Przejdź do treści

“Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali” – Kaya Szulczewska i Ciałopozytyw! Czy soma już całkiem zgubiła psyche?!

Ciałopozytyw i jego twórczyni Kaya Szulczewska - jak znaleźć spójność pomiędzy emocjami a ciałem?

Soma i psyche – rozstrzał, który stworzyła nie tylko terminologia medyczna, ale też kultura, panujące w społeczeństwie stereotypy, wszelkiego rodzaju lęki, obawy, nieustanne oceny. Nic więc dziwnego, że tak trudno jest nam połapać się we własnych emocjach względem ciała, ale i odwrotnie – jak to właśnie ciało wpływa na sferę psyche. Kiedy jednak napływają łzy, nie sposób dłużej unikać tematu: „Każdy ma za sobą swoją indywidualną, długą drogę i żadna z nich nie jest ani gorsza, ani lepsza” – o wspólnych poszukiwaniach najlepszej dla każdego z nas ścieżki, mówi Kaya Szulczewska, twórczyni Ciałpozytywu.

Katarzyna Miłkowska: Ciałopozytyw to siłą rzeczy głównie treści związane z cielesnością. Jednak tematy, o których w ostatnim czasie rozmawiała Pani ze swoimi obserwatorkami i obserwatorami, w dużej mierze przejął wątek emocji. Konkretnie mówiąc, pojawił się temat płaczu – skąd pomysł, a może właściwie potrzeba, żeby o tym mówić?

Kaya Szulczewska: Ciałopozytyw z założenia miał być miejscem do omawiania różnorodnych wątków. Wątków związanych zarówno z szeroko pojmowaną cielesnością, ale także i psychiką – w moim rozumieniu świata są to elementy nieodłączne. Idąc więc tym tropem, od początku wiedziałam, że Ciałopozytyw nie będzie ograniczał się tylko do kwestii wyglądu zewnętrznego, ale zajmę się również psychoedukacją, w tym właśnie normalizowaniem emocji. Są one naszą codziennością, ale te trudne – jak np. smutek i towarzyszący mu płacz – nieraz stanowią swego rodzaju tabu. Nie umiemy sobie z nimi radzić, często też ich po prostu nie akceptujemy – zarówno u siebie, jak i u innych.

Będę zatem „adwokatem diabła” – ale to przecież takie „nie-Instagramowe”!

To prawda, płacz i smutek to coś, czego raczej nie widzimy w medium takim jak Instagram. Stanowi ono raczej platformę, która nastawiona jest na kreowanie wyidealizowanych obrazów życia. Normalizowanie tej przestrzeni jest zatem kolejnym argumentem, wskazujący na potrzebę otwartej rozmowy o tak trudnych stanach.

No dobrze, w pewnym sensie tłumaczy to osobom zaskoczonym niektórymi tematami obecnymi na Ciałopozytywie, dlaczego tak wiele przestrzeni zajmują emocje, a nie stricte ciało – nie da się tych części od siebie oderwać. Mam jednak wrażenie, że współczesny świat postanowił działać zupełnie na przekór i mimo wszystko owo oderwanie wykreować, a następnie na siłę w nim żyć.

Być może coś w tym jest. W moim odczuciu, kultura, w której żyjemy, nie tylko mocno oddziela psychikę od ciała, ale też poddaje je wartościowaniu. Wiele piszących do mnie osób doświadcza czegoś w rodzaju bagatelizowania ich problemów psychicznych. Dostawałam też liczne wiadomości mówiące o tym, iż ludzie wstydzą się okazywania pełnego wachlarza emocji w obecności bliskich.

Co więcej, odbija się to także w drugą stronę – część osób przyznała, iż nie wie, jak radzić sobie w momencie, gdy to nie oni płaczą, ale za to są świadkami tego typu reakcji.

Skoro jesteśmy przy perspektywie płaczu jako reakcji – także tej z zakresu fizjologii – niewątpliwie wiele osób nauczonych jest, by łzy hamować (to przecież „wstyd i okazanie słabości!”). Jeżeli podobnie podejdziemy chociażby do wymagań względem wagi – musi być niska, bo tylko wtedy jest dobra – to w zasadzie okazuje się, że baza jest ta sama. „Przejmij kontrolę nad swoim ciałem i dopasuj je do potrzeb świata zewnętrznego!” – w tłumaczeniu: zatrzymaj łzy i pilnuj każdego kilograma. Widzę tu niesamowite podobieństwo!

