Przejdź do treści

Wiosenna miłość to nie mit – o zakochiwaniu się na wiosnę mówi psycholożka

Niezakochani chcą się koniecznie zakochać na wiosnę. Ta pora roku sprzyja wychodzeniu z domu, spacerom, spotykania się ze znajomymi w knajpianych ogródkach, a przede wszystkim miłości. Czy wiosenna jest lepsza od zimowej i jesiennej? Psycholożka Bianca Beata Kotoro wyjaśnia dlaczego warto zakochać się na wiosnę.

Dlaczego zakochujemy się na wiosnę?

Ponieważ na wiosnę wszystko odżywa – przyroda, natura. Jesteśmy częścią tego świata i częścią systemu naturalnego. Nasz organizm również odnawia się na wiosnę.

Hormony szaleją.

Otwieramy się emocjonalnie, ale także fizycznie, zmienia się nasza skóra, wszystko idzie ku odnowie. Nasze ciało się odnawia, promienie słońca powodują to, że mamy więcej energii. Inne zwierzęta łączą się w pary na wiosnę, ludzie też mają taką potrzebę. Jesteśmy przecież istotami stadnymi, ssakami i chcemy mieć nie tylko relacje koleżeńskie czy przyjacielskie, ale również mamy silną potrzebę bycia w związkach intymnych, romantycznych. Często miłość kojarzona jest z wiosną, co oczywiście nie oznacza, że nie możemy zakochać się w innej porze roku.

Ale najmocniej chcemy właśnie teraz, kiedy wszystko kwitnie.

Po jesiennej ciemności i zimowej apatii teraz zdecydowanie szybciej i radośniej się budzimy, pora roku i słońce ma tu swoje kluczowe znaczenie. Wpływ jesienno-zimowej pogody na samopoczucie ludzi żyjących w naszym klimacie udowodniono wielokrotnie. Zresztą, przesilenie wiosenne też ma na nas wpływ.

Myślę sobie, że może nie powinniśmy obsesyjnie zastanawiać się i roztrząsać tematu zakochania się teraz, tylko podążać za swoim pragnieniami i potrzebami organizmu. Skoro czujemy, że to ten moment, to może czas zabrać się do roboty. Często myśląc o wiośnie i zakochaniu, mamy poczucie, że zakochanie ma zjawić się samo, tak po prostu, niczym wiosna. Od dziecka kładzie nam się do głowy mit tego księcia, co na białym koniu przyjedzie i do okienka zapuka.

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

I czekamy zamknięte w wieży.

No właśnie, a moje pytanie do pacjentek brzmi: a co robisz, żeby kogoś poznać? I okazuje się, że niestety niewiele. Słyszę: „długo pracuję”, „w tym wieku to nie ma gdzie”… Może więc po pracy warto gdzieś wyjść ze znajomymi, z kimś się spotkać, pójść na spacer, do czytelni.

Albo wejść na portal randkowy.

Na przykład. Jednym słowem, musimy wykonać jakiś ruch, żeby móc spotkać ludzi. Inaczej nic z tego nie będzie. Oczywiście zdarzają się przypadki, kiedy przechodząc na drugą stronę ulicy spotkamy tego jedynego lub tę jedyną, jak w komedii romantycznej. Takie przypadki, podobnie jak wygrana w totka zdarzają się, owszem, ale prawdopodobieństwo jest znikome.

A życie płynie.

Bez „prowokowania życia” czyli chodzenia na wycieczki, spotkania, wykłady to się nie uda. Ja przynajmniej nie znam innego sposobu.

Coraz bardziej się zamykamy, jesteśmy na Instagramie, na Facebooku, wszędzie nas dużo w wirtualnym świecie, mamy setki przyjaciół, a tak naprawdę nie istniejemy. Podobnie na Tinderze – widzimy tysiące facetów i kobiet – i nie chce nam się nawet z nimi spotkać. I następnego dnia wsiadamy w samochód, znowu sami, bo nie chce nam się jechać metrem, w którym teoretycznie też moglibyśmy kogoś spotkać. I koło się zamyka. Tkwimy w tej swojej samotności. Przyzwyczajamy się do niej.

