Przejdź do treści

Działalność przedszkola w czasie epidemii. Czy w epoce koronawirusa trzeba płacić za przedszkole? [PRAWNIK]

Fot: pixabay.com

O ile na pierwszy plan wysuwają się kwestie medyczne związane z epidemią koronawirusa, o tyle nie omijają nas również problemy ściśle praktyczne, szczególnie skutki ekonomiczne sytuacji. Rodzice dzieci przedszkolnych stają przed następującym dylematem: czy w sytuacji, gdy moje dziecko nie chodzi do przedszkola, bo jest ono zamknięte decyzją władz państwowych, mam za przedszkole płacić czy nie? To pytanie nabiera ekonomicznych rumieńców szczególnie wtedy, gdy maluch chodzi do przedszkola prywatnego – a wiadomo, że to sporo kosztuje.

Co na to umowa?

Tego typu dylematy nie pojawią się wówczas, gdy tego rodzaju sytuacje przewiduje umowa. Będą to jednak sporadyczne przypadki. Większość umów funkcjonujących w obrocie nie przewiduje rozwiązań uwzględniających tego rodzaju sytuacje, nie precyzuje co mają wówczas zrobić rodzice czy właściciele placówek. Z jednej strony rodzice zapewne uważają, a przynajmniej część z nich, że skoro dziecko nie chodzi do przedszkola, a więc nie korzysta z usług opiekuńczych, to nie ma powodu, by opłacać czesne. Należy jednak pamiętać, że z drugiej strony właściciele przedszkoli muszą opłacać rachunki, pensje pracowników czy inne opłaty, aby utrzymać gotowość do podjęcia się opieki na dziećmi, po tym jak stan zagrożenia ustanie. Inspiracją do podjęcia tego tematu i rozważenia jego prawnych aspektów był fakt, że dotarły do mnie opinie, że w obecnej sytuacji rodzice mają po pierwsze prawo żądać zwrotu czesnego, po drugie zaś nie muszą opłacać go w kolejnych miesiącach, do czasu ustania stanu zagrożenia. Moim zdaniem z prawnego punktu widzenia sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, a analiza sytuacji prowadzi do wniosku, że przytoczone poglądy rodziców przedszkolaków są nieprawidłowe.

Przyjrzyjmy się zagadnieniu nieco bardziej szczegółowo. W pierwszej kolejności należy ocenić z jakiego rodzaju umową – pod względem cywilistycznym – mamy tu do czynienia. Umowę o świadczenie usług opiekuńczych w placówce przedszkolnej należy zakwalifikować jako tzw. umowę wzajemną, gdyż świadczenie każdej ze stron jest odpowiednikiem świadczenia drugiej strony. Zapewne  pogląd, że rodzice mogą żądać zwrotu czesnego i nie płacić go za miesiące kolejne wynika z założenia, że świadczenie właścicieli przedszkola polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, zaś świadczeniem rodziców jest zapłata czesnego w odpowiedniej wysokości. Takie założenie pozwala na konkluzję, że skoro świadczenie opieki nad dziećmi przez przedszkole stało się niemożliwe do spełnienia na skutek okoliczności, za które żadna ze stron umowy, tj. ani przedszkole ani rodzice, nie ponosi odpowiedzialności (bo wynika ono z decyzji władz państwowych), to na podstawie art. 495 par. 1 Kodeksu cywilnego strona, która miała to świadczenie spełnić – czyli w tym przypadku przedszkole – nie może żądać świadczenia wzajemnego (tj. zapłaty czesnego), a jeśli je otrzymała, obowiązana jest do zwrotu według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Przedszkole w czasie epidemii – jego gotowość do opieki

Wydaje się jednak, że zagadnienie to jest bardziej złożone i nie tak oczywiste. W mojej ocenie świadczenie właścicieli przedszkola nie polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, ale również – co bardzo istotne – na pozostawaniu w gotowości do sprawowania tej opieki, a zatem ma charakter bardziej złożony. Jeżeli przyjmiemy, że świadczenie właścicieli przedszkoli ma ten złożony charakter, tzn. składa się z dwóch wymienionych elementów (sprawowanie opieki, pozostawanie w gotowości do sprawowania opieki), to wówczas zastosowanie powinien znaleźć art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym: „Jeżeli świadczenie jednej ze stron stało się niemożliwe tylko częściowo, strona traci prawo do odpowiedniej części świadczenia wzajemnego”, a więc – w omawianym przypadku – do odpowiedniej wysokości czesnego.

