Przejdź do treści

Grzeczne dziewczynki idą do nieba… a niegrzeczne zostają szefowymi Facebooka! „Włącz się do gry” z Sheryl Sandberg

Pierwszym warunkiem dojścia kobiet do władzy jest realizacja hasła „usiądź do stołu, włącz się do gry”, – fot. 123 rf

Kto przychodzi ci do głowy, gdy myślisz Facebook? Zapewne jego twórca, młody chłopak w szarym podkoszulku – Mark Zuckerberg. A czy wiesz, że za sukcesem tego największego na świecie portalu społecznościowego stoi również kobieta? Starsza o 15 lat, doświadczona absolwentka Harvardu – Sheryl Sandberg. Dyrektor operacyjna Facebooka od 2008 roku, szczęśliwa żona i matka dwójki dzieci. Prezes fundacji „Lean In”, której celem jest zachęta kobiet do realizacji własnych ambicji. „Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa”, to jej motyw przewodni oraz tytuł książki, którą napisała. Książki, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Której przesłaniem pragnę się z wami podzielić.

Obecnie jestem mamą, wkrótce wracam na rynek pracy. Macierzyństwo to według Sandberg jeden z kluczowych czynników eliminujących kobiety z rynku pracy i zniechęcających je do walki o kluczowe stanowiska. Brzmi przygnębiająco… i jakże prawdziwie.

Nie czekaj na zaproszenie – włącz się do gry!

Zacznijmy od początku. Chłopcy i dziewczynki rozpoczynają z tego samego poziomu – szkoła, potem pierwsza praca. Wyniki w nauce mają podobne, dziewczynki nawet wykazują się lepszymi ocenami i wyższym wykształceniem – kobiety stanowią 60% kończących studia magisterskie. Gdy jednak rozważymy dalsze ścieżki kariery, wyraźnie widać nadwyżkę mężczyzn na stanowiskach kierowniczych.

Autorka przekonuje, że kobiety i mężczyźni mają takie same zdolności przywódcze, różnią ich jedynie ambicje. Dodatkowo płeć piękną ograniczają krzywdzące stereotypy oraz ich własne przekonania.

Pierwszym warunkiem dojścia kobiet do władzy jest realizacja hasła „usiądź do stołu, włącz się do gry”, czyli nie siadaj z boku, walcz o swoje. To co czyni nas wzorowymi uczennicami – skromność, uległość, grzeczność – nie pozwala nam awansować. Robienie kariery wymaga podejmowania ryzyka i promowania własnej osoby, do czego nie jesteśmy przyzwyczajone. Do tego istnieje stereotyp kobiety pracującej – hetery, która idzie po trupach do celu, tak jak np. jak w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”. Kobiety sukcesu nie są lubiane, niezależnie od swojego zachowania. I jest to udowodnione naukowo – w biografii przedsiębiorcy wystarczy zmienić imię z męskiego na żeńskie, aby poziom sympatii gwałtownie spadł i mniej ankietowanych chciało pracować z daną osobą.

Zobacz też: Dzień, który zmienił moje życie – dobre pomysły Mam

Co byś zrobiła, gdybyś się nie bała?

Dodatkowo wiele kobiet cierpi na tzw. „syndrom oszusta”. Dotyka on kompetentne osoby, które nie wierzą we własne siły i źle czują się chwalone za osiągnięcia. Boją się, że zaraz wyjdzie, że wcale nie są takie dobre, a sukcesy to dzieło przypadku i owoc pomocy innych osób. (Ojej – teraz wszyscy dowiedzą się, że moje teksty to marna grafomania, a pomysły zainspirowane radami bliskich. Brr… dobrze to znamy, brońcie przed pochlebcami!)

Jaką radę Sandberg daje zagubionym kobietom? Po pierwsze – udawaj pewność siebie póki naprawdę jej nie poczujesz. Po drugie – zadaj sobie pytanie: Co bym zrobiła, gdybym się nie bała? A potem idź i zrób to.

Dla osiągnięcia sukcesu kluczowe jest wykorzystywanie nadarzających się okazji i wyjście z inicjatywą. Sandberg radzi: „W zasadzie nie ma idealnej propozycji, gdy szuka się nowego wyzwania. Musisz skorzystać z szansy i dopasować ją do siebie, a nie na odwrót. Umiejętność uczenia się jest najważniejszą z cech charakteryzujących lidera.”