Aby natura i przebudzenie wiosenne mogły dojść do głosu, to nie może to się kończyć na dobrych chęciach i marzeniach. Powinny iść za tym czyny. Panuje takie przekonanie, że skoro nie stworzyliśmy pary z kimś z liceum, ze studiów, z pierwszej pracy to później coraz trudniej. Owszem, trudniej. Ale nie jest to niemożliwe.

Studia, początki pracy, wydawało się, że wszystko jest możliwe, łącznie z miłością. A tu mamy trzydzieści parę, czterdzieści kilka lat i wiele rzeczy się już nie wydarza.

Kiedy mówimy o młodości, to myślimy 23-28 lat. Kilka dekad temu 45-latek był seniorem, teraz ta granica mocno się przesunęła, jeśli myślimy o seniorach, to jest to 65+. Znam wielu, po siedemdziesiątce, którzy mówią, że do seniora brakuje im jeszcze przynajmniej dziesięciu lat. Rozumiem, że im jesteśmy starsi, tym mniej rzeczy nam się chce. Ale musimy siebie zapytać, co jest dla nas ważne, czego my chcemy. Jeśli to koleżanki są bardziej zainteresowane wyswataniem nas, to sobie odpuśćmy.

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

A jeśli chcemy?

To zwyczajnie tego sobie nie róbmy. Nie mówmy, że jesteśmy za stare, że się nie uda, że nie wypada. Oczywiście, z wiekiem patrzymy inaczej na ludzi, zmieniają się nam priorytety. I nie chodzi o bylejakość, o to, że „godzę się na wszystko”.

Zauważmy, że my jako ludzie nie pracujemy nad związkiem, nad żadną  relacją – intymną, przyjacielską, koleżeńską. Mamy podejście fastfoodowe – wszystko ma być na szybko, a jak coś nie jest fajne, wyrzucamy, zamieniamy na nowe. Jestem zdania, że większość związków (nie wszystkie oczywiście) funkcjonowałaby całkiem nieźle, gdyby popracowałyby dwie strony. Gdyby nie było w naszych relacjach takich tendencji „na już, na teraz, tak ma być, ja mam takie oczekiwania, a nie inne” . 

A co z traktowaniem mężczyzn jako podnóżka, przedmiotu? Bo często traktuje się ich jak portfel lub bankomat.

Zostały nam te przyzwyczajenia z przeszłości – żeby nam kupowano kwiaty, otwierano drzwi i płacono za kolację. A z drugiej chcemy wyzwolenia – to on ma prać, gotować, zmywać, zarabiać. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Na coś się musimy zdecydować, nie jest tak, że z każdego modelu możemy sobie coś wybrać. Złożyć nasz idealny i czytający w myślach i pragnieniach. Wszystko ma swoje konsekwencje. Jeśli traktujemy mężczyznę jak portfel, a później oczekujemy, że on ugotuje, posprząta i guziczek przyszyje, to powinnyśmy zdać sobie sprawę, że to nam się nie uda.

Nie chcemy popełniać błędów naszych matek i babć.

Mamy prawo żyć inaczej, tylko to się wiąże z konsekwencjami. Jeśli się nie zatrzymamy i nie przestaniemy mieć nierealnych oczekiwań, marzeń czy wymogów, to musi pojawić się pewne pytanie, które zadaję swoim pacjentkom. Ono nie jest zbyt wygodne, pytam „co ty możesz dać partnerowi?” Same kobiety są zdziwione tym, co oferują. Samo „jestem” nie wystarczy. Dziecko kocha się za to, że jest. Człowieka dorosłego kochamy zawsze za to, kim jest i co tworzy. Z drugiej strony są kobiety, które mnóstwo dają i także muszą się zastanowić, czy ta droga jest ok. Najważniejsze jest wypośrodkowanie. Wiosna jest dobrą porą na wiele różnych rzeczy – od sprzątania, po miłość, poprzez zatrzymanie się na sobie. Kiedy dużo się dzieje, łatwiej nam zrobić daną rzecz, niż wtedy, kiedy mamy luz.

Mówi się też, że ta wiosenna miłość nie jest trwała.

Ale to już zależy od nas, od tego, czego poszukujemy. Czy chwilówki – coś szybko musi się wydarzyć, czy poszukujemy długotrwałego związku. A przede wszystkim, jeśli coś ma być długotrwałe, potrzebny jest wysiłek dwustronny. Bez względu na to, do czego dążymy, ważne jest ustalenie, czy  dwie strony chcą tego samego. Ludzie często mówią: nie wiadomo jak będzie. Ale czym innym jest deklaracja – pospotykajmy się, zabawmy i nic więcej nie chcę, a czym innym – jestem otwarta i może coś z tego będzie.

