Przejdź do treści

Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Serce narysowane na kartce
Fot.: Pixabay.com

„Dzieci, które najbardziej potrzebują być kochane, okazują to w najmniej kochany sposób” – to twierdzenie psychologa klinicznego Russella Barkleya doczekało się wielu interpretacji i parafraz. Nie będzie jednak żadnym zaskoczeniem, jeśli powiemy, że dzieci mówią do nas poprzez czyny. Szczególnie oczywiste wydaje się to w przypadku najmłodszych dzieci, które nie mają jeszcze możliwości językowych i poznawczo-emocjonalnych, żeby wyrazić swoje myśli i uczucia. Niestety, ta wiedza nie zawsze idzie w parze z działaniem.

Wiele rodziców ma wiedzę niezbędną do zrozumienia dziecka. Jednak kiedy dziecko po raz kolejny rzuca się na podłogę w sklepie, szesnasty dzień z rzędu trzeba je przez godzinę kołysać do snu albo płacze, ponieważ dostało na śniadanie serek, o które samo wcześniej prosiło, rodzic nie wytrzymuje. Krzyczy, wychodzi z pokoju, grozi, że zostawi płaczące dziecko w sklepie. A potem ma poczucie winy, porażki; bywa, że płacze razem z dzieckiem. Odepchnęłam moje dziecko, kiedy mnie najbardziej potrzebowało. Jestem okropną matką – powtarza sobie. Lista sytuacji, w których rodzic czuje, że zawodzi, jest nieskończona, a krytyczny głos w głowie – coraz bardziej wyraźny.

Poczucie winy u rodzica może mieć dobrą stronę. Pomaga nam spojrzeć na sprawy z innej perspektywy, dostrzec błędy i je naprawić. Kiedy rodzice mają wątpliwości co do słuszności swoich działań, gdy popełniają błędy i je naprawiają – to dobrze, znaczy to, że im zależy.

Masz poczucie winy? Zastanów się, jak wyglądało twoje dzieciństwo

Jednocześnie poczucie winy ma też moc destrukcyjną. Odbiera rodzicielstwu radość i poczucie spełnienia, wywołuje gorzkie uczucie porażki. Skąd więc bierze się ten głos, który mówi nam, że jesteśmy beznadziejni, nie dość dobrzy, nie dość zaangażowani, gorsi od innych, wreszcie – dlaczego krzyczymy na nasze dzieci?

Najprościej rzecz ujmując, nasz styl rodzicielstwa jest powieleniem tego, czego sami doświadczyliśmy jako dzieci. Jeśli krzyczymy na dzieci, to zwykle dlatego, że na nas krzyczano. Jak zauważa Alfie Kohn w „Wychowaniu bez nagród i kar”, nawet jeśli mamy świadomość, że nasi rodzice postępowali błędnie, sami sięgamy po te same metody w relacji z własnymi dziećmi. A to sprawia, że mamy do siebie potem pretensje.

Wybacz sobie

Właśnie ta surowość zdaje się być tym, co utrudnia rodzicielstwo najbardziej. Co unieszczęśliwia i rodziców, i dzieci. Bo żeby rodzic mógł być wobec dzieci empatyczny, musi najpierw być empatyczny wobec siebie. Jednak niewielu z nas ma wdrukowaną zdolność empatyzowania oraz przyzwolenie na empatię.

Można się jednak tego nauczyć (i warto). Psycholog dr Lawrence Cohen ma kilka porad, jak tego dokonać. Podpowiada m.in., że w sytuacji porażki, kiedy wybuchniemy, krzykniemy czy w inny sposób stracimy opanowanie w obecności dzieci, zamiast mieć do siebie pretensje, warto spróbować okazać sobie odrobinę wyrozumiałości. Potraktować siebie z taką czułością, z jaką potraktowalibyśmy obcą osobę. Obcemu łatwiej wybaczyć niż sobie. Czas to zmienić.

