Przejdź do treści

Kevin sam na obozie. Czyli kilka słów o tym, jak spakować walizkę dziecka na zimowy wyjazd

Jak spakować dziecko na obóz?
Podczas pakowania walizki dziecka na obóz należy pamiętać o kilku ważnych zasadach – fot. Fotolia

Trwają ferie zimowe. Zanim opiekunowie przejmą kontrolę nad waszymi pociechami, a wy rozpoczniecie delektowanie się wolnością, musicie odkurzyć walizki i przygotować dziecko do samodzielnej wyprawy. Na obozie nie będzie mamy i taty, którzy są mistrzami improwizacji i z każdej podbramkowej sytuacji wychodzą obronna ręką. Instruktorzy, choć doświadczeni i słusznie przejęci rolą, będą mieli na głowie zdecydowanie więcej niż jedno lub dwoje dzieci. Ułatwmy wszystkim zadanie i spakujmy walizkę dziecka tak, aby niczego w niej nie zabrakło. 

Pamiętając, że dzieci na obozie będą brały udział w zajęciach sportowo-rekreacyjnych i każdy dzień będzie bardzo aktywny, zadbajcie o wyposażenie dziecka w wygodne rzeczy, które sprawdzają się podczas zimowych aktywności (narty, łyżwy, zabawy na śniegu), podczas zajęć plastycznych i sportowych w hali lub świetlicy.

Co zrobić, aby przygotowania do wyjazdu nie stały się koszmarem?

Nie zostawiajcie przygotowań na ostatnią chwilę!

Postarajcie się już kilkanaście dni przed wyjazdem sprawdzić, co będzie potrzebne dziecku na wyjazd. Bieganie po skarpety narciarskie na 15 minut przed zamknięciem sklepu nie ułatwi wam zadania, a na pewno wprowadzi nerwową atmosferę, w której łatwo o czymś zapomnieć.

Zacznijcie od listy potrzebnych rzeczy!

Możecie o nią poprosić organizatora wyjazdu, który często stara się ułatwić rodzicom proces przygotowań. Jeśli takiej nie ma, zróbcie ją sami, sugerując się zajęciami zaproponowanymi w ofercie.

Sprawdźcie czego brakuje, z czego dziecko wyrosło od ostatniego zimowego wyjazdu, ustalcie, co poprzednim razem sprawdziło się dobrze, a z czego lepiej zrezygnować.

Jeśli nadal będziecie mieli wątpliwości, najlepiej dopytać organizatora (przykład listy pod artykułem).

Wybierzcie odpowiednią torbę!

Kiedy już zaopatrzycie się w potrzebny sprzęt i pozostałe rzeczy z listy, czas na wybranie odpowiedniego bagażu. Niezależnie od tego, jakim środkiem transportu dzieci będą się poruszać w drodze na wypoczynek, najlepiej sprawdzi się torba z kółkami i wygodną rączką.

Po wyjściu z autokaru dziecko bez większych kłopotów może przetoczyć torbę w miejsce zakwaterowania. Średniej wielkości plecak świetnie sprawdzi się w podróży jako bagaż podręczny. Schowamy do niego kanapki, coś do picia na drogę, ulubioną książkę, karty do gry i inne gadżety, które umilą dziecku podróż.

W czasie trwania obozu plecak przyda się do zapakowania butów narciarskich na stok lub na wycieczkę.

Zobacz też: Motywuj mnie mamo i wspieraj mnie tato. 5 pomysłów jak zmotywować rodzinę do aktywności fizycznej.

Podzielcie rzeczy na grupy!

Zdecydowanie łatwiej jest pakować rzeczy dzieląc je na grupy. Na przykład: osobno bielizna, spodnie, bluzy, t-shirty, sprzęt do jazdy na nartach, ręczniki, itd.

Każdą grupę włóż do osobnej torby foliowej. Młodszemu dziecku warto te torby również podpisać. Po otwarciu walizki natychmiast zobaczy, gdzie ma piżamę lub skarpetki na zmianę.

Taki sposób pakowania ułatwi zachowanie porządku w obozowej szafie i pozwoli na sprawne przebieranie się między zajęciami.

Rozsądnym rozwiązaniem jest również oznaczenie rzeczy na metkach flamastrem. Dziecko po takim oznaczeniu łatwo rozpozna swoją garderobę. Zwiększy to prawdopodobieństwo, że wszystkie rzeczy wrócą po wyjeździe do domu i nie zwiększymy ilości prania o bluzę kolegi😊. Nie zapomnijcie o torbie na brudne rzeczy (najlepiej bawełnianej, w której wyschną też te wilgotne).

Pakujcie torbę razem z dzieckiem!

Chcąc przyspieszyć udrękę pakowania nie róbcie tego w nocy, kiedy dziecko już śpi i nie przeszkadza.

Zamiast zarywać noc spakujcie torbę w dzień, razem z dzieckiem, które chętnie wybierze ulubione koszulki czy dres, w którym jest mu najwygodniej.

Mały obozowicz powinien wiedzieć, gdzie wspólnie schowaliście przybory toaletowe, klapki pod prysznic, w której kieszeni znajdzie chusteczki do nosa i czy ma ze sobą krem ochronny.

Nie pakujcie leków do torby!

Pamiętajcie, że dzieci mogą przyjmować leki tylko od osoby dorosłej. Może je podawać obsługa medyczna ośrodka lub opiekun.

Jeśli dziecko przyjmuje leki na stałe lub jeszcze przez kilka dni musi wspomagać się po przebytej niedawno chorobie, zapakujcie je w zamykany woreczek podpisany imieniem i nazwiskiem dziecka. Do środka włóżcie zapisaną na kartce instrukcję podawania leku (nazwa, dawkowanie dzienne oraz do kiedy dziecko ma przyjmować lek).