Ale żeby to było fajne i dobre jakościowo, będzie wymagało pracy, a nie tylko oczekiwań. Przecież za jakiś krótki czas wyjdziemy z tego stanu zakochania w codzienność i nie zawsze będą fajerwerki. Czasem przecież jest zwyczajnie, normalnie, ale czasem zawieje nudą. Musimy potrafić z niej wyjść i być ze sobą dalej.

Zakochujmy się więc!

Wiosna jest takim momentem, że jesteśmy bardziej otwarci, chcemy spróbować. Nie zapominajmy, że budzi się także nasze libido. I będę mocno trzymała kciuki za miłość wiosenną. Żeby przetrwała!

Ekspert

Bianca Beata Kotoro

Psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeuta, psycholog społeczny. Wykładowca na uczelniach wyższych i Uniwersytetach III Wieku. Dyrektor Instytutu Psychologiczno- Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata Vita” w Warszawie, gdzie prowadzi terapię oraz szkolenia. Autorka m.in. programu ogólnopolskiego dla młodzieży: „100 % MNIE BEZ ZAGŁUSZACZY” oraz projektu dla kadry i rodziców „Ważne Sprawy Przedszkolaka” czy „Trudne tematy dla mamy i taty”.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

10 tysięcy kroków dziennie – czy to wystarczy dla zdrowia?

10 tysięcy kroków
Fot. 123rf

Spacery na świeżym powietrzu podczas pandemii COVID-19 stały się jedną z głównych rozrywek. Czy jednak polecane przez producentów sportowych aplikacje liczące kroki – zwłaszcza skupiające się na wykonywaniu 10 tysięcu kroków dziennie – są w stanie poprawić nasze zdrowie? 

Podczas pandemii koronawirusa brytyjskie Sports Direct sprzedało aż 218 proc. więcej par butów do joggingu i długich spacerów. Parki, skwery, bulwary i lasy w ciepłe dni przeżywają prawdziwe oblężenie biegaczy, spacerowiczów, rolkarzy i rowerzystów. Wiele z tych osób korzysta z aplikacji w telefonach, które pozwalają mierzyć przebyty dystans i liczbę kroków. I podobnie jak grany przez Anthony Hopkinsa Benedykt XVI w filmie „Dwóch papieży” wypełniamy dzienne limity. Czy jednak chodzenie może sprawić, że będziemy zdrowsi? 

10 tysięcy kroków

Ciało w ruchu

Należy pamiętać, że wyprostowana pozycja, w jakiej się poruszamy, jest wynikiem bardzo szybkich zmian ewolucyjnych. Jak podaje w swej książce „Homo sapiens – od zwierząt do bogów Yuval Noah Harari, wyprostowana pozycja pozwoliła nam utrzymać rosnący mózg oraz lepiej dostrzegać zagrożenia istniejące np. na sawannie. Niestety, dynamiczny rozwój gatunku niesie za sobą również i problemy – zbyt ciężka głowa i wyprostowana postawa powodują m.in. sztywnienie karku oraz problemy z odcinkiem lędźwiowym. Co za tym idzie, nawet spacerując należy uważać na właściwą postawę.

Nie znaczy to oczywiście, że chód jest niezdrowy dla naszego organizmu. Wręcz przeciwnie! W badaniach prowadzonych przez naukowców z European Centre for Environment and Human Health na University of Exeter Medical School, przeanalizowano 20 tysięcy ankiet od osób zamieszkujących Wielką Brytanię. Wyniki badań są jednoznaczne – osoby, które na łonie natury spędzają około dwie godziny, znacznie częściej cieszyły się lepszym zdrowiem oraz samopoczuciem. Maksymalny efekt osiągamy po około 200 minutach pośród zieleni.  

