Przejdź do treści

7 wskazówek, jak rozmawiać z dzieckiem o depresji

jak rozmawiać z dzieckiem o depresji

Depresja to nie fanaberia, ani lenistwo. Nie jest to też chęć zwrócenia na siebie uwagi. Jest to poważna choroba, która jeśli już zagości w danej rodzinie, wpływa nie tylko na osobę chorą, ale i na jej najbliższych. Także na najmłodszych – warto więc wiedzieć, jak rozmawiać z dzieckiem o depresji.

Jak podaje Forum Przeciw Depresji, choroba ta dotyka w Polsce około 1,5 miliona osób! Jest więc niemożliwością, aby rozmowa o depresji nie dotyczyła także najmłodszych. Dorastanie w domu, w którym chociaż jeden z rodziców choruje, może nieść za sobą wiele niełatwych konsekwencji. A tym więcej ich będzie, im mniejszą dziecko będzie miało jasność tego, co się właściwie dzieje.

1. Jak rozmawiać z dzieckiem o depresji?Pamiętaj, dziecko wiele widzi i czuje

Warto zdać sobie sprawę, iż nawet pomimo nie poruszania tematu choroby, dziecko prawdopodobnie już zobaczyło, lub poczuło, że coś jest nie tak. Nieraz to czyny i emocje mówią więcej, niż słowa. Słowa potrafią jednak owe czyny i emocje uporządkować. Jeżeli zatem masz poczucie, że nie da się nie zauważyć pewnych zmian w funkcjonowaniu rodziny, które siłą rzeczy odbijają się także na dziecku, porozmawiaj z nim o tym. Pamiętaj jednak – dostosuj słowa do wieku dziecka.

Zobacz też: Depresja – choroba naszych czasów. Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją

2. Zapewnij, że jest to choroba i nie jest to niczyja wina

Może zdarzyć się, że z powodu depresji jeden z rodziców nie będzie w stanie w pełni zajmować się dzieckiem, lub będzie musiał poddać się leczeniu poza domem. Warto wtedy zapewnić dziecko, że nie jest to skierowane przeciwko niemu. Nie jest to też „fanaberia” taty, czy mamy, ale właśnie choroba. A choroby nie są niczyją winą – po prostu się dzieją, a wy dzielnie staracie się z nimi walczyć.

3. Podkreśl, że nie jest to także wina dziecka

Depresja nieraz wiąże się z wahaniami nastroju, drażliwością, czy też płaczem. Dziecko widząc takie zachowanie rodzica, może czuć się zdezorientowane. Jeżeli takie zachowania będą działy się także podczas kontaktu właśnie z maluchem, dobrze jest powiedzieć mu, że nie chciałaś/nie chciałeś na niego krzyknąć i że za to przepraszasz. Jeśli zaś płaczesz, warto jest podkreślić, że nie dzieje się to przez niego i czasami po prostu każdy ma gorszy dzień. Co ważne, jeśli jemu czasami jest smutno, to też jest okej – jak najbardziej ma do tego prawo.

4. Pokaż, że dla wszystkich emocji jest miejsce w waszej relacji

Dlaczego tak ważne jest podkreślenie tego, że jemu również może być smutno? Dobrze jest bowiem budować w dziecku przekonanie, że wszystkie emocje są w porządku. Jeśli bowiem np. smutek będzie w waszym domu emocją, która jest niemile widziana i wręcz oznaczająca słabość, może okazać się, że dziecko założy na siebie maskę wiecznie radosnego człowieka. Nie ma jednak możliwości, by życie składało się tylko z uśmiechów. Łzy, smutek, żal, złość także są potrzebne.

Ważne, by dziecko czuło, że to, co teraz dzieje się z rodzicem nie jest niczym „nienormalnym” i że w konsekwencji, ono także może w trudnym dla siebie momencie zapłakać, czy się zezłościć. Co więcej, nie zostanie z tymi emocjami odrzucone.

Zobacz też: To zdjęcie mówi więcej, niż słowa – LĘK – tak wygląda naprawdę

5. Nie mów czegoś, czego nie wiesz

Jeśli nie umiesz odpowiedzieć na jakieś pytanie dziecka, nie udawaj, że jest inaczej. Powiedzenie „nie wiem” pokazuje dziecku, że brak wiedzy nie musi być słabością, a ty jesteś po prostu człowiekiem i jak każdy, masz do tego prawo.