Tak przygotowane lekarstwa przekażcie opiekunowi w dniu wyjazdu, krótko wyjaśniając sytuację. Bardziej szczegółowo powinniście opisać temat w karcie kwalifikacyjnej, którą organizator zapewne przekazał wam do wypełnienia znacznie wcześniej. W tej samej karcie powinniście wyrazić zgodę na podawanie wymienionych leków.

Zobacz też: Rodzina aktywna fizycznie. Przestań się lenić!

Pieniądze na drobne wydatki

Pamiętajcie, by pieniądze rozmienić na małe nominały. Porozmawiajcie z dzieckiem wskazując dzienny limit, który pozwoli mu spokojnie dotrwać do końca obozu zachowując płynność finansową😊. W przeciwnym razie już trzeciego dnia będziecie robić przekaz pocztowy lub przelewać dodatkową kwotę na rachunek wychowawcy.

Najmłodsze dzieci chętnie trzymają pieniądze u opiekunów. Jeśli wybierzecie takie rozwiązanie, postępujcie podobnie. Pieniądze włóżcie do koperty podpisanej imieniem i nazwiskiem dziecka. Warto napisać na niej również kwotę.

Opiekun każdego dnia może wydawać dziecku odliczoną kwotę. Pieniądze nie zginą w torbie, nie wpadną za łóżko i w ten sposób unikniemy zmartwienia i zamieszania związanego z poszukiwaniem zaginionego portfela.

Telefon na obozie

Najczęściej organizator określa wyraźnie, czy można zabrać telefon, a jeśli tak, to w jakich dniach i godzinach dzieci będą mogły z niego korzystać.

Zasady powinny dotyczyć wszystkich dzieci w danej grupie niezależnie od tego, jak znoszą rozłąkę z rodziną. Dzieci, które nie mają swoich telefonów na obozie, mogą zadzwonić z telefonu opiekuna, z którym stały kontakt mogą mieć też rodzice.

Przykładowa lista – co zabrać na obóz narciarski:
  • STREFA NARCIARZA: bielizna termoaktywna, skarpety narciarskie x 2, rękawiczki x 2, kominiarka pod kask, szalik lub komin, gogle, kask, narty, buty narciarskie, kije. Narty i kije najlepiej przewozić w pokrowcu, który ułatwia przenoszenie i przechowywanie sprzętu na miejscu.
  • STREFA HIGIENY: przybory toaletowe: mydło najlepiej w płynie, szampon, szczotka i pasta do zębów, grzebień lub szczotka do włosów, mała suszarka, ręcznik kąpielowy x 1, ręcznik do rąk i twarzy x 1, piżama, gumki do związania włosów w czasie zajęć, krem ochronny na mróz, chusteczki higieniczne x 2.
  • STREFA ODZIEŻY I OBUWIA: bielizna (majtki i skarpetki) przynajmniej jedna zmiana na każdy dzień pobytu, rajstopy x 3, ciepła bluza x 2, t-shirt na każdy dzień, bluzki z długim rękawem x 3, ciepła czapka (oprócz kominiarki pod kask), dres, spodnie długie x 2, koszulka na zajęcia plastyczne x 1 (którą można po obozie wyrzucić). Buty: klapki pod prysznic, śniegowce lub inne buty zimowe, które sprawdzą się w trakcie zabaw na śniegu i spacerów, kapcie do chodzenia w ośrodku.
  • BAGAŻ PODRĘCZNY: w zależności od czasu podróży kanapki, woda niegazowana lub naturalny sok w małych zakręcanych butelkach, ulubiony pluszak, książka, coś do rysowania, mała poduszka do autokaru…
  • LEKARSTWA: lekarstwa z opisem podawania leku w woreczku do przekazania opiekunowi w dniu wyjazdu
  • DOKUMENTY: w zależności od rodzaju wyjazdu: w kraju organizator może poprosić o zabranie legitymacji szkolnej. Jeśli jest to wyjazd za granicę koniecznie trzeba spakować lub przekazać opiekunowi dowód osobisty lub paszport.
    CZEGO NIE ZABIERAMY określa zwykle organizator, najczęściej: elektroniki typu laptop, tablet, konsola, duży aparat fotograficzny, nie wskazana jest nadmierna ilość słodyczy „na zapas”. Można zabrać mp3 do słuchania muzyki.

Rodzicom życzę cierpliwości i powodzenia, a dzieciom wesołej zabawy! 😊

 

Dorota Malikowska

Absolwentka Wyższej Szkoły Trenerów Sportu, trener szermierki. Kilkukrotnie nagradzana przez Ministra Edukacji za osiągnięcia szkoleniowe w dziedzinie sportu i kultury fizycznej. Organizator wypoczynku dla dzieci i młodzieży wg autorskiego programu EduAkcja Sport Sztuka Rozwój.

Rozwód w pytaniach i odpowiedziach [cz. 2]

rozwód cz. 2
fot. 123rf.com
Alimenty na współmałżonka. Czy to prawda, że jeżeli w wyroku rozwodowym mój mąż zostanie uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, to automatycznie dostanę alimenty na moją rzecz?

NIE. Orzeczenie o wyłącznej winie jednego z małżonków nie oznacza, że drugi, niewinny, automatycznie dostanie alimenty na swoją rzecz. By uzyskać alimenty na małżonka, trzeba wykazać, że w wyniku rozwodu istotnie pogorszyła się jego sytuacja materialna, np. wcześniej miała pani do dyspozycji większą kwotę na utrzymanie, bo mąż znacznie lepiej zarabiał, a teraz pani środki są dużo bardziej ograniczone.