Chodzenie okiem specjalisty

„Spacer jest bardzo zdrową formą aktywności fizycznej. Już półgodzinny marsz zapewni nam lepsze zdrowie i samopoczucie. Co istotne, nie da się go bezpośrednio zamienić na trening na siłowni, bowiem to projekcja na warunki zewnętrzne zapewnia nam odporność” – tłumaczy Sylwester Koper, instruktor fitness oraz trener kulturystyki i dodaje:

By uzyskać efekt sportowy należy spacerować w tempie około 100 kroków na minutę, mieć wygodne obuwie oraz stosować odpowiednie wymachy ramion – dość podobnie do maszerujących żołnierzy. Ruchy te wzmacniają nasze mięśnie głębokie i mogą pomóc np. w sytuacji, gdy bolą nas plecy. Pewną pomocą w wymuszeniu tego ruchu z pewnością będą kije do nordic walking.  

Statystyczny Polak dziennie przebywa około 5 tysięcy kroków. I chociaż nie ma dowodów na to, że akurat 10 tysięcy kroków ma być optymalne, warto skorzystać z aplikacji i podjąć wyzwanie. Trening 2-3 razy w tygodniu nie zastąpi bowiem organizmowi codziennej dawki potrzebnego ruchu. Dobierając odpowiedni sposób marszu jesteśmy też w stanie wzmocnić niezwykle istotne mięśnie głębokie, odpowiadające za stabilizację całego ciała. 

Zobacz też: Kult męskiej muskulatury. Czy jest zdrowy?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Kult męskiej muskulatury. Czy jest zdrowy?

muskulatura

Sterydy anaboliczne, suplementy diety, godziny na siłowni. Tak wygląda przepis wielu młodych mężczyzn na bycie „bykiem”. Czy jednak muskulatura świadczy o zdrowym ciele i ile bodybuliderzy są w stanie poświęcić dla świetnego wyglądu?

Analizując wzorce męskiego ciała w kulturze masowej nie sposób nie zauważyć, że wraz z erą social mediów rozpowszechnił się kult muskularnej figury. Nie wystarczy być szczupłym – ramiona mają być okazałe, zaś brzuch wyrzeźbiony jak u prawdziwego kulturysty. Instagramowe wzory doprowadzają jednak często do sięgania po sterydy anaboliczne oraz do zaburzeń odżywiania.

W 2019 roku przeprowadzono badania, w których wzięło udział 7000 młodych Amerykanów w wieku od 18 do 24 lat. Ponad 1/5 ankietowanych zgłosiła problemy z dietą związane z ich pragnieniem posiadania muskularnego ciała. Aby nabrać masy, brali oni sterydy anaboliczne lub suplementy diety. Pomimo regularnego treningu wielu mężczyzn nie jest zadowolonych z efektów, podobnie jak to się zdarza w przypadku osób chorujących na anoreksję. Obsesja na punkcie obrazu ciała może prowadzić do stanu zwanego dysmorfią mięśniową. Człowiek jest wtedy przekonany, że muskulatura ciągle jest za mała.  Brak możliwości osiągnięcia wymarzonego ideału powoduje wiele niepokojów i wycofanie się z czynności, które lubiło się przed wystąpieniem zaburzeń. Niektórzy ludzie przestają spędzać nawet czas z bliskimi, ponieważ każdą wolną chwilę poświęcają siłowni.

Zobacz też: Biegi 300 km po górach? No problem! Krystian Pietrzak: „ Każdy jest w stanie zrobić coś podobnego” [PODCAST]

Zdrowie pod kontrolą

Ryzyko dotyczy nie tylko kwestii psychicznych. Zbyt intensywne ćwiczenia fizyczne mogą spowodować choroby układu krążenia, problemy z nerkami i uszkodzenia wątroby. Przetrenowany organizm jest też mniej odporny na stres i bardziej podatny na choroby i kontuzje.

„Pamiętajmy, że Instagram to nie jest realne życie. Jeżeli chcemy otrzymać efekt pięknej sylwetki to musimy się liczyć z wielomiesięczną pracą. Dlatego ważne byśmy zaczynając przygodę z siłownią, najpierw nastawili się na ćwiczenia skierowane na poprawę zdrowia i funkcjonowania organizmu, a dopiero później zajęli się modelowaniem sylwetki, pamiętając jednocześnie o odpowiedniej diecie i odpoczynku” – mówi Sylwester Koper, instruktor fitness i trener personalny z Gdańska. „Gdy sięgamy po suplementy, warto skonsultować się z lekarzem, czy na pewno będą one dla nas potrzebne i nieszkodliwe” – dodaje.