Jeżeli jednak jest to pytanie, na które odpowiedź możesz znaleźć, postaraj się to zrobić. Dzięki temu pokażesz zaś, jak ważne jest dla ciebie jego poczucie bezpieczeństwa i na poważnie bierzesz jego udział w życiu rodziny, że odgrywa on w tym dużą rolę. Takie zaangażowanie da też dziecku znać, że wszyscy staracie się, aby było lepiej – nadzieja jest bardzo ważna.

Kiedy mama wróci do domu? – Nie wiem kochanie, ale jak tylko lekarze dadzą mi znać, od razu ci to powiem.

6. Nie stygmatyzuj

Otwarte, wyważone i przemyślane rozmowy z dziećmi o chorobach i zaburzeniach psychicznych pomogą im nie tylko lepiej zrozumieć, co dzieje się w rodzinie w danym momencie, ale też zdejmą (albo chociaż zmniejszą) tabu wciąż panujące w tematach związanych z psychiką. Choroby psychiczne to takie same choroby, jak i każde inne. Psychiatra to lekarz, jak każdy inny. Leki antydepresyjne to leki, jak każde inne.

Modeluj dziecku podchodzenie do chorób psychicznych z szacunkiem, ale i dystansem. Normalizuj je w jego oczach. Dzięki temu będzie miało ono w sobie mniej lęku oraz będzie bardziej otwarte na rozumienie tego, co się dzieje i tego, co samo czuje.

Zobacz też: Od czego może się uzależnić Twoje dziecko i co ma do tego depresja?

7. Nie czekaj aż „dorośnie”

Czasami może też wydawać się, że dziecko jest jeszcze za małe na takie rozmowy. Owszem, jeśli ubierzemy temat depresji w „dorosłe” określenia, to rzeczywiście może być to rozmowa, która przyniesie więcej krzywdy, niż dobrego. Nieznane, nieraz groźnie brzmiące słowa, mogą tylko wywołać w dziecku dodatkowy lęk i wprowadzić jeszcze większy mętlik. Ważne zatem, aby dostosować język do wieku dziecka.

Co istotne, jeśli już na wczesnym etapie rozmawiasz z dzieckiem o trudnych sprawach, jest większe prawdopodobieństwo, że to właśnie do ciebie zwróci się w momencie, kiedy nie będzie czegoś rozumiało. Dzięki temu budujesz bowiem zaufanie oraz pokazujesz, że traktujesz je poważnie. A zamiatanie tematu pod dywan i udawanie, że depresja wcale nie wkradła się do waszego domu, jest czymś zupełnie przeciwnym – sama choroba jest wystarczająco trudna, po co dokładać sobie i dziecku kolejne trudności?

Inspiracja: Huffpost

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Gdy dziecko nie chce spać… – 6 pomocnych wskazówek

sen dziecka, relaks, odpoczynek,
fot. 123rf.com

Usypianie dziecka to jedno z większych wyzwań, z którym muszą zmierzyć się rodzice. Niestety, nie wszystkie maluchy chcą samodzielnie zasypiać, a w większości przypadków wieczorne usypianie to wymagające zadanie. Oto 6 wskazówek, które pozwolą dziecku szybciej zasnąć.  

1. Rutyna

Oprócz stałej pory snu i drzemek w ciągu dnia niezwykle ważna jest rutyna, dzięki której dziecko wie, że zbliża się „czas pójścia do łóżka”. Poszczególne wydarzenia i czynności powinny informować malucha, o tym, co się za chwilę wydarzy. Przed snem zawsze należy wykonywać te same działania w ściśle określonej kolejności – np. kolacja, kąpiel, mycie zębów, czytanie książeczki i upragniony sen.

2. Brak telewizji przed snem

Przeprowadzone badania dowodzą, że niebieskie światło pochodzące z urządzeń elektrycznych, takich jak telewizor czy komputer, stymuluje mózg dziecka i sprawia, że jest bardziej pobudzone. Niebieskie światło zaburza wytwarzanie w organizmie człowieka odpowiedzialnej za sen melatoniny. Dlatego też dwie godziny przed snem należy wyłączyć wspomniane urządzenia. Nie wiecie, co robić przez ten czas? Czytanie książeczki czy śpiewanie piosenek są dobrym pomysłem. Jeśli nie lubisz śpiewać, możesz wykorzystać płyty z muzyką dla dzieci.