Alimenty od dziadków. Czy to prawda, że jeżeli mój były nie płaci alimentów na córkę, to bez problemu mogę domagać się od jego rodziców, by pokrywali część kosztów utrzymania wnuczki?

NIE. Nie można powiedzieć, że ten mechanizm to automat. Przede wszystkim musi pani mieć postanowienie od komornika o bezskutecznej egzekucji od byłego męża. Kolejny krok to złożenie pozwu przeciwko dziadkom ojczystym do sądu rejonowego właściwego wg miejsca zamieszkania dziecka. Musi pani pamiętać, że od dziadków sąd zasądzi tylko niezbędne minimum na koszty utrzymania córki – taki wyrok z reguły nie opiewa na taką samą kwotę jak zasądzona od rodzica, lecz mniejszą.

Kontakty z dzieckiem a władza rodzicielska. Czy to prawda, że jeżeli rodzic ma ograniczoną bądź odebraną władzę rodzicielską, to nie ma automatycznie prawa do kontaktów z dzieckiem?

NIE. Władza rodzicielska a prawo do kontaktów z dzieckiem to dwie różne kwestie. Nawet rodzic pozbawiony władzy rodzicielskiej ma prawo do kontaktów z potomstwem (oczywiście w sposób gwarantujący dziecku bezpieczeństwo fizyczne i emocjonalne), chyba że postawa tego rodzica jest taka, że poważnie zagraża dobru dziecka Niemniej – sąd odrębnie rozważa kwestię władzy rodzicielskiej, a odrębnie prawo do kontaktów z dzieckiem, rządząc się w tych ustaleniach innymi kryteriami.

Podział majątku wspólnego. Czy to prawda, że majątek dorobkowy małżonków jest dzielony nie tylko pomiędzy małżonków, ale również pomiędzy ich wspólne dzieci?

NIE. Majątek dorobkowy małżonków jest wyłącznie ich własnością. Dzieci, niezależnie od tego czy są małoletnie czy pełnoletnie, nie mają żadnych praw właścicielskich do majątku wspólnego rodziców.

Wyłączna wina w rozwodzie a podział majątku. Czy to prawda, że wyłączna wina jednego z małżonków za rozkład pożycia ma wpływ na podział majątku dorobkowego małżonków?

NIE. Nawet jeśli jeden z małżonków ponosi wyłączną winę za rozkład pożycia, pozostaje to bez wpływu na podział majątku dorobkowego. Co do zasady majątek wspólny dzieli się pomiędzy małżonków w równych częściach (po połowie), choć w szczególnych okolicznościach (rażąca rozrzutność, uzależnienie od hazardu itp.) możliwe jest ustalenie przez sąd, że małżonkowie w nierównych częściach przyczynili się do powstania tego majątku.

Rozwód a podział majątku. Czy to prawda, że sąd w rozwodzie musi podzielić nas majątkiem?

NIE. Sąd w takiej sprawie będzie dzielił majątek tylko wtedy, gdy nie przedłuży to postępowania. W praktyce robi to wówczas, gdy strony przedstawią zgodny scenariusz podziału.

Zobacz też: Rozwód w pytaniach i odpowiedziach [cz. 1]

Opuszczenie mieszkania a podział majątku. Czy to prawda, że jeżeli wyprowadzę się z mieszkania, w którym zostanie żona z dziećmi, to w podziale majątku mogę nie dostać spłaty z tego lokalu?

NIE. Opuszczenie nieruchomości nie ma żadnego wpływu na fakt, że nadal jest pan współwłaścicielem wspólnego lokum. To, że w lokalu mieszka nadal żona i dzieci, może mieć jedynie wpływ na to, że sąd w podziale majątku uzna, że lokal przypadnie na jej wyłączną własność za spłatą pana w wysokości połowy wartości mieszkania.

Ustalenie sposobu korzystania z mieszkania a podział majątku. Czy to prawda, że ustalenie przez sądu sposobu korzystania ze wspólnego mieszkania będzie miało potem wpływ na podział majątku?

NIE. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Regulując sposób korzystania ze wspólnego mieszkania, sąd nie dokonuje podziału majątku – wspólna nieruchomość nadal pozostaje przedmiotem współwłasności małżonków. Jeśli choć jeden z byłych małżonków będzie chciał to zmienić, musi wystąpić do sądu rejonowego z wnioskiem o podział majątku. Jeżeli sprawa o rozwód jest nadal w toku, taki podział może zostać dokonany przez sąd w wyroku rozwodowym (ale w tym ostatnim przypadku przy założeniu, że małżonkowie przedstawią zgodny scenariusz podziału majątku).

Osoba najbliższa jako świadek. Czy to prawda, że zeznania osób najbliższych są mniej wiarygodne niż osób obcych?

NIE. Dla oceny wiarygodności świadka nie ma znaczenia stopień pokrewieństwa czy powinowactwa, ale ogólny wydźwięk zeznań, ich obiektywizm bądź jawna stronniczość, spójność co do relacjonowanych zdarzeń etc. Jeśli jednak teściowa kreśli przed sądem czarno-białą rzeczywistość – że synowa to samo zło, a jej synek jest niewinną ofiarą złej kobiety – wtedy oczywistym jest, że sąd będzie patrzył na takie zeznania przez palce.

Pełnomocnik w sprawie rozwodowej. Czy to prawda, że jeśli zdecyduję się na pomoc zawodowego pełnomocnika, mogę jedynie zwrócić się do osoby wykonującej zawód adwokata?

