Przejdź do treści

Czy Polacy są homofobami? Raport nie pozostawia złudzeń

homofobia w Polsce
fot. Unspash - Sharon McCutcheon

Polska znalazła się w niechlubnej czołówce najbardziej homofobicznych i transfobicznych państw świata. Tyko jedno państwo miało gorszy wynik? Które?

17 maja obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii. Organizacja ILGA Europe, jak co roku opublikowała ranking europejskich państw, w których osoby LGBT mają największe prawa.

Zobacz także: Żyd, muzułmanin, uchodźcy i gej upiekli chleb dla Polaków. Wierzą, że nienawiść nie jest normą

Homofobia w Polsce

Wyniki nie napawają optymizmem. W tym roku Polska zajęła 38 miejsce na 49 badanych krajów. Wśród państw Unii Europejskiej z wynikiem 18 na 100 punktów uplasowała się… na przedostatnim miejscu. Gorsza od nas była tylko Łotwa. Zdecydowanym liderem rankingu jest Malta, która uzyskała aż 91 punktów.

Warto dodać, że w 2017 roku Polska z takim samym wynikiem zajęła trzecie miejsce od końca, przed Litwą i Łotwą.

Zobacz także: Anna Kalczyńska popiera adopcję dzieci przez pary homoseksualne

Zasady punktacji

W rankingu ILGA Europe punkty przyznawane są w sześciu kategoriach.

  •  równość i zakaz dyskryminacji (m.in. konstytucyjna gwarancja ochrony praw mniejszości seksualnych, ochrona równości w dostępie do edukacji, opieki zdrowotnej)
  • rodzina (związki partnerskie, równość małżeńska i adopcje)
  • wolność zgromadzeń, zrzeszania się i ekspresji (możliwość organizowania parad bez utrudnień ze strony władz, brak prawa zakazującego „propagandę homoseksualną”)
  • ściganie przestępstw z nienawiści popełnianych z motywów związanych z orientacją seksualną i tożsamością płciową
  • uzgodnienie płci i integralność cielesna (możliwość uzgodnienia płci, medyczna diagnoza „zaburzeń płci” jako warunek konieczny uzgodnienia płci, ograniczenie wiekowe do uzgodnienia płci)
  • prawo do azylu (stworzenie krajowej strategii dot. azylantów LGBTI, orientacja seksualna czy tożsamość płciowa jako przesłanka uprawniająca do ubiegania się o azyl).

Polska to jeden z sześciu krajów UE, w którym zawarcie legalnego związku dwóch osób jednopłciowych wciąż nie jest legalne. Poza nami takie samo prawo obowiązuje na Litwie, Łotwie, Słowacji oraz w Rumunii i Bułgarii. W pozostałych 22 krajach członkowskich geje i lesbijki bez przeszkód mogą się pobrać lub zawrzeć związek partnerski.

Źródło: Oko Press

Anna Wencławska

Redaktorka serwisu internetowego Współczesna Rodzina. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Prześladowanie relacyjne w polskiej szkole: dotyczy najczęściej 13-15 latków i zostanie na całe życie

zawstydzanie dzieci

Problem prześladowań i przemocy w szkole to temat rzeka. Może mieć postać fizyczną, słowną lub relacyjną. Prześladowanie relacyjne spotyka najczęściej młodzież w wieku 13-15 lat. Jest ono najbardziej bolesne i ma największe konsekwencje w dorosłym życiu. Jest też najsłabiej rozpoznawane przez ofiarę i nauczycieli.  

Według danych UNICEF prawie połowa dzieci na świecie w wieku 13-15 lat doświadczyła przemocy rówieśniczej, a 1/3 doświadczyła prześladowania. Zdaniem dr Małgorzaty Wójcik z Uniwersytetu Humanistycznego SWPS ciągle za dużo szkół w Polsce bagatelizuje problem przemocy rówieśniczej tłumacząc, że „problem zawsze był i nie jest szkodliwy”.  

Zobacz też: Rywalizacji między rodzeństwem – jak jej nie napędzać?