3. Spokój i wyciszenie

Niektóre dzieci bywają przed snem nadmiernie pobudzone – w takim przypadku należy zmniejszyć stymulację bodźców zewnętrznych, zadbać o spokój i wyciszenie. Stres jest jednym z czynników, który nie pozwala dzieciom zasnąć. Upewnijcie się, że w pokoju panuje przyjemna atmosfera, a zasłony nie przepuszczają zbyt dużo światła.

Zobacz też: Innowacyjna maskotka wesprze sen dziecka i odciąży rodzica. Wymyśliły ją Polki

4. Właściwa temperatura

Nadmierna ilość bodźców i zbyt jasne światło nie są jedynymi rzeczami, które nie pozwalają dziecku zasnąć. Spokojny sen powiązany jest także z odpowiednią temperaturą. Melatonina, substancja chemiczna wytwarzana w celu głębszego snu, w rzeczywistości obniża temperaturę ciała. Jednak mimo wszystko należy unikać zbyt wysokiej temperatury w pokoju. Dziecko skarży, że mu zimo?  Przykryj go dodatkowym kocem.

5. Pokonaj strach

Wiele dzieci boi się ciemności. Mają wrażenie, że coś lub ktoś czai się za zasłonką bądź pod łóżkiem. Strach nie pozwala maluchom zasnąć, dlatego też trzeba go jak najszybciej pokonać. A gdyby tak przy łóżeczku siedział pluszowy miś, który będzie chronił i pilnował dziecka – odstraszał wszystkie potwory? Udowodniono, że przytulanie pluszaka zmniejsza niepokój w nocy. Jeśli więc dziecko ma trudności ze snem w pojedynkę, niech zasypia ze swoim ukochanym przyjacielem!

6. Łóżko służy do spania

Jedną z przyczyn bezsenności u dzieci jest używanie łóżka do czegoś więcej niż tylko snu. Co to oznacza? W łóżku śpimy, nie wykonujemy żadnych innych czynności – nie bawimy się, nie jemy, nie skaczemy po nim. Warto zadbać, by dziecku łóżko kojarzyło się wyłącznie ze snem, a nie z zabawą.

Te proste wskazówki mają niesamowitą moc – przekonacie się sami.

Źródło: family.amerikanki

Zobacz też: Sen dobry na wszystko!

Stres pandemii vs. niepłodność

koronawirus a płodność
fot. 123rf.com

Statystyki wskazują, że problem niepłodności dotyczy około 20 proc. par w wieku rozrodczym. Jakie obserwacje w tym zakresie mają specjaliści, zwłaszcza w kontekście pandemii i związanego z nią stresu? Wyjaśnia w rozmowie z nami prof. dr hab. n. med. Rafał Kurzawa ze szczecińskiego ośrodka Vitrolive, Dyrektor Medyczny The Fertility Partnership Polska – sieci klinik leczenia niepłodności, która w ostatnim czasie zainicjowała kampanię „Zadbaj o swoją płodność”.

Ma Pan Profesor za sobą wiele lat doświadczenia w pracy z problemem niepłodności – czy w ostatnich latach obserwuje Pan tendencję wzrostową i moglibyśmy nazwać to czymś na wzór „choroby XXI wieku”?

Prof. Rafał Kurzawa: Określenie, jakiego mógłbym użyć, to przede wszystkim… „choroba, której pojawienie się (niekiedy niezamierzenie) wspieramy”. Być może brzmi to mocno, bo oczywiście przyczyny niepłodności bywają kompletnie od nas niezależne. Ba! Części powodów problemów ze spontanicznym poczęciem nawet nie znamy… ale niewątpliwie istotny wpływ na rozwój niepłodności ma styl życia i różnego typu decyzje, które podejmujemy. Czynnikiem zależnym od nas jest na przykład odwlekanie myśli o posiadaniu dzieci. Kobiety coraz później decydują się na ciążę, a jeśli pierwsze dziecko rodzi się po 30. roku życia, z bardzo dużym prawdopodobieństwem można założyć, że będzie to jedyne dziecko danej kobiety. Współczesne pary – bo nie jest to, rzecz jasna, tylko kwestia kobiet – chcą początkowo zdobyć wykształcenie, pozycję zawodową, stabilność finansową i pewność, że dany partner lub partnerka są odpowiednimi kandydatami na rodziców.

