Przejdź do treści

Jak pomóc osobie z depresją? Na pewno nie tymi słowami!

Jak pomóc osobie z depresją
Jak pomóc osobie z depresją? Na pewno nie na siłę, a z dużą dawką empatii i uważności.

Depresja to choroba niepatrząca na wiek, płeć, status społeczny – może dotknąć każdego. I coraz częściej dotyka. Dane są alarmujące, a świat nie nadąża z łataniem dziur, jakie w związku z tą chorobą powstają. Co jednak ważne, powinniśmy „łatać” je wspólnie, bo zapewne każdy z nas (nawet jeśli o tym nie wie) ma w swoim otoczeniu osobę chorą. Jak zatem pomóc osobie z depresją i owo „łatanie” wziąć w swoje ręce?

Co istotne, za określeniem „łatanie” stoi wspieranie bliskiej nam osoby, empatyczne reagowanie na jej problemy, pomoc w sytuacjach kryzysowych i po prostu bycie – bez oceniania, krytykowania, unieważniania jej stanu, emocji czy doświadczeń. W żadnym wypadku nie jest to równoznaczne z braniem pełnej odpowiedzialności za chorego/chorą, bowiem warto, aby to „reguła maski tlenowej” wiodła tu prym. Jak w samolocie – najpierw rodzic zakłada ją sobie, dopiero później dziecku. Analogicznie jest tutaj – osoba chcąca nieść wsparcie powinna mieć pod kontrolą przede wszystkim swój stan. Pomoc własnym kosztem nie będzie skuteczna tak, jak by mogła być. Rodzi zwykle o wiele więcej frustracji i zwiększa ryzyko wypowiedzenia słów, które pomocne na pewno nie będą.

Jak pomóc osobie z depresją? Tych słów unikaj!

1. Wszystko jest kwestią nastawienia.

2. Inni mają gorzej i jakoś sobie radzą.

3. Leki nie są rozwiązaniem – to sama chemia.

4. Musisz się rozruszać – poćwicz, wyjdź gdzieś, pojedź na wakacje.

5. Dlaczego wcześniej nie mówiłeś/aś, że coś się dzieje?

6. Z Tobą to zawsze jakiś problem…

7. Zobacz, jak mama cierpi, kiedy widzi Cię w takim stanie – nie rób jej tego.

Powyższe zdania mają ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze, kilka z nich ewidentnie przerzuca „winę” za depresję na chorego. Jeśli się nad tym zastanowić, żadnego sensu w tym oczywiście nie ma – czy naprawdę ludzie sami z siebie chcą doprowadzać się do stanu często związanego z niechęcią życia, smutkiem i brakiem jakichkolwiek sił?

Po drugie, część z nich ma w sobie całkowitą niewiarę w powagę sytuacji. Bagatelizuje cierpienie chorego – wręcz zabiera mu do niego prawo, a absolutnie każdy je ma! Po trzecie, pokazywanie osobie z depresją, jak jest dla świata trudna i ile bólu sprawia swoim cierpieniem innym jest niezwykle zagrażające.

Po czwarte, nie stygmatyzujmy leków, które jak najbardziej owym rozwiązaniem mogą być! Jeśli bliska nam osoba dostała receptę, raczej starajmy się dbać o to, by regularnie przyjmowała zaleconą farmakoterapię, a nie zasiewajmy w niej dodatkowe wątpliwości – i tak ma ich zbyt wiele.

Po piąte, nie narzucajmy na siłę swoich rozwiązań. Każdy jest inny, ma inne granice, potrzeby, upodobania, temperament. Radzenie introwertykowi, aby poprawiał sobie humor wyjściem na imprezę, może nie być pomocne… Co przy tym ważne, szanujmy „nie” i nie obrażajmy się, jeśli spotkamy się z odmową czy wręcz wybuchem trudnych do zniesienia emocji. Wcale nie muszą być skierowane przeciwko nam. Zły nastrój, drażliwość, smutek czy płaczliwość mogą być elementem choroby – miejmy to na uwadze.