NIE. Obecnie we wszelkich sprawach rodzinnych, a takimi są m.in. sprawy o rozwód czy separację, strona może być również reprezentowana przez radcę prawnego. Wynika to z obowiązującej od 10-09-2005 r. nowelizacji ustawy o radcach prawnych. Coraz więcej radców prawnych podejmuje się prowadzenia spraw rozwodowych. Do końca czerwca 2015 r. jedyną różnicą w kompetencjach adwokatów i radców prawnych była możliwość reprezentowania przez adwokatów wszystkich stron bez żadnych ograniczeń w sprawach karnych, zaś radca prawny nie mógł być w takich sprawach obrońcą, a więc nie mógł reprezentować oskarżonego, zaś oskarżyciela posiłkowego mógł reprezentować w ograniczonym zakresie (tylko niektóre podmioty). Obecnie jednak i ta różnica zniknęła – nie ma zatem już żadnych odmienności w kompetencjach przedstawicieli obydwu tych grup zawodowych.

Koszty sądowe w sprawach o rozwód. Czy prawda, że rozwód jest kosztowny?

NIE. Obecnie opłata sądowa od pozwu o rozwód bądź separację jest stała i wynosi 600 zł. Wynika to z ustawy z 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, obowiązującej od 2 marca 2006 r. W poprzednim stanie prawnym, tj. pod rządami poprzednio obowiązującej ustawy z 1967 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, sprawy o rozwód bądź separację nie były objęte opłatą stałą. Sąd w wyroku rozwodowym ustalał tę opłatę – zwyczajowo wynosiła ona równowartość miesięcznych zarobków każdego z małżonków.

Alimenty wsteczne. Czy to prawda, że jeśli nie uzyskam zabezpieczenia alimentów w sprawie rozwodowej, to i tak sąd zasądzi mi alimenty wstecznie, od daty złożenia pozwu albo odpowiedzi na pozew?

NIE. Zasadą jest, że w wyroku rozwodowym (a również separacyjnym) sąd zasądza alimenty na „tu i teraz”, nie cofając się do przeszłości. Dlatego w takich sprawach kluczowe jest uzyskanie zabezpieczenia roszczeń alimentacyjnych, żeby mieć zagwarantowane pieniądze na czas trwania sprawy.

Postanowienie zabezpieczające. Czy to prawda, że rozstrzygnięcie wydane przez sąd w postanowieniu zabezpieczającym będzie „powtórzone” w wyroku kończącym sprawę?

NIE. Od wydania postanowienia zabezpieczającego do zakończenia sprawy wyrokiem mogą znacznie zmienić się okoliczności, którymi sąd będzie się kierował przy ostatecznym rozstrzygnięciu, np. jedno z dzieci skończy 18 lat, a zatem sąd w wyroku rozwodowym nie będzie już brał tego dziecka pod uwagę, albo znacząco zmienią się (wzrosną bądź spadną) koszty utrzymania dziecka bądź małżonka uprawnionego do alimentów. Jeżeli jednak okoliczności nie ulegną zmianie, można – kierując się doświadczeniem zawodowym – domniemywać, że sąd w wyroku rozstrzygnie identycznie bądź bardzo podobnie kwestię będącą przedmiotem zabezpieczenia.

Posiedzenie pojednawcze. Czy to prawda, że rozpoznawanie sprawy rozwodowej przez sąd rozpoczyna tzw. posiedzenie pojednawcze?

NIE. Tak było kiedyś, jednak w 2005 r. w wyniku nowelizacji KPC usunięto obligatoryjne w sprawach rozwodowych posiedzenie pojednawcze, pozostawiając sądowi bądź stronom możliwość skierowania sprawy na drogę postępowania mediacyjnego, odbywającego się poza sądem, w ośrodku mediacyjnym, przed odpowiednio przygotowaną do tego osobą – mediatorem. Jeśli sąd uzna, że jest szansa na uratowanie małżeństwa bądź wypracowanie porozumienia w innych kwestiach konfliktowych między małżonkami, może skierować sprawę do mediacji, wyznaczając osobę mediatora.

Skarga kasacyjna a rozwód. Czy to prawda, że jeżeli sąd w sprawie rozwodowej wyda wyrok, z którym nie będę się zgadzał, i nie będę też zadowolony z wyroku sądu apelacyjnego, to mogę złożyć skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, bo może tam znajdę wreszcie sprawiedliwość?

NIE. Od 2005 r. w sprawach rozwodowych bądź separacyjnych nie przysługuje skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego. Wyrok sądu apelacyjnego jako sądu drugiej instancji jest ostateczny.

Zmiana wyroku rozwodowego. Czy to prawda, że dla świętego spokoju zgodzę się na warunki, jakie żona dyktuje mi w rozwodzie (przede wszystkim chodzi, jak zwykle, o pieniądze), a potem na spokojnie wystąpię do sądu rejonowego o zmniejszenie alimentów?

NIE. Trzeba uważać i nie podejmować pochopnych decyzji, licząc na to, że w innej sprawie uzyska pan korzystne dla siebie rozstrzygnięcie sądu. Formalnie, po uprawomocnieniu się wyroku rozwodowego, może pan złożyć w sądzie rejonowym pozew o obniżenie alimentów. I sąd merytorycznie pana powództwo rozpozna. Ale czy zmniejszy alimenty, będzie zależeć od tego czy od wyroku rozwodowego do momentu orzekania przez sąd rejonowy nastąpiła tzw. zmiana okoliczności, która uzasadnia pana powództwo. Jeżeli takiej zmiany nie ma, sąd powództwo oddali.

Rozwód a dziedziczenie. Czy to prawda, że jeżeli trwała sprawa o rozwód z wyłącznej winy jednego z małżonków, to w razie śmierci małżonka niewinnego jeszcze przed wyrokiem sądu, ten drugi małżonek, winny rozwodowi, jest wyłączony od dziedziczenia po zmarłym?