Obecnie zajmuje to jednak dużo więcej czasu niż w przeszłości, o przede wszystkim szkodzi przyszłym matkom. Dlaczego? Ponieważ główną przyczyną problemów związanych z rodnością jest wzrastający w tym kontekście wiek kobiet, czyli ich zbyt późna decyzja o posiadaniu dziecka w stosunku do możliwości biologicznych. Mówimy o tym m.in. w ramach naszej kampanii edukacyjnej „Zadbaj o swoją płodność”, która ma na celu uwrażliwienie społeczeństwa na kluczowe dla płodności czynniki.

Rozumiem, że jest to jeden z dwóch wymienionych przez Pana czynników – kwestia podejmowanych decyzji. Co zatem ze stylem życia?

Jest to bardzo szerokie pojęcie. Gorąco polecam lekturę 10 porad udzielanych przez naszych specjalistów medycyny rozrodu w ramach wspomnianej wyżej akcji edukacyjnej. Niektóre z nich mogą wydać się trywialne, a jednak dalej nie są implementowane do codziennego życia. Tu, w naszej rozmowie, proponuję skupić się na stresie. W badaniach stres jest utożsamiany przede wszystkim z wykonywaną pracą, ale na jego występowanie istotnie wpływają też okoliczności – obecnie zwłaszcza pandemia. Co ciekawe, pojawiło się duże europejskie badanie, które opierało się na pytaniu: „Co jest największym stresorem u pań i panów, którzy starają się o dziecko?”. Pierwsze miejsce zajęła potencjalna niepłodność, na drugim znalazły się praca i pieniądze, a na trzecim relacje rodzinne (w szerokim znaczeniu). Badanie powtórzonow czasach COVID-u – wie Pani, co znalazło się na najwyższym stopniu podium? To samo! Potencjalna niepłodność i lęk o to, czy będziemy mieli dziecko. Zmiana pojawiła się dopiero na drugim miejscu – COVID zepchnął pracę na trzecie.

Rzeczywiście, znamienne jest to, że mimo wszystko zakażenie koronawirusem czy nawet choroba COVID wywołuje w osobach starających się o dziecko mniejszy stres niż niepłodność.

Dlatego podjęte zostały takie, a nie inne decyzje towarzystw naukowych. Mam na myśli to, że nawet w tych trudnych czasach trzeba leczyć niepłodność. Oczywiście przy wszystkich obostrzeniach, bo one muszą istnieć, ale nie można rezygnować z niesienia w tym zakresie pomocy.

Zobacz też: Witamina C lekiem na koronawirusa? Badania mówią, że…

To ciekawe, ostatnio spotkałam się z badaniami – co prawda amerykańskimi – które pokazały, jak negatywnie lockdown i związane z tym początkowe zamknięcie klinik wpłynęły na kobiety zmagające się z niepłodnością. Blisko 90 proc. ankietowanych przyznało, że zawieszenie leczenia miało negatywny wpływ na ich zdrowie psychiczne, a ponad 50 proc. wykazywało objawy depresyjne.

Zdecydowanie bliższe kulturowo są nam jednak badania europejskie – ale tak, wnioski niewątpliwie są podobne.

A czy z perspektywy Pana gabinetu pandemia zmieniła w jakiś sposób – negatywny bądź pozytywny – podejście pacjentów do leczenia?

Moje zdziwienie wzbudza jedna rzecz, chociaż jest to bardziej obserwacja niż konkretny wniosek. O ile przed COVID-em zdarzało się, że pacjentki odwoływały wizyty lub na nie po prostu nie przychodziły, tak teraz, gdy przecież standardowo planujemy rezerwacje wizyt na termin za miesiąc lub dwa, sytuacje, w których pacjenci się nie pojawiają, praktycznie się nie zdarzają!

Być może przemawia przez nas perspektywa, która pokazała, że nie ma na co czekać, ponieważ w zasadzie wszystko jest bardzo niestałe…

Prawdopodobnie. Niezależnie jednak od przyczyny takiego stanu, jest to dla pacjentów bardzo korzystna zmiana – czas w leczeniu niepłodności jest kluczowy, nie warto przekładać wizyty u specjalisty ds. płodności na bliżej nieokreślone „później”. A najlepiej działać tu i teraz – także profilaktycznie.

Oto 5 wskazówek od specjalistów z THE FERTILITY PARTNERSHIP POLSKA, które pozwolą Ci lepiej zadbać o swoją płodność

5 pozostałych znajdziesz w październikowym wydaniu e-magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

DR PAWEŁ BRELIK Z KLINIKI VITROLIVEIm większe spożycie alkoholu, tym mniejsze szanse na zajście w ciążę. Wysokie spożycie alkoholu szkodzi płodności u kobiet i wpływa niekorzystnie na jakość nasienia. Dla zachowania zdrowia reprodukcyjnego należy kontrolować częstotliwość i ilość przyjmowanych jednostek alkoholu.

