Przejdź do treści

Adaptacja dziecka w przedszkolu

adaptacja dziecka w przedszkolu
fot. 123rf.com

Wrzesień to bardzo wymagający miesiąc dla rodziców i dzieci, które rozpoczynają swoją przygodę z przedszkolem. To czas dużych zmian w życiu rodziców i maluchów. Pierwsze chwile w przedszkolu są nową i jednocześnie trudną sytuacją, z którą wszyscy muszą się zmierzyć.

Adaptacja dziecka w przedszkolu jest bardzo ważna. Dzieci w wieku trzech lat mają rozwiniętą dojrzałość emocjonalną, społeczną, poznawczą oraz ruchową na różnym poziomie. Wzmacnianie i pomoc w rozbudowywaniu tych fundamentów pomagają w lepszym funkcjonowaniu dziecka oraz jego odnalezieniu się w sytuacji zmiany, jaką jest pójście do przedszkola.

Nowe miejsce, nowe opiekunki i rówieśnicy, inne zabawki niż te, które są w domu oraz cały rytm dnia – z tym właśnie musi zmierzyć się maluch. Dlatego tak ważna jest pomoc rodziców, którzy powinni szczególnie w tym czasie wykazywać się ogromnym zrozumieniem, cierpliwością oraz miłością w stosunku do swoich dzieci.

Jak przygotować dziecko do przedszkola?

  1. Rozmawiać z dzieckiem – podstawą każdej relacji i więzi jest rozmowa. Szczególnie szczera rozmowa z dzieckiem o tym, jak będzie wyglądał jego dzień w przedszkolu (warto jest zapoznać się z rytmem dnia, które realizuje indywidualnie każde przedszkole). Powinno się opowiedzieć o przyszłej grupie – o paniach, które w niej pracują, o sali, w której dziecko będzie przebywać, o nowych zabawkach, którymi będzie mogło się bawić oraz o nowych kolegach i koleżankach, które pozna. „Odczarowanie” przedszkola i pokazanie dziecku, jak wiele zalet kryje przebywanie w nim, pozwoli lepiej wyobrazić sobie nową rzeczywistość. Należy pamiętać, aby przekazywać pozytywne emocje związane z przedszkolem. Dziecko wyczuwa lęk i niepokój rodziców. Dlatego spokój i dobre odczucia będą łatwiejsze dla przeżyć dziecka.
  2. Ćwiczenie samodzielności dziecka – to bardzo delikatny, ale jednocześnie niezwykle ważny aspekt. Uczenie codziennych czynności wspiera rozwój dziecka oraz buduje jego autonomię. Należy zwrócić uwagę oraz ćwiczyć z dzieckiem niezbędne umiejętności, do których należą: korzystanie z toalety i mycie rąk, samodzielne jedzenie oraz picie, ubieranie się i rozpoznawanie swoich rzeczy, jak również znajomość własnego imienia i nazwiska.
  3. Przygotowanie się na pierwszy dzień – wspólne zakupy, wybranie „łatwych” do założenia ubranek, podpisanie rzeczy dziecka, przygotowanie ulubionej przytulanki, która będzie wspierać w trudnych momentach. Te wszystkie czynności i drobne gesty wykonane razem mają dla maluchów ogromne znaczenie. Warto jest celebrować wspólne chwile – szczególnie przed rozłąką, która czeka w przedszkolu.

Adaptacja dziecka w przedszkolu – o czym pamiętać w pierwszych dniach?

  1. Pożegnanie z dzieckiem powinno być krótkie. Nie można składać obietnic bez pokrycia. Nie wolno mówić dziecku, że wróci się do niego „za chwilę”. Takie zachowanie może potęgować stres, który i tak jest przez dziecko odczuwany. Wskazówka: Nie wymykajmy się, nie uciekajmy ukradkiem, pożegnajmy się stanowczo dając buzi w policzek.
  2. Należy powiedzieć dziecku, o której godzinie i przez kogo zostanie odebrane. To bardzo ważne dla dziecka, które będzie wyczekiwało konkretnego momentu powrotu do domu.
  3. Aby dziecko nie spędzało całego dnia w przedszkolu, warto stopniowo, ale systematycznie wydłużać czas jego pobytu.
  4. Bardzo istotne jest dawanie przestrzeni na wyrażanie emocji przez dziecko. Ważna jest przede wszystkim wyrozumiałość i cierpliwość, którą powinniśmy wykazywać względem swoich pociech.