Zastanów się, czyj głos słyszysz

Gdy pojawia się poczucie winy u rodzica, jest on przede wszystkim przepełniony negatywnymi emocjami: złością, rozczarowaniem, przygnębieniem. Warto sobie na nie pozwolić, jakiekolwiek by nie były, i nie wypierać ich. To tylko emocje. Nie one są zagrożeniem, ale ich wyparcie. Co więcej, zdaniem Cohena jest to moment, kiedy rodzic ma szanse konstruktywnie skupić się na sobie.

Z tego też wynika kolejny postulat – nie szukaj szybkiego rozwiązania sytuacji. Nie staraj się wszystkiego od razu naprawić. Wbrew pozorom, jest to bardzo dobry moment, żeby przyjrzeć się temu, co nas tak zdenerwowało w zachowaniu dzieci. Można być pewnym, że było to coś więcej niż rozlane mleko lub zbita szklanka.

Tego typu zachowania jedynie wyzwalają reakcję, ale powód rodzicielskiego zdenerwowania jest najpewniej inny. Być może chodzi o utratę kontroli lub lęk, że jeśli rodzic pozwoli dziecku na swobodę, ono jakoś jej nadużyje. Że nie pozna zasad, a wszyscy będą widzieli, jak bardzo źle jest wychowywane. „Wszyscy” zwykle oznacza naszych własnych rodziców. Tak naprawdę to oni są naszymi wewnętrznymi cenzorami – to głos matki lub ojca podszeptuje, że nie jesteśmy dość dobrzy, że popełniamy za dużo błędów.

Zwykle to, co najbardziej nas denerwuje w naszych dzieciach, co nas najmocniej rozczarowuje lub boli,  można znaleźć w naszej własnej przeszłości. Jeśli nie pozwalamy dzieciom na doświadczanie emocji, to znaczy, że pewnie sami nie mieliśmy możliwości ich doświadczać.

Przeanalizuj swoją reakcję

Starsze dziecko uderzyło młodsze, żadnemu nic się nie stało, a rodzic wpada we wściekłość – to sytuacja, którą znamy bardzo dobrze. W takim mementach należy się zastanowić, co takiego w tej sytuacji jest nie do zaakceptowania, a następnie – o czym świadczy moja reakcja. Czy jest zgodna z wyznawanymi wartościami? Które z moich wartości narusza awantura między dziećmi? Czy patrząc na ich walkę, obawiam się konfliktu między nimi, ponieważ sama nie miałam najlepszej relacji z siostrą?

Im silniejsze emocje, tym silniejsza pokusa, żeby zareagować gwałtownie. Tymczasem Cohen podpowiada coś dokładnie odwrotnego: zatrzymaj się, poczuj, poobserwuj i pomyśl. Zacznij od siebie, by potem umieć pomóc własnym dzieciom.

Tym, czego często szczególnie brakuje współczesnym rodzicom – zaganianym, przemęczonym, skupionym na działaniu, jest właśnie empatia. Przede wszystkim do samych siebie.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

W kraju mamy 1,4 tys. gatunków grzybów jadalnych. Jak nie dać się zwieść tym trującym?

grzyby
dav

W polskich lasach występuje 1,4 tysiąca gatunków grzybów jadalnych. W rozmowie z serwisem Nauka w Polsce PAP dr inż. Małgorzata Krokowska-Paluszak rzeczniczka prasowa Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu wyjaśnia jak się nie pomylić się zbierając dary lasu.  

Obecnie idealny czas, żeby wybrać się do lasu; jest nie tylko sprzyjająca pogoda, ale i w lasach rzeczywiście pojawiły się już grzyby. Pamiętajmy, że grzyby w polskich lasach można zbierać bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów i w zasadzie bez ograniczeń. Nie wolno jednak zbierać ich w niektórych częściach lasu, gdzie jest stały zakaz wstępu, w tym: na uprawach do 4 m wysokości, w drzewostanach nasiennych i powierzchniach doświadczalnych, czy w ostojach zwierzyny. Grzybów nie wolno także zbierać na obszarach chronionych: w rezerwatach i parkach narodowych. Rygorystycznie należy przestrzegać również zakazu wstępu na tereny wojskowe. A jak rozpoznać czy zbierany przez nas grzyb jest jadalny? 

