Przejdź do treści

Jak przetrwać wczesne macierzyństwo? Poznaj kilka sposobów

jak przetrwać wczesne macierzyństwo?
fot. Pixabay

Tak, wczesne macierzyństwo jest trudne. Tak, noworodki śpią po swojemu, więc matki muszą się dostosować i czasami spać po 3 godziny na dobę przez wiele tygodni. Tak, trzeba zadbać o potrzeby niemowlęcia, ponieważ samo nie jest w stanie tego zrobić, nierzadko kosztem własnych potrzeb. Jak przetrwać wczesne macierzyństwo?

Dni są bardzo podobne do siebie, pojawia się specyficzna monotonia, wiele matek doświadcza izolacji, nieznanej dotąd samotności. I wreszcie wczesne macierzyństwo to poczucie ogromnej odpowiedzialności, zmęczenie i poczucie braku kompetencji, zwłaszcza za pierwszym razem. Pisarka Rachel Cusk powiedziała: „Kiedy rodzi się matka, umiera kobieta”. A więc jest to poważny proces, złożony, długotrwały i bolesny.

Ale w tym szaleństwie jest też trochę radości. Są przywileje, które nigdy więcej się nie powtórzą. Są „prawa”, które nabywa młoda matka. Można się z siebie śmiać. Z siebie i ze swojej sytuacji. Dla wielu kobiet bycie całodobową mamą jest źródłem prawdziwej przyjemności. Nie chciałyby zmienić swojego życia. Z wielu powodów, mniej i bardziej poważnych.

Zobacz także: Jak wychować grzeczne dziecko? Zobacz porady lekarki!

Jak przetrwać wczesne macierzyństwo?
Wychowywanie dzieci jako sposób na życie

Albo powołanie. Macierzyństwo najczęściej jest wyborem. Wyborem jest również decyzja, że nie wraca się do pracy po urlopie macierzyńskim. Wiele matek rozkwita przy swoich dzieciach.

Możliwość obserwowania ich rozwoju bywa bardzo stymulująca również dla matki. Dzieci okazują też na różne sposoby miłość, przywiązanie i wdzięczność. Niewiele zawodów może dostarczyć tego  typu doznania.

Jak przetrwać wczesne macierzyństwo?
Dress code

Skoro nie trzeba iść do biura, spotkać się z klientem, przeprowadzić prezentację, nie obowiązuje dress code. Albo obowiązuje styl Big Lebowski.

Również dzieci mogą chodzić w piżamach pół dnia, jeśli nikomu to przeszkadza. Znowu – żadna inna praca nie pozwala chodzić w rozciągniętym szlafroku i z wczorajszym makijażem.

Jak przetrwać wczesne macierzyństwo?
Izolacja

Największe nieszczęście macierzyństwa, bez wątpienia. Samotna matka, nie mająca drugiego dorosłego człowieka obok, to matka przemęczona, krzycząca, przestraszona, pogubiona. Bardzo łatwo zamknąć się w tej samotni, zwłaszcza jeśli ma się ku temu predyspozycje osobowościowe.

Te matki, które szczególnie dobrze czują się w swojej roli zwykle znajdują sposób na to, żeby jednak ktoś dorosły był w ich życiu. Dorota Wellman i Marcin Prokop z telewizji śniadaniowej się nie liczą. To rzeczywiście musi być ktoś, kto wysłucha, nie oceni i poradzi lub nie. Ważne, żeby był.

Zobacz także: Swobodna zabawa w rozwoju dziecka. Dlaczego jest tak ważna?

Jak przetrwać wczesne macierzyństwo?
Odpuszczanie (sobie i innym)

Prawdopodobnie najtrudniejsza do opanowania umiejętność. Nie tylko w związku z macierzyństwem, ale właśnie macierzyństwo jest tym życiowym doświadczeniem, która absolutnie wymusza zmianę.

Utrzymanie stanu rzeczy sprzed dziecka jest niemożliwe, coś się musi zmienić, coś zostanie utracone, będą jakieś zyski. Czasami straty są w najważniejszych obszarach – pracy zawodowej, zarobkach. Inne w pomniejszych, ale też ważnych, jak wygląd mieszkania, możliwość sprzątania czy gotowania.

