Przejdź do treści

Co tracimy zyskując współmałżonka? Związek okiem psychologa

Małżeństwo jest rozumiane jako najważniejsza i najbezpieczniejsza forma bycia w relacji – fot. 123 rf

Małżeństwo jest ważną instytucją społeczną. Na wyłączności i trwałej więzi opierają się normy społeczne, prawne, obyczajowe. O prawo do małżeństwa toczą się dyskusję. Osoby, które nie mogą zawierać małżeństwa, głównie ze względów kulturowych, czują się słusznie wykluczone i dyskryminowane. Nie mogą się funkcjonować równie swobodnie i w poczuciu szacunku jak pary, które mogą zdecydować się na małżeństwo.

W kulturze popularnej istnieje przekonanie, że małżeństwo ma na celu pomóc człowiekowi poradzić sobie z samotnością, ma być źródłem szczęścia i zadowolenia.

Na drugim końcu spektrum jest rozwód, który wywołuje poczucie porażki i samotności. I choć o małżeństwie ciągle myślimy jako pewnym wzorcu funkcjonowania społecznego, obserwujemy stały wzrost rozwodów. Decyzję o małżeństwie odsuwa się też w czasie.

Małżeństwo jest rozumiane jako najważniejsza i najbezpieczniejsza forma bycia w relacji. Ważna relacja, wyłączna i oparta na wierności, prędzej czy później powinna przybrać formę małżeństwa. A  przynajmniej mogłoby się tak wydawać. Bo jeśli sięgniemy po najbardziej dostępne, amerykańskie dane, jedynie połowa pełnoletnich Amerykanów jest w związkach małżeńskich. W latach 60-tych ubiegłego wieku odsetek ten wynosił 70%. Badania mówią również o tym, że 14% pełnoletnich Amerykanów w ogóle nie zamierza wchodzić w związek małżeński.

Chcemy wierzyć, że małżeństwo jest najlepszą odpowiedzią na nasze najbardziej podstawowe potrzeby – bliskości, bezpieczeństwa, wyłączności. Pragniemy być w relacji, w której będziemy najważniejsi i która ma trwać wiecznie. A przynajmniej ma być na to spora szansa. Małżeństwo taką nadzieję daje.

Czasem jest to nadzieja, czasem iluzja, czasem obietnica, dodatkowo silnie osadzona społecznie. Małżeństwo zapewnia społeczeństwu względny porządek, ale również zwalnia z analizowania, kontestowania czy radzenia sobie z dysonansem społecznym, jeśli nie jest tym małżeństwem, o którym się marzyło.

Zobacz też: Czy separacja może pomóc rozwiązać konflikt? Tak, jeśli nie tracimy z oczu jej celu

Co tracimy zyskując współmałżonka?

Chyba każdy zna parę, o której można pomyśleć, że dwie osoby stają się jedna. Dwie osoby będące tak blisko, że wydają się być nierozerwalne. Myślą podobnie, mają podobne zainteresowania, podobne poglądy. Sami dla siebie są wystarczającym towarzystwem. Rzadko wychodzą, nie mają zbyt wielu przyjaciół czy znajomych. Nie potrzebują nikogo poza sobą (i ewentualnie dziećmi).

Badania również pokazują, że czasami małżeństwo osłabia inne więzi społeczne. Osoby będące w małżeństwie, w porównaniu do swoich niezamężnych i nieżonatych rówieśników, rzadziej dzwonią lub odwiedzają rodziców oraz rodzeństwo, rzadziej również spotykają się z przyjaciółmi oraz znajomymi (https://journals.sagepub.com/doi/full/10.1177/0265407515597564)

Można by pomyśleć, że świadczy to o dojrzałości emocjonalnej – radzą sobie samodzielnie, uniezależnili się od rodziców. Ale może też świadczyć to o wycofywaniu się z nie do końca jasnego powodu. Być może właśnie dlatego, że małżeństwo daje iluzję wyłączności i wystarczalności.

Te same badania pokazują, że tak zwani single są bardziej zaangażowani politycznie, chętniej pomagają sąsiadom i rodzinie, chętniej również sami z pomocy korzystają. Badacze stawiają hipotezę, że pary małżeńskie często są bardziej zamożne niż osoby samotne i z tego powodu mogą nie potrzebować na przykład różnego rodzaju form wsparcia.