Źródło: Rzadkiewicz M, „Mamo, tato! Idę do przedszkola”, Warszawa, 2006.

Zobacz też: Przedszkole czy niania? Zobacz, która opcja jest korzystniejsza dla rozwoju dziecka

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Zakazana miłość – czyli jak Polki romansowały z Niemcami

polki romansowały z Niemcami

Druga wojna światowa to czas okrutnego terroru i śmierci humanizmu. Ludzie, jakby na przekór, jednak kochali, romansowali, czasem także z wrogiem.  

Agresja Niemiec w 1939 roku, propaganda poprzedzająca ją oraz terror podczas wojny uczynili z Polaków i Niemców śmiertelnych wrogów. Mimo, iż romans między Polkami a Niemcami uchodził za zdradę narodu to dochodziło do takich sytuacji. Z kolei dla Niemców za zdradę rasy nie uchodził kontakt z niearyjską damą lekkich obyczajów. Przyjrzeliśmy się sprawie.  

Sypiając z wrogiem 

Romanse Polek z Niemcami należałoby podzielić przede wszystkim na te, które działy się na robotach w Rzeszy oraz na te, które miały miejsce na okupowanych polskich ziemiach. W pierwszym przypadku kobieta często nie miała wyboru – groziło jej bicie, a nawet skazanie na śmierć z byle błahego powodu, który podałby niemiecki rolnik. Dochodziło “na robotach” do bardzo dużej ilości samobójstw. Historycy szacują, że część z nich tak naprawdę była zabójstwami ze strony kochanka pochodzenia niemieckiego, który chciał zakończyć relację.  

1941 roku kwestia zakazanych intymnych relacji polsko-niemieckich stała się na tyle poważnym problemem, że Heinrich Himmler wprowadził specjalne rozporządzenie. Wedle niego polskie robotnice delegowane do pracy w niemieckich folwarkach miały być selekcjonowane pod względem „przydatności rasowej”. Ewentualne dzieci miały zostać wychowane w duchu germańskim.

Zobacz też: Taka miłość zdarza się raz na 60 lat! Zobacz niezwykłą sesję ślubną staruszków

Miłość wszystko zwycięży? 

Inaczej miało miejsce w miastach i wsiach pod okupacją, gdzie niemiecki żołnierz był tylko przybyszem z zewnątrz. Departament Sprawiedliwości Delegatury Rządu na Kraj stworzył nawet Kodeks Moralności Obywatelskiej. Wyróżniono w nim cztery działy według ciężaru gatunkowego przestępstwa. W dziale trzecim zaznaczono, że pogwałcenia prawa dokonuje również ten, kto utrzymuje z wrogiem zażyłą znajomość lub stosunki miłosne. Karą było wyłączenie ze społeczności polskiej, czyli niemożność zajmowania jakichkolwiek stanowisk państwowych, samorządowych i społecznych. Po wojnie kobiety czekały również kary honorowe, jak golenie głowy na łyso.

polki romansowały z niemcami

Polki jednak romansowały z żołnierzami, czy to wiedzione chęcią dostępu do luksusowych towarów, czy też ciekawością lub miłością. Uczucia bowiem ciężko przezwyciężyć. Szacuje się, że w zakazaną miłość uwierzyło 20 tys. Polek, co jest podobną liczbą do Francji i Belgii. Zdarzył się nawet romanse między Żydówkami, a oficerami zbrodniczej Waffen-SS.