Pojawia się pytanie co w takiej sytuacji mogą zrobić rodzice, którzy uważają, że ta część świadczenia w postaci pozostawania w gotowości do sprawowania opieki nie ma dla nich znaczenia z punktu widzenia zamierzonego celu umowy z przedszkolem, a mówiąc skrótowo, że to ich nie interesuje, a skoro przedszkole nie sprawuje opieki nad ich latoroślą, to w ogóle nie będą płacić czesnego. W takiej sytuacji rodzice ci powinni skorzystać z uprawnienia wynikającego ze zdania drugiego art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym mogą wówczas od umowy odstąpić (mówiąc potocznie, zrezygnować z niej), argumentując to tym, że samo pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki nie jest dla nich satysfakcjonujące ze względu na cel umowy oraz –  ogólnie – właściwości tego zobowiązania. Konkludując, rodzice, którzy uważają, że w obecnej sytuacji nie chcą ponosić kosztów czesnego, mają możliwość zakończenia współpracy z przedszkolem.

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Perspektywa przyszłości

Byłbym jednak bardzo ostrożny przy korzystaniu z tego uprawnienia, gdyż należy pamiętać, że jeżeli po ponownym otwarciu placówek rodzice będą chcieli, aby ich dziecko powróciło do tego samego przedszkola, będą musieli zawrzeć z placówką nową umowę, a nie jest oczywiste czy wtedy będzie jeszcze dla ich pociechy miejsce. W skrajnych przypadkach może okazać się, że przedszkole przestało istnieć, gdyż jego właściciel nie udźwignął ciężaru ekonomicznego prowadzenia placówki, która nie zarabia, a generuje koszty.

Pytanie, co ma zrobić właściciel przedszkola w sytuacji, gdy rodzice nie płacą tej części czesnego, która jest zapłatą za pozostawanie placówki w gotowości do sprawowania opieki. Oczywiście może windykować tego rodzaju należności, choć raczej będzie to ostateczność w tego rodzaju stosunkach. Właściciel przedszkola może również odstąpić od umowy z powodu nieopłacania czesnego przez rodziców, tak aby zwolnić zajmowane miejsce w przedszkolu, licząc na to, że pozyska nowego podopiecznego.

Racjonalne podejście przede wszystkim

Podsumowując, należy stwierdzić, że obecna sytuacja, w jakiej znaleźli się zarówno rodzice, jak i właściciele wielu małych przedszkoli nie należy do łatwych i wymaga zrozumienia argumentów każdej ze stron. W dzisiejszym stanie rzeczy, w przypadku, gdy umowy nie regulują w sposób szczególny tego rodzaju sytuacji, rekomenduję podjęcie przez właścicieli przedszkoli starań w celu ustalenia odpowiedniej wysokości czesnego, odpowiedniej tzn. takiej, która pozwoli im na pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki. Chodzi tu o ustalenie takiej kwoty, która będzie wystarczająca na pokrycie niezbędnych kosztów stałych, w tym pensji pracowników, czynszu, mediów czy innych opłat niezbędnych do funkcjonowania przedszkola. Rodzicom przedszkolaków rekomenduję podejście ze zrozumieniem, że w jakiejś części powinni ponosić opłaty za przedszkole, aby po zakończeniu obecnego okresu chaosu ich pociechy miały dokąd wrócić. Jeżeli bowiem właściciele przedszkoli będą zmuszeni do zamknięcia swoich placówek, pojawi się poważny problem ze  znalezieniem nowego miejsca dla maluchów.

Na zakończenie chcę podkreślić, że – abstrahując od powyższej interpretacji prawnej wynikającej z praktycznych problemów, jakie przynosi obecny czas „wstrzymania świata” – zawsze w pierwszej kolejności należy brać pod uwagę postanowienia umowne, a dopiero w sytuacji, gdy nie dają one odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania, powinniśmy poszukiwać rozwiązań w przepisach ogólnych. W moim przekonaniu przedstawiona w niniejszym artykule prawna ocena bieżącej sytuacji związanej z opieką przedszkolną skłania się ku wyważeniu interesów obydwu stron:  zarówno rodziców, jak i właścicieli przedszkoli. Bez wzajemnego zrozumienia może dojść bowiem do jeszcze większego chaosu wówczas, gdy świat zacznie wracać do normalności.

Szymon Zięba – radca prawny, członek Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, w której również ukończył aplikację radcowską pod patronatem Mecenas Joanny Hetman – Krajewskiej.

Kancelaria Prawnicza PATRIMONIUM w Warszawie.

