Przejdź do treści

Jacy są wegetarianie? Okazuje się, że ich ciało i osobowość są…

Wpływ diety na zdrowie to temat wszechobecny i poruszany od dawna. Ciekawsze wydaje się inne zagadnienie: jak jedzenie – a ściślej rzecz biorąc, wegetarianizm – wpływa na osobowość? Oto co mówią badania!

Im mniej produktów pochodzenia zwierzęcego spożywa dana osoba, tym niższy jest jej wskaźnik BMI (masy ciała) i tym niższe prawdopodobieństwo, że to ekstrawertyk/tyczka. Takie wnioski płyną z zakrojonych na dużą skalę badań przeprowadzonych przez naukowców z Instytutu Maxa Plancka. Interesował ich zwłaszcza wpływ diety na osobowość. W sumie przeanalizowali dane 9000 osób, uwzględniając takie informacje jak ich wiek, płeć czy wykształcenie.

Pobudzacze apetytu

Im mniej ktoś spożywa mięsa, tym mniej waży – to pierwsza teza, jaką udowodnili naukowcy. „Produkty ciężkostrawne, bogate w tłuszcz i cukry, sprzyjają tyciu. Pobudzają apetyt, a jednocześnie sprawiają, że uczucie sytości pojawia się z opóźnieniem. Wegetarianie nie mają do czynienia z tym zjawiskiem” – wyjaśnia Evelyn Medawar, autorka artykułu opublikowanego w piśmie „Nutrients” (pol. „Składniki odżywcze”).

Warzywa i owoce zawierają błonnik, regulujący pracę jelit i pozytywnie wpływający na mikrobiom. To kolejny powód, dla którego zapewniają uczucie sytości szybciej niż produkty pochodzenia zwierzęcego.

Wege introwertycy

Okazało się także, że dieta jest powiązana z osobowością. Według naukowców z Instytutu Maxa Plancka, ludzie spożywający głównie rośliny są bardziej introwertyczni od innych. „Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Być może introwertycy mają skłonność do bardziej restrykcyjnych nawyków żywieniowych albo są wykluczani ze względu na nie” – zastanawia się Veronica Witte, przewodnicząca zespołu badawczego, której słowa cytuje portal News Medical.

Zobacz też: Czy moja relacja z ćwiczeniami jest toksyczna?

Jedzenie a nastrój

Naukowcy starali się też ustalić, czy dieta jest powiązana z nastrojami depresyjnymi, tak jak wcześniej przypuszczano. Badacze z Instytutu Maxa Plancka nawiązali współpracę ze szpitalem w Lipsku. Rozdawali pacjentom kwestionariusze z pytaniami odnoszącymi się do tego, jak często w ciągu minionego roku spożywali mięso. Niestety ankiety nie pozwoliły jednoznacznie stwierdzić, czy rodzaj pokarmu wpływa na nastrój, m.in. dlatego, że introwertycy generalnie częściej popadają w melancholię, podobnie jak osoby z niskim BMI.

Niewykluczone, że już wkrótce będzie wiadomo na ten temat coś więcej. Wpływ warzyw i owoców na ciało został już zatem gruntownie przebadany, ale jeśli chodzi o psychikę – nadal wielu rzeczy nie możemy być pewni.

Na podstawie: News MedicalNutrients

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Breaking News: w Białym Domu zamieszka pies ze schroniska. Trump przegrał, bo nie ma psa?

w Białym Domu zamieszka pies ze schroniska
Pies Major Fot. Instagram Dr. Jill Biden, żony Joe Bidena

W Białym Domu po raz pierwszy zamieszka pies ze schroniska. Wabi się Major i należy do nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Joe Bidena. Tym samym psia tradycja powraca!

Ronald Reagan i Lucky, George W. Bush i Barney, Barack Obama i Bo – to sławne duety, do których dołączy niebawem Joe Biden i Major. Prezydentura Bidena oznacza powrót tzw. pierwszych psów do Białego Domu.