To, co pozwala nam poradzić sobie z różnymi zmianami w życiu, to zdolność do adaptacji i szukania pomocnych rozwiązań. Jeśli można danego dnia zrobić tylko jedną rzecz, warto ją zrobić możliwie najlepiej i cieszyć się tym osiągnięciem. Matka nie musi być jednocześnie taksówkarzem, pediatrą, kucharką, sprzątaczką i psychoterapeutą. Jest matką i wystarczy.

Jak przetrwać wczesne macierzyństwo?
Przestrzeń dla siebie

Niemal każdy poradnik dla młodych rodziców przekonuje, że matki powinny znaleźć czas dla siebie, zrobić dla siebie coś miłego. I zwykle jest to kąpiel w pianie albo paznokcie. Jasne, że miło dobrze wyglądać i pachnieć, ale zanim matka wróci do domu z salonu piękności, już czuje się zmęczona, bo przecież wraca do starego kieratu.

I najpiękniejsze paznokcie czy nowa fryzura tego nie zmienią. To, czego potrzebują matki to wewnętrzna przestrzeń na własne potrzeby, zgoda na to, żeby zjeść, kiedy jest się głodnym, wziąć prysznic bez poczucia winy, zdolność wytrzymywania różnych emocji swojego dziecka (również płaczu) bez poczucia, że trzeba wszystko rzucić i ratować dziecko. Wewnętrzna przestrzeń to również przyznanie sobie prawa do własnych spraw, własnych przyjemności i bycia co jakiś czas z dala od dzieci.

Zobacz także: Bo macierzyństwo po prostu jest trudne

Jak przetrwać wczesne macierzyństwo?
Nie tylko dom

Sorry, taki mamy klimat. Niestety, zima lub jej odnogi trwa w naszej rzeczywistości prawie pół roku. To oznacza infekcje, katary, konieczność zakładania sześciu warstw ubrań na dziecko – nieszczególnie szczęśliwe z tego powodu, odmrożone dłonie i pchanie wózka przez śnieg lub błoto.

Ale to jednak ważne, żeby wychodzić z domu. Można pójść z dzieckiem na zakupy, co jest na pewno łatwiejsze zanim zacznie samodzielnie zwiedzać sklep, można pójść na kawę do kawiarni, do sali zabaw. Najlepiej z drugą mamą i jej dziećmi.

A jeszcze lepiej, jeśli uda się dzieci zabrać na świeże powietrze (zdarza się takie nawet w Warszawie), pozwolić im eksplorować świat zewnętrzny. Dla niemowlęcia wielkim placem zabaw jest kocyk położony na trawie. Potem wystarczy już tylko obserwować dziecko.

Magda Gerber, twórczyni RIE (Resources for Infant Educarers) mówiła: do less, observe more, enjoy most. Jeśli uda się zwolnić, zaufać dziecku i po prostu być przy nim, macierzyństwo staje się ciekawą przygodą.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Tak wygląda światowa fotografia! Sony przyznało prestiżowe nagrody 

Sony National & Regional Adwards Polska
Fot: – Kamila Gruss The Moon Girl

Ponad 50 krajów uczestniczących w rywalizacji i 500 nagrodzonych fotografów. To dorobek konkursu Sony National & Regional Adwards. Zwycięstwo w nim jest jedną z bardziej prestiżowych nagród fotograficznych i ukazuje złożoność otaczającego nas świata. 

Pstryk i już. Wydawałoby się, że w epoce smartfonów z potężnymi aparatami fotografem może zostać każdy. Nie jest to jednak do końca prawda. By uchwycić genialny kadr, często trzeba wielu lat doświadczenia, prób i błędów, które owocują perfekcjonizmem. Założona w 2007 roku Światowa Organizacja Fotografii, dzięki współpracy z marką Sony, od dziewięciu lat przyznaje prestiżowe nagrody Sony National & Regional Adwards. Zwycięzcy otrzymują cyfrowy sprzęt fotograficzny oraz możliwość wystawienia swoich zdjęć na wystawach lokalnych i światowych oraz w corocznym albumie pokonkursowym. Tematyka fotografii jest w zasadzie dowolna, ukazuje otaczający nas świat. Za każdą fotografią kryje się też osobowość autora, jego spojrzenie na świat. Tak było chociażby w przypadku polskiej zwyciężczyni. 