Autorka pokierowała swoją karierą zgodnie z tą zasadą – do Google-a, a potem do Facebooka dołączyła, gdy te były w fazie dobrze zapowiadającego się start-upu. I rosła razem z nimi, wierząc w ich misje. Według niej przy wyborze oferty pracy liczy się tylko jedno kryterium – szybki rozwój.

Zgodnie z badaniami firmy Hewlett Packard kobiety ubiegają się o wolne stanowisko, gdy spełniają 100% wymagań, zaś mężczyzną wystarczy 60%. Kobiety uważają, że awans należy im się za zasługi, zaś mężczyźni aplikują gdy mają potencjał do spełnienia się w nowej roli. Zgadnij kogo częściej wybierają?

Zobacz też: Mama inna niż wszystkie – rzuciła pracę i otworzyła kawiarnie będąc w ciąży

Uczyń swojego partnera prawdziwym partnerem

Obecnie kobiety i mężczyźni mają równe prawa, a bariery instytucjonalne są zniesione. Aby jednak szanse były równe nie tylko w teorii, potrzeba równouprawnienia w pracach domowych i opiece nad dziećmi. Trudno robić karierę, gdy po godzinach w biurze pracuje się na drugi etat w domu, a wiele kobiet zmuszonych jest żyć w takiej rzeczywistości. Dlatego kluczowy jest udział partnera.

Sandberg przekonuje, że najważniejszą decyzją zawodową, jaką musi podjąć kobieta, jest to, kto będzie jej partnerem życiowym. Udowadnia, podpierając się rankingiem firm Fortune 500, że nie ma kobiety na pozycji lidera, której partner w pełni nie popierałby jej kariery.

Nie odchodź, zanim nie odejdziesz

Kolejną radą, która udziela autorka jest – nie odchodź, zanim nie odejdziesz. Kobiety często rezygnują lub nie ubiegają się o wyższe stanowiska z uwagi na planowane macierzyństwo, nawet na kilka lat do przodu. Potem tkwią dłuższy czas w nieciekawej pracy, bo a nuż.. Gdy już urodzą dziecko to wcale nie mają ochoty wracać do nudnej, mało ambitnej roboty. A gdyby wcześniej zadbały o fascynującą karierę? Byłoby inaczej.

Amerykański milioner Warren Buffet mawia, iż odniósł tak wielki sukces w biznesie tylko dlatego, że musiał o niego walczyć „z mniej inteligentną połową ludzkości” – czyli mężczyznami. Miejmy nadzieje, że dzięki radom Sheryl Sandberg wkrótce to nie będzie takie proste.

A Ty co byś zrobiła, gdybyś się nie bała?

Zródło: „Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa”, Sheryl Sandberg; Wyd. Sonia Draga 2013

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Narkotyków w Polsce jest coraz więcej. Są też bardziej niebezpieczne?

narkotyki

Współczesne substancje psychoaktywne są bardziej niebezpieczne, niż dawniej. Młodzież jest bardziej niż dorośli podatna na uszkadzający wpływ alkoholu na pamięć i zwiększone ryzyko wystąpienia problemów społecznych. 

Narkotyki stały się popularne w nowym pokoleniu. Rapują o nich artyści, pojawiają się w klipach, dzięki nim można stać się popularnym. Do tego jest mniejszy kac niż po alkoholu.

Narkotyki coraz niebezpieczne 

Jest szczególnie okrutną ironią natury, że właśnie w tym czasie, kiedy mózg jest najbardziej wrażliwy, nastolatkowie najczęściej eksperymentują z narkotykami lub alkoholem – powiedział w rozmowie z PAP-Nauka w Polsce dr Marcin Szulc. 

Jak podkreślił psycholog, ryzyko sięgania po narkotyki przez młodych ludzi jest duże zwłaszcza w okresie dorastania. Wówczas to skłonność do podejmowania zachowań ryzykownych jest wyższa, niż w innych okresach życia.  

Jednym z powodów tego jest związana właśnie z tym okresem życia specyfika rozwoju obwodów neuronalnych, zwłaszcza grzbietowo-brzusznej części kory przedczołowej. To ta część mózgu, w której podejmowane są wszystkie racjonalne decyzje: ważenie wyborów, kontrolowanie reakcji emocjonalnych i impulsów oraz wydawanie sądów. 