Rujnowanie reputacji jako narzędzie 

Doktor Wójcik przez ostatnie 11 lat prowadziła badania, podczas których przyglądała się procesom zachodzącym w grupach młodzieżowych. Swoje dane konsultowała z ekspertami szwedzkimi i fińskimi, którzy wdrażali w szkołach programy przeciw przemocy. W szkole podstawowej mamy do czynienia z przemocą fizyczną i słowną. W liceum częściej występuje przemoc relacyjna, która zmierza do wykluczenia. Ofiarę odcina się na przykład przez rujnowanie reputacji. To jest trudne do wychwycenia, bo tu nie leje się krew. Często sama ofiara potrzebuje sporo czasu, by się zorientować, że agresywne zachowanie wobec niej jest systematyczne – wyjaśnia Wójcik.  

Warte podkreślenia są tu mechanizmy psychologiczne. Jeśli prześladowanie trwa kilka lat, ofiara wypracowuje postawę „izolacji wtórnej” – zamyka się w sobie. Nawet jeśli postanowi zmienić szkołę, z dużym prawdopodobieństwem nie zbuduje nowych relacji, bo jej poziom lęku będzie zbyt wysoki. – Te osoby gorzej się uczą, bo zasoby poznawcze zużywają na przetrwanie. Część osób nie kontynuuje nauki, bo mają dość grupy rówieśniczej. Są osoby, które ze względu na swoje doświadczenie nie chcą mieć dzieci – po prostu nie wyobrażają sobie, by musiały przechodzić przez podobny koszmar – wylicza Wójcik. 

Ekspertka wraz z grupą naukowców opracowała płatną aplikację RESQL na smartfony, dzięki której dzieci mogą anonimowo zgłaszać niepokojące zachowania. Do tego szkoła dostaje komplet podręczników dla wychowawców ze scenariuszami lekcji. 

Ważne, by wszyscy poznali definicję przemocy rówieśniczej i nauczyli się reagować. To klasa, a nie nauczyciel musi się nauczyć piętnować agresora – żeby poczuł, że jemu takie zachowanie w ogóle się nie opłaca. Największa siła jest w młodzieży, tylko trzeba im dać narzędzia.  

Źródło: Nauka w Polsce PAP

Zobacz też: Psychologiczne konsekwencje pandemii koronawirusa wśród dzieci i młodzieży – uważajmy na najmłodszych!

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Narkotyków w Polsce jest coraz więcej. Są też bardziej niebezpieczne?

narkotyki

Współczesne substancje psychoaktywne są bardziej niebezpieczne, niż dawniej. Młodzież jest bardziej niż dorośli podatna na uszkadzający wpływ alkoholu na pamięć i zwiększone ryzyko wystąpienia problemów społecznych. 

Narkotyki stały się popularne w nowym pokoleniu. Rapują o nich artyści, pojawiają się w klipach, dzięki nim można stać się popularnym. Do tego jest mniejszy kac niż po alkoholu.

Narkotyki coraz niebezpieczne 

Jest szczególnie okrutną ironią natury, że właśnie w tym czasie, kiedy mózg jest najbardziej wrażliwy, nastolatkowie najczęściej eksperymentują z narkotykami lub alkoholem – powiedział w rozmowie z PAP-Nauka w Polsce dr Marcin Szulc. 

Jak podkreślił psycholog, ryzyko sięgania po narkotyki przez młodych ludzi jest duże zwłaszcza w okresie dorastania. Wówczas to skłonność do podejmowania zachowań ryzykownych jest wyższa, niż w innych okresach życia.  

Jednym z powodów tego jest związana właśnie z tym okresem życia specyfika rozwoju obwodów neuronalnych, zwłaszcza grzbietowo-brzusznej części kory przedczołowej. To ta część mózgu, w której podejmowane są wszystkie racjonalne decyzje: ważenie wyborów, kontrolowanie reakcji emocjonalnych i impulsów oraz wydawanie sądów. 

W okresie dorastania dominującą rolę odgrywa jądro półleżące, które tworzy się wcześnie i jest strefą przyjemności i nagrody. Poszczególne części mózgu dojrzewają w różnym tempie, stąd brak synchronizacji między ośrodkami. Jeśli +nagrody+ nie są dostatecznie duże, mózg będzie poszukiwał większych. To wyjaśnia skłonność do zachowań ryzykownych – tłumaczy dr Szulc. Dodał, że „na domiar złego w młodzieży skłonność do tych zachowań wzrasta w grupie. Presja rówieśnicza i wspólne łamanie zasad dostarcza więcej radości, niż działanie w pojedynkę. 