Można się więc zastanawiać, czy współczesne małżeństwo rzeczywiście spełnia wymagania jednostki i społeczeństwa. Czy para tworząca tego rodzaju związek jest wystarczająco pojemna, wspierająca i trwała, by gwarantować porządek, a tworzącym ją ludziom dawać poczucie błogiego bezpieczeństwa. Wydaje się, że małżeństwo ma też inne strony. Jedną z nich jest ryzyko bycia wyizolowanym.

Zobacz też: Przemoc nasza domowa – jak ją rozpoznać?

Poczucie izolacji

Autorka Mandy Len Carlton, idąc za teorią Eli Finkela, zwraca uwagę na to, że wobec współczesnego małżeństwa pojawiają się oczekiwania, które dawniej spełniały całe społeczności. Niegdyś małżeństwo zawierane było z miłości, ale też wprowadzało małżonków do ich społeczności i rodzin. Dziś te społeczności są często niewielkie albo oddalone, dlatego też samo małżeństwo ma dać osobom je tworzącym poczucie przynależności, jak również stwarzać okazje do osobistego rozwoju i autonomii. To spore wyzwanie przed małżeństwem i małżonkami.

Bywa tak, że ludzie, którzy są ze sobą w małżeństwie, bez tej instytucji rozstaliby się. Bo niewątpliwie często małżeństwo może dawać poczucie stabilizacji, być dowodem na zaangażowanie i odpowiadać na bardzo podstawowe potrzeby. Ale też ponieważ małżeństwo jako instytucja jest tak ważne społecznie, czasami trudno je zakończyć. Nawet wówczas, kiedy bywa niszczące.

Poczucie wstydu i obawa przed społecznym ostracyzmem może powodować, że łatwiej trwać w złym związku niż chronić siebie (i nierzadko dzieci). Zresztą dzieci są szczególnie częstą kartą przetargową między małżonkami. Dla „dobra” dzieci wyniszczające małżeństwa trwają. W jakimś sensie małżeństwo staje się ważniejsze niż osoby, które taki układ rodzinny krzywdzi. Taka narracja jest również dominująca w konserwatywnych społeczeństwach. Wówczas to, co powinno być źródłem ukojenia i bezpieczeństwa staje się źródłem opresji.

Miłość, wierność i uczciwość – tego większość z nas, jeśli nie każdy potrzebuje. Małżeństwo wydaje się to dawać. Ale też jest druga strona, nie zawsze miła. Coś zyskujemy i coś tracimy wiążąc się z drugim człowiekiem „węzłem małżeńskim.”

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Pogromcy Reklamozy” – miasta odzyskują blask!  

reklamy w mieście
fot. pixabay.com

Bądźmy szczerzy, reklamy zdominowały współczesny świat – jest ich o wiele za dużo. Choć kolorowe kolaże walczą o naszą uwagę, to przede wszystkim ukrywają piękno architektury. Jedno jest pewne – reklamy mają bezpośredni wpływ na wygląd miasta.

Walka z reklamami rozpoczęta

Zdaniem „Pogromców Reklamozy”, wszechobecne reklamy psują wizerunek wielu polskich miast. Kolorowe bilbordy na budynkach – szpecą. Mamy jednak dobrą wiadomość! Miasto portowe Gdańsk – wraz z innymi miastami, w tym Warszawą – toczą walkę z reklamami zaśmiecającymi sferę publiczną. Wszystko to dzięki lokalnym i ogólnokrajowym wersjom ustawy o ochronie krajobrazu. W kwietniu 2021 roku miną już 3 lata od momentu wejścia w życie Uchwały Krajobrazowej Gdańska i rok od zakończenia okresu dostosowawczego.

Miasta nabierają blasku

„Pogromcy Reklamozy” – popularny profil na Facebooku poświęcony walce z nielegalną reklamą – umieszczają w mediach społecznościowych galerie zdjęć w wersji sprzed i po zastosowaniu przepisów uchwały krajobrazowej. Imponujące, czasami wręcz zapierające dech w piersi fotografie, spotkały się z ogromnym odzewem internautów nie tylko z Polski. Grupa odwołuje się również do wszelkich nielegalnych ogłoszeń, które umieszczane są w miastach.

Jeden z członków zespołu „Pogromcy Reklamozy” powiedział: „Jesteśmy grupą ludzi, którzy pewnego dnia zdecydowali, że nie możemy znieść tak zwanego zanieczyszczenia wizualnego w naszym mieście i chcemy coś z tym zrobić, a nie tylko narzekać.”

