Przejdź do treści

“Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali” – Kaya Szulczewska i Ciałopozytyw! Czy soma już całkiem zgubiła psyche?!

Ciałopozytyw i jego twórczyni Kaya Szulczewska - jak znaleźć spójność pomiędzy emocjami a ciałem?

Soma i psyche – rozstrzał, który stworzyła nie tylko terminologia medyczna, ale też kultura, panujące w społeczeństwie stereotypy, wszelkiego rodzaju lęki, obawy, nieustanne oceny. Nic więc dziwnego, że tak trudno jest nam połapać się we własnych emocjach względem ciała, ale i odwrotnie – jak to właśnie ciało wpływa na sferę psyche. Kiedy jednak napływają łzy, nie sposób dłużej unikać tematu: „Każdy ma za sobą swoją indywidualną, długą drogę i żadna z nich nie jest ani gorsza, ani lepsza” – o wspólnych poszukiwaniach najlepszej dla każdego z nas ścieżki, mówi Kaya Szulczewska, twórczyni Ciałpozytywu.

Katarzyna Miłkowska: Ciałopozytyw to siłą rzeczy głównie treści związane z cielesnością. Jednak tematy, o których w ostatnim czasie rozmawiała Pani ze swoimi obserwatorkami i obserwatorami, w dużej mierze przejął wątek emocji. Konkretnie mówiąc, pojawił się temat płaczu – skąd pomysł, a może właściwie potrzeba, żeby o tym mówić?

Kaya Szulczewska: Ciałopozytyw z założenia miał być miejscem do omawiania różnorodnych wątków. Wątków związanych zarówno z szeroko pojmowaną cielesnością, ale także i psychiką – w moim rozumieniu świata są to elementy nieodłączne. Idąc więc tym tropem, od początku wiedziałam, że Ciałopozytyw nie będzie ograniczał się tylko do kwestii wyglądu zewnętrznego, ale zajmę się również psychoedukacją, w tym właśnie normalizowaniem emocji. Są one naszą codziennością, ale te trudne – jak np. smutek i towarzyszący mu płacz – nieraz stanowią swego rodzaju tabu. Nie umiemy sobie z nimi radzić, często też ich po prostu nie akceptujemy – zarówno u siebie, jak i u innych.

Będę zatem „adwokatem diabła” – ale to przecież takie „nie-Instagramowe”!

To prawda, płacz i smutek to coś, czego raczej nie widzimy w medium takim jak Instagram. Stanowi ono raczej platformę, która nastawiona jest na kreowanie wyidealizowanych obrazów życia. Normalizowanie tej przestrzeni jest zatem kolejnym argumentem, wskazujący na potrzebę otwartej rozmowy o tak trudnych stanach.

No dobrze, w pewnym sensie tłumaczy to osobom zaskoczonym niektórymi tematami obecnymi na Ciałopozytywie, dlaczego tak wiele przestrzeni zajmują emocje, a nie stricte ciało – nie da się tych części od siebie oderwać. Mam jednak wrażenie, że współczesny świat postanowił działać zupełnie na przekór i mimo wszystko owo oderwanie wykreować, a następnie na siłę w nim żyć.

Być może coś w tym jest. W moim odczuciu, kultura, w której żyjemy, nie tylko mocno oddziela psychikę od ciała, ale też poddaje je wartościowaniu. Wiele piszących do mnie osób doświadcza czegoś w rodzaju bagatelizowania ich problemów psychicznych. Dostawałam też liczne wiadomości mówiące o tym, iż ludzie wstydzą się okazywania pełnego wachlarza emocji w obecności bliskich.

Co więcej, odbija się to także w drugą stronę – część osób przyznała, iż nie wie, jak radzić sobie w momencie, gdy to nie oni płaczą, ale za to są świadkami tego typu reakcji.

Skoro jesteśmy przy perspektywie płaczu jako reakcji – także tej z zakresu fizjologii – niewątpliwie wiele osób nauczonych jest, by łzy hamować (to przecież „wstyd i okazanie słabości!”). Jeżeli podobnie podejdziemy chociażby do wymagań względem wagi – musi być niska, bo tylko wtedy jest dobra – to w zasadzie okazuje się, że baza jest ta sama. „Przejmij kontrolę nad swoim ciałem i dopasuj je do potrzeb świata zewnętrznego!” – w tłumaczeniu: zatrzymaj łzy i pilnuj każdego kilograma. Widzę tu niesamowite podobieństwo!

Tak, na pewno jakiś rodzaj analogii istnieje. Bazuje na pewnych wzorcach narzuconych przez kulturę, które dotyczą zarówno wyglądu, jak i właśnie okazywania emocji, uczuć, słabości, mówienia o intymnych sprawach etc.

Co istotne, w dużej mierze schematy owych zachowań są też uzależnione od płci – mężczyznom nie wypada płakać, kobietom zaś okazywać agresji. Pewne cechy i zachowania kulturowo przypisujemy określonej grupie osób, a przez to zamykamy się na rozmaite, szerokie formy ekspresji. Czy słusznie?

Myślę, że jednak poza byciem jednostką dookreśloną przez konkretne kategorie, przede wszystkim jesteśmy ludźmi i warto poznać cały wachlarz dostępnych nam emocji. Dobrze jest nauczyć się z nimi mądrze pracować, co nie znaczy wyparcia, a raczej transformowanie ich w coś budującego lub – jak w przypadku płaczu – w coś, co nas po prostu rozładowuje i oczyszcza. 

Zobacz też: „Zostaw to ciało w świętym spokoju!” – Agata Ziemnicka i Kobiety bez diety! Dlaczego dla własnego dobra lepiej się w ogóle się odchudzać?