NIE. Nie działa tu automatyczny mechanizm, że taki małżonek, winny rozkładowi pożycia, jest wyłączony od dziedziczenia. Niezbędne jest przeprowadzenie sprawy sądowej, którą mogą zainicjować spadkobiercy ustawowi, np. dzieci zmarłego. Na wniesienie pozwu mają rok od śmierci spadkodawcy. Takie postępowanie przed sądem to „mały rozwód” – sąd rozstrzyga czy rzeczywiście żądanie rozwodu z wyłącznej winy drugiej strony było uzasadnione.

Odpowiedzialność za zobowiązania współmałżonka. Czy to prawda, że jeżeli moja żona narobi długów, będę musiał odpowiadać za nie własnym majątkiem?

NIE. Jeżeli jako własny majątek rozumiemy tzw. majątek osobisty, czyli taki, który należy wyłącznie do jednego z małżonków. Odpowiedzialność za długi współmałżonka ogranicza się tylko do majątku wspólnego i to pod warunkiem, że wynika ze zobowiązania zaciągniętego przez małżonka za zgodą drugiego.

Ślub konkordatowy a rozwód. Czy to prawda, że możliwość zawarcia małżeństwa w kościele ze skutkami w prawie cywilnym sprawia, że również orzeczenie rozwodu przez sąd państwowy wpłynie na mój status w Kościele katolickim?

NIE. Ratyfikowany w 1998 roku Konkordat ujednolicił jedynie formę zawarcia małżeństwa wyznaniowego – od tamtej pory wystarczające jest zawarcie małżeństwa w kościele, by wywarło ono skutki w sferze prawa cywilnego. Na tym jednak ujednolicenie się kończy. Wszelkie inne skutki zawarcia małżeństwa bądź możliwości jego rozwiązania rozstrzyga odrębnie prawo polskie, odrębnie prawo kościelne. Również odrębny jest system sądownictwa w tych obydwu sferach – w pierwszym przypadku orzeka sąd państwowy, w drugim – sąd kościelny.

Stwierdzenie nieważności małżeństwa sakramentalnego. Czy to prawda, że droga do uzyskania unieważnienia małżeństwa kościelnego jest długa i wyboista?

NIE. Nie można powiedzieć, by była to wyboista droga. Należy natomiast nastawić się na to, że postępowanie przed sądem kościelnym jest długotrwałe – trwa co najmniej kilka lat, średnio 2-3 lata. Przed reformą prawa kanonicznego w 2015 r. było jeszcze dłużej, bo wyrok jednego sądu metropolitalnego wymagał zatwierdzenia przez drugi równorzędny sąd. Teraz już nie ma takiego wymogu, co przyspieszyło procedurę.

Adwokat kościelny. Czy to prawda, że sprawa o unieważnienie małżeństwa sakramentalnego przed sądem kościelnym jest tak skomplikowana, że nie poradzę sobie bez adwokata kościelnego?

NIE. Bardzo wiele informacji można znaleźć w internecie, są też dostępne publikacje o charakterze poradnikowym na ten temat. Poza tym przy sądach kościelnych często działają punkty porad prawnych, gdzie można zasięgnąć potrzebnych informacji. Należy pamiętać, że w sprawach rozpatrywanych przez sądy kościelne nie odbywają się rozprawy w klasycznym, świeckim rozumieniu, nie ma zatem, często nieprzyjemnej, konfrontacji na sali sądowej. To ułatwia samodzielne prowadzenie sprawy, bez korzystania z pomocy wyspecjalizowanego pełnomocnika.

 

rozwód czy separacja okładka

 

Więcej dowiesz się z książki autorki artykułu, Joanny Hetman-Krajewskiej
„Rozwód czy separacja? Poradnik praktyczny”

Portal Współczesna Rodzina jest patronem medialnym książki!

Nasi czytelnicy i czytelniczki mają szansę na wyjątkowy rabat 20% na tę publikację w księgarni Profinfo – aby skorzystać ze zniżki, wystarczy w formularzu zamówienia wpisać kod: rodzina20

Joanna Hetman-Krajewska

Joanna Hetman-Krajewska – adwokat i radca prawny w Kancelarii Prawniczej PATRIMONIUM w Warszawie; wykonuje zawód od 2003 r.; specjalizuje się w prawie rodzinnym i prawie autorskim. Ukończyła Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie prowadzone przez Stowarzyszenie Niebieska Linia. Prowadziła wiele spotkań z kobietami na tematy prawne związane z funkcjonowaniem rodziny, m.in. w Centrum Praw Kobiet. Autorka licznych tekstów poradniczych na temat prawa rodzinnego, a także książki „Rozwód czy separacja. Poradnik praktyczny” (Wolters Kluwer, 2020).

 

 

Zobacz też: Rozwodowe ABC – co zrobić, żeby zakończyć małżeństwo

 

Redakcja

Portal o rodzinie.

Gdy dziecko nie chce spać… – 6 pomocnych wskazówek

sen dziecka, relaks, odpoczynek,
fot. 123rf.com

Usypianie dziecka to jedno z większych wyzwań, z którym muszą zmierzyć się rodzice. Niestety, nie wszystkie maluchy chcą samodzielnie zasypiać, a w większości przypadków wieczorne usypianie to wymagające zadanie. Oto 6 wskazówek, które pozwolą dziecku szybciej zasnąć.  

1. Rutyna

Oprócz stałej pory snu i drzemek w ciągu dnia niezwykle ważna jest rutyna, dzięki której dziecko wie, że zbliża się „czas pójścia do łóżka”. Poszczególne wydarzenia i czynności powinny informować malucha, o tym, co się za chwilę wydarzy. Przed snem zawsze należy wykonywać te same działania w ściśle określonej kolejności – np. kolacja, kąpiel, mycie zębów, czytanie książeczki i upragniony sen.