Tak, na pewno jakiś rodzaj analogii istnieje. Bazuje na pewnych wzorcach narzuconych przez kulturę, które dotyczą zarówno wyglądu, jak i właśnie okazywania emocji, uczuć, słabości, mówienia o intymnych sprawach etc.

Co istotne, w dużej mierze schematy owych zachowań są też uzależnione od płci – mężczyznom nie wypada płakać, kobietom zaś okazywać agresji. Pewne cechy i zachowania kulturowo przypisujemy określonej grupie osób, a przez to zamykamy się na rozmaite, szerokie formy ekspresji. Czy słusznie?

Myślę, że jednak poza byciem jednostką dookreśloną przez konkretne kategorie, przede wszystkim jesteśmy ludźmi i warto poznać cały wachlarz dostępnych nam emocji. Dobrze jest nauczyć się z nimi mądrze pracować, co nie znaczy wyparcia, a raczej transformowanie ich w coś budującego lub – jak w przypadku płaczu – w coś, co nas po prostu rozładowuje i oczyszcza. 

Zobacz też: „Zostaw to ciało w świętym spokoju!” – Agata Ziemnicka i Kobiety bez diety! Dlaczego dla własnego dobra lepiej się w ogóle się odchudzać?

Czyli znów łączymy cielesność i psychikę w jedno – jeśli tłumimy uczucia i nie dajemy im żadnego zdrowego ujścia, to narastające napięcie musi przejąć ciało. Koniec końców odczuwamy różnego rodzaju bóle, pojawiają się choroby, mięśnie są w nieustannym dyskomforcie…

Zdecydowanie, wyuczone tłumienie uczuć, emocji i nieumiejętność radzenia sobie z nimi odbijają się na ciele w bardzo negatywny sposób. Problemy psychiczne mogą wpłynąć m.in. na postrzeganie ciała, na jego możliwości, a co za tym idzie – także na nasz wygląd i funkcjonowanie organizmu. Warto wspomnieć w tym momencie o randze samoświadomości, z czym nieodłącznie wiąże się znajomość własnych stanów psychicznych. Kiedy jesteśmy otwarte na swoje uczucia i dostrzegamy moment, gdy dzieje się z nami coś naprawdę złego, możemy sięgnąć po profesjonalną pomoc. Nie mając pełnego kontaktu ze sobą, łatwo jest przegapić punkt, w którym owa profesjonalna interwencja lekarska lub psychologiczna stają się niezbędne.

Dlatego też chciałabym, aby obserwujące mnie osoby mogły spróbować odnaleźć własną spójność pomiędzy tym, co cielesne, a tym, co psychiczne. Zaakceptować nie tylko to, jakie mają ciało, ale też towarzyszące im emocje i uczucia. Chciałabym, aby nauczyły się żyć z tym, co mają i jednocześnie traktowały siebie z troską oraz miłością – zarówno ciało, jak i psychikę, do których warto jest podejść bez presji osiągnięcia konkretnego celu, ale raczej z uważnością nastawioną na całościowe działanie na swoją korzyść.

Dojście do tego może by długą, mozolną i niezwykle bolesną drogą. Znów widzę przykład w płaczu – zdarza się przecież, że ludzie nie ronią łez latami, co może być związane z ogromnymi blokadami, ciężkimi przeżyciami i wieloletnimi wręcz traumami. Później – np. w trakcie terapii, czyli teoretycznie pracy nad psychiką – nagle zaczyna współpracować też ciało, a wieloletnie łzy znajdują ujście. W takich momentach zastanawiam się, co jest pierwsze – czy to ciało podąża za psychiką, czy jednak psyche za somą?

Na linii ciało-psychika zachodzi bardzo wiele reakcji i są one ze sobą powiązane w naprawdę skomplikowany sposób. Nie jest to prosty mechanizm, albo też taki, który do tego uproszczenia da się w ogóle sprowadzić. Nie jestem naukowczynią zajmującą się psychofizjologią, aby to wszystko objaśniać. Nie będę więc się w to zagłębiać – zostańmy przy tym, że owo połączenie po prostu jest.