Kamila J. Gruss, autorka „Księżycowej dziewczyny” (widocznej na zdjęciu głównym artykułu), spędziła 10 lat w Berlinie, a po uzyskaniu magisterium z literaturoznawstwa wróciła do domu w Polsce, aby pracować w rodzinnym biznesie.  

Fotografia jest moja pasją, sposobem na złapanie oddechu. Jest to część mnie, w której uwielbiam się zagubić, pogrążyć, część, w której mogę tworzyć wersje rzeczywistości, które najbardziej rezonują z moją wrażliwością. Właśnie wtedy, gdy wchodzę w tę sferę, odpoczywam najmocniej. Bycie „w tej chwili”; obserwowanie przyrody i wszystkiego, co mnie otacza, wydaje się być nieskończonym źródłem inspiracji. Drobne szczegóły, na których się skupiam, w jakiś sposób stają się treścią wzrastającego i dojrzewającego we mnie obrazu.

— opisuje swoją pasję Kamila, prywatnie matka dwójki dzieci. Zdradziła też, że zmaga się z depresją, a fotografia była dla niej rodzajem terapii.  

Selekcjonowane przez jury zdjęcia ukazują skomplikowane relacje między człowiekiem, a otaczającym go światem. Każde zdjęcie przedstawia wyjątkową, niepowtarzalną historię. Zagłębiamy się w świat nieistniejący – uchwyconą chwilę, która opowiada nam o niezwykłości planety Ziemia, o której w pędzie codziennego życia często zapominamy.

Oto kilka przykładowych zdjęć z konkursu Sony National & Regional Adwards: 

Zwycięzca z Singapuru – Wong Chek Poh – Turn 1 2 3 4 5 

Zdjęcie przedstawia widok z góry na nieużywane w czasie pandemii taksówki, które stoją na dachu budynku na Sin Ming Road.

Zwycięzca z Japonii – Hiroki Nose – Autumn Snake (tłum. Jesienny Wąż)

Fotografia przedstawia górską drogę w Hakone (Japonia). Patrząc z góry łatwo dostrzec podobieństwo do wijącego się wśród jesiennych liści węża.

Japonia sony

Zwycięzca z Kambodży – Sean Channal – I Miss You (tłum. Tęsknię za Tobą)

Teatry w dobie pandemii świecą pustkami. Panuje w nich głucha cisza, tęsknota i ciemność. Wszyscy czekają aż świat – także świat sztuki – wróci do normy.

Kambodża sony

Źródła: boredpanda.com / worldphoto.org

Zobacz też: Jak wygląda dzieciństwo w różnych zakątkach świata? – oto zdjęcia dzieci, które mówią więcej niż tysiąc słów

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Netflix z nową animacją kultowej bajki! Czego mogą nauczyć nas Kajko i Kokosz?

kajko i kokosz

Serial animowany Kajko i Kokosz” zadebiutował pod koniec lutego 2021 na platformie Netflix. Przygody dwójki przyjaciół zostały przeniesione z komiksu niemalże jeden do jednego. Tylko właściwie, czego mogą nauczyć się od bohaterów współczesne dzieci?

Komiks „Kajko i Kokosz” Janusza Christy powstał w Polsce na początku lat 70-tych i był wydawany do 1990 roku. Początkowo miał być to tylko pasek w gazecie, szybko jednak zyskał status kultowego. Serial powstaje na kanwie zabawnych perypetii dwójki przyjaciół: Kajka i Kokosza – słowiańskich wojowników oraz ich wiernego kompana smoka Milusia, którzy wspólnie doświadczają wzlotów i upadków w walce z armią Zbójcerzy. Wbrew przewidywaniom internetowych malkontentów, serial jest bardzo wierną adaptacją klimatu i kreski komiksu. 