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

Przyjmując pomocną dłoń

Powyższe słowa tworzą zaledwie kilka zdań. Zastanawiając się jednak głębiej nad tym, jak pomóc osobie z depresją, powinniśmy stworzyć książkę – dwie, trzy, pięć, a najlepiej oddzielną publikacją dla każdego indywidualnego przypadku. Jest to bowiem na tyle skomplikowane, że naprawdę każdy z nas w zderzeniu z depresją – swoją czy bliskiego – ma pełne prawo odczuwać zagubienie. Jeśli nas ono przerasta lub po prostu czujemy, że potrzebujemy dowiedzieć się o opisywanej tu chorobie więcej, nie bójmy się prosić o pomoc specjalistów. Psycholog, psychoterapeuta czy psychiatra niosą wsparcie także bliskim osób chorujących – bo pytanie: „jak pomóc osobie z depresją” nie powinno pozostać bez odpowiedzi!

Zobacz też: Dlaczego tak trudno zdecydować się na terapię?

Inspiracja: forumprzeciwdepresji.plhuffpost.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Kryzys na granicy z Białorusią. Węzeł gordyjski się zacieśnia

na granicy z Białorusią
fot. Fundacja Ocalenie – fot. Fundacja Ocalenie

W Usnarzu Górnym trwa kryzys związany z polityką imigracyjną. Wydarzenie jest dyskontowane przez polityków, zaś potrzebujący wciąż nie otrzymują pomocy. Polska, korzystając z prawa do ochrony granic, wydaje się zapominać o humanitaryzmie przejawianym chociażby w pomocy na miejscu.  

32 osoby. Tyle wystarczyło by wywołać w Polsce kryzys polityczny. Bez wątpienia jest on inspirowany przez władze Białorusi, państwa totalitarnego zarządzanego jednoosobowo przez Aleksandra Łukaszenkę. Zapewne inspiratorem tych zdarzeń była rosyjska KGB, ale czy zmienia to sytuację 32 Afgańczyków i Afganek koczujących na pasie granicznym? Według Fundacji Ocalenie większość osób (25) jest chora, w tym 12 osób ciężko. Stan jednej z kobiet jest krytyczny. Niemal codziennie na granicy pada deszcz, jest też coraz zimniej. 

“Baćka” osiągnął cel? 

Reakcją polskiego rządu na emigrantów było wybudowanie płotu, zasieki z drutu kolczastego oraz postawienie licznych patroli Straży Granicznej i policji. Działania te kosztują podatników codziennie kilkaset tysięcy złotych. Według wyliczeń money.pl płot może kosztować nawet 400 mln zł. Na miejscu obecne są liczne ekipy medialne, które transmitują na żywo teatrum graniczne. Wiele osób zapomina jednak, że to nie film i stawką jest życie i zdrowie ludzkie. Analizując dotychczasową biografię przywódcy Białorusi, popularnego “Baćki”, nie należy oczekiwać, że zlituje się on nad koczującymi na granicy ludźmi. Ponieważ dotychczasowe działania przynoszą efekt w postaci podziału w Polsce, Łukaszenko będzie wolał patrzeć przez palce na umierających ludzi. Zależy mu bowiem by tylko pogłębić trwający kryzys.  

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Fundacja Ocalenie (@fundacjaocalenie)

Sprawą zajęły się też międzynarodowe instytucje. Europejski Trybunał Praw Człowieka zobowiązał polskie władze do zapewnienia migrantom na granicy żywności, wody oraz opieki medycznej. Z kolei Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) opublikowało apel do polskiego rządu o udzielenie pomocy cudzoziemcom przebywającym na granicy polsko-białoruskiej. Niewykonanie tychże zaleceń nie jest obłożone żadnymi sankcjami, ale pogłębi kryzys wizerunkowy Polski jako kraju skłóconego z większością państw i instytucji. Polska strona łamie też międzynarodowe prawo humanitarne nie dopuszczając do spotkania emigrantów z prawnikami, a w przede wszystkim nie uwzględniając “szczególnej opieki”, jaką powinny być otoczone dzieci.

Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Polityka i straty przyrody 

Polscy politycy natomiast sięgają po raz kolejny po kartę “nielegalnych imigrantów”, którą Prawo i Sprawiedliwość użyło w wygranych wyborach w 2015 roku. Jarosław Kaczyński straszył wówczas chorobami i pasożytami, jakie mieli przenosić przybywający do Europy emigranci. Nie mówił natomiast nic o tym, jak pomóc tym ludziom, by przerwać ich gehennę. Podobnie jest dzisiaj. Przekaz partii rządzącej znowu koncentruje się na obronie granic przed hordami barbarzyńców. Elektorat partii rządzącej szczerze wierzy w to zagrożenie. A w takim wypadku Afgańczykom nie wypada nie tylko udzielić azylu, ale także podarować żywności i leków. Również inne partie weszły na agendę ustaloną przez Łukaszenkę i grają w jego grę – grę na podział Polski i Polaków. Najwięcej jednak tracą na tym koczujący na granicy – wciąż nie otrzymali potrzebnej pomocy. A do tragedii jest coraz bliżej.  

Rozwiązaniem problemu ma natomiast być płot. Abstrahując od jego kosztów należy zwrócić uwagę, że pogranicze polsko-białoruskie to dzikie tereny, w tym Białowieski Park Narodowy. Jak mówił mediom prof. Rafał Kowalczyk, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk, płot uniemożliwi zwierzętom przemieszczanie się. Populacje tych mniej licznych i zagrożonych gatunków mogą w konsekwencji nawet wyginąć. Drut kolczasty to także śmiertelna pułapka, w której zwierzęta mogą konać godzinami.

Zobacz też: Ponad 1/3 młodych z uzależnieniem od smartfonów – jakie mogą być konsekwencje?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Prognozy: pod koniec listopada będzie 30 tysięcy zakażeń dziennie

Wzrost zakażeń wariant delta
Foto: Unsplash

Słaba wyszczepialność i brak odporności zbiorowej mogą się szybko zemścić. Dynamika zakażeń koronawirusem w Polsce jest obecnie bardzo zbliżona do tej sprzed roku – wynika z modelu przygotowywanego przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej. W połowie września dzienna liczba zakażeń wyniesie prawdopodobnie 500-600 osób. A pod koniec listopada może osiągnąć nawet ponad 30 tys. 

Zespół prof. Tylla Krügera z Politechniki Wrocławskiej w swoich prognozach używa superkomputera. W ich modelu matematycznym MOCOS (Modelling Coronavirus Spread) ważne jest przede wszystkim to, jak wirus przenosi się w sieciach społecznych – np. między gospodarstwami domowymi. Jest tam modelowana struktura gospodarstw domowych i połączeń między 38 mln Polaków. 

Epidemię modelują również dwa inne zespoły polskich naukowców: Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego oraz Zespół z Wydziału Matematyki Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego i z NIZP-PZH. 

30-40 tys. zgonów na wariant delta?

Prof. Tyll Krüger powiedział PAP, że z modelu przygotowanego przez jego zespół wynika, iż z początkiem września nastąpi przyrost zachorowań. „W połowie września dzienna liczba zakażeń wyniesie prawdopodobnie 500-600. Potem zakażenia będą rosły bardzo szybko. W październiku może być więcej niż 10 tys., a pod koniec listopada – nawet ponad 30 tys. To będzie szczyt czwartej fali” – mówi naukowiec. 

Zobacz też: Odwiedziny u zaszczepionych rodziców. Czy na pewno są bezpieczne?

Profesor zapytany o przewidywaną liczbę zgonów spowodowanych przez COVID-19 przestrzegł, że może być ona bardzo wysoka i wynieść podczas zbliżającej się fali nawet 30-40 tysięcy. 

Dlaczego prognozowana liczba zakażeń i zgonów jest tak wysoka, mimo że 48 proc. populacji w Polsce (ok. 18,3 mln osób) jest już zaszczepionych, a kilkadziesiąt procent jest ozdrowieńcami? Naukowiec wskazuje, że wirus w wariancie Delta jest mniej więcej dwukrotnie bardziej zaraźliwy niż poprzednie warianty i to niweluje zasadniczo spadek zakażeń wskutek nabytej odporności. A gdyby nie było szczepień, zakażeń byłoby zdecydowanie więcej. Z jego szacunków wynika, że w sumie w Polsce odporność na koronawirusa nabyło ok. 60 proc. ludzi – albo na skutek zakażeń lub dzięki szczepieniu. Nie wszystkie osoby zaszczepione i ozdrowieńcy są w pełni zabezpieczone przed koronawirusem. „Zapewne ok. 80 proc. z nich” – ocenił. Jak wskazał, dużo zależy np. od ich stanu zdrowia. 