Coś o czym warto jednak pamiętać, nawet z punktu widzenia laika, to fakt, iż część tłumionych emocji może odbijać się w ciele w bardzo nieoczywisty sposób, a nam zwykle zdarza się oceniać ludzi bardzo powierzchownie. Nie mamy jednak zazwyczaj pojęcia, jakie za danym wyglądem i ciałem stoją historie, emocje, być może problemy psychiczne. Często bagatelizujemy wpływ psychiki na wygląd, wydając mocne sądy. Nieraz widać to w przypadku krytyki wysyłanej w stronę grubych osób, czy też kobiet, które miały dużo operacji plastycznych. Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali. Kiedy jednak posłuchamy tych osób, okazuje się, że każda z nich ma za sobą długą, niepowtarzalną drogę i co najważniejsze, żadna z owych ścieżek nie jest ani gorsza, ani lepsza.

Cialopozytywność ma na celu uczenie właśnie tego rodzaju szacunku. Zachęca do pozostawania otwartym na rozmaite historie skrywane przez ciało, a także dawanie wolności i przestrzeni do wyborów, jakie ludzie podejmują względem ich własnej cielesności. Nawet jeśli te wybory są dla nas niezrozumiałe.

Zobacz też: Owłosione kobiece ciało – kontrowersja, czy natura? Te zdjęcia łamią tabu!

To ciekawe, kiedy stopień po stopniu schodzimy w dalsze części rozmowy, okazuje się, że od samego początku rozmawiamy o czymś znacznie głębszym, niż tylko widoczny na zewnątrz wizerunek. Mam wrażenie, że podobnie rozwija się też Ciałopozytyw. Krok po kroku prowadzi Pani swoich obserwatorów i obserwatorki do coraz głębszych zakamarków myślenia, czucia, konfrontacji z samymi sobą. Czy jest to jakiś zauważalny przez Panią proces?

Droga Ciałopozytywu to w zasadzie po części i moja prywatna podróż. Co więcej, myślę, że ta osobista strona Cialopozytywu, moja otwartość i szczerość, to ważny element sukcesu, jaki w tej przestrzeni odnoszę – widzę, że ludzie bardzo to doceniają. Za istotne uważam także to, że ukończyłam kursy coachingu i w taki też sposób staram się ten profil prowadzić. 

W taki, czyli jaki?

Staram się zadawać dużo pytań, a przy tym pomagać moim widzkom i widzom samodzielnie znaleźć na nie odpowiedź. Nikomu nie chcę narzucać jakiejś konkretnej drogi, czy wyglądu. Owszem, promuję zdrowe postawy, ale nie forsuję jedynej słusznej formy wizerunku zewnętrznego, czy też działań, jakie ostatecznie dany człowiek „powinien” podjąć w związku ze swoim ciałem. To właśnie dzięki temu kontakt robi się tak głęboki – cała ta przestrzeń staje się bowiem sumą wspólnej podróży do wnętrza. Staje się też miejscem, w którym możemy dzielić się z innymi odkryciami, jakich dokonaliśmy na przebytej przez nas drodze do samoakceptacji. Wszystko to napędza do jeszcze głębszych poszukiwań.

Razem zawsze raźniej.

Rzeczywiście mam wrażenie, że wiele osób czuje się w tym kontekście samotnymi – nie widzą w mediach emocji, ani też ciał podobnych do swoich. Wywołuje to w nich myśl, że są jedynymi osobami na świecie z danym kompleksem. Kiedy jednak okazuje się, że więcej osób ma podobne ciała i związane z nimi doświadczenia, coś pęka. Solidarność, wsparcie i brak oceniania sprawiają, że kompleksy powoli się rozpuszczają – to, co kiedyś budziło w nas niepokój, staje się czymś normalnym.

W zasadzie myślę, że to właśnie jest esencją akceptacji – jeśli coś akceptujemy, przestaje to budzić w nas napięcie. Staje się powszednie, naturalne i nie musimy już o tym myśleć. Póki co dostaję jednak codziennie kilkadziesiąt wiadomości i wiem, że jest ogromna potrzeba poruszenia jeszcze wielu tematów. Tematów, które owego napięcia nieustannie budzą zdecydowanie zbyt wiele.

Zobacz też: Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

140 tysięcy gatunków wirusów – tyle zamieszkuje… nasze jelita!