2. Brak telewizji przed snem

Przeprowadzone badania dowodzą, że niebieskie światło pochodzące z urządzeń elektrycznych, takich jak telewizor czy komputer, stymuluje mózg dziecka i sprawia, że jest bardziej pobudzone. Niebieskie światło zaburza wytwarzanie w organizmie człowieka odpowiedzialnej za sen melatoniny. Dlatego też dwie godziny przed snem należy wyłączyć wspomniane urządzenia. Nie wiecie, co robić przez ten czas? Czytanie książeczki czy śpiewanie piosenek są dobrym pomysłem. Jeśli nie lubisz śpiewać, możesz wykorzystać płyty z muzyką dla dzieci.

3. Spokój i wyciszenie

Niektóre dzieci bywają przed snem nadmiernie pobudzone – w takim przypadku należy zmniejszyć stymulację bodźców zewnętrznych, zadbać o spokój i wyciszenie. Stres jest jednym z czynników, który nie pozwala dzieciom zasnąć. Upewnijcie się, że w pokoju panuje przyjemna atmosfera, a zasłony nie przepuszczają zbyt dużo światła.

Zobacz też: Innowacyjna maskotka wesprze sen dziecka i odciąży rodzica. Wymyśliły ją Polki

4. Właściwa temperatura

Nadmierna ilość bodźców i zbyt jasne światło nie są jedynymi rzeczami, które nie pozwalają dziecku zasnąć. Spokojny sen powiązany jest także z odpowiednią temperaturą. Melatonina, substancja chemiczna wytwarzana w celu głębszego snu, w rzeczywistości obniża temperaturę ciała. Jednak mimo wszystko należy unikać zbyt wysokiej temperatury w pokoju. Dziecko skarży, że mu zimo?  Przykryj go dodatkowym kocem.

5. Pokonaj strach

Wiele dzieci boi się ciemności. Mają wrażenie, że coś lub ktoś czai się za zasłonką bądź pod łóżkiem. Strach nie pozwala maluchom zasnąć, dlatego też trzeba go jak najszybciej pokonać. A gdyby tak przy łóżeczku siedział pluszowy miś, który będzie chronił i pilnował dziecka – odstraszał wszystkie potwory? Udowodniono, że przytulanie pluszaka zmniejsza niepokój w nocy. Jeśli więc dziecko ma trudności ze snem w pojedynkę, niech zasypia ze swoim ukochanym przyjacielem!

6. Łóżko służy do spania

Jedną z przyczyn bezsenności u dzieci jest używanie łóżka do czegoś więcej niż tylko snu. Co to oznacza? W łóżku śpimy, nie wykonujemy żadnych innych czynności – nie bawimy się, nie jemy, nie skaczemy po nim. Warto zadbać, by dziecku łóżko kojarzyło się wyłącznie ze snem, a nie z zabawą.

Te proste wskazówki mają niesamowitą moc – przekonacie się sami.

Źródło: family.amerikanki

Zobacz też: Sen dobry na wszystko!

Stres pandemii vs. niepłodność

koronawirus a płodność
fot. 123rf.com

Statystyki wskazują, że problem niepłodności dotyczy około 20 proc. par w wieku rozrodczym. Jakie obserwacje w tym zakresie mają specjaliści, zwłaszcza w kontekście pandemii i związanego z nią stresu? Wyjaśnia w rozmowie z nami prof. dr hab. n. med. Rafał Kurzawa ze szczecińskiego ośrodka Vitrolive, Dyrektor Medyczny The Fertility Partnership Polska – sieci klinik leczenia niepłodności, która w ostatnim czasie zainicjowała kampanię „Zadbaj o swoją płodność”.

Ma Pan Profesor za sobą wiele lat doświadczenia w pracy z problemem niepłodności – czy w ostatnich latach obserwuje Pan tendencję wzrostową i moglibyśmy nazwać to czymś na wzór „choroby XXI wieku”?

Prof. Rafał Kurzawa: Określenie, jakiego mógłbym użyć, to przede wszystkim… „choroba, której pojawienie się (niekiedy niezamierzenie) wspieramy”. Być może brzmi to mocno, bo oczywiście przyczyny niepłodności bywają kompletnie od nas niezależne. Ba! Części powodów problemów ze spontanicznym poczęciem nawet nie znamy… ale niewątpliwie istotny wpływ na rozwój niepłodności ma styl życia i różnego typu decyzje, które podejmujemy. Czynnikiem zależnym od nas jest na przykład odwlekanie myśli o posiadaniu dzieci. Kobiety coraz później decydują się na ciążę, a jeśli pierwsze dziecko rodzi się po 30. roku życia, z bardzo dużym prawdopodobieństwem można założyć, że będzie to jedyne dziecko danej kobiety. Współczesne pary – bo nie jest to, rzecz jasna, tylko kwestia kobiet – chcą początkowo zdobyć wykształcenie, pozycję zawodową, stabilność finansową i pewność, że dany partner lub partnerka są odpowiednimi kandydatami na rodziców.

Obecnie zajmuje to jednak dużo więcej czasu niż w przeszłości, o przede wszystkim szkodzi przyszłym matkom. Dlaczego? Ponieważ główną przyczyną problemów związanych z rodnością jest wzrastający w tym kontekście wiek kobiet, czyli ich zbyt późna decyzja o posiadaniu dziecka w stosunku do możliwości biologicznych. Mówimy o tym m.in. w ramach naszej kampanii edukacyjnej „Zadbaj o swoją płodność”, która ma na celu uwrażliwienie społeczeństwa na kluczowe dla płodności czynniki.