Zobacz też: Jak wspierać odporność dietą? [EKSPERTKA]

Znamy tylko niewielki procent grzybów 

Z wymienionych w artykule 1,4 tys. gatunków grzybów jadalnych, tylko 47 z nich jest – zgodnie z prawem – dopuszczonych do obrotu produkcji przetworów grzybnych. 117 gatunków jest z kolei pod ochroną i tych grzybów nie wolno w lasach zbierać. Przeciętny Polak rozpoznaje około 15 gatunków grzybów, a wytrawny grzybiarz około 40 gatunków. 

Krokowska-Paluszak zauważyła, że pomyłki w czasie grzybobrania mogą okazać się tragiczne w skutkach. Jak podkreśliła, para grzybów, których pomylenie jest najbardziej tragiczne, brzemienne w skutkach, to czubajka kania, czyli tzw. sowa, „bardzo lubiana, bardzo chętnie zbierana, uważana też za takiego „wegańskiego kotleta” – ale łatwa do pomylenia z muchomorem sromotnikowym, który jest silnie trujący”. „Wystarczy tak naprawdę pół kapelusza muchomora sromotnikowego, żeby jedzenie okazało się śmiertelną trucizną” – zaznaczyła. Należy więc zbierać tylko te grzyby, które znamy. Zarówno metoda polegająca na cięciu owocnika, jak i na jego wykręceniu jest prawidłowa. Najważniejsze dla przyszłego wzrostu grzyba będzie jednak nie cięcie i jego sposób, lecz przysypanie ściółką leśną grzybni by mogła się ona swobodnie odrodzić. Unikajmy też zbierania do foliowej siatki – grzyby stracą swoje walory estetyczne i zapachowe. 

Warto, aby grzybiarze idąc do lasu zabrali ze sobą – poza atlasem grzybów – także mapę terenów leśnych. Obecnie taką mapę można zainstalować w telefonie np. darmową aplikację mapową mBDL (mobilny Bank Danych o Lasach). Warto też pamiętać, by przed wyprawą taki telefon miał wystarczającą ilość baterii. 

Źródło: Nauka w Polsce PAP

Zobacz też: Dieta długowieczności

 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Aplikacje na smartfony pomagają w aktywności fizycznej

Nowe badania pokazują, że aktywność fizyczną młodych ludzi można poprawić dzięki dobrze zaprojektowanym i realizowanym rozwiązaniom internetowym. Wśród nich wymieniono „gry treningowe” i aplikacje na smartfony. 

Zgodnie z badaniem przeglądowym przeprowadzonym na Uniwersytecie w Birmingham, dzieci i młodzież na lekcjach wychowania fizycznego pozytywnie zareagowały na wykorzystanie gier treningowych. Mały one zapewnić lekcje aktywności fizycznej poprzez gry lub spersonalizowane zajęcia. Zmiany obejmowały wzrost poziomu aktywności fizycznej, ale także poprawę emocji, postaw i motywacji do aktywności fizycznej. 

Pionierskie badania 

Badanie, opublikowane w Physical Education and Sport Pedagogy jest jednym z pierwszych, które bada nie tylko wpływ aplikacji na zachowania fizyczne w nieklinicznych grupach młodych ludzi. Dodatkowo zmierzono także wpływ mediów cyfrowych na wiedzę o aktywności fizycznej, rozwój społeczny i poprawę zdrowia psychicznego.  

Zobacz też: Tęczowe igrzyska – coraz więcej sportowców wychodzi z cienia

Autorzy przeanalizowali 26 badań dotyczących aplikacji do aktywności fizycznej. Znaleźli trzy główne mechanizmy w działaniu: grywalizację, w której uczestnicy przechodzą przez różne poziomy osiągnięć; personalizacja, w której uczestnicy otrzymywali dostosowane informacje zwrotne i nagrody na podstawie postępów; oraz informacje, w których uczestnicy otrzymali materiały edukacyjne lub wskazówki zachęcające do zmiany zachowania. 