Zobacz też: Opowieść o miastach po reformie. „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast”

„Naszymi głównymi celami są z jednej strony walka z zanieczyszczeniem wizualnym, a z drugiej strony promowanie surowszych przepisów krajobrazowych i pokazywanie pozytywnych przykładów. Nie mamy żadnych zewnętrznych funduszy, nie zbieramy nawet pieniędzy (…). Inwestujemy własny czas i pieniądze.”

Mimo iż w większości przypadków reklamy i bilbordy umieszczane na fasadach budynków są legalne, nie zmienia to faktu, że zabierają one blask wielu z nich. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia przed i po usunięciu reklam by zauważyć kolosalną różnicę.

„Trudno określić dokładną liczbę nośników reklamowych, które zniknęły z terenu naszego miasta” – powiedział Michał Szymański, zastępca dyrektora Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni ds. przestrzeni publicznej.

Zdjęcie ogromnych bilbordów i zmniejszenie szyldów wpłynęło korzystnie także na wygląd galerii handlowych. Jednak największą różnicę widać na zabytkowych budynkach i kamienicach, których naturalną elewację możemy dostrzec dopiero teraz.

Billboard w tym miejscu stał conajmniej 11 lat. Zgłoszenie do ZDM i znika w ciągu kilku dni 🥳

Stegny ul.Św.Bonifacego…

Opublikowany przez Pogromcy Reklamozy Poniedziałek, 23 listopada 2020

 

Opublikowany przez Pogromcy Reklamozy Wtorek, 26 stycznia 2021

 

Narodowy Instytut Leków udekorował w ten sposób swoją siedzibe. Bilboardy funkcjonowały tak przez conajmniej 12 lat…

Opublikowany przez Pogromcy Reklamozy Wtorek, 2 lutego 2021

 

Źródło: Boredpanda, Facebook

Zobacz też: Zapis chorego koszmaru. „Pęknięte miasto. Biesłan”

 

Liczy się styl, a nie rozmiar! Dwie przyjaciółki, jedna stylizacja

Styl nie rozmiar
Fot. Instagram denisemmercedes

Dominikańska modelka Denise Mercedes wraz z przyjaciółką Marią Castellanos rozpoczęły TikTokowe wyzwanie pod hasłem „Styl, nie rozmiar”. Kobiety ubrane w te same stroje, tylko w innych rozmiarach pozują do zdjęć i nagrywają filmiki, które osiągają zawrotną popularność. Zyskały już prawie 50 milionów polubień! To pokazuje, że piękno przybiera różne kształty, a kobiety – w swej różnorodności – rządzą światem.

Świat mody jest bezwzględnym miejscem. Nierealistyczne standardy i oczekiwania często odciskają piętno na psychice modelek oraz dziewczyn próbujących je naśladować. Na szczęście obecnie trend się odwraca i coraz bardziej na czasie jest moda dla wszystkich, niezależnie od rozmiaru.

Ciałopozytywna modelka

Denise Mercedes jest rzeczniczką nurtu ciałopozytywności (ang. body positive – więcej na ten temat przeczytasz TUTAJ). Nosi rozmiar 44 i udowadnia, że większe kobiety mogą prezentować się w modnych stylizacjach równie dobrze, jak te szczupłe – a nawet lepiej!

Skąd pomysł na wspólne zdjęcia? Denise powiedziała (jej słowa cytuje portal Bored Panda), że wszystko zaczęło się na początku 2019 roku, kiedy ona i jej przyjaciółka Maria zapozowały do zdjęć w tym samym bikini.

Spotkały się z tak pozytywną reakcją, że postanowiły kontynuować podobne sesje. Liczba obserwujących na Instagramie zaczęła rosnąć, a gdy dziewczyny udostępniły swój pierwszy film na TikToku – zaczął  się szał!

@denisemmercedes

2 different body types, same style ❤️ You can dress cute regardless of whatever shape or size you are! @mariacastellanos_ri #fyp #fashion #bff

♬ No Face No Case – Vinny West – Madi Claire

Tik Tok uzyskał ponad 1,5 miliona wyświetleń.

Zobacz też: „Łatwo jest komuś przypiąć łatkę lenia albo pustej lali” – Kaya Szulczewska i Ciałopozytyw! Czy soma już całkiem zgubiła psyche?!