DR MAŁGORZATA SZCZERBA-ZEMBALA Z CM MACIERZYŃSTWOPlanując rodzicielstwo, warto zbadać się pod kątem zakażeń bakteryjnych. Nie wszystkie infekcje intymne dają odczuwalne objawy, a mogą nawet długofalowo upośledzić płodność. Badania pod kątem chlamydii, mycoplasmy i ureaplasmy to istotny element profilaktyki płodności.

DR MARTA SIKORA-POLACZEK Z CM MACIERZYŃSTWO Żyjemy zdrowo, czujemy, że nasz wiek biologiczny jest niższy od metrykalnego. Czy to znaczy, że nasze jajniki też opierają się upływowi czasu? Różnie z tym bywa – biologiczny potencjał jajników możemy oszacować wykonując oznaczenie AMH.
DR ALEKSANDRA ROSIAK-GILL Z KLINIKI VITROLIVEBadania nasienia to jedne z kluczowych elementów w diagnostyce niepłodności partnerskiej. Często już na tym etapie można ustalić źródło niepowodzeń i zastosować ukierunkowaną terapię, która pozwoli w przyszłości cieszyć się upragnionym potomstwem.
DARIA TERLIKOWSKA Z KLINIKI VITROLIVEProblemy z zajściem czy utrzymaniem ciąży mogą wynikać z trudności emocjonalnych. Badania ujawniają, że przewlekły stres, napięcie wewnętrzne, wyczerpanie, obciążenie zbyt dużą ilością obowiązków i brak równowagi wewnętrznej mają negatywny wpływ na układ hormonalny człowieka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz też: 5 PORAD: Mężczyzno – sprawdź, jak możesz poprawić swoją płodność!

 

Ekspert

Prof. dr hab. n. med. Rafał Kurzawa

Ginekolog położnik, specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, a także specjalista embriologii klinicznej z kliniki Vitrolive w Szczecinie, który w ostatnim czasie objął stanowisko prezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii. Jest Dyrektorem Medycznym The Fertility Partnership Polska i każdego dnia pomaga parom pokonywać trudności na drodze do rodzicielstwa.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Zabawa lalkami Barbie aktywuje u dzieci obszary mózgu związane z… – sprawdź, co pokazują badania!

Barbie
fot. pixabay.com

Najnowsze badania przeprowadzone przez zespół neurobiologów z Cardiff University, we współpracy z marką Barbie, wykazały, że zabawa lalkami aktywuje obszary mózgu, które umożliwiają dzieciom rozwijanie empatii i umiejętności przetwarzania informacji społecznych.

Zabawa lalkami Barbie pod lupą

W trwającym 18 miesięcy badaniu monitorowano podczas zabawy lalkami aktywność mózgu 33 dzieci w wieku od czterech do ośmiu lat,. Do przeprowadzenia badania naukowcy wykorzystali technologię neuroobrazowania, która dostarczyła im cennych informacji na temat korzyści płynących z zabawy lalkami Barbie.

Badacze monitorując aktywność mózgu dzieci podczas zabawy lalkami odkryli, że tylna górna bruzda skroniowa (pSTS), obszar mózgu związany z przetwarzaniem informacji społecznych – takich jak np. empatia – uaktywniał się nawet wtedy, gdy dziecko bawiło się samodzielnie. 

Używamy tego obszaru mózgu, kiedy myślimy o innych ludziach, zwłaszcza gdy myślimy o myślach lub uczuciach innej osoby. Lalki zachęcają do tworzenia własnych wyimaginowanych światów, w przeciwieństwie do rozwiązywania problemów lub budowania gier. Zachęcają dzieci do myślenia o innych ludziach i ich wzajemnych interakcjach – powiedziała kierowniczka badań, dr Sarah Gerson.

Ponadto zabawę dzieci podzielono na różne sekcje – tak, aby zespół z Cardiff mógł osobno rejestrować aktywność mózgu związaną z innymi rodzajami zabawy: samodzielna zabawa lalkami, zabawa lalkami z drugą osobą, samodzielna gra na tablecie oraz gra na tablecie z inną osobą. Użyte lalki obejmowały różnorodną gamę lalek Barbie i zestawów do zabawy, a zabawa na tablecie została przeprowadzona przy użyciu gier, które pozwalają dzieciom angażować się w otwartą i kreatywną zabawę, aby zapewnić podobne wrażenia z zabawy jak zabawa lalkami.