Zobacz też: Kobiety w ciąży na butelkach z alkoholem. Nowy pomysł senatorów PiS

Młodzież bardziej podatna 

Należy pamiętać, że młodzież jest bardziej niż dorośli na uszkadzający wpływ alkoholu na pamięć i zwiększone ryzyko wystąpienia problemów społecznych.  

Substancje też są niebezpieczniejsze: zmienił się rynek narkotykowy, pojawiło się więcej różnorodnych i tańszych środków o szerokim spektrum działania, łatwiej je dziś produkować – wymienia. 

Według European Monitoring Centre for Drugs and Drug Addiction pod koniec 2020 r. monitorowano ponad 830 nowych substancji psychoaktywnych, z których 46 zgłoszono w Europie po raz pierwszy w 2020 r. A od 2015 r. każdego roku w Europie wykrywa się około 400 zgłoszonych wcześniej nowych substancji psychoaktywnych. 

W sierpniu Główny Inspektorat Sanitarny ostrzegał, że w ostatnich sześciu miesiącach na terenie Polski obserwuje się gwałtowny wzrost liczby identyfikacji niebezpiecznej substancji o nazwie „MDMB-4en-PINACA”. Jej zażycie wiąże się z wysokim ryzykiem zatruć, a także śmierci. 

Źródło: Nauka w Polsce PAP

Zobacz też: Uważaj na leki i alkohol, są toksyczne dla wątroby!

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Rodziny bez granic – Polacy solidaryzują się z uwięzionymi na granicy

na granicy z Białorusią
fot. Fundacja Ocalenie – fot. Fundacja Ocalenie

Trwa kryzys migracyjny na granicy Polski z Białorusią. Organizacja broniące praw człowieka apelują o humanitaryzm w stosunku do migrantów z państw azjatyckich. Powstała również inicjatywa Rodziny bez granic.

Kryzys wywołany przez Aleksandra Łukaszenkę trwa i nie zanosi się by miał szybko skończyć. Białoruski polityk bezwzględnie wykorzystuje cywilów do swych destabilizacyjnych planów. Państwa takie jak Polska, Litwa czy Łotwa muszą stanąć przed dylematem moralnym: w jaki sposób zabezpieczyć granicę oraz co zrobić z ludźmi, którzy koczują na granicy. Zdaniem organizacji humanitarnych nasz rząd nie zdaje tego egzaminu. Teraz wielu przeciwników stanu wyjątkowego i obecnej polityki migracyjnej połączyło siły zakładając grupę „Rodziny bez granic.” Ma ona pomóc koordynować pomoc dla ludzi uwięzionych na granicy.
Zobacz też: Kryzys na granicy z Białorusią. Węzeł gordyjski się zacieśnia

Apel do sumień polityków

Twórcy inicjatywy opublikowali w internecie apel. Aktywiści piszą w nim: Jako matki, jako rodziny, jako ludzie zwracamy się ponad politycznymi podziałami do matek, rodzin i osób, które mają wpływ na decyzje dotyczące granicy wschodniej. Wszyscy doskonale wiemy, jak pomóc choremu, głodnemu, zziębniętemu, przestraszonemu dziecku. Nie możemy pozwolić na to, żeby w naszym kraju dzieci były wywożone na śmierć do lasu. Wykonajcie dziś, zaraz jeden telefon do kogoś, kogo znacie, a kto może sprawić, że te dzieci nie umrą. To bardzo proste: od wielu godzin nie dostały nic do jedzenia, trzeba działać natychmiast.

Początkowo była to grupa rodziców, założona przez Piotra i Laurę, którzy napisali: „Nie możemy już wytrzymać bezczynności”. Grupa jest otwarta i zrzesza ludzi z całej Polski, którzy chcą wyrazić swój sprzeciw wobec sytuacji na granicy. Nie trzeba być rodzicem, aby stać się jej członkiem/członkinią. Obecnie do grupy dołączyło ponad sześć tysięcy osób i tworzą się liczne inicjatywy lokalne m.in. we Wrocławiu, Olsztynie, Krakowie, Szczecinie.