W okresie dorastania dominującą rolę odgrywa jądro półleżące, które tworzy się wcześnie i jest strefą przyjemności i nagrody. Poszczególne części mózgu dojrzewają w różnym tempie, stąd brak synchronizacji między ośrodkami. Jeśli +nagrody+ nie są dostatecznie duże, mózg będzie poszukiwał większych. To wyjaśnia skłonność do zachowań ryzykownych – tłumaczy dr Szulc. Dodał, że „na domiar złego w młodzieży skłonność do tych zachowań wzrasta w grupie. Presja rówieśnicza i wspólne łamanie zasad dostarcza więcej radości, niż działanie w pojedynkę. 

Zobacz też: Kobiety w ciąży na butelkach z alkoholem. Nowy pomysł senatorów PiS

Młodzież bardziej podatna 

Należy pamiętać, że młodzież jest bardziej niż dorośli na uszkadzający wpływ alkoholu na pamięć i zwiększone ryzyko wystąpienia problemów społecznych.  

Substancje też są niebezpieczniejsze: zmienił się rynek narkotykowy, pojawiło się więcej różnorodnych i tańszych środków o szerokim spektrum działania, łatwiej je dziś produkować – wymienia. 

Według European Monitoring Centre for Drugs and Drug Addiction pod koniec 2020 r. monitorowano ponad 830 nowych substancji psychoaktywnych, z których 46 zgłoszono w Europie po raz pierwszy w 2020 r. A od 2015 r. każdego roku w Europie wykrywa się około 400 zgłoszonych wcześniej nowych substancji psychoaktywnych. 

W sierpniu Główny Inspektorat Sanitarny ostrzegał, że w ostatnich sześciu miesiącach na terenie Polski obserwuje się gwałtowny wzrost liczby identyfikacji niebezpiecznej substancji o nazwie „MDMB-4en-PINACA”. Jej zażycie wiąże się z wysokim ryzykiem zatruć, a także śmierci. 

Źródło: Nauka w Polsce PAP

Zobacz też: Uważaj na leki i alkohol, są toksyczne dla wątroby!

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Aborcja karana jak zabójstwo? Do Sejmu trafił projekt

aborcja sejm
fot. sejm.gov.pl

Fundacja Pro – prawo do życia złożyła w Sejmie obywatelski projekt zaostrzenia tzw. Ustawy antyaborcyjnej. Karą za nielegalne spędzenie płodu ma być skazanie za morderstwo.  

Aborcja to w Polsce gorący temat. Politycy przyzwyczaili nas do “grzania” nim, gdy trzeba wywołać podział. Ostatnie starcie skończyło się Strajkiem Kobiet i wielotygodniowymi manifestacjami. Najnowszy, związany z ruchami kościelnymi, projekt domaga się drakońskiego zaostrzenia prawa.  

Stop aborcji  

Inicjatywa Pro-prawo do życia nie jest pierwszą złożoną przez jej aktywistów. Fundacja kilkukrotnie składała w sejmie podpisy pod projektami obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, których celem było ograniczenie lub zakazanie wykonywania aborcji w Polsce. Sprzeciw wyrażają również do uniemożliwienia wprowadzania do polskich szkół edukacji seksualnej według standardów WHO. Fundacja jest też znana z wystaw z drastycznymi zdjęciami oraz zakłócania spotkań środowisk LBGTQ.  

Na Facebookowym profilu inicjatywy czytamy: “Przez kilka miesięcy zbieraliśmy podpisy na ulicach polskich miast. Już w środę 22 września zanosimy je do Sejmu. Celem projektu “Stop aborcji” jest zapewnienie każdemu człowiekowi prawa do życia. Chcemy chronić życie dzieci przed narodzeniem w takim samym stopniu i w taki sam sposób, jak chronione jest życie wszystkich innych ludzi! W ostatnich latach na sile przybrała przestępczość aborcyjna. Aby skutecznie z nią walczyć potrzebna jest zmiana prawa na takie, które sprawi, że zabijanie dzieci będzie karane. Zabijanie nie może być bezkarne!”  