 

 

 

 

 

Zobacz też: „Chcę się rozwieść!” – rozwód czy separacja? [EKSPERTKA]

Redakcja

Portal o rodzinie.

5 mało popularnych sportów, które można trenować i oglądać w Polsce – znasz je?

sport

Wraz z kolejnym luzowaniem obostrzeń możemy trenować na obiektach sportowych, a także kibicować na trybunach. Przygotowaliśmy dla Was zestawienie 5 sportów, które nie są szczególnie popularne w naszym kraju, ale warto zacząć je trenować lub wybrać się z rodziną na wspólne oglądanie. Co ważne, mecze są pozbawione animozji kibiców oraz w większości obowiązuje wstęp wolny!

1.Baseball 

Ciężko nazwać ten sport niszowym, ale… to za oceanem. Jednak i w Polsce nie brakuje zapaleńców zdobywania baz i wybijania piłki na home run. Ćwiczyć w klubach mogą już 6-letnie dzieci, zaś seniorzy mierzą się w ogólnopolskich rozgrywkach. Lista 26 klubów z Polski dostępna jest TUTAJ.  

2. Polo 

Polo to sport prawdziwych gentelmenów. Piękne stroje, konie i drżenie murawy podczas akcji. Obecnie zarejestrowanych jest w Polsce kilka profesjonalnych klubów polo, a są to:  Buksza Polo & Riding Club, Warsaw Polo Club, Polo Club Żórawno, Ivy Polo Club, Silesia Polo Club i Klub Polo Mariusza Świtalskiego. Warto odwiedzić mecz – prędkość rozgrywki naprawdę robi wrażenie! 

3.Rugby 

Skoro jesteśmy już przy sportach gentelmenów, nie możemy pominąć także twardego rugby. W Polsce istnieje kilkanaście klubów i mogą do nich należeć nawet 8-latkowie. Dyscyplina, szacunek dla przeciwnika, zgranie drużyny i wytrzymałość – tego z pewnością można nauczyć się od sportowców i… sportsmenek, bowiem w rugby grają też panie. Warto wybrać się również na mecz – piknikowa atmosfera sprzyja wspólnym chwilom z rodziną. 

Zobacz też: 10 tysięcy kroków dziennie – czy to wystarczy dla zdrowia?

4.Cheerleading 

Mało kto pomyślałby, że jest to sport, a jednak. Cheerleading to zorganizowane układy składające się z elementów gimnastyki, tańca i akrobacji. Co ciekawe, Polki mają w tej dyscyplinie spore sukcesy – nasze panie wyjeżdżały występować nawet do ojczyzny tego sportu, czyli USA. Istnieje też Polski Związek Sportowy Cheerleadingu wyłaniający kadrę narodową.  

5.Sportowe walki rycerskie 

Last but not least, czyli konik piszącego te słowa. Rekonstruktorzy, którzy dążyli do jak najwyższego poziomu walk, stworzyli ponad dekadę temu mistrzostwa świata w swej dyscyplinie. Uczestniczy w nich ponad 30 nacji, w tym te bez tradycji “rycerskich”: USA, Japonia, Nowa Zelandia czy Argentyna. Walki prowadzone są w formułach 1 vs 1 i starć grupowych 5 vs 5, 10 vs 10, 21 vs 21. Dzięki zbrojom zawodnicy są odporni na większość ciosów, co tylko zwiększa widowiskowość starć, będących rozrywką dla całej rodziny. W Polsce sportowe walki rycerskie pojawiają się również na galach boksu i MMA m.in.: Time of Masters czy Fame mma. Ćwiczyć na miękką broń mogą w klubach już kilkuletnie dzieci!  

Zobacz też: Sport od najmłodszych lat – Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Olej CBD dla psów? Sprawdziliśmy, o co chodzi – czy warto go podawać?

Psy - jak działa olej CBD dla psówy?
Jak działa olej CBD dla psów i czy jest korzystny? || Fot:Isselee Eric Philippe

Na rynku pojawiło się sporo produktów z konopi siewnych – w tym także dla zwierząt, m.in. olej CBD dla psów. Sprawdziliśmy, jaki ma on wpływ na zdrowie naszego pupila.  

Kannabidiol, zwany również CBD, to popularna obecnie substancja, która m.in. wzmacnia odporność, ułatwia zasypianie, wspiera leczenie stanów zapalnych i innych dolegliwości. Występuje naturalnie w organizmach ssaków, m.in. w mleku matki. Pojawiły się również tego typu suplementy diety dla czworonogów, w tym wspomniany już olej CBD dla psów. Brzmi dziwnie? Cóż, wbrew pozorom konopie indyjskie to nie tylko psychoaktywna marihuana, ale też bardzo skuteczny, tani i naturalny suplement. CBD dla psa nie wydaje się więc głupim pomysłem. 