Protesty pod siedzibami Straży Granicznej

Pierwszą inicjatywą grupy jest rodzinny protest pod siedzibami Straży Granicznej w całej Polsce, który rozpoczął się 1 października. Polega on na tym, że podczas codziennych, popołudniowych „dyżurów” dzieci wraz z rodzicami rysują kredą na chodnikach rysunki i hasła sprzeciwiające się wydarzeniom na granicy. Jedną z inspiracji jest znaleziony w lesie rysunek domu, namalowany przez dziewczynkę, która wraz z rodziną przekroczyła granice i zniknęła. Nikt nie wie, gdzie teraz się znajduje.

źródło: https://rodzinybezgranic.pl/
Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Aborcja karana jak zabójstwo? Do Sejmu trafił projekt

aborcja sejm
fot. sejm.gov.pl

Fundacja Pro – prawo do życia złożyła w Sejmie obywatelski projekt zaostrzenia tzw. Ustawy antyaborcyjnej. Karą za nielegalne spędzenie płodu ma być skazanie za morderstwo.  

Aborcja to w Polsce gorący temat. Politycy przyzwyczaili nas do “grzania” nim, gdy trzeba wywołać podział. Ostatnie starcie skończyło się Strajkiem Kobiet i wielotygodniowymi manifestacjami. Najnowszy, związany z ruchami kościelnymi, projekt domaga się drakońskiego zaostrzenia prawa.  

Stop aborcji  

Inicjatywa Pro-prawo do życia nie jest pierwszą złożoną przez jej aktywistów. Fundacja kilkukrotnie składała w sejmie podpisy pod projektami obywatelskich inicjatyw ustawodawczych, których celem było ograniczenie lub zakazanie wykonywania aborcji w Polsce. Sprzeciw wyrażają również do uniemożliwienia wprowadzania do polskich szkół edukacji seksualnej według standardów WHO. Fundacja jest też znana z wystaw z drastycznymi zdjęciami oraz zakłócania spotkań środowisk LBGTQ.  

Na Facebookowym profilu inicjatywy czytamy: “Przez kilka miesięcy zbieraliśmy podpisy na ulicach polskich miast. Już w środę 22 września zanosimy je do Sejmu. Celem projektu “Stop aborcji” jest zapewnienie każdemu człowiekowi prawa do życia. Chcemy chronić życie dzieci przed narodzeniem w takim samym stopniu i w taki sam sposób, jak chronione jest życie wszystkich innych ludzi! W ostatnich latach na sile przybrała przestępczość aborcyjna. Aby skutecznie z nią walczyć potrzebna jest zmiana prawa na takie, które sprawi, że zabijanie dzieci będzie karane. Zabijanie nie może być bezkarne!”  

Projekt zakłada karanie za aborcję wszystkich zaangażowanych w zabieg: osobę przeprowadzającą aborcję, pomocników/pomocniczki i osobę przerywająca ciążę. Nie ma też możliwości przerwania ciąży ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia matki. 

Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Polska jak Nikaragua? 

Jeśli projekt wszedłby w życie, Polska miałaby jedno z najsurowszych praw aborcyjnych na świecie. Znalazłaby się w gronie takich krajów, jak Salwador, Honduras, Nikaragua i Dominikana.  

Z pewnością takie rozwiązanie naraziło by Polskę na konflikty wewnątrz Unii Europejskiej. Czerwcowa rezolucja Parlamentu Europejskiego wzywała bowiem kraje UE do uznania, że “każde ograniczenie dostępu do antykoncepcji, leczenia bezpłodności, opieki położniczej i aborcji „stanowi naruszenie praw człowieka” i wzywa kraje do „potępienia wszelkich prób ograniczenia dostępu” do tych usług. 

Z pewnością też zaostrzenie prawa w takim zakresie spowodowałoby konflikty wewnątrz kraju, bardzo prawdopodobne byłyby masowe protesty. Partia rządząca, która w swej propagandzie ustawia się jako antyaborcyjna, musiałaby również opowiedzieć się za jednym rozwiązaniem podczas ewentualnego głosowania. Dlatego najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem będzie trzymanie projektu ustawy w “zamrażarce” marszałek Elżbiety Witek.  

Zobacz też: Kryzys na granicy z Białorusią. Węzeł gordyjski się zacieśnia

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.