Bajka – frajda dla małych i dużych

Bajki to trudny temat w branży filmowej. Z jednej strony ważne są emocje dzieci i rola edukacyjna, z drugiej scenarzyści chcą przyciągnąć rodziców, wykorzystując do tego przede wszystkim poczucie humoru. Balans tych dwóch wytycznych udał się doskonale twórcom Shreka, którego ścieżkami szli autorzy kolejnych animacji. W serialu Kajko i Kokosz mamy mniej zabiegów o uwagę dorosłego widza – ważni są najmłodsi widzowie.

Podobnie jak komiksowy pierwowzór Janusza Christy, w serialu znajdziemy dużo poczucia humoru, ale skierowanego przede wszystkim do  dzieci. Oczywiście, część widzów Kajka i Kokosza to ludzie dorośli, wychowani na zeszytach Janusza Christy.  

Kajko i Kokosz jest dla mojego pokolenia kultowym komiksem. Bohaterowie uczyli nas o przyjaźni i wspólnym radzeniu sobie z przeciwnościami losu – opowiada Patryk Kruk z projektu WynajmijRycerza i dodaje: Oglądanie adaptacji było więc sentymentalnym powrotem do dzieciństwa i z pewnością moje dzieci będą kolejnym pokoleniem wychowanym w duchu postaci Kajka i Kokosza.  

Kajko i Kokosz – ponadczasowi bohaterzy

Krótkie odcinki nowej serii to historie rodem z komiksu. Znajdziemy w każdej z nich cenną naukę, głównie o roli przyjaźni i uczciwości w życiu. Mimo upływu lat idee, które towarzyszyły przygodom dwójki bohaterów, nie zestarzały się.

W internecie zdarzyły się jednak głosy, że komiks został zbyt słabo uwspółcześniony. Dotyczyło to głównie postaci kobiecych. Rzeczywiście, warto byłoby zastanowić się nad bohaterką, z którą identyfikowałyby się również dziewczynki. Na razie Neflix udostępnił pięć z dwudziestu odcinków sezonu, więc należałoby się wstrzymać z wydawaniem pełnych opinii. Z pewnością jednak twórcy filmu stworzyli „most kulturowy” między pokoleniami, gdzie bazując na niemalże identycznym klimacie i warstwie narracyjnej, zadowolą niejednego rodzica i dzieciaka.  

Zobacz też: Rewolucyjne kobiety z bajek Disney’a – te ilustracje MUSISZ zobaczyć!

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

140 tysięcy gatunków wirusów – tyle zamieszkuje… nasze jelita!

Zielona zabawka w kształcie wirusa na stosie chusteczek i napoczętych blistrów z lekami /Ilustracja do tekstu: Częste choroby? To może być efekt złych nawyków
Fot.: Pixabay.com

Wirusy to najliczniejsze jednostki biologiczne na naszej planecie. Naukowcy z Wellcome Sanger Institute i Europejskiego Instytutu Bioinformatyki EMBL (EMBL-EBI) zidentyfikowali ponad 140 000 gatunków wirusów żyjących w ludzkich jelitach, z których ponad połowa nigdy wcześniej nie była znana.  

Pandemia COVID-19 spowodowała wzrost zainteresowania wirusami. Najliczniejszym miejscem w organizmie ludzkim, gdzie one występują, są jelita, które stanowią niezwykle różnorodne biologicznie środowisko. Oprócz bakterii żyją tam również setki tysięcy wirusów, zwanych bakteriofagami, które mogą zakażać. Wiadomo, że brak równowagi w mikrobiomie jelitowym może przyczyniać się do chorób i złożonych schorzeń, takich jak zapalenie jelit, alergie i otyłość. 

Zobacz też: Zdrowe trend żywieniowe nie zawsze są zdrowe! – te przykłady mogą zaskoczyć

Korzystając z metody sekwencjonowania DNA zwanej metagenomiką, naukowcy z Wellcome Sanger Institute i EMBL European Bioinformatics Institute (EMBL-EBI) zbadali i skatalogowali bioróżnorodność gatunków wirusów występujących w jelitach człowieka. Analiza zidentyfikowała ponad 140 000 gatunków tych jednostek biologicznych. Wśród dziesiątek tysięcy odkrytych wirusów zidentyfikowano m.in. nowy, bardzo rozpowszechniony klad – grupę wirusów, o których uważa się, że mają wspólnego przodka, którą autorzy nazywają gubafagami. Ich właściwe proporcje są niezwykle istotne dla prawidłowego funkcjonowania pracy jelit. Dzięki najnowszym badaniom możliwe będzie skuteczniejsze leczenie chorób układu pokarmowego.  