Zielona zabawka w kształcie wirusa na stosie chusteczek i napoczętych blistrów z lekami /Ilustracja do tekstu: Częste choroby? To może być efekt złych nawyków
Fot.: Pixabay.com

Wirusy to najliczniejsze jednostki biologiczne na naszej planecie. Naukowcy z Wellcome Sanger Institute i Europejskiego Instytutu Bioinformatyki EMBL (EMBL-EBI) zidentyfikowali ponad 140 000 gatunków wirusów żyjących w ludzkich jelitach, z których ponad połowa nigdy wcześniej nie była znana.  

Pandemia COVID-19 spowodowała wzrost zainteresowania wirusami. Najliczniejszym miejscem w organizmie ludzkim, gdzie one występują, są jelita, które stanowią niezwykle różnorodne biologicznie środowisko. Oprócz bakterii żyją tam również setki tysięcy wirusów, zwanych bakteriofagami, które mogą zakażać. Wiadomo, że brak równowagi w mikrobiomie jelitowym może przyczyniać się do chorób i złożonych schorzeń, takich jak zapalenie jelit, alergie i otyłość. 

Zobacz też: Zdrowe trend żywieniowe nie zawsze są zdrowe! – te przykłady mogą zaskoczyć

Korzystając z metody sekwencjonowania DNA zwanej metagenomiką, naukowcy z Wellcome Sanger Institute i EMBL European Bioinformatics Institute (EMBL-EBI) zbadali i skatalogowali bioróżnorodność gatunków wirusów występujących w jelitach człowieka. Analiza zidentyfikowała ponad 140 000 gatunków tych jednostek biologicznych. Wśród dziesiątek tysięcy odkrytych wirusów zidentyfikowano m.in. nowy, bardzo rozpowszechniony klad – grupę wirusów, o których uważa się, że mają wspólnego przodka, którą autorzy nazywają gubafagami. Ich właściwe proporcje są niezwykle istotne dla prawidłowego funkcjonowania pracy jelit. Dzięki najnowszym badaniom możliwe będzie skuteczniejsze leczenie chorób układu pokarmowego.  

Jak powiedział dr Luis F. Camarillo-Guerrero, autor badania z Wellcome Sanger Institute:

Ważnym aspektem naszej pracy było zapewnienie najwyższej jakości zrekonstruowanych genomów wirusa. Rygorystyczna kontrola jakości w połączeniu z podejściem opartym na uczeniu maszynowym umożliwiła nam ograniczenie zanieczyszczeń i uzyskanie wysoce kompletnych genomów wirusów. Wysokiej jakości genomy wirusów umożliwiają lepsze zrozumienie ich roli w naszym mikrobiomie jelitowym, w tym odkrycie nowych metod leczenia, takich jak środki przeciwdrobnoustrojowe na bazie bakteriofagów.

Źródło: sciencedaily.com  

Zobacz też: 5 rzeczy, które warto robić rano, by mieć więcej energii

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Przed czy po wypiciu kawy – kiedy myć zęby?

Przed czy po wypiciu kawy – kiedy myć zęby?

Miłośników porannego picia kawy nie brakuje. Jednak większość kawoszy nawet nie zdaje sobie sprawy, że to, kiedy myjemy zęby – przed czy po jej wypiciu – ma duże znaczenie. Niewłaściwa kolejność może szkodzić zdrowiu zębów.

Kiedy myć zęby – przed czy po wypiciu kawy?

Nie od dziś wiadomo, że kluczem do zdrowych i białych zębów jest staranna pielęgnacja jamy ustnej. Faktem jest, że kawa przyciemnia zęby, a jej kwasowość może bezpośrednio uszkadzać szkliwo. Dlatego mycie zębów jest tak istotne w przeciwdziałaniu szkodliwemu wpływowi kawy. Jednak dentyści jednogłośnie twierdzą, że w tym przypadku niezwykle ważna jest kolejność.

„Szczotkowanie zębów przed wypiciem kawy usuwa kamień nazębny i utrudnia powstawanie przebarwień. Jeśli zadbasz o to, by zęby były czyste, wtedy kawa nie może do nich przylgnąć” – powiedziała dentystka Christina Meiners.