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Co się okazało? Wyniki badania dowodzą, że dzieci bawiące się same lalkami, wykazywały taki sam poziom aktywacji pSTS, jak podczas zabawy z innymi. Ponadto aktywacja pSTS u dzieci samodzielnie grających na tabletach, była znacznie mniejsza, pomimo iż gry zawierały znaczny element twórczy.

Globalna ankieta – lepsze zrozumienie odkrycia neuronauki

Aby jeszcze lepiej zrozumieć odkrycie neuronauki, Barbie zleciło globalną ankietę, w której wzięło udział ponad 15 000 rodziców dzieci z 22. krajów. Wyniki pokazały, że 91 proc. rodziców uznało empatię za kluczową umiejętność społeczną, którą chcieliby, aby ich dziecko rozwijało, ale tylko 26 proc. było świadomych, że zabawa lalkami może pomóc dziecku rozwinąć te umiejętności.

„Jako liderzy w kategorii lalek zawsze wiedzieliśmy, że zabawa lalkami ma pozytywny wpływ na dzieci, ale do tej pory nie dysponowaliśmy danymi neuronaukowymi, które potwierdzałyby te korzyści” – powiedziała Lisa McKnight, globalny szef Barbie.

Źródło: mojo-nation.com

Zobacz też: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Czy wiesz, jak gra na instrumencie wpływa na dzieci? To może zaskoczyć!

gra na instrumencie

Neurolodzy odkryli, że gra na instrumencie korzystnie wpływa na rozwój mózgu dziecka. Dzieci wyszkolone muzycznie mają lepszą pamięć, są uważniejsze i bardziej kreatywne. Wyniki przeprowadzonego badania zostały opublikowane w czasopiśmie Frontiers in Neuroscience.

Gra na instrumencie vs pamięć robocza dziecka

Zespół kierowany przez dr Leonie Kausel, skrzypaczkę i neurobiolog, przetestował uwagę i pamięć roboczą dzieci. W badaniu udział wzięło 40 chilijskich dzieci w wieku od 10 do 13 lat – 20 z nich przez co najmniej dwa lata grało na instrumencie – ćwiczyło co najmniej 2 godziny tygodniowo i regularnie grało w orkiestrze lub zespole. Z kolei dwadzieścia dzieci z grupy kontrolnej nie miało żadnego wykształcenia muzycznego poza szkolnym programem nauczania.

Ich uwagę i pamięć roboczą oceniono za pomocą wcześniej opracowanego i sprawdzonego „zadania bimodalnej (słuchowo-wizualnej) uwagi i pamięci roboczej”. Naukowcy monitorowali aktywność mózgu dzieci za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, wykrywając nawet niewielkie zmiany w przepływie krwi w mózgu.

Zobacz też: Zabawa lalkami Barbie aktywuje u dzieci obszary mózgu związane z… – sprawdź, co pokazują badania!

Jak przebiegało badanie?

Dzieci zostały poproszone, aby skupiły się na jednym, obu lub żadnym bodźcu z pary – abstrakcyjnej figurze i krótkiej melodii, które prezentowane były jednocześnie przez 4 s – była to tak zwana „faza kodowania”. Dwie sekundy później dzieci zostały poproszone o przypomnienie sobie tego co widziały i słyszały „faza odzyskiwania pamięci”.  Naukowcy zmierzyli również dokładność odpowiedzi i czas reakcji.

Co się okazało? Pomiędzy dziećmi z dwóch grup nie zaobserwowano różnicy pod względem czasu reakcji. Jednak dzieci wyszkolone muzycznie znacznie lepiej radziły sobie z zadaniem pamięciowym.

Zatem przeprowadzone badanie dowodzi, że powinniśmy zapisywać dzieci na zajęcia muzyczne?

Oczywiście, poleciłabym. Uważam jednak, że rodzice powinni zapisywać swoje dzieci na zajęcia muzyczne nie tylko dlatego, że oczekują, że pomoże im to w poprawie ich funkcji poznawczych, ale także dlatego, że jest to również aktywność, która zapewni im radość i możliwość uczenia się uniwersalnego języka muzyki – mówi dr Leonie Kausel, którą cytuje portal News Medical

Źródło: News Medical