Lekarze przestrzegają też przed stosowaniem tzw. dopingu, czyli sterydów anabolicznych. Dysfunkcje organów wewnętrznych, problemy z ciśnieniem krwi, a także wzrost agresji i spadek płodności to tylko część problemów, które mogą pojawić się po cyklu sterydowym. Bilans zysków i strat nie jest więc korzystny i nie warto sięgać po nielegalne substancje.

Źródło: webmd.com

Zobacz też: Czy moja relacja z ćwiczeniami jest toksyczna?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

„Pogromcy Reklamozy” – miasta odzyskują blask!  

reklamy w mieście
fot. pixabay.com

Bądźmy szczerzy, reklamy zdominowały współczesny świat – jest ich o wiele za dużo. Choć kolorowe kolaże walczą o naszą uwagę, to przede wszystkim ukrywają piękno architektury. Jedno jest pewne – reklamy mają bezpośredni wpływ na wygląd miasta.

Walka z reklamami rozpoczęta

Zdaniem „Pogromców Reklamozy”, wszechobecne reklamy psują wizerunek wielu polskich miast. Kolorowe bilbordy na budynkach – szpecą. Mamy jednak dobrą wiadomość! Miasto portowe Gdańsk – wraz z innymi miastami, w tym Warszawą – toczą walkę z reklamami zaśmiecającymi sferę publiczną. Wszystko to dzięki lokalnym i ogólnokrajowym wersjom ustawy o ochronie krajobrazu. W kwietniu 2021 roku miną już 3 lata od momentu wejścia w życie Uchwały Krajobrazowej Gdańska i rok od zakończenia okresu dostosowawczego.

Miasta nabierają blasku

„Pogromcy Reklamozy” – popularny profil na Facebooku poświęcony walce z nielegalną reklamą – umieszczają w mediach społecznościowych galerie zdjęć w wersji sprzed i po zastosowaniu przepisów uchwały krajobrazowej. Imponujące, czasami wręcz zapierające dech w piersi fotografie, spotkały się z ogromnym odzewem internautów nie tylko z Polski. Grupa odwołuje się również do wszelkich nielegalnych ogłoszeń, które umieszczane są w miastach.

Jeden z członków zespołu „Pogromcy Reklamozy” powiedział: „Jesteśmy grupą ludzi, którzy pewnego dnia zdecydowali, że nie możemy znieść tak zwanego zanieczyszczenia wizualnego w naszym mieście i chcemy coś z tym zrobić, a nie tylko narzekać.”

Zobacz też: Opowieść o miastach po reformie. „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast”

„Naszymi głównymi celami są z jednej strony walka z zanieczyszczeniem wizualnym, a z drugiej strony promowanie surowszych przepisów krajobrazowych i pokazywanie pozytywnych przykładów. Nie mamy żadnych zewnętrznych funduszy, nie zbieramy nawet pieniędzy (…). Inwestujemy własny czas i pieniądze.”

Mimo iż w większości przypadków reklamy i bilbordy umieszczane na fasadach budynków są legalne, nie zmienia to faktu, że zabierają one blask wielu z nich. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia przed i po usunięciu reklam by zauważyć kolosalną różnicę.

„Trudno określić dokładną liczbę nośników reklamowych, które zniknęły z terenu naszego miasta” – powiedział Michał Szymański, zastępca dyrektora Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni ds. przestrzeni publicznej.

Zdjęcie ogromnych bilbordów i zmniejszenie szyldów wpłynęło korzystnie także na wygląd galerii handlowych. Jednak największą różnicę widać na zabytkowych budynkach i kamienicach, których naturalną elewację możemy dostrzec dopiero teraz.

Billboard w tym miejscu stał conajmniej 11 lat. Zgłoszenie do ZDM i znika w ciągu kilku dni 🥳

Stegny ul.Św.Bonifacego…

Opublikowany przez Pogromcy Reklamozy Poniedziałek, 23 listopada 2020

 

Opublikowany przez Pogromcy Reklamozy Wtorek, 26 stycznia 2021

 

Narodowy Instytut Leków udekorował w ten sposób swoją siedzibe. Bilboardy funkcjonowały tak przez conajmniej 12 lat…

Opublikowany przez Pogromcy Reklamozy Wtorek, 2 lutego 2021

 

Źródło: Boredpanda, Facebook

Zobacz też: Zapis chorego koszmaru. „Pęknięte miasto. Biesłan”

 

Jak wspierać dziecko w rozwiązywaniu trudności z rówieśnikami?