Świadectwo takiej miłości złożyła w swojej książce, wydanej w Niemczech, Zofia Jasińska. Urodziła się w Krakowie w zasymilowanej rodzinie żydowskiej Gottliebów, była w okresie międzywojennym aktorką w Teatrze Słowackiego. W 1942 roku uciekła z getta i – posługując się fałszywymi dokumentami – rozpoczęła życie „na powierzchni”. Pracowała m.in. jako kucharka w majątku ziemskim pod Radomiem, gdzie poznała oficera Waffen-SS. Ten, nie wiedząc nic o jej pochodzeniu, zakochał się. Zginął później na froncie, a Zofia po zakończeniu wojny urodziła mu syna, który długie lata wierzył, że jest dzieckiem jej męża, poległego w akcji członka polskiego ruchu oporu.

Zobacz też: Para sfotografowana po 48 godzinach znajomości na Woodstock, wciąż razem po 50 latach!

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Prognozy: pod koniec listopada będzie 30 tysięcy zakażeń dziennie

Wzrost zakażeń wariant delta
Foto: Unsplash

Słaba wyszczepialność i brak odporności zbiorowej mogą się szybko zemścić. Dynamika zakażeń koronawirusem w Polsce jest obecnie bardzo zbliżona do tej sprzed roku – wynika z modelu przygotowywanego przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej. W połowie września dzienna liczba zakażeń wyniesie prawdopodobnie 500-600 osób. A pod koniec listopada może osiągnąć nawet ponad 30 tys. 

Zespół prof. Tylla Krügera z Politechniki Wrocławskiej w swoich prognozach używa superkomputera. W ich modelu matematycznym MOCOS (Modelling Coronavirus Spread) ważne jest przede wszystkim to, jak wirus przenosi się w sieciach społecznych – np. między gospodarstwami domowymi. Jest tam modelowana struktura gospodarstw domowych i połączeń między 38 mln Polaków. 

Epidemię modelują również dwa inne zespoły polskich naukowców: Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego oraz Zespół z Wydziału Matematyki Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego i z NIZP-PZH. 

30-40 tys. zgonów na wariant delta?

Prof. Tyll Krüger powiedział PAP, że z modelu przygotowanego przez jego zespół wynika, iż z początkiem września nastąpi przyrost zachorowań. „W połowie września dzienna liczba zakażeń wyniesie prawdopodobnie 500-600. Potem zakażenia będą rosły bardzo szybko. W październiku może być więcej niż 10 tys., a pod koniec listopada – nawet ponad 30 tys. To będzie szczyt czwartej fali” – mówi naukowiec. 

Zobacz też: Odwiedziny u zaszczepionych rodziców. Czy na pewno są bezpieczne?

Profesor zapytany o przewidywaną liczbę zgonów spowodowanych przez COVID-19 przestrzegł, że może być ona bardzo wysoka i wynieść podczas zbliżającej się fali nawet 30-40 tysięcy. 

Dlaczego prognozowana liczba zakażeń i zgonów jest tak wysoka, mimo że 48 proc. populacji w Polsce (ok. 18,3 mln osób) jest już zaszczepionych, a kilkadziesiąt procent jest ozdrowieńcami? Naukowiec wskazuje, że wirus w wariancie Delta jest mniej więcej dwukrotnie bardziej zaraźliwy niż poprzednie warianty i to niweluje zasadniczo spadek zakażeń wskutek nabytej odporności. A gdyby nie było szczepień, zakażeń byłoby zdecydowanie więcej. Z jego szacunków wynika, że w sumie w Polsce odporność na koronawirusa nabyło ok. 60 proc. ludzi – albo na skutek zakażeń lub dzięki szczepieniu. Nie wszystkie osoby zaszczepione i ozdrowieńcy są w pełni zabezpieczone przed koronawirusem. „Zapewne ok. 80 proc. z nich” – ocenił. Jak wskazał, dużo zależy np. od ich stanu zdrowia. 

Wciąż zbyt mało zaszczepionych

Prof. Krüger jest szczególnie zaniepokojony tym, że tylko 62 proc. osób w wieku 80 plus jest zaszczepionych.  