Zaadoptował psa ze schroniska

W 2018 roku Joe Biden zaadoptował owczarka niemieckiego. Szczeniak, razem z rodzeństwem, trafił do schroniska po tym, jak został odratowany przez lokalne pogotowie weterynaryjne. Następnie pieskami zaopiekowała się organizacja pro-zwierzęca Delaware Humane Association, która znalazła im nowych właścicieli.

Dzisiaj jest szczęśliwy dzień dla Majora. Nie tylko znalazł swój dom na stałe, ale został adoptowany przez wiceprezydenta Joe Bidena i dr Jill Biden! Bidenowie poznali Majora, dając mu dom tymczasowy, a teraz są gotowi, aby uczynić adopcję oficjalną. Powodzenia i dziękujemy, że jesteście jednymi z naszych przyjaciół na całe życie! – taką radosną nowiną podzieliła się organizacja w listopadzie 2018 roku.

Today is Major’s lucky day! Not only did Major find his forever home, but he got adopted by Vice President Joe Biden &…

Opublikowany przez Delaware Humane Association Sobota, 17 listopada 2018

Zobacz też: Donald Trump został dziadkiem! Już po raz dziewiąty

Przywróćmy psy do Białego Domu

Przez ostatnie cztery lata w Białym Domu nie mieszkało żadne zwierzę. Donald Trump zerwał w ten sposób z tradycją trwającą od ponad 100 lat, czyli opiekowania się przez głowę państwa jakimś czworonożnym pupilem.

Trump, nagabywany przez reporterów, powiedział, że posiadanie psa w jego przypadku byłoby „fałszywe”, bo podparte ciągłymi namowami jego doradców, a nie osobistym wyborem. Prezydent dodał także, że nie miałby czasu na opiekę nad czworonogiem.

Z kolei Joe Biden jest miłośnikiem psów. W jego mediach społecznościowych znaleźć można wiele zdjęć przedstawiających go w towarzystwie dwóch owczarków niemieckich – 12-letniego Champa i 2-letniego Majora.

Jednym z haseł kampanii wyborczej Bidena było Let’s put dogs back in the White House, czyli  „Przywróćmy psy do Białego Domu”. Zobacz zabawny filmik z pieskami w roli głównej:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Joe Biden (@joebiden)

Czy opiekowanie się psem może wpłynąć na polityczne preferencje? Nie wiadomo. Jednak wiele osób twierdzi, że czuje sympatię do psiarzy, a człowieka poznaje po jego stosunku do zwierząt. O roli psa w rodzinie niedawno pisaliśmy – polecamy wywiad z trenerką psów!

Jedno jest pewne: dzięki wygranej Bidena, jego pupil o imieniu Major zapisze się na łamach historii jako pierwszy pies ze schroniska, który kiedykolwiek zamieszkał w Białym Domu.

Źródło: BuzzFeedNews

Zobacz też: Czy pies wyczuwa ciążę? Wiele wskazuje, że…

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Zabawa lalkami Barbie aktywuje u dzieci obszary mózgu związane z… – sprawdź, co pokazują badania!

Barbie
fot. pixabay.com

Najnowsze badania przeprowadzone przez zespół neurobiologów z Cardiff University, we współpracy z marką Barbie, wykazały, że zabawa lalkami aktywuje obszary mózgu, które umożliwiają dzieciom rozwijanie empatii i umiejętności przetwarzania informacji społecznych.

Zabawa lalkami Barbie pod lupą

W trwającym 18 miesięcy badaniu monitorowano podczas zabawy lalkami aktywność mózgu 33 dzieci w wieku od czterech do ośmiu lat,. Do przeprowadzenia badania naukowcy wykorzystali technologię neuroobrazowania, która dostarczyła im cennych informacji na temat korzyści płynących z zabawy lalkami Barbie.

Badacze monitorując aktywność mózgu dzieci podczas zabawy lalkami odkryli, że tylna górna bruzda skroniowa (pSTS), obszar mózgu związany z przetwarzaniem informacji społecznych – takich jak np. empatia – uaktywniał się nawet wtedy, gdy dziecko bawiło się samodzielnie. 