Wciąż zbyt mało zaszczepionych

Prof. Krüger jest szczególnie zaniepokojony tym, że tylko 62 proc. osób w wieku 80 plus jest zaszczepionych.  

„Być może uda się zaszczepić większość z nich, ale od dwóch miesięcy ich liczba prawie się nie zwiększa, a to te osoby są najbardziej narażone na bardzo ciężki przebieg COVID-19 i zgon. Szacujemy, że 200 tys. osób w tej najstarszej grupie nie posiada odporności na koronawirusa, a śmiertelność w tej grupie wynosi 10-15 proc” – mówi naukowiec. Ekspert powiedział, że w Anglii i Francji poziom wyszczepienia najstarszych osób wynosi ponad 90 proc. Dodał, że cieszyć się należy z tego, że w Polsce grupa w wieku 70-79 lat jest zaszczepiona na poziomie 82 proc. – to najwyższy poziom wśród wszystkich grup wiekowych. 

Źródło: PAP – Nauka w Polsce
Zobacz też: Wariant delta – wszystko co powinieneś wiedzieć

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Lalka Barbie, która karmi piersią

lalka barbie karmi piersią
Fot. Instagram allthelittledolls

Betty Strachan od lat tworzy i sprzedaje wyjątkowe lalki Barbie. Artystka z Australii jest mamą dwójki dzieci i uważa, że kluczem do zdejmowania tabu z tematu karmienia piersią jest edukacja. Dlatego w jej kolekcji lalek znalazły się Barbie karmiące piersią!

„Chociaż zabawki edukacyjne są powszechne, to nie ma tak naprawdę żadnej poświęconej karmieniu piersią” – powiedziała artystka w rozmowie Yahoo Beauty.

Betty postanowiła stworzyć własną kolekcję lalek-matek, aby nauczyć dzieci, że karmienie piersią  jest czymś naturalnym. Ponadto chciała pokazać, jak wygląda prawdziwe macierzyństwo – jej lalki mają podkrążone oczy, bladą cerę i rozstępy na brzuchu.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Betty S (@allthelittledolls)

Wzorowane na prawdziwych mamach

Lalki przypominają uczestniczki grupy młodych matek, do której należy artystka.

„Pewnego dnia malowałam starą lalkę, i udało mi się odtworzyć twarz jednej z uczestniczek naszej grupy” – mówi Betty – „Następnie przyłożyłam do niej małą laleczkę bobasa, imitując moment karmienia piersią, sfotografowałam tę pozę i podzieliłam się nią na Instagramie. Niewiarygodne, ale moje lalki spodobały się tylu ludziom, że setkami posypały się propozycje kontynuacji ich tworzenia!”

Swoje lalki-matki artystka nazwała Mamas Worldwide Barbie i sprzedaje je na platformie dla niezależnych twórców Etsy. Jednak nie klikaj w ten link! Kolekcja jest już dawno wyprzedana (chyba że chcesz zobaczyć zdjęcia zadowolonych klientek z lalkami).

Zobacz też: Mocne słowa i silny przekaz body positive! Ewa Farna „Ciało” – historia piosenkarki zapisana w najnowszym singlu

Ciężarna lalka Barbie

W swojej kolekcji Betty Stachan ma również lalki oczekujące dziecka. Tworząc postacie o rzeczywistych kształtach i ludzkich cechach, artystka mówi o swoistym sprzeciwie wobec ideałów:

Zauważyłam, że brak różnorodności tylko szkodzi. Nasze dzieci bawią się tym samym typem lalek – z reguły mają niebieskie oczy i blond włosy. Ale przecież nie wszyscy są tacy! A takie procesy fizjologiczne, jak ciąża i karmienie piersią są dla nich w ogóle niezrozumiałe. Na takich prostych przykładach łatwiej im będzie zrozumieć, że macierzyństwo – to wielkie szczęście i wielki trud jednocześnie!