Projekt zakłada karanie za aborcję wszystkich zaangażowanych w zabieg: osobę przeprowadzającą aborcję, pomocników/pomocniczki i osobę przerywająca ciążę. Nie ma też możliwości przerwania ciąży ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia matki. 

Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Polska jak Nikaragua? 

Jeśli projekt wszedłby w życie, Polska miałaby jedno z najsurowszych praw aborcyjnych na świecie. Znalazłaby się w gronie takich krajów, jak Salwador, Honduras, Nikaragua i Dominikana.  

Z pewnością takie rozwiązanie naraziło by Polskę na konflikty wewnątrz Unii Europejskiej. Czerwcowa rezolucja Parlamentu Europejskiego wzywała bowiem kraje UE do uznania, że “każde ograniczenie dostępu do antykoncepcji, leczenia bezpłodności, opieki położniczej i aborcji „stanowi naruszenie praw człowieka” i wzywa kraje do „potępienia wszelkich prób ograniczenia dostępu” do tych usług. 

Z pewnością też zaostrzenie prawa w takim zakresie spowodowałoby konflikty wewnątrz kraju, bardzo prawdopodobne byłyby masowe protesty. Partia rządząca, która w swej propagandzie ustawia się jako antyaborcyjna, musiałaby również opowiedzieć się za jednym rozwiązaniem podczas ewentualnego głosowania. Dlatego najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem będzie trzymanie projektu ustawy w “zamrażarce” marszałek Elżbiety Witek.  

Zobacz też: Kryzys na granicy z Białorusią. Węzeł gordyjski się zacieśnia

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Seks dawnych Słowian. Byli bardziej bezpruderyjni od nas?

seks słowian

O miłości kwitnącej w Noc Kupały słyszeli niemal wszyscy. Czy jednak dawni, pogańscy Słowianie byli wyzwoleni seksualnie? Źródła z tego okresu są nader skromne, lecz na podstawie badań antropologicznych można wysnuć kilka wniosków.  

Właściwie mamy do czynienia z jednym, chociaż bardzo długim, zdaniem w pisanych źródłach historycznych. To relacja andaluzyjskiego Żyda Ibrahima Ibn Jakuba. W roku 965 wizytował on Czechy oraz Niemcy, gdzie zasięgnął wiedzy na temat państwa Polan. W swym opisie przede wszystkim skupia się na kwestiach politycznych i militarnych, ale też poświęcił uwagę seksualności Słowian, w tym wypadku z Wielkopolski.  

Panny zaspakajające żądze? 

„Panna, kiedy pokocha jakiegoś mężczyznę, udaje się do niego i zaspokaja swą żądzę. A kiedy małżonek poślubi dziewczynę i znajdzie ją dziewicą, mówi do niej: gdyby było w tobie coś dobrego, to pożądaliby cię mężczyźni i z pewnością wybrałabyś sobie kogoś, kto by wziął twoje dziewictwo. Potem ją odsyła i uwalnia się od niej.”

Ten fragment relacji budzi do dziś gorące spory historyków i antropologów. Wielu twierdzi, że jest to błąd kopisty, który przeinaczył pierwotny sens tekstu. Swobodę jednak zdaje się potwierdzać późniejsze dzieło z XII wieku, gdzie zapisano perypetie diakona Wita z diecezji Krakowskiej: „Jego pierwszy związek nie był małżeństwem, bo partnerka z własnej inicjatywy, bez formalnych zmówin i zdawin, zamieszkała z Witem wbrew jego woli i współżyła z nim przez sześć lat, do swojej śmierci. Diakon nie usunął jej tylko z obawy przed jej możnymi krewnymi.” Ta relacja zdaje się potwierdzać wersję żydowskiego kupca.  

Kult płodności 

Światło na życie seksualne naszych przodków rzuca też mitologia dawnych Słowian. W dużej mierze znamy ją ze źródeł pośrednich, które przetrwały w kulturze ludowej. Wiemy, że bardzo ważnym aspektem kultury były kult życia i płodności. Natura była według wierzeń kobietą, która przynosi owoce, tak jak kobieta rodzi dziecko. W rodzimym panteonie dominującą rolę zajmowały bóstwa związane z płodnością i cyklicznością. Męskiemu seksualizmowi miał odpowiadać natomiast siew. Nie była to jednak zinstytucjonalizowana i skodyfikowana religia we współczesnym znaczeniu.  