Używamy tego obszaru mózgu, kiedy myślimy o innych ludziach, zwłaszcza gdy myślimy o myślach lub uczuciach innej osoby. Lalki zachęcają do tworzenia własnych wyimaginowanych światów, w przeciwieństwie do rozwiązywania problemów lub budowania gier. Zachęcają dzieci do myślenia o innych ludziach i ich wzajemnych interakcjach – powiedziała kierowniczka badań, dr Sarah Gerson.

Ponadto zabawę dzieci podzielono na różne sekcje – tak, aby zespół z Cardiff mógł osobno rejestrować aktywność mózgu związaną z innymi rodzajami zabawy: samodzielna zabawa lalkami, zabawa lalkami z drugą osobą, samodzielna gra na tablecie oraz gra na tablecie z inną osobą. Użyte lalki obejmowały różnorodną gamę lalek Barbie i zestawów do zabawy, a zabawa na tablecie została przeprowadzona przy użyciu gier, które pozwalają dzieciom angażować się w otwartą i kreatywną zabawę, aby zapewnić podobne wrażenia z zabawy jak zabawa lalkami.

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Co się okazało? Wyniki badania dowodzą, że dzieci bawiące się same lalkami, wykazywały taki sam poziom aktywacji pSTS, jak podczas zabawy z innymi. Ponadto aktywacja pSTS u dzieci samodzielnie grających na tabletach, była znacznie mniejsza, pomimo iż gry zawierały znaczny element twórczy.

Globalna ankieta – lepsze zrozumienie odkrycia neuronauki

Aby jeszcze lepiej zrozumieć odkrycie neuronauki, Barbie zleciło globalną ankietę, w której wzięło udział ponad 15 000 rodziców dzieci z 22. krajów. Wyniki pokazały, że 91 proc. rodziców uznało empatię za kluczową umiejętność społeczną, którą chcieliby, aby ich dziecko rozwijało, ale tylko 26 proc. było świadomych, że zabawa lalkami może pomóc dziecku rozwinąć te umiejętności.

„Jako liderzy w kategorii lalek zawsze wiedzieliśmy, że zabawa lalkami ma pozytywny wpływ na dzieci, ale do tej pory nie dysponowaliśmy danymi neuronaukowymi, które potwierdzałyby te korzyści” – powiedziała Lisa McKnight, globalny szef Barbie.

Źródło: mojo-nation.com

Zobacz też: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Zabawki Montessori – czy warto, aby zagościły w pokoju dziecka?

metoda Montressori, zabawa, educkacja, dziecko
fot. 123rf.com

Metoda Montessori, opracowana przez włoską lekarkę i naukowczynię, Marię Montessori, nieustannie wzbudza duże zainteresowanie rodziców. Jej główne motto – powtarzane nieraz przez twórczynię -brzmi: „Edukacja nigdy więcej nie powinna być w głównej mierze przekazywaniem wiedzy, ale musi przyjąć nową formę, szukając uwolnienia dla ludzkich możliwości”. Czym jest metoda Montessori i co kryje się pod pojęciem „zabawek Montessori”?

Czym jest metoda Montessori?

Jednym z kluczowych założeń metody Montessori jest fakt, że dzieci różnią się od siebie – dlatego też każde z nich powinno mieć możliwość rozwijania się w oparciu o indywidualnie dopasowany plan. Ponadto dzieci powinny uczyć się przez działanie – zdobywanie wiedzy, doświadczenia i umiejętności poprzez własną aktywność, a nie narzucone przez nauczycieli konkretne zadania. Rolą wychowawcy jest wspieranie dziecka w rozwijaniu własnych zainteresowań i nie zmuszanie do przyswajania wiedzy.