Wiele osób sądzi, że mycie zębów zaraz po wypiciu kawy pomaga w utrzymaniu ich w czystości, ale w rzeczywistości szczotkowanie może pogorszyć sytuację. Kawa jest kwaśna, a mycie zębów bezpośrednio po jej wypiciu osłabi szkliwo – zewnętrzną warstwę zębów, która chroni przed uszkodzeniami fizycznymi i chemicznymi.

Zobacz też: Zdrowe trend żywieniowe nie zawsze są zdrowe! – te przykłady mogą zaskoczyć

Dlatego też najlepszą kolejnością będzie poranne umycie zębów, wypicie kawy, a na koniec opłukanie jamy ustnej wodą, co ma na celu zneutralizowanie kwasowości w ustach. Oczywiście jednorazowe umycie zębów po wypiciu kawy nie powinno zaszkodzić, jednak rutynowe szczotkowanie po porannej kawie może spowodować ich większą wrażliwość i szybsze powstawanie uszkodzeń.

Cóż, jeśli po wypiciu filiżanki kawy chcemy mieć uczucie czystości i świeżości w ustach, umyjmy zęby – jednak dentyści ze szczotkowaniem zalecają odczekać co najmniej pół godziny.

„Twoja ślina neutralizuje pH w ustach. W przeciągu pół godziny w jamie ustnej wraca właściwe pH i wówczas szczotkowanie i wszystko inne jest całkowicie bezpieczne. Pół godziny to zwykle odpowiednia ilość czasu” – słowa dentysty cytuje Huffpost.

Alternatywnie można sięgnąć po gumę do żucia, a najlepszym wyborem będzie ta bezcukrowa z ksylitolem, który jest niskokalorycznym zamiennikiem cukru, hamującym rozwój bakterii.

Źródło: Huffpost

Zobacz też: 10 tysięcy kroków dziennie – czy to wystarczy dla zdrowia?

Tak wygląda światowa fotografia! Sony przyznało prestiżowe nagrody 

Sony National & Regional Adwards Polska
Fot: – Kamila Gruss The Moon Girl

Ponad 50 krajów uczestniczących w rywalizacji i 500 nagrodzonych fotografów. To dorobek konkursu Sony National & Regional Adwards. Zwycięstwo w nim jest jedną z bardziej prestiżowych nagród fotograficznych i ukazuje złożoność otaczającego nas świata. 

Pstryk i już. Wydawałoby się, że w epoce smartfonów z potężnymi aparatami fotografem może zostać każdy. Nie jest to jednak do końca prawda. By uchwycić genialny kadr, często trzeba wielu lat doświadczenia, prób i błędów, które owocują perfekcjonizmem. Założona w 2007 roku Światowa Organizacja Fotografii, dzięki współpracy z marką Sony, od dziewięciu lat przyznaje prestiżowe nagrody Sony National & Regional Adwards. Zwycięzcy otrzymują cyfrowy sprzęt fotograficzny oraz możliwość wystawienia swoich zdjęć na wystawach lokalnych i światowych oraz w corocznym albumie pokonkursowym. Tematyka fotografii jest w zasadzie dowolna, ukazuje otaczający nas świat. Za każdą fotografią kryje się też osobowość autora, jego spojrzenie na świat. Tak było chociażby w przypadku polskiej zwyciężczyni. 

Kamila J. Gruss, autorka „Księżycowej dziewczyny” (widocznej na zdjęciu głównym artykułu), spędziła 10 lat w Berlinie, a po uzyskaniu magisterium z literaturoznawstwa wróciła do domu w Polsce, aby pracować w rodzinnym biznesie.  

Fotografia jest moja pasją, sposobem na złapanie oddechu. Jest to część mnie, w której uwielbiam się zagubić, pogrążyć, część, w której mogę tworzyć wersje rzeczywistości, które najbardziej rezonują z moją wrażliwością. Właśnie wtedy, gdy wchodzę w tę sferę, odpoczywam najmocniej. Bycie „w tej chwili”; obserwowanie przyrody i wszystkiego, co mnie otacza, wydaje się być nieskończonym źródłem inspiracji. Drobne szczegóły, na których się skupiam, w jakiś sposób stają się treścią wzrastającego i dojrzewającego we mnie obrazu.

— opisuje swoją pasję Kamila, prywatnie matka dwójki dzieci. Zdradziła też, że zmaga się z depresją, a fotografia była dla niej rodzajem terapii.  