Teraz pozostaje tylko czekać na Kena czule zajmującego się swoją rodziną!

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Betty S (@allthelittledolls)

Zabawa lalką Barbie – szkodzi czy pomaga?

Badania przeprowadzone przez neurobiologów wykazały, że zabawa lalkami jest korzystna dla mózgu naszych dzieci. Dlaczego? Dowiesz się z kolejnego artykułu na naszym portalu.

Źródło: Huffpost Womanadvice / Onet

Zobacz też: Liczy się styl, a nie rozmiar! Dwie przyjaciółki, jedna stylizacja

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

W kraju mamy 1,4 tys. gatunków grzybów jadalnych. Jak nie dać się zwieść tym trującym?

grzyby
dav

W polskich lasach występuje 1,4 tysiąca gatunków grzybów jadalnych. W rozmowie z serwisem Nauka w Polsce PAP dr inż. Małgorzata Krokowska-Paluszak rzeczniczka prasowa Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu wyjaśnia jak się nie pomylić się zbierając dary lasu.  

Obecnie idealny czas, żeby wybrać się do lasu; jest nie tylko sprzyjająca pogoda, ale i w lasach rzeczywiście pojawiły się już grzyby. Pamiętajmy, że grzyby w polskich lasach można zbierać bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów i w zasadzie bez ograniczeń. Nie wolno jednak zbierać ich w niektórych częściach lasu, gdzie jest stały zakaz wstępu, w tym: na uprawach do 4 m wysokości, w drzewostanach nasiennych i powierzchniach doświadczalnych, czy w ostojach zwierzyny. Grzybów nie wolno także zbierać na obszarach chronionych: w rezerwatach i parkach narodowych. Rygorystycznie należy przestrzegać również zakazu wstępu na tereny wojskowe. A jak rozpoznać czy zbierany przez nas grzyb jest jadalny? 

Zobacz też: Jak wspierać odporność dietą? [EKSPERTKA]

Znamy tylko niewielki procent grzybów 

Z wymienionych w artykule 1,4 tys. gatunków grzybów jadalnych, tylko 47 z nich jest – zgodnie z prawem – dopuszczonych do obrotu produkcji przetworów grzybnych. 117 gatunków jest z kolei pod ochroną i tych grzybów nie wolno w lasach zbierać. Przeciętny Polak rozpoznaje około 15 gatunków grzybów, a wytrawny grzybiarz około 40 gatunków. 

Krokowska-Paluszak zauważyła, że pomyłki w czasie grzybobrania mogą okazać się tragiczne w skutkach. Jak podkreśliła, para grzybów, których pomylenie jest najbardziej tragiczne, brzemienne w skutkach, to czubajka kania, czyli tzw. sowa, „bardzo lubiana, bardzo chętnie zbierana, uważana też za takiego „wegańskiego kotleta” – ale łatwa do pomylenia z muchomorem sromotnikowym, który jest silnie trujący”. „Wystarczy tak naprawdę pół kapelusza muchomora sromotnikowego, żeby jedzenie okazało się śmiertelną trucizną” – zaznaczyła. Należy więc zbierać tylko te grzyby, które znamy. Zarówno metoda polegająca na cięciu owocnika, jak i na jego wykręceniu jest prawidłowa. Najważniejsze dla przyszłego wzrostu grzyba będzie jednak nie cięcie i jego sposób, lecz przysypanie ściółką leśną grzybni by mogła się ona swobodnie odrodzić. Unikajmy też zbierania do foliowej siatki – grzyby stracą swoje walory estetyczne i zapachowe. 

Warto, aby grzybiarze idąc do lasu zabrali ze sobą – poza atlasem grzybów – także mapę terenów leśnych. Obecnie taką mapę można zainstalować w telefonie np. darmową aplikację mapową mBDL (mobilny Bank Danych o Lasach). Warto też pamiętać, by przed wyprawą taki telefon miał wystarczającą ilość baterii. 

Źródło: Nauka w Polsce PAP

Zobacz też: Dieta długowieczności

 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.