała sytuacja.

Poprzez pozbycie się uczucia strachu, organizm kobiety nie wydziela hormonu stresu (kortyzolu), przez co nie wyzwala się mechanizm znany „walcz lub uciekaj”. To pomaga w rozluźnieniu m.in mięśni, wydzielanie oksytocyny i łatwiejsze przyjście dziecka na świat.

Zobacz też: Księżna Kate skorzysta z hipnozy podczas porodu?

Hipnoporód – sposób na rodzenie bez bólu?

Zwolennicy porodu w hipnozie zapewniają, że zalet jest dużo więcej: wydzielanie hormonów szczęścia – serotoniny i endorfin, co powoduje, że w momencie porodu ciało i umysł kobiety są w stanie tak głębokiego relaksu, że odczuwanie bólu jest dużo mniejsze lub nie odczuwa się go wcale.

Porody w hipnozie przedstawiane są jako delikatny, wręcz komfortowy sposób przyjścia dziecka na świat – uczą kobiety, że powinny polegać na swoim ciele i umyśle, aby bezpiecznie przeżyć poród.

Lekarze i położne wypowiadają się w pozytywny sposób o tej metodzie – liczy się przede wszystkim dobro pacjentki.

Na tę metodę mogą zdecydować się kobiety, które nie mogą lub nie chcą brać środków przeciwbólowych, dla których poród wydaje się traumatycznym przeżyciem, a boją się cesarskiego cięcia.

W Polsce na życzenie można rodzić w ten sposób w każdym prawie szpitalu, trzeba tylko wcześniej poinformować o tym lekarza prowadzącego i uzgodnić z nim przebieg porodu.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.