Badacze stwierdzili, że większość badanych (70%) wykazała wzrost i/lub poprawę wyników związanych z aktywnością fizyczną. Skorzystali zwłaszcza uczniowie w wieku szkolnym, którzy uczestniczyli w lekcjach wychowania fizycznego. 

Główna autorka, dr Victoria Goodyear z Wydziału Sportu, Ćwiczeń i Rehabilitacji Uniwersytetu w Birmingham, wyjaśnia: „Znaleźliśmy przekonujące dowody na to, że nauczyciele WF mogą wykorzystywać naukę online do zwiększania pozytywnych  postaw i uczestnictwa w aktywności fizycznej wśród młodych ludzi. Istnieje realna szansa by poprawiać zdrowie poprzez skuteczne możliwości ćwiczeń online. Dzięki nim dzieci mają także okazję do zakorzenienia pozytywnego podejścia do ćwiczeń oraz gier”. 

Źródło: https://www.sciencedaily.com/  

Zobacz też: Ponad 1/3 młodych z uzależnieniem od smartfonów – jakie mogą być konsekwencje?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Prześladowanie relacyjne w polskiej szkole: dotyczy najczęściej 13-15 latków i zostanie na całe życie

zawstydzanie dzieci

Problem prześladowań i przemocy w szkole to temat rzeka. Może mieć postać fizyczną, słowną lub relacyjną. Prześladowanie relacyjne spotyka najczęściej młodzież w wieku 13-15 lat. Jest ono najbardziej bolesne i ma największe konsekwencje w dorosłym życiu. Jest też najsłabiej rozpoznawane przez ofiarę i nauczycieli.  

Według danych UNICEF prawie połowa dzieci na świecie w wieku 13-15 lat doświadczyła przemocy rówieśniczej, a 1/3 doświadczyła prześladowania. Zdaniem dr Małgorzaty Wójcik z Uniwersytetu Humanistycznego SWPS ciągle za dużo szkół w Polsce bagatelizuje problem przemocy rówieśniczej tłumacząc, że „problem zawsze był i nie jest szkodliwy”.  

Zobacz też: Rywalizacji między rodzeństwem – jak jej nie napędzać?

Rujnowanie reputacji jako narzędzie 

Doktor Wójcik przez ostatnie 11 lat prowadziła badania, podczas których przyglądała się procesom zachodzącym w grupach młodzieżowych. Swoje dane konsultowała z ekspertami szwedzkimi i fińskimi, którzy wdrażali w szkołach programy przeciw przemocy. W szkole podstawowej mamy do czynienia z przemocą fizyczną i słowną. W liceum częściej występuje przemoc relacyjna, która zmierza do wykluczenia. Ofiarę odcina się na przykład przez rujnowanie reputacji. To jest trudne do wychwycenia, bo tu nie leje się krew. Często sama ofiara potrzebuje sporo czasu, by się zorientować, że agresywne zachowanie wobec niej jest systematyczne – wyjaśnia Wójcik.  

Warte podkreślenia są tu mechanizmy psychologiczne. Jeśli prześladowanie trwa kilka lat, ofiara wypracowuje postawę „izolacji wtórnej” – zamyka się w sobie. Nawet jeśli postanowi zmienić szkołę, z dużym prawdopodobieństwem nie zbuduje nowych relacji, bo jej poziom lęku będzie zbyt wysoki. – Te osoby gorzej się uczą, bo zasoby poznawcze zużywają na przetrwanie. Część osób nie kontynuuje nauki, bo mają dość grupy rówieśniczej. Są osoby, które ze względu na swoje doświadczenie nie chcą mieć dzieci – po prostu nie wyobrażają sobie, by musiały przechodzić przez podobny koszmar – wylicza Wójcik. 

Ekspertka wraz z grupą naukowców opracowała płatną aplikację RESQL na smartfony, dzięki której dzieci mogą anonimowo zgłaszać niepokojące zachowania. Do tego szkoła dostaje komplet podręczników dla wychowawców ze scenariuszami lekcji. 