Selekcjonowane przez jury zdjęcia ukazują skomplikowane relacje między człowiekiem, a otaczającym go światem. Każde zdjęcie przedstawia wyjątkową, niepowtarzalną historię. Zagłębiamy się w świat nieistniejący – uchwyconą chwilę, która opowiada nam o niezwykłości planety Ziemia, o której w pędzie codziennego życia często zapominamy.

Oto kilka przykładowych zdjęć z konkursu Sony National & Regional Adwards: 

Zwycięzca z Singapuru – Wong Chek Poh – Turn 1 2 3 4 5 

Zdjęcie przedstawia widok z góry na nieużywane w czasie pandemii taksówki, które stoją na dachu budynku na Sin Ming Road.

Zwycięzca z Japonii – Hiroki Nose – Autumn Snake (tłum. Jesienny Wąż)

Fotografia przedstawia górską drogę w Hakone (Japonia). Patrząc z góry łatwo dostrzec podobieństwo do wijącego się wśród jesiennych liści węża.

Japonia sony

Zwycięzca z Kambodży – Sean Channal – I Miss You (tłum. Tęsknię za Tobą)

Teatry w dobie pandemii świecą pustkami. Panuje w nich głucha cisza, tęsknota i ciemność. Wszyscy czekają aż świat – także świat sztuki – wróci do normy.

Kambodża sony

Źródła: boredpanda.com / worldphoto.org

Zobacz też: Jak wygląda dzieciństwo w różnych zakątkach świata? – oto zdjęcia dzieci, które mówią więcej niż tysiąc słów

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Czy łatwo wychowywać dziecko w Polsce?

wychowanie dzieci

Polska znalazła się wśród 16 państw świata, w których przeprowadzono badanie na temat wyzwań związanych z wychowywaniem dzieci. Nestlé publikuje wyniki raportu Parenting Index.

Parenting Index to pierwsze tego rodzaju badanie dotyczące globalnych doświadczeń rodzicielskich. Raport analizuje opinie ponad 8 000 matek i ojców z 16 krajów Europy, Afryki, Ameryki Północnej, Ameryki Południowej i Azji (1). Badanie przeprowadzono w celu określenia najczęstszych wyzwań, z którymi zmagają się dzisiejsi rodzice, i sprawdzenia, czy są one podobne na całym świecie. Ankieta, którą opracował i zrealizował Kantar, została zlecona przez Nestlé w ramach realizacji zobowiązań firmy, by wspierać rodziny w pierwszych 1000 dniach od narodzin ich dzieci.

Parenting Index pokazuje, że w każdym badanym kraju można znaleźć obszary do poprawy, a największym wyzwaniem dla wszystkich rodziców jest presja wywierana na nich przez społeczeństwo lub samych siebie. Polska w Indeksie znalazła się dokładnie pośrodku – na 8. miejscu: zaraz po Indiach, a przed Rumunią.

Badanie jest próbą określenia dominujących wyzwań rodzicielskich w poszczególnych krajach. Państwa wybrane do realizacji Parenting Index reprezentują różnorodność geograficzną, odmienność kulturową, rozmaitość norm społecznych, sytuacji politycznych i ekonomicznych – mówi Ludovic Aujogue, Szef Dywizji Nutrition firmy Nestlé w Polsce – W badaniu wzięto pod uwagę 11 czynników, wpływających na doświadczenia rodzicielskie. Są to m.in. presja otoczenia, poczucie stabilności finansowej, wsparcie w życiu zawodowym, kryterium tzw. „bezproblemowego dziecka”, poziom opieki zdrowotnej, wsparcie środowiska, współdzielenie rodzicielstwa, poczucie bycia dobrym rodzicem, płatny urlop macierzyński, PKB PPP per capita.

wychowanie dziecka

Zobacz też: Jak wspierać dziecko w rozwiązywaniu trudności z rówieśnikami?

Szwecja na podium, Polska pośrodku

Szwecja plasuje się najwyżej jako kraj, w którym rodzice „mają najłatwiej” – dostała 75 na 100 możliwych punktów, wyprzedzając kolejny w zestawieniu kraj aż o 17 punktów. Miejsce to należy do Chile, a trzecie do Niemiec.