Styl, nie rozmiar

Filmy zainspirowały tak wiele kobiet, że Denise i Maria wymyśliły własny hasztag #StyleNotSize. Oznaczają nim swoje stylizacje i zachęcają do tego innych.

Denise powiedziała, że ich głównym przesłaniem jest, aby „ubierać się tak, jak chcesz i kochać swoje ciało”. Dodała też, że czas przestać porównywać się z innymi. Poczucie pewności siebie we własnym ciele sprawia, że błyszczy się od środka.

Stwierdziła również, że „fakt, że możemy zainspirować tak wiele kobiet do poczucia pewności siebie i bycia sobą, sprawia, że chcemy kontynuować ten ruch”.

Zobacz najlepsze stylizacje #StyleNotSize

@denisemmercedes

Style, not size ep 4 with @mariacastellanos_ri Items from @superdown ! Which one is your favorite outfit? #fashion #superdown #bffgoals

♬ New Rules – Dua Lipa

@denisemmercedes

My mini series with my bff @mariacastellanos_ri called “Style, Not Size”! Looks from #Zara Which outfit was your fav? 1, 2, or 3?! #fashion

♬ Say So – Doja Cat

@denisemmercedes

Style, not Size ep 5! All looks from @asos Which outfit was your fav?! Me and @mariacastellanos_ri are beautiful in our own unique way! #stylenotsize

♬ Tusa X No Idea – rapidsongs

Źródło: Bored Panda

Zobacz też: Ewa Niespodziana – modelka czy Instamama? „Zawsze chciałam być młoda mamą”

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Zdrowe trend żywieniowe nie zawsze są zdrowe! – te przykłady mogą zaskoczyć

dieta na zdrowie
fot. 123rf.com

Wiele osób, głównie ze względów zdrowotnych, podąża za coraz to nowszymi trendami żywieniowymi. „Zrezygnuję ze spożycia cukrów i będę wybierać produkty bez tłuszczu” – brzmi znajomo? Sprawdź, czy oby na pewno wszystkie trendy żywieniowe są zdrowe!

Bez dodatku cukru

Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) powinniśmy znacząco zmniejszyć ilość wolnych cukrów w naszej diecie – zarówno cukry dodawane do żywności, ale także te ukryte w miodzie czy naturalnie występujące w sokach z owoców. Zaleca się, aby mniej niż 10 proc. dziennego spożycia kalorii pochodziło z cukrów wolnych.

Nic więc dziwnego, że coraz częściej sięgamy po produkty bez dodatku cukru, co przecież wydaje się najrozsądniejszym wyborem. Czy aby na pewno? Informacje widniejące na opakowaniu nie zawsze są równoznaczne z niską zawartością cukru. Miód, syrop klonowy, sok owocowy czy syrop z agawy nie są zaliczane do cukrów wolnych, a co za tym idzie, mogą znajdować się w produktach „pozbawionych cukru”. Dlatego też zawsze warto sprawdzać dokładny skład produktów, nawet tych – na pierwszy rzut oka – wolnych od cukrów.

Zobacz też: Jak wspierać odporność dietą? [EKSPERTKA]

Niska zawartość tłuszczu

Wydawać by się mogło, że produkty pozbawione tłuszczu są dobrym sposobem na ograniczenie kalorii i pobycie się kilku centymetrów w talii. Jednak nie zawsze żywność o niskiej zawartości tłuszczu jest najlepszym – i co najważniejsze – najzdrowszym wyborem. Za każdym razem należy sprawdzić, czym tłuszcz został zastąpiony, bo być może czymś o wiele bardziej szkodliwym od niego samego.

Ponadto nie zapominajmy, że niektóre tłuszcze – przykładowo omega 3 – są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Dlatego kluczem do sukcesu jest wybór żywności, w składzie której znajdziemy zdrowe tłuszcze.

Wafle ryżowe – na przekąskę

Wafle ryżowe wydają się jedną ze zdrowszych przekąsek pomiędzy posiłkami. Chociaż żadnych szkodliwych składników w nich nie znajdziemy, równocześnie nie zawierają zbyt wiele składników odżywczych, a tym samym nie wesprą szczególnie naszego organizmu. Zamiast suchych i bezwartościowych wafli ryżowych zdecydowanie lepiej sięgnąć po przepełnione witaminami owoce czy warzywa.