Jak powiedział dr Luis F. Camarillo-Guerrero, autor badania z Wellcome Sanger Institute:

Ważnym aspektem naszej pracy było zapewnienie najwyższej jakości zrekonstruowanych genomów wirusa. Rygorystyczna kontrola jakości w połączeniu z podejściem opartym na uczeniu maszynowym umożliwiła nam ograniczenie zanieczyszczeń i uzyskanie wysoce kompletnych genomów wirusów. Wysokiej jakości genomy wirusów umożliwiają lepsze zrozumienie ich roli w naszym mikrobiomie jelitowym, w tym odkrycie nowych metod leczenia, takich jak środki przeciwdrobnoustrojowe na bazie bakteriofagów.

Źródło: sciencedaily.com  

Zobacz też: 5 rzeczy, które warto robić rano, by mieć więcej energii

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Przed czy po wypiciu kawy – kiedy myć zęby?

Przed czy po wypiciu kawy – kiedy myć zęby?

Miłośników porannego picia kawy nie brakuje. Jednak większość kawoszy nawet nie zdaje sobie sprawy, że to, kiedy myjemy zęby – przed czy po jej wypiciu – ma duże znaczenie. Niewłaściwa kolejność może szkodzić zdrowiu zębów.

Kiedy myć zęby – przed czy po wypiciu kawy?

Nie od dziś wiadomo, że kluczem do zdrowych i białych zębów jest staranna pielęgnacja jamy ustnej. Faktem jest, że kawa przyciemnia zęby, a jej kwasowość może bezpośrednio uszkadzać szkliwo. Dlatego mycie zębów jest tak istotne w przeciwdziałaniu szkodliwemu wpływowi kawy. Jednak dentyści jednogłośnie twierdzą, że w tym przypadku niezwykle ważna jest kolejność.

„Szczotkowanie zębów przed wypiciem kawy usuwa kamień nazębny i utrudnia powstawanie przebarwień. Jeśli zadbasz o to, by zęby były czyste, wtedy kawa nie może do nich przylgnąć” – powiedziała dentystka Christina Meiners.

Wiele osób sądzi, że mycie zębów zaraz po wypiciu kawy pomaga w utrzymaniu ich w czystości, ale w rzeczywistości szczotkowanie może pogorszyć sytuację. Kawa jest kwaśna, a mycie zębów bezpośrednio po jej wypiciu osłabi szkliwo – zewnętrzną warstwę zębów, która chroni przed uszkodzeniami fizycznymi i chemicznymi.

Zobacz też: Zdrowe trend żywieniowe nie zawsze są zdrowe! – te przykłady mogą zaskoczyć

Dlatego też najlepszą kolejnością będzie poranne umycie zębów, wypicie kawy, a na koniec opłukanie jamy ustnej wodą, co ma na celu zneutralizowanie kwasowości w ustach. Oczywiście jednorazowe umycie zębów po wypiciu kawy nie powinno zaszkodzić, jednak rutynowe szczotkowanie po porannej kawie może spowodować ich większą wrażliwość i szybsze powstawanie uszkodzeń.

Cóż, jeśli po wypiciu filiżanki kawy chcemy mieć uczucie czystości i świeżości w ustach, umyjmy zęby – jednak dentyści ze szczotkowaniem zalecają odczekać co najmniej pół godziny.

„Twoja ślina neutralizuje pH w ustach. W przeciągu pół godziny w jamie ustnej wraca właściwe pH i wówczas szczotkowanie i wszystko inne jest całkowicie bezpieczne. Pół godziny to zwykle odpowiednia ilość czasu” – słowa dentysty cytuje Huffpost.

Alternatywnie można sięgnąć po gumę do żucia, a najlepszym wyborem będzie ta bezcukrowa z ksylitolem, który jest niskokalorycznym zamiennikiem cukru, hamującym rozwój bakterii.

Źródło: Huffpost

Zobacz też: 10 tysięcy kroków dziennie – czy to wystarczy dla zdrowia?