Maria Montessori dostrzegła, że ​​szczęśliwi, zmotywowani uczniowie tworzą pozytywny obraz „ja” jako pewnych siebie, odnoszących sukcesy ludzi. Zgodnie z omawianą metodą materiały edukacyjne, a także zabawki powinny być łatwo dostępne dla dziecka – tak, by samodzielnie mogło po nie sięgnąć. Co więcej, maluchy uczą się, że każdy przedmiot ma swoje miejsce, na które trzeba go odłożyć – dzięki temu zawsze panuje ład, harmonia i porządek.

Zobacz też: Zabawa lalkami Barbie aktywuje u dzieci obszary mózgu związane z… – sprawdź, co pokazują badania!

Czym są zabawki Montessori?

Zabawki Montessori zostały stworzone z myślą o filozofii dr Marii Montessori, która niejednokrotnie podkreślała, że dzieci uczą się poprzez obserwację otoczenia za pomocą zmysłów. Przedmioty te są nie tylko atrakcyjne wizualnie, ale także zapewniają dziecku odpowiednią do wieku stymulację – są starannie zaprojektowane, by z drugiej strony nie przytłoczyć malucha.

Zabawki Montessori zapewniają niemowlętom stymulację wzrokową, mają na celu poprawę ich skupienia i koncentracji. Uczą dziecko śledzenia poruszających się przedmiotów – pierwsza karuzela jest zwykle wprowadzana w momencie, gdy maluch jest aktywny i czujny.

Zabawki Montessori pomagają dzieciom w rozpoznaniu różnicy między kolorami podstawowymi. Ponadto często wykorzystują kształty geometryczne, które mogą posłużyć do wprowadzenia formatywnych pojęć matematycznych do młodych umysłów.

Zalety zabawek Montessori

Zabawki Montessori – w przeciwieństwie do zwykłych, plastikowych zabawek dostępnych na rynku – nie hałasują, nie grają, nie są nadmiernie kolorowe, co sprawia, że nie powodują nadmiernej stymulacji maluchów. Ich wygląd nie wpływa na wybory dziecka, a podczas zabawy nie rozprasza.

Zabawki Montessori zostały zaprojektowane tak, aby przynosić korzyści dzieciom w różnych fazach rozwoju wzroku. Mobilne karuzele, które idealnie nadają się dla kilkutygodniowych niemowląt, zostały zaprojektowane w kontrastowych kolorach. Zabawki te wspaniale rozwijają koncentrację już od pierwszych miesięcy życia.

Najlepiej byłoby, gdyby zabawki Montessori były używane kolejno po sobie i zgodnie z wiekiem dziecka – nową zabawkę można wprowadzić dopiero w momencie, w którym dziecko jest na to gotowe. Jeśli jednak dziecko potrzebuje trochę czasu – należy mu go dać.

Źródła: Montessori, Parenting.firstcry

Zobacz też: Czy wiesz, jak gra na instrumencie wpływa na dzieci? To może zaskoczyć!

Stres pandemii vs. niepłodność

koronawirus a płodność
fot. 123rf.com

Statystyki wskazują, że problem niepłodności dotyczy około 20 proc. par w wieku rozrodczym. Jakie obserwacje w tym zakresie mają specjaliści, zwłaszcza w kontekście pandemii i związanego z nią stresu? Wyjaśnia w rozmowie z nami prof. dr hab. n. med. Rafał Kurzawa ze szczecińskiego ośrodka Vitrolive, Dyrektor Medyczny The Fertility Partnership Polska – sieci klinik leczenia niepłodności, która w ostatnim czasie zainicjowała kampanię „Zadbaj o swoją płodność”.

Ma Pan Profesor za sobą wiele lat doświadczenia w pracy z problemem niepłodności – czy w ostatnich latach obserwuje Pan tendencję wzrostową i moglibyśmy nazwać to czymś na wzór „choroby XXI wieku”?