Konopie bezpieczne, ale… 

CBD można bezpiecznie stosować u psów, zakładając, że kupujesz produkt z renomowanego źródła” – powiedział dr Dundas  weterynarz i właściciel gabinetu Lincolndale Veterinary Center w Nowym Jorku w rozmowie z The Dodo

Olejek CBD dla psów może pomóc m.in. w takich problemach, jak:  

  • drgawki,
  • choroby zapalne (takie jak choroba zwyrodnieniowa stawów i alergie skórne),
  • ból,
  • niepokój,
  • agresja,
  • zmniejszony lub brak apetytu,
  • wymioty,
  • guzy,
  • wspiera pracę serca i układu nerwowego.

CBD może okazać się również rozwiązaniem dla problemu psiej padaczki lekoodpornej. Badania ludzkiego preparatu na bazie kannabidiolu jako dodatku do leków przeciwpadaczkowych u dzieci i młodzieży z padaczką lekooporną wykazały: „44 proc. badanych pacjentów zareagowało przynajmniej zmniejszeniem liczby napadów o 50 proc.„. 

Zobacz też: Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?

Warto pamiętać, że mimo iż CBD jest pozyskiwane z konopi indyjskich, nie ma właściwości psychotropowych ani halucynogennych, o których wiadomo, że są obecne w THC (tetrahydrokanabidolu) głównym psychoaktywnym składniku konopi. Olej konopny podajemy zwierzęciu doustnie. Jeśli Twój pies zmaga się ze stanem zapalnym lub bólem stawów, można podać mu suplement bezpośrednio na biodra i stawy. Co istotne, olej CBD dla psów niesie ze sobą niewielkie ryzyko skutków ubocznych. Należy jednak pamiętać, by odpowiednio dopasować dawkę do wagi zwierzęcia oraz oczekiwanych rezultatów. 

Nie należy natomiast podawać dla psa produktów z THC, które może okazać się toksyczne dla naszego pupila i wprowadzić go w dezorientację. Pies może popaść w letarg, dostać biegunki, a także doświadczyć ataksji, czyli upośledzonej koordynacji. Są to jednak objawy przejściowe i nie powinny łączyć się z długotrwałymi efektami ubocznymi. 

Źródło: The Dodo

Zobacz też: Czy powinniśmy martwić się tym, co pies widzi na ekranie telewizora?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Tak należy fotografować architekturę! Piękno i prostota – tych zdjęć nie możesz przegapić!

moda Instagram
Fot Instagram @drcuerda

Dwoje architektów, Anna Devis i Daniel Rueda, zdobyło wielką popularność dzięki zdjęciom architektury, w którą wplecione są stylizacje modowe

„Poznaliśmy się na Universitat Politècnica de València, gdzie oboje ukończyliśmy Wydział Architektury. Dziś wykorzystujemy architekturę jako tło, aby opowiadać historie za pomocą kreatywnych i kolorowych obrazów, które są dalekie od konwencjonalnej fotografii. I chociaż może wydawać się to zaskakujące, tworzymy te surrealistyczne fotografie bez użycia oprogramowania do edycji zdjęć. Zamiast tego starannie ustawiamy wszystko przy użyciu różnego rodzaju przedmiotów codziennego użytku, rzeczywistych lokalizacji, kolorowych papierów, dopasowanych strojów i mnóstwa naturalnego światła” – mówi słowa Daniela Rudea cytuje Boredpanda.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

Anna i Daniel chętnie sprzedają limitowane edycje swoich zdjęć, współpracując z różnymi firmami i markami z całego świata. „Niektóre z naszych ulubionych zdjęć powstały w wyniku współpracy z klientem. Praca nad odprawami, budżetami i terminami naprawdę czasami jest testem, ale uwielbiamy wyzwania. Oprócz tego nasza praca ilustruje artykuły, plakaty festiwalowe i okładki książek z różnych gatunków. Jesteśmy podekscytowani za każdym razem, gdy nasza praca opowiada historię inną niż ta, którą sobie wymyśliliśmy” – mówią twórcy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

Zobacz też: Poznaj niekwestionowaną królową Instagrama – ma… 92 lata!