Ważne, by wszyscy poznali definicję przemocy rówieśniczej i nauczyli się reagować. To klasa, a nie nauczyciel musi się nauczyć piętnować agresora – żeby poczuł, że jemu takie zachowanie w ogóle się nie opłaca. Największa siła jest w młodzieży, tylko trzeba im dać narzędzia.  

Źródło: Nauka w Polsce PAP

Zobacz też: Psychologiczne konsekwencje pandemii koronawirusa wśród dzieci i młodzieży – uważajmy na najmłodszych!

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Aborcja karana jak zabójstwo? Do Sejmu trafił projekt

aborcja sejm
fot. sejm.gov.pl

Fundacja Pro – prawo do życia złożyła w Sejmie obywatelski projekt zaostrzenia tzw. Ustawy antyaborcyjnej. Karą za nielegalne spędzenie płodu ma być skazanie za morderstwo.  

Aborcja to w Polsce gorący temat. Politycy przyzwyczaili nas do “grzania” nim, gdy trzeba wywołać podział. Ostatnie starcie skończyło się Strajkiem Kobiet i wielotygodniowymi manifestacjami. Najnowszy, związany z ruchami kościelnymi, projekt domaga się drakońskiego zaostrzenia prawa.  

Stop aborcji  

Inicjatywa Pro-prawo do życia nie jest pierwszą złożoną przez jej aktywistów. Fundacja kilkukrotnie składała w sejmie podpisy pod projektami obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, których celem było ograniczenie lub zakazanie wykonywania aborcji w Polsce. Sprzeciw wyrażają również do uniemożliwienia wprowadzania do polskich szkół edukacji seksualnej według standardów WHO. Fundacja jest też znana z wystaw z drastycznymi zdjęciami oraz zakłócania spotkań środowisk LBGTQ.  

Na Facebookowym profilu inicjatywy czytamy: “Przez kilka miesięcy zbieraliśmy podpisy na ulicach polskich miast. Już w środę 22 września zanosimy je do Sejmu. Celem projektu “Stop aborcji” jest zapewnienie każdemu człowiekowi prawa do życia. Chcemy chronić życie dzieci przed narodzeniem w takim samym stopniu i w taki sam sposób, jak chronione jest życie wszystkich innych ludzi! W ostatnich latach na sile przybrała przestępczość aborcyjna. Aby skutecznie z nią walczyć potrzebna jest zmiana prawa na takie, które sprawi, że zabijanie dzieci będzie karane. Zabijanie nie może być bezkarne!”  

Projekt zakłada karanie za aborcję wszystkich zaangażowanych w zabieg: osobę przeprowadzającą aborcję, pomocników/pomocniczki i osobę przerywająca ciążę. Nie ma też możliwości przerwania ciąży ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia matki. 

Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Polska jak Nikaragua? 

Jeśli projekt wszedłby w życie, Polska miałaby jedno z najsurowszych praw aborcyjnych na świecie. Znalazłaby się w gronie takich krajów, jak Salwador, Honduras, Nikaragua i Dominikana.  

Z pewnością takie rozwiązanie naraziło by Polskę na konflikty wewnątrz Unii Europejskiej. Czerwcowa rezolucja Parlamentu Europejskiego wzywała bowiem kraje UE do uznania, że “każde ograniczenie dostępu do antykoncepcji, leczenia bezpłodności, opieki położniczej i aborcji „stanowi naruszenie praw człowieka” i wzywa kraje do „potępienia wszelkich prób ograniczenia dostępu” do tych usług. 

Z pewnością też zaostrzenie prawa w takim zakresie spowodowałoby konflikty wewnątrz kraju, bardzo prawdopodobne byłyby masowe protesty. Partia rządząca, która w swej propagandzie ustawia się jako antyaborcyjna, musiałaby również opowiedzieć się za jednym rozwiązaniem podczas ewentualnego głosowania. Dlatego najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem będzie trzymanie projektu ustawy w “zamrażarce” marszałek Elżbiety Witek.  

Zobacz też: Kryzys na granicy z Białorusią. Węzeł gordyjski się zacieśnia

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.