Prof. Rafał Kurzawa: Określenie, jakiego mógłbym użyć, to przede wszystkim… „choroba, której pojawienie się (niekiedy niezamierzenie) wspieramy”. Być może brzmi to mocno, bo oczywiście przyczyny niepłodności bywają kompletnie od nas niezależne. Ba! Części powodów problemów ze spontanicznym poczęciem nawet nie znamy… ale niewątpliwie istotny wpływ na rozwój niepłodności ma styl życia i różnego typu decyzje, które podejmujemy. Czynnikiem zależnym od nas jest na przykład odwlekanie myśli o posiadaniu dzieci. Kobiety coraz później decydują się na ciążę, a jeśli pierwsze dziecko rodzi się po 30. roku życia, z bardzo dużym prawdopodobieństwem można założyć, że będzie to jedyne dziecko danej kobiety. Współczesne pary – bo nie jest to, rzecz jasna, tylko kwestia kobiet – chcą początkowo zdobyć wykształcenie, pozycję zawodową, stabilność finansową i pewność, że dany partner lub partnerka są odpowiednimi kandydatami na rodziców.

Obecnie zajmuje to jednak dużo więcej czasu niż w przeszłości, o przede wszystkim szkodzi przyszłym matkom. Dlaczego? Ponieważ główną przyczyną problemów związanych z rodnością jest wzrastający w tym kontekście wiek kobiet, czyli ich zbyt późna decyzja o posiadaniu dziecka w stosunku do możliwości biologicznych. Mówimy o tym m.in. w ramach naszej kampanii edukacyjnej „Zadbaj o swoją płodność”, która ma na celu uwrażliwienie społeczeństwa na kluczowe dla płodności czynniki.

Rozumiem, że jest to jeden z dwóch wymienionych przez Pana czynników – kwestia podejmowanych decyzji. Co zatem ze stylem życia?

Jest to bardzo szerokie pojęcie. Gorąco polecam lekturę 10 porad udzielanych przez naszych specjalistów medycyny rozrodu w ramach wspomnianej wyżej akcji edukacyjnej. Niektóre z nich mogą wydać się trywialne, a jednak dalej nie są implementowane do codziennego życia. Tu, w naszej rozmowie, proponuję skupić się na stresie. W badaniach stres jest utożsamiany przede wszystkim z wykonywaną pracą, ale na jego występowanie istotnie wpływają też okoliczności – obecnie zwłaszcza pandemia. Co ciekawe, pojawiło się duże europejskie badanie, które opierało się na pytaniu: „Co jest największym stresorem u pań i panów, którzy starają się o dziecko?”. Pierwsze miejsce zajęła potencjalna niepłodność, na drugim znalazły się praca i pieniądze, a na trzecim relacje rodzinne (w szerokim znaczeniu). Badanie powtórzonow czasach COVID-u – wie Pani, co znalazło się na najwyższym stopniu podium? To samo! Potencjalna niepłodność i lęk o to, czy będziemy mieli dziecko. Zmiana pojawiła się dopiero na drugim miejscu – COVID zepchnął pracę na trzecie.

Rzeczywiście, znamienne jest to, że mimo wszystko zakażenie koronawirusem czy nawet choroba COVID wywołuje w osobach starających się o dziecko mniejszy stres niż niepłodność.

Dlatego podjęte zostały takie, a nie inne decyzje towarzystw naukowych. Mam na myśli to, że nawet w tych trudnych czasach trzeba leczyć niepłodność. Oczywiście przy wszystkich obostrzeniach, bo one muszą istnieć, ale nie można rezygnować z niesienia w tym zakresie pomocy.

Zobacz też: Witamina C lekiem na koronawirusa? Badania mówią, że…

To ciekawe, ostatnio spotkałam się z badaniami – co prawda amerykańskimi – które pokazały, jak negatywnie lockdown i związane z tym początkowe zamknięcie klinik wpłynęły na kobiety zmagające się z niepłodnością. Blisko 90 proc. ankietowanych przyznało, że zawieszenie leczenia miało negatywny wpływ na ich zdrowie psychiczne, a ponad 50 proc. wykazywało objawy depresyjne.