Jak wspierać dziecko
fot. fotolia

Niejednokrotnie w życiu codziennym spotykamy się z trudnościami w relacjach z innymi osobami. Podobnie dzieci – one także, przebywając ze swoimi rówieśnikami, doświadczają różnych emocji. Jak można pomóc im sobie z tym radzić i sprawić, by łatwiej radziły sobie w relacjach z własnym gronem znajomych i przyjaciół?

Czasami z łatwością nawiązują relacje i potrafią rozwiązywać zaistniałe konflikty. Czasami jednak zdarza się tak, że dzieci przeżywają ogromne problemy w radzeniu sobie z trudnościami, które wynikają z kontaktów z kolegami i koleżankami. Mowa o takich obszarach jak: nawiązywanie przyjaźni, radzenie sobie w czasie konfliktów, a czasami doświadczanie przemocy fizycznej i psychicznej. Bardzo istotna jest rola rodzica, aby potrafił odpowiednio wspierać dziecko, zwiększając przy tym jego zasoby. Budowanie silnego poczucia własnej wartości, asertywność, autonomia, empatia, rozpoznawanie emocji – to czynniki, na które powinno zwracać się szczególną uwagę w procesie wychowawczym dziecka.

Zobacz też: Jak wygląda dzieciństwo w różnych zakątkach świata? – oto zdjęcia dzieci, które mówią więcej niż tysiąc słów

Jak wspierać dziecko?

Aby odpowiednio pomóc dziecku w rozwiązywaniu trudności z rówieśnikami warto zwrócić uwagę na poszczególne elementy, takie jak:

  • Szacunek, zainteresowanie oraz wsparcie, które budują samoocenę dziecka. To właśnie te czynniki tworzą solidny fundament, wpływający na jego funkcjonowanie. Świadomość, że „jestem ważny dla moich rodziców” tworzy bliską więź oraz poczucie bezpieczeństwa, które ukazuje się także w relacjach społecznych dziecka.
  • Rozwijanie odpowiedniej komunikacji z dzieckiem. Wyrażanie emocji, mówienie wprost o uczuciach, których dziecko lub rodzic faktycznie doświadcza. Komunikat: „Jest mi smutno i przykro, ponieważ dowiedziałam się, że uderzyłeś kolegę z przedszkola” pokazuje dziecku, jakie są konsekwencje jego, w tym przypadku nieodpowiedniego, zachowania. Pamiętajmy jednak, aby mówić i podkreślać również pozytywne emocje. W tym punkcie najistotniejsza jest rozmowa, która konfrontuje zachowania i pozwala nazwać przeżywane emocje.
  • Nauka współpracy w grupie. Ważna jest możliwość pokazania dziecku, w jaki sposób funkcjonuje grupa. Wspólne spędzanie czasu, np. granie w gry, organizowanie zawodów, wykonywanie domowych obowiązków – te codzienne czynności potrafią świetnie przedstawić i nauczyć dziecko roli współdziałania w grupie (również pod kątem doświadczanych porażek, np. przegranej).
  • Wprowadzenie zasad, które obowiązują wszystkich domowników, a także funkcjonują w miejscach, w których dziecko spotyka swoich rówieśników, np. w przedszkolu. Te zasady mogą dotyczyć np. szczerości czy dotrzymywania złożonych obietnic. Bardzo ważna jest konsekwencja w przestrzeganiu wspólnie ustalonych reguł.

Pomagając dzieciom, które doświadczają trudnych sytuacjach z rówieśnikami, należy pamiętać, aby umiały one budować własną niezależność. Trzeba jednak zwracać uwagę na to, aby dziecko nie stało się ofiarą, ani też z drugiej strony – osobą czyniącą zło.

Pamiętajmy przede wszystkim o tym, że podstawą radzenia sobie w sytuacjach społecznych jest wyrażanie i umiejętność nazywania emocji. Umiejętność tę należy wspólnie z dzieckiem wypracować.

Zobacz też: Magazyn „Time” po raz pierwszy przyznał tytuł Dziecka Roku. Kim jest nagrodzona 15-latka?

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.