„Być może uda się zaszczepić większość z nich, ale od dwóch miesięcy ich liczba prawie się nie zwiększa, a to te osoby są najbardziej narażone na bardzo ciężki przebieg COVID-19 i zgon. Szacujemy, że 200 tys. osób w tej najstarszej grupie nie posiada odporności na koronawirusa, a śmiertelność w tej grupie wynosi 10-15 proc” – mówi naukowiec. Ekspert powiedział, że w Anglii i Francji poziom wyszczepienia najstarszych osób wynosi ponad 90 proc. Dodał, że cieszyć się należy z tego, że w Polsce grupa w wieku 70-79 lat jest zaszczepiona na poziomie 82 proc. – to najwyższy poziom wśród wszystkich grup wiekowych. 

Źródło: PAP – Nauka w Polsce
Zobacz też: Wariant delta – wszystko co powinieneś wiedzieć

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

W kraju mamy 1,4 tys. gatunków grzybów jadalnych. Jak nie dać się zwieść tym trującym?

grzyby
dav

W polskich lasach występuje 1,4 tysiąca gatunków grzybów jadalnych. W rozmowie z serwisem Nauka w Polsce PAP dr inż. Małgorzata Krokowska-Paluszak rzeczniczka prasowa Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu wyjaśnia jak się nie pomylić się zbierając dary lasu.  

Obecnie idealny czas, żeby wybrać się do lasu; jest nie tylko sprzyjająca pogoda, ale i w lasach rzeczywiście pojawiły się już grzyby. Pamiętajmy, że grzyby w polskich lasach można zbierać bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów i w zasadzie bez ograniczeń. Nie wolno jednak zbierać ich w niektórych częściach lasu, gdzie jest stały zakaz wstępu, w tym: na uprawach do 4 m wysokości, w drzewostanach nasiennych i powierzchniach doświadczalnych, czy w ostojach zwierzyny. Grzybów nie wolno także zbierać na obszarach chronionych: w rezerwatach i parkach narodowych. Rygorystycznie należy przestrzegać również zakazu wstępu na tereny wojskowe. A jak rozpoznać czy zbierany przez nas grzyb jest jadalny? 

Zobacz też: Jak wspierać odporność dietą? [EKSPERTKA]

Znamy tylko niewielki procent grzybów 

Z wymienionych w artykule 1,4 tys. gatunków grzybów jadalnych, tylko 47 z nich jest – zgodnie z prawem – dopuszczonych do obrotu produkcji przetworów grzybnych. 117 gatunków jest z kolei pod ochroną i tych grzybów nie wolno w lasach zbierać. Przeciętny Polak rozpoznaje około 15 gatunków grzybów, a wytrawny grzybiarz około 40 gatunków. 

Krokowska-Paluszak zauważyła, że pomyłki w czasie grzybobrania mogą okazać się tragiczne w skutkach. Jak podkreśliła, para grzybów, których pomylenie jest najbardziej tragiczne, brzemienne w skutkach, to czubajka kania, czyli tzw. sowa, „bardzo lubiana, bardzo chętnie zbierana, uważana też za takiego „wegańskiego kotleta” – ale łatwa do pomylenia z muchomorem sromotnikowym, który jest silnie trujący”. „Wystarczy tak naprawdę pół kapelusza muchomora sromotnikowego, żeby jedzenie okazało się śmiertelną trucizną” – zaznaczyła. Należy więc zbierać tylko te grzyby, które znamy. Zarówno metoda polegająca na cięciu owocnika, jak i na jego wykręceniu jest prawidłowa. Najważniejsze dla przyszłego wzrostu grzyba będzie jednak nie cięcie i jego sposób, lecz przysypanie ściółką leśną grzybni by mogła się ona swobodnie odrodzić. Unikajmy też zbierania do foliowej siatki – grzyby stracą swoje walory estetyczne i zapachowe. 