Zdecydowanie bliższe kulturowo są nam jednak badania europejskie – ale tak, wnioski niewątpliwie są podobne.

A czy z perspektywy Pana gabinetu pandemia zmieniła w jakiś sposób – negatywny bądź pozytywny – podejście pacjentów do leczenia?

Moje zdziwienie wzbudza jedna rzecz, chociaż jest to bardziej obserwacja niż konkretny wniosek. O ile przed COVID-em zdarzało się, że pacjentki odwoływały wizyty lub na nie po prostu nie przychodziły, tak teraz, gdy przecież standardowo planujemy rezerwacje wizyt na termin za miesiąc lub dwa, sytuacje, w których pacjenci się nie pojawiają, praktycznie się nie zdarzają!

Być może przemawia przez nas perspektywa, która pokazała, że nie ma na co czekać, ponieważ w zasadzie wszystko jest bardzo niestałe…

Prawdopodobnie. Niezależnie jednak od przyczyny takiego stanu, jest to dla pacjentów bardzo korzystna zmiana – czas w leczeniu niepłodności jest kluczowy, nie warto przekładać wizyty u specjalisty ds. płodności na bliżej nieokreślone „później”. A najlepiej działać tu i teraz – także profilaktycznie.

Oto 5 wskazówek od specjalistów z THE FERTILITY PARTNERSHIP POLSKA, które pozwolą Ci lepiej zadbać o swoją płodność

5 pozostałych znajdziesz w październikowym wydaniu e-magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

DR PAWEŁ BRELIK Z KLINIKI VITROLIVEIm większe spożycie alkoholu, tym mniejsze szanse na zajście w ciążę. Wysokie spożycie alkoholu szkodzi płodności u kobiet i wpływa niekorzystnie na jakość nasienia. Dla zachowania zdrowia reprodukcyjnego należy kontrolować częstotliwość i ilość przyjmowanych jednostek alkoholu.

DR MAŁGORZATA SZCZERBA-ZEMBALA Z CM MACIERZYŃSTWOPlanując rodzicielstwo, warto zbadać się pod kątem zakażeń bakteryjnych. Nie wszystkie infekcje intymne dają odczuwalne objawy, a mogą nawet długofalowo upośledzić płodność. Badania pod kątem chlamydii, mycoplasmy i ureaplasmy to istotny element profilaktyki płodności.

DR MARTA SIKORA-POLACZEK Z CM MACIERZYŃSTWO Żyjemy zdrowo, czujemy, że nasz wiek biologiczny jest niższy od metrykalnego. Czy to znaczy, że nasze jajniki też opierają się upływowi czasu? Różnie z tym bywa – biologiczny potencjał jajników możemy oszacować wykonując oznaczenie AMH.
DR ALEKSANDRA ROSIAK-GILL Z KLINIKI VITROLIVEBadania nasienia to jedne z kluczowych elementów w diagnostyce niepłodności partnerskiej. Często już na tym etapie można ustalić źródło niepowodzeń i zastosować ukierunkowaną terapię, która pozwoli w przyszłości cieszyć się upragnionym potomstwem.
DARIA TERLIKOWSKA Z KLINIKI VITROLIVEProblemy z zajściem czy utrzymaniem ciąży mogą wynikać z trudności emocjonalnych. Badania ujawniają, że przewlekły stres, napięcie wewnętrzne, wyczerpanie, obciążenie zbyt dużą ilością obowiązków i brak równowagi wewnętrznej mają negatywny wpływ na układ hormonalny człowieka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz też: 5 PORAD: Mężczyzno – sprawdź, jak możesz poprawić swoją płodność!

 

Ekspert

Prof. dr hab. n. med. Rafał Kurzawa

Ginekolog położnik, specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, a także specjalista embriologii klinicznej z kliniki Vitrolive w Szczecinie, który w ostatnim czasie objął stanowisko prezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii. Jest Dyrektorem Medycznym The Fertility Partnership Polska i każdego dnia pomaga parom pokonywać trudności na drodze do rodzicielstwa.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".