Dieta cud

Czy „dieta cud” działa cuda? Unikanie wielu pokarmów i znaczne ograniczenie spożywania części z nich na pewno pomoże w zrzuceniu kilku zbędnych kilogramów. Przeprowadzone badania dowodzą jednak, że całkowite zrezygnowanie lub znaczne ograniczenie spożywania grupy pokarmów prowadzi do zwiększenia apetytu, konsumpcji, a w konsekwencji do ponownego przybierania na wadze. Dlatego też warto jeść wszystko, ale z umiarem.

Źródło: Healthyfood

Zobacz też: Dieta długowieczności

10 tysięcy kroków dziennie – czy to wystarczy dla zdrowia?

10 tysięcy kroków
Fot. 123rf

Spacery na świeżym powietrzu podczas pandemii COVID-19 stały się jedną z głównych rozrywek. Czy jednak polecane przez producentów sportowych aplikacje liczące kroki – zwłaszcza skupiające się na wykonywaniu 10 tysięcu kroków dziennie – są w stanie poprawić nasze zdrowie? 

Podczas pandemii koronawirusa brytyjskie Sports Direct sprzedało aż 218 proc. więcej par butów do joggingu i długich spacerów. Parki, skwery, bulwary i lasy w ciepłe dni przeżywają prawdziwe oblężenie biegaczy, spacerowiczów, rolkarzy i rowerzystów. Wiele z tych osób korzysta z aplikacji w telefonach, które pozwalają mierzyć przebyty dystans i liczbę kroków. I podobnie jak grany przez Anthony Hopkinsa Benedykt XVI w filmie „Dwóch papieży” wypełniamy dzienne limity. Czy jednak chodzenie może sprawić, że będziemy zdrowsi? 

10 tysięcy kroków

Ciało w ruchu

Należy pamiętać, że wyprostowana pozycja, w jakiej się poruszamy, jest wynikiem bardzo szybkich zmian ewolucyjnych. Jak podaje w swej książce „Homo sapiens – od zwierząt do bogów Yuval Noah Harari, wyprostowana pozycja pozwoliła nam utrzymać rosnący mózg oraz lepiej dostrzegać zagrożenia istniejące np. na sawannie. Niestety, dynamiczny rozwój gatunku niesie za sobą również i problemy – zbyt ciężka głowa i wyprostowana postawa powodują m.in. sztywnienie karku oraz problemy z odcinkiem lędźwiowym. Co za tym idzie, nawet spacerując należy uważać na właściwą postawę.

Nie znaczy to oczywiście, że chód jest niezdrowy dla naszego organizmu. Wręcz przeciwnie! W badaniach prowadzonych przez naukowców z European Centre for Environment and Human Health na University of Exeter Medical School, przeanalizowano 20 tysięcy ankiet od osób zamieszkujących Wielką Brytanię. Wyniki badań są jednoznaczne – osoby, które na łonie natury spędzają około dwie godziny, znacznie częściej cieszyły się lepszym zdrowiem oraz samopoczuciem. Maksymalny efekt osiągamy po około 200 minutach pośród zieleni.  

Chodzenie okiem specjalisty

„Spacer jest bardzo zdrową formą aktywności fizycznej. Już półgodzinny marsz zapewni nam lepsze zdrowie i samopoczucie. Co istotne, nie da się go bezpośrednio zamienić na trening na siłowni, bowiem to projekcja na warunki zewnętrzne zapewnia nam odporność” – tłumaczy Sylwester Koper, instruktor fitness oraz trener kulturystyki i dodaje:

By uzyskać efekt sportowy należy spacerować w tempie około 100 kroków na minutę, mieć wygodne obuwie oraz stosować odpowiednie wymachy ramion – dość podobnie do maszerujących żołnierzy. Ruchy te wzmacniają nasze mięśnie głębokie i mogą pomóc np. w sytuacji, gdy bolą nas plecy. Pewną pomocą w wymuszeniu tego ruchu z pewnością będą kije do nordic walking.  

Statystyczny Polak dziennie przebywa około 5 tysięcy kroków. I chociaż nie ma dowodów na to, że akurat 10 tysięcy kroków ma być optymalne, warto skorzystać z aplikacji i podjąć wyzwanie. Trening 2-3 razy w tygodniu nie zastąpi bowiem organizmowi codziennej dawki potrzebnego ruchu. Dobierając odpowiedni sposób marszu jesteśmy też w stanie wzmocnić niezwykle istotne mięśnie głębokie, odpowiadające za stabilizację całego ciała. 

Zobacz też: Kult męskiej muskulatury. Czy jest zdrowy?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.