Rozumiem, że jest to jeden z dwóch wymienionych przez Pana czynników – kwestia podejmowanych decyzji. Co zatem ze stylem życia?

Jest to bardzo szerokie pojęcie. Gorąco polecam lekturę 10 porad udzielanych przez naszych specjalistów medycyny rozrodu w ramach wspomnianej wyżej akcji edukacyjnej. Niektóre z nich mogą wydać się trywialne, a jednak dalej nie są implementowane do codziennego życia. Tu, w naszej rozmowie, proponuję skupić się na stresie. W badaniach stres jest utożsamiany przede wszystkim z wykonywaną pracą, ale na jego występowanie istotnie wpływają też okoliczności – obecnie zwłaszcza pandemia. Co ciekawe, pojawiło się duże europejskie badanie, które opierało się na pytaniu: „Co jest największym stresorem u pań i panów, którzy starają się o dziecko?”. Pierwsze miejsce zajęła potencjalna niepłodność, na drugim znalazły się praca i pieniądze, a na trzecim relacje rodzinne (w szerokim znaczeniu). Badanie powtórzonow czasach COVID-u – wie Pani, co znalazło się na najwyższym stopniu podium? To samo! Potencjalna niepłodność i lęk o to, czy będziemy mieli dziecko. Zmiana pojawiła się dopiero na drugim miejscu – COVID zepchnął pracę na trzecie.

Rzeczywiście, znamienne jest to, że mimo wszystko zakażenie koronawirusem czy nawet choroba COVID wywołuje w osobach starających się o dziecko mniejszy stres niż niepłodność.

Dlatego podjęte zostały takie, a nie inne decyzje towarzystw naukowych. Mam na myśli to, że nawet w tych trudnych czasach trzeba leczyć niepłodność. Oczywiście przy wszystkich obostrzeniach, bo one muszą istnieć, ale nie można rezygnować z niesienia w tym zakresie pomocy.

Zobacz też: Witamina C lekiem na koronawirusa? Badania mówią, że…

To ciekawe, ostatnio spotkałam się z badaniami – co prawda amerykańskimi – które pokazały, jak negatywnie lockdown i związane z tym początkowe zamknięcie klinik wpłynęły na kobiety zmagające się z niepłodnością. Blisko 90 proc. ankietowanych przyznało, że zawieszenie leczenia miało negatywny wpływ na ich zdrowie psychiczne, a ponad 50 proc. wykazywało objawy depresyjne.

Zdecydowanie bliższe kulturowo są nam jednak badania europejskie – ale tak, wnioski niewątpliwie są podobne.

A czy z perspektywy Pana gabinetu pandemia zmieniła w jakiś sposób – negatywny bądź pozytywny – podejście pacjentów do leczenia?

Moje zdziwienie wzbudza jedna rzecz, chociaż jest to bardziej obserwacja niż konkretny wniosek. O ile przed COVID-em zdarzało się, że pacjentki odwoływały wizyty lub na nie po prostu nie przychodziły, tak teraz, gdy przecież standardowo planujemy rezerwacje wizyt na termin za miesiąc lub dwa, sytuacje, w których pacjenci się nie pojawiają, praktycznie się nie zdarzają!

Być może przemawia przez nas perspektywa, która pokazała, że nie ma na co czekać, ponieważ w zasadzie wszystko jest bardzo niestałe…

Prawdopodobnie. Niezależnie jednak od przyczyny takiego stanu, jest to dla pacjentów bardzo korzystna zmiana – czas w leczeniu niepłodności jest kluczowy, nie warto przekładać wizyty u specjalisty ds. płodności na bliżej nieokreślone „później”. A najlepiej działać tu i teraz – także profilaktycznie.

Oto 5 wskazówek od specjalistów z THE FERTILITY PARTNERSHIP POLSKA, które pozwolą Ci lepiej zadbać o swoją płodność

5 pozostałych znajdziesz w październikowym wydaniu e-magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

DR PAWEŁ BRELIK Z KLINIKI VITROLIVEIm większe spożycie alkoholu, tym mniejsze szanse na zajście w ciążę. Wysokie spożycie alkoholu szkodzi płodności u kobiet i wpływa niekorzystnie na jakość nasienia. Dla zachowania zdrowia reprodukcyjnego należy kontrolować częstotliwość i ilość przyjmowanych jednostek alkoholu.

DR MAŁGORZATA SZCZERBA-ZEMBALA Z CM MACIERZYŃSTWOPlanując rodzicielstwo, warto zbadać się pod kątem zakażeń bakteryjnych. Nie wszystkie infekcje intymne dają odczuwalne objawy, a mogą nawet długofalowo upośledzić płodność. Badania pod kątem chlamydii, mycoplasmy i ureaplasmy to istotny element profilaktyki płodności.

DR MARTA SIKORA-POLACZEK Z CM MACIERZYŃSTWO Żyjemy zdrowo, czujemy, że nasz wiek biologiczny jest niższy od metrykalnego. Czy to znaczy, że nasze jajniki też opierają się upływowi czasu? Różnie z tym bywa – biologiczny potencjał jajników możemy oszacować wykonując oznaczenie AMH.
DR ALEKSANDRA ROSIAK-GILL Z KLINIKI VITROLIVEBadania nasienia to jedne z kluczowych elementów w diagnostyce niepłodności partnerskiej. Często już na tym etapie można ustalić źródło niepowodzeń i zastosować ukierunkowaną terapię, która pozwoli w przyszłości cieszyć się upragnionym potomstwem.
DARIA TERLIKOWSKA Z KLINIKI VITROLIVEProblemy z zajściem czy utrzymaniem ciąży mogą wynikać z trudności emocjonalnych. Badania ujawniają, że przewlekły stres, napięcie wewnętrzne, wyczerpanie, obciążenie zbyt dużą ilością obowiązków i brak równowagi wewnętrznej mają negatywny wpływ na układ hormonalny człowieka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz też: 5 PORAD: Mężczyzno – sprawdź, jak możesz poprawić swoją płodność!