Polska zajmuje 8. miejsce z wynikiem 50 punktów. Podczas badania rodzice wskazywali zarówno na pozytywne obszary życia związane z wychowywaniem dziecka w naszym kraju, jak i te, w których chcieliby mieć większe wsparcie. Szczególnie korzystnie Polska wypada w takich wskaźnikach, jak niewielka presja, poczucie pewności siebie w roli rodzica oraz postrzeganie swojej pociechy jako „bezproblemowego dziecka”. W tych kategoriach Polska plasuje się w pierwszej piątce na świecie. Na innych płaszczyznach ankietowani rodzice dostrzegają jednak potrzebę wsparcia, zwłaszcza w sferze opieki zdrowotnej oraz pod względem ekonomicznym.

Presja – wewnętrzna i zewnętrzna

Według Parenting Index, odczuwana przez rodziców presja jest największym powszechnym problemem, niezależnie od lokalizacji. Ma ona po części charakter wewnętrzny – rodzice chcą utrzymywać wysokie standardy wychowawcze i często czują się nieprzygotowani do realiów związanych z byciem rodzicem, co skutkuje koniecznością pójścia na więcej kompromisów niż zakładali. Co ciekawe, polscy rodzice wypadają w tym względzie lepiej niż średnia i częściej czują się pewnie w roli opiekuna.

Istotne czynniki zewnętrzne

62% wszystkich respondentów raportu Parenting Index przyznaje, że wychowanie dziecka ma duży wpływ na sytuację finansową ich rodziny. Polska jest jednym z krajów, w których poczucie stabilności finansowej rodziców zwiększa się, wciąż ten czynnik jest jednak tym, który zdaniem rodziców daje przestrzeń do poprawy. Podobnie, wyzwaniem jest dla nich także publiczna opieka medyczna. Choć z tej prywatnej wydają się bardziej zadowoleni, podkreślają jednocześnie kosztowność tego rozwiązania.

Wsparcie w życiu zawodowym

W Niemczech, Szwecji, Polsce, Rumunii i Wielkiej Brytanii kobiety korzystają z najdłuższego urlopu macierzyńskiego. Okazuje się, że jego długość nie idzie jednak w parze z satysfakcją rodziców. Na wymienionych pięć krajów tylko mieszkańcy Szwecji i Rumunii są zadowoleni z długości urlopu macierzyńskiego. Najmniej – Niemcy i Wielka Brytania. Polska plasuje się w połowie zestawienia.

Nestlé od lat wspiera swoich pracowników w roli rodziców. W tym roku wprowadziliśmy dodatkowe uprawnienia, których celem jest pomoc w łączeniu obowiązków w dwóch kluczowych sferach życia, jakimi są rodzina i praca zawodowa – mówi Anna Durzyńska, Dyrektor działu HR w Nestlé w Polsce – Najistotniejszą zmianą jest wprowadzenie dodatkowego 4-tygodniowego pełnopłatnego urlopu ojcowskiego, który – łącznie z 2 tygodniowym „kodeksowym” urlopem – będzie ułatwiał budowanie więzi między rodzicami a dziećmi. Co istotne, nasza nowa polityka wsparcia rodziców jest neutralna pod względem płci, dzięki czemu wszystkie rodziny bez wyjątku mogą dłużej cieszyć się pierwszymi wspólnymi chwilami ze swoimi pociechami.

Raport dostępny jest (m.in. w angielskiej wersji językowej) na stronie: www.theparentingindex.com

O Nestlé

Nestlé w Polsce jest wiodącą firmą w obszarze żywienia z portfolio blisko 1600 produktów i prawie 70 marek, w tym m.in.: NESCAFĒ, WINIARY, GERBER, PRINCESSA, KIT KAT, LION, NESQUIK, NAŁĘCZOWIANKA oraz PURINA. Nestlé działa na polskim rynku od 1993 roku. Firma zatrudnia aktualnie 5500 pracowników w 8 lokalizacjach.

1. Parenting Index opiera się na danych z badania przeprowadzonego przez Kantar w okresie 14.01-27.02.2020 w 16 krajach na reprezentatywnej dla danego kraju grupie rodziców dzieci od 0 do 12. miesiąca życia. Pierwsza fala obejmowała 8045 wywiadów, druga – 900 wywiadów.

Zobacz też: Jak wygląda dzieciństwo w różnych zakątkach świata? – oto zdjęcia dzieci, które mówią więcej niż tysiąc słów

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.