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

Jako źródło swych inspiracji architekci podają wizualny humor takich artystów jak Charles Chaplin, Buster Keaton czy Harold Lloyd. Zdjęcia dwójki artystów można oglądać m.in. na Instagramie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

Źródło: boredpanda.com

Zobacz też: Jak wygląda dzieciństwo w różnych zakątkach świata? – oto zdjęcia dzieci, które mówią więcej niż tysiąc słów

 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Terapia ze zwierzętami w roli głównej – jak wpływają na zdrowie człowieka?

zwierzęta
fot. 123rf.com

Ludzie udomowili zwierzęta, aby móc z nimi obcować na co dzień. Nie od dziś bowiem wiadomo, że posiadanie zwierząt pozytywnie wpływa na funkcjonowanie człowieka. Badania nad pozytywnym aspektem przebywania ze zwierzętami zainicjował w 1964 roku psychiatra Boris M. Levinson. Jego labrador Jingels towarzyszył podczas terapii z dziećmi ze spektrum autyzmu. Levinson zauważył, że dzieci, które mają trudności w kontaktach oraz komunikowaniu się, nawiązują bliską relację z jego psem. Dzięki swoim obserwacjom zaczął do swoich metod terapeutycznych wprowadzać i wykorzystywać obecność czworonogów.

Szczęście odciśnięte łapą

Najbardziej rozpowszechnioną terapią, w której wykorzystywana jest obecność zwierząt, jest dogoterapia. Główną rolę odgrywają w niej psy. Ich zdolność nawiązywania relacji, współpraca, wierność oraz zaufanie budują niesamowitą więź z człowiekiem. Psy współuczestniczą między innymi w terapiach osób z niepełnosprawnościami, zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Głównym celem takich spotkań jest wzmacnianie empatii, wyzwalanie spontaniczności, budowanie więzi emocjonalnej, stymulowanie zmysłów dotyku, wzroku i słuchu, zwiększanie poczucia własnej wartości oraz poprawienie sprawności ruchowej.

Ponadto przebywanie z psem wpływa na poprawę zdrowia psychicznego, podnosi poziom oksytocyny (hormonu miłości, przywiązania) w organizmie człowieka, a obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu), który odpowiedzialny jest za odczuwanie zwiększonego niepokoju. Wzrasta za to poziom dopaminy, która jest odpowiedzialna za dobre samopoczucie. Kontakt z psem obniża również ciśnienie tętnicze, dzięki czemu zmniejsza się ryzyko powikłań związanych z chorobami sercowo-naczyniowymi.

Zobacz też: Koń terapeuta – czemu nie? Okiełznaj emocje i ściągnij cugle z Karoliną Czarnecką! WYWIAD

Bliskość i przywiązanie

Terapie, w których uczestniczą zwierzęta, mają szereg pozytywnych aspektów, a im większa więź ze zwierzęciem, tym efekty pracy terapeutycznej są zdecydowanie lepsze. Kontakt ze zwierzętami pobudza w człowieku funkcje poznawcze oraz aktywizuje do nawiązywania relacji społecznych. Niesamowicie istotnym czynnikiem jest przy tym także aktywność fizyczna, która jest nieodzownym elementem kontaktu ze zwierzętami, np. w dogoterapii lub hipoterapii.

Terapie z udziałem zwierząt
  • Dogoterapia – terapia z udziałem psa, najczęściej z rasami Golden Retriever, Labrador, Nowofundland, Cavalier, Beagle (nie jest to jednak reguła).
  • Felinoterapia – terapia z udziałem kota. Sierść kota oraz jego mruczenie ma działanie uspokajające, pozwala odprężyć się, obniżając poziom leku.
  • Hipoterapia – terapia z udziałem konia. To jedna z metod rehabilitacji dla osób z neurologicznymi zaburzeniami ruchu.
  • Onoterapia – terapia z udziałem osiołka. To zwierzę spokojne, które lubi kontakt z człowiekiem. Onoterapia jest wskazana do pracy z dziećmi, osobami starszymi, osobami z zaburzeniami psychicznymi oraz z niepełnosprawnościami.

Siła, poczucie więzi oraz szczęście to składowe relacji, jaką możemy zbudować ze zwierzętami. Dlatego tak ważne jest, aby świadomie doceniać i wykorzystywać potencjał, jaki drzemie w zwierzętach – bo od nich możemy się wiele nauczyć!

Zobacz też: Jak dziecko poznaje zwierzęta? „N. jest zachwycona! Piskiem radości wita żubry”

Źródła:
medrodzinna.pl / journals.viamedica.pl

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.