Antropolodzy przekonują, iż wiara wówczas miała charakter magiczny i przenikała wszystkie strefy życia, m.in. właśnie kultem płodności. Nie była jednak ona zinstytucjonalizowana i jednolita jak współczesne wielkie, monoteistyczne religie. Jednym z wspólnych punktów dla wszystkich plemion zamieszkujących państwo Polan mogła być Noc Kupały. Była to uroczystość związana z przesileniem letnim. Młode dziewczęta i młodzi chłopcy poszukiwali na mokradłach kwiatu paproci, wróżącego pomyślny los. Wiązało się to często z igraszkami seksualnymi. Bez wątpienia można więc stwierdzić, że nasi przodkowie przecierali oczy ze zdumienia widząc katolickie próby purytańskości. 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Rodziny bez granic – Polacy solidaryzują się z uwięzionymi na granicy

na granicy z Białorusią
fot. Fundacja Ocalenie – fot. Fundacja Ocalenie

Trwa kryzys migracyjny na granicy Polski z Białorusią. Organizacja broniące praw człowieka apelują o humanitaryzm w stosunku do migrantów z państw azjatyckich. Powstała również inicjatywa Rodziny bez granic.

Kryzys wywołany przez Aleksandra Łukaszenkę trwa i nie zanosi się by miał szybko skończyć. Białoruski polityk bezwzględnie wykorzystuje cywilów do swych destabilizacyjnych planów. Państwa takie jak Polska, Litwa czy Łotwa muszą stanąć przed dylematem moralnym: w jaki sposób zabezpieczyć granicę oraz co zrobić z ludźmi, którzy koczują na granicy. Zdaniem organizacji humanitarnych nasz rząd nie zdaje tego egzaminu. Teraz wielu przeciwników stanu wyjątkowego i obecnej polityki migracyjnej połączyło siły zakładając grupę „Rodziny bez granic.” Ma ona pomóc koordynować pomoc dla ludzi uwięzionych na granicy.
Zobacz też: Kryzys na granicy z Białorusią. Węzeł gordyjski się zacieśnia

Apel do sumień polityków

Twórcy inicjatywy opublikowali w internecie apel. Aktywiści piszą w nim: Jako matki, jako rodziny, jako ludzie zwracamy się ponad politycznymi podziałami do matek, rodzin i osób, które mają wpływ na decyzje dotyczące granicy wschodniej. Wszyscy doskonale wiemy, jak pomóc choremu, głodnemu, zziębniętemu, przestraszonemu dziecku. Nie możemy pozwolić na to, żeby w naszym kraju dzieci były wywożone na śmierć do lasu. Wykonajcie dziś, zaraz jeden telefon do kogoś, kogo znacie, a kto może sprawić, że te dzieci nie umrą. To bardzo proste: od wielu godzin nie dostały nic do jedzenia, trzeba działać natychmiast.

Początkowo była to grupa rodziców, założona przez Piotra i Laurę, którzy napisali: „Nie możemy już wytrzymać bezczynności”. Grupa jest otwarta i zrzesza ludzi z całej Polski, którzy chcą wyrazić swój sprzeciw wobec sytuacji na granicy. Nie trzeba być rodzicem, aby stać się jej członkiem/członkinią. Obecnie do grupy dołączyło ponad sześć tysięcy osób i tworzą się liczne inicjatywy lokalne m.in. we Wrocławiu, Olsztynie, Krakowie, Szczecinie.

Protesty pod siedzibami Straży Granicznej

Pierwszą inicjatywą grupy jest rodzinny protest pod siedzibami Straży Granicznej w całej Polsce, który rozpoczął się 1 października. Polega on na tym, że podczas codziennych, popołudniowych „dyżurów” dzieci wraz z rodzicami rysują kredą na chodnikach rysunki i hasła sprzeciwiające się wydarzeniom na granicy. Jedną z inspiracji jest znaleziony w lesie rysunek domu, namalowany przez dziewczynkę, która wraz z rodziną przekroczyła granice i zniknęła. Nikt nie wie, gdzie teraz się znajduje.

źródło: https://rodzinybezgranic.pl/
Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.