Warto, aby grzybiarze idąc do lasu zabrali ze sobą – poza atlasem grzybów – także mapę terenów leśnych. Obecnie taką mapę można zainstalować w telefonie np. darmową aplikację mapową mBDL (mobilny Bank Danych o Lasach). Warto też pamiętać, by przed wyprawą taki telefon miał wystarczającą ilość baterii. 

Źródło: Nauka w Polsce PAP

Zobacz też: Dieta długowieczności

 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Seks dawnych Słowian. Byli bardziej bezpruderyjni od nas?

seks słowian

O miłości kwitnącej w Noc Kupały słyszeli niemal wszyscy. Czy jednak dawni, pogańscy Słowianie byli wyzwoleni seksualnie? Źródła z tego okresu są nader skromne, lecz na podstawie badań antropologicznych można wysnuć kilka wniosków.  

Właściwie mamy do czynienia z jednym, chociaż bardzo długim, zdaniem w pisanych źródłach historycznych. To relacja andaluzyjskiego Żyda Ibrahima Ibn Jakuba. W roku 965 wizytował on Czechy oraz Niemcy, gdzie zasięgnął wiedzy na temat państwa Polan. W swym opisie przede wszystkim skupia się na kwestiach politycznych i militarnych, ale też poświęcił uwagę seksualności Słowian, w tym wypadku z Wielkopolski.  

Panny zaspakajające żądze? 

„Panna, kiedy pokocha jakiegoś mężczyznę, udaje się do niego i zaspokaja swą żądzę. A kiedy małżonek poślubi dziewczynę i znajdzie ją dziewicą, mówi do niej: gdyby było w tobie coś dobrego, to pożądaliby cię mężczyźni i z pewnością wybrałabyś sobie kogoś, kto by wziął twoje dziewictwo. Potem ją odsyła i uwalnia się od niej.”

Ten fragment relacji budzi do dziś gorące spory historyków i antropologów. Wielu twierdzi, że jest to błąd kopisty, który przeinaczył pierwotny sens tekstu. Swobodę jednak zdaje się potwierdzać późniejsze dzieło z XII wieku, gdzie zapisano perypetie diakona Wita z diecezji Krakowskiej: „Jego pierwszy związek nie był małżeństwem, bo partnerka z własnej inicjatywy, bez formalnych zmówin i zdawin, zamieszkała z Witem wbrew jego woli i współżyła z nim przez sześć lat, do swojej śmierci. Diakon nie usunął jej tylko z obawy przed jej możnymi krewnymi.” Ta relacja zdaje się potwierdzać wersję żydowskiego kupca.  

Kult płodności 

Światło na życie seksualne naszych przodków rzuca też mitologia dawnych Słowian. W dużej mierze znamy ją ze źródeł pośrednich, które przetrwały w kulturze ludowej. Wiemy, że bardzo ważnym aspektem kultury były kult życia i płodności. Natura była według wierzeń kobietą, która przynosi owoce, tak jak kobieta rodzi dziecko. W rodzimym panteonie dominującą rolę zajmowały bóstwa związane z płodnością i cyklicznością. Męskiemu seksualizmowi miał odpowiadać natomiast siew. Nie była to jednak zinstytucjonalizowana i skodyfikowana religia we współczesnym znaczeniu.  

Antropolodzy przekonują, iż wiara wówczas miała charakter magiczny i przenikała wszystkie strefy życia, m.in. właśnie kultem płodności. Nie była jednak ona zinstytucjonalizowana i jednolita jak współczesne wielkie, monoteistyczne religie. Jednym z wspólnych punktów dla wszystkich plemion zamieszkujących państwo Polan mogła być Noc Kupały. Była to uroczystość związana z przesileniem letnim. Młode dziewczęta i młodzi chłopcy poszukiwali na mokradłach kwiatu paproci, wróżącego pomyślny los. Wiązało się to często z igraszkami seksualnymi. Bez wątpienia można więc stwierdzić, że nasi przodkowie przecierali oczy ze zdumienia widząc katolickie próby purytańskości. 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.