 

Ekspert

Prof. dr hab. n. med. Rafał Kurzawa

Ginekolog położnik, specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, a także specjalista embriologii klinicznej z kliniki Vitrolive w Szczecinie, który w ostatnim czasie objął stanowisko prezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii. Jest Dyrektorem Medycznym The Fertility Partnership Polska i każdego dnia pomaga parom pokonywać trudności na drodze do rodzicielstwa.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Michał Figurski, Fundacja Najsłodsi: „Cukrzyca to choroba kłamców”

Michał Figurski wywiad Fundacja Najsłodsi
Michał Figurski Fot. materiały fundacji

Michał Figurski – naczelny skandalista IV RP. Radiowiec, prezenter telewizyjny. Król życia. Czy do tego opisu pasuje nieuleczalna, przewlekła choroba? Nie! „O tym się nie mówi” – twierdzi nasz rozmówca i od razu dodaje: „Dlatego trzeba głośno krzyczeć!”.

W 2015 roku, na skutek powikłań cukrzycowych, doznał poważnego wylewu, po którym był w śpiączce przez dwa tygodnie. Następnie przeszedł przeszczep nerki i trzustki. W zeszłym roku założył Fundację Najsłodsi, której misją jest szerzenie wiedzy o cukrzycy wśród ludzi młodych. Na spotkanie przyszedł w bluzie z logo Fundacji.

Alina Windyga-Łapińska: Zacznijmy od tego, co mam przed oczami – logo i hasło „Pokaż nam swój środkowy palec”. Rzucające się w oczy, kontrowersyjne, warte zapamiętania. Czy to był Twój pomysł?

Michał Figurski: Tak. To logo pełni szereg funkcji – przede wszystkim ma pomóc młodym ludziom zaakceptować fakt, że mają cukrzycę. Misją mojej fundacji jest odkłamanie wizerunku cukrzycy jako choroby osób starszych, niedołężnych, otyłych, niedbających o siebie.

Istnieje cała rzesza ludzi młodych i aktywnych, chorych na cukrzycę. Przez to, że mało się mówi o tej chorobie w mediach, ciągle muszą tłumaczyć, czym ona jest i dlaczego ją mają. Wcale nie dlatego, że obżerali się cukierkami i opijali colą.

To logo ma zwracać uwagę i jak najbardziej spełnia to zadanie. Za tym ma pójść nadstawienie ucha i refleksja na temat tego, co wiem na temat tej choroby, jak mogę pomóc sobie i innym. Mówimy o 4 milionach Polaków chorych na cukrzycę, czyli co 10. z nich ją ma albo mieć będzie. Uważam, że wciąż za mało wiemy o tym cichym zabójcy, który nie boli.

Media dotykają tematu dwa razy do roku – 14 listopada w Światowy Dzień Cukrzycy oraz 27 czerwca w Dzień Walki z Cukrzycą. To wciąż za mało. Dużo mówimy o innych chorobach – udarach, zawałach, raku, zapaleniu płuc. Dzisiaj rozmawiamy w dobie histerii związanej z koronawirusem. Cukrzyca to jest też koronawirus, jednak sieje znacznie większe spustoszenie w społeczeństwie, bo nie dość, że zabija, to wcześniej okalecza. To jest choroba, na którą nie ma pigułki, nie ma szczepionki. To jest choroba, której leczenie polega wyłącznie na samoświadomości i samodyscyplinie. A my chcemy szerzyć jedno i drugie.

(..)

Zobacz też: Vademecum cukrzycy ciążowej

W społeczeństwie panuje mit, że cukrzyca to choroba, na którą, w pewnym sensie, trzeba sobie zapracować – poprzez złą dietę, papierosy, alkohol…

To jest potwornie krzywdzące i niesprawiedliwe. Powoduje, że wiele osób chorych chowa się w cień, nie mówi głośno „jestem chory”, nie chce nosić przy pasku pompy insulinowej, nie chce mierzyć sobie cukru w miejscu publicznym. Tymczasem uważam, że to zupełnie normalne, tak samo jak przewijanie dziecka w miejscu publicznym czy nakarmienie go.

Mam młodszego kolegę, który zawsze był „misiowaty”. W pewnym momencie zaczął gwałtownie chudnąć i źle się czuć, poszedł do lekarza i okazało się, że ma dramatycznie wysoki poziom cukru. Czy w Twoim przypadku było podobnie?

Znam tę historię z autopsji. W klasie maturalnej byłem otyły, w pewnym momencie zacząłem słabnąć i chudnąć. Na początku bardzo mnie to cieszyło. Natomiast było to niestety wynikiem rozwijającej się cukrzycy, którą potem kompletnie zaniedbałem. Nie przyjąłem w ogóle do świadomości, że ją mam. Zbuntowałem się. Żyłem tak, jakby jej nie było, a była. I rozwijała się bardzo wrednie i agresywnie, ale bardzo, bardzo powoli.

Całość wywiadu przeczytasz w kwietniowym wydaniu e-magazynu „Chcemy Być Rodzicami”.

Informacje o Fundacji Najsłodsi znajdziesz na Instagramie i Facebooku – @fundacjanajslodsi oraz na stronie www.najslodsi.pl.

Zobacz też: Miejsce wypełnione miłością. Wywiad z Magdaleną Różczką

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.