Czyli znów łączymy cielesność i psychikę w jedno – jeśli tłumimy uczucia i nie dajemy im żadnego zdrowego ujścia, to narastające napięcie musi przejąć ciało. Koniec końców odczuwamy różnego rodzaju bóle, pojawiają się choroby, mięśnie są w nieustannym dyskomforcie…

Zdecydowanie, wyuczone tłumienie uczuć, emocji i nieumiejętność radzenia sobie z nimi odbijają się na ciele w bardzo negatywny sposób. Problemy psychiczne mogą wpłynąć m.in. na postrzeganie ciała, na jego możliwości, a co za tym idzie – także na nasz wygląd i funkcjonowanie organizmu. Warto wspomnieć w tym momencie o randze samoświadomości, z czym nieodłącznie wiąże się znajomość własnych stanów psychicznych. Kiedy jesteśmy otwarte na swoje uczucia i dostrzegamy moment, gdy dzieje się z nami coś naprawdę złego, możemy sięgnąć po profesjonalną pomoc. Nie mając pełnego kontaktu ze sobą, łatwo jest przegapić punkt, w którym owa profesjonalna interwencja lekarska lub psychologiczna stają się niezbędne.

Dlatego też chciałabym, aby obserwujące mnie osoby mogły spróbować odnaleźć własną spójność pomiędzy tym, co cielesne, a tym, co psychiczne. Zaakceptować nie tylko to, jakie mają ciało, ale też towarzyszące im emocje i uczucia. Chciałabym, aby nauczyły się żyć z tym, co mają i jednocześnie traktowały siebie z troską oraz miłością – zarówno ciało, jak i psychikę, do których warto jest podejść bez presji osiągnięcia konkretnego celu, ale raczej z uważnością nastawioną na całościowe działanie na swoją korzyść.

Dojście do tego może by długą, mozolną i niezwykle bolesną drogą. Znów widzę przykład w płaczu – zdarza się przecież, że ludzie nie ronią łez latami, co może być związane z ogromnymi blokadami, ciężkimi przeżyciami i wieloletnimi wręcz traumami. Później – np. w trakcie terapii, czyli teoretycznie pracy nad psychiką – nagle zaczyna współpracować też ciało, a wieloletnie łzy znajdują ujście. W takich momentach zastanawiam się, co jest pierwsze – czy to ciało podąża za psychiką, czy jednak psyche za somą?

Na linii ciało-psychika zachodzi bardzo wiele reakcji i są one ze sobą powiązane w naprawdę skomplikowany sposób. Nie jest to prosty mechanizm, albo też taki, który do tego uproszczenia da się w ogóle sprowadzić. Nie jestem naukowczynią zajmującą się psychofizjologią, aby to wszystko objaśniać. Nie będę więc się w to zagłębiać – zostańmy przy tym, że owo połączenie po prostu jest.

Coś o czym warto jednak pamiętać, nawet z punktu widzenia laika, to fakt, iż część tłumionych emocji może odbijać się w ciele w bardzo nieoczywisty sposób, a nam zwykle zdarza się oceniać ludzi bardzo powierzchownie. Nie mamy jednak zazwyczaj pojęcia, jakie za danym wyglądem i ciałem stoją historie, emocje, być może problemy psychiczne. Często bagatelizujemy wpływ psychiki na wygląd, wydając mocne sądy. Nieraz widać to w przypadku krytyki wysyłanej w stronę grubych osób, czy też kobiet, które miały dużo operacji plastycznych. Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali. Kiedy jednak posłuchamy tych osób, okazuje się, że każda z nich ma za sobą długą, niepowtarzalną drogę i co najważniejsze, żadna z owych ścieżek nie jest ani gorsza, ani lepsza.

Cialopozytywność ma na celu uczenie właśnie tego rodzaju szacunku. Zachęca do pozostawania otwartym na rozmaite historie skrywane przez ciało, a także dawanie wolności i przestrzeni do wyborów, jakie ludzie podejmują względem ich własnej cielesności. Nawet jeśli te wybory są dla nas niezrozumiałe.

Zobacz też: Owłosione kobiece ciało – kontrowersja, czy natura? Te zdjęcia łamią tabu!

To ciekawe, kiedy stopień po stopniu schodzimy w dalsze części rozmowy, okazuje się, że od samego początku rozmawiamy o czymś znacznie głębszym, niż tylko widoczny na zewnątrz wizerunek. Mam wrażenie, że podobnie rozwija się też Ciałopozytyw. Krok po kroku prowadzi Pani swoich obserwatorów i obserwatorki do coraz głębszych zakamarków myślenia, czucia, konfrontacji z samymi sobą. Czy jest to jakiś zauważalny przez Panią proces?

Droga Ciałopozytywu to w zasadzie po części i moja prywatna podróż. Co więcej, myślę, że ta osobista strona Cialopozytywu, moja otwartość i szczerość, to ważny element sukcesu, jaki w tej przestrzeni odnoszę – widzę, że ludzie bardzo to doceniają. Za istotne uważam także to, że ukończyłam kursy coachingu i w taki też sposób staram się ten profil prowadzić. 

W taki, czyli jaki?

Staram się zadawać dużo pytań, a przy tym pomagać moim widzkom i widzom samodzielnie znaleźć na nie odpowiedź. Nikomu nie chcę narzucać jakiejś konkretnej drogi, czy wyglądu. Owszem, promuję zdrowe postawy, ale nie forsuję jedynej słusznej formy wizerunku zewnętrznego, czy też działań, jakie ostatecznie dany człowiek „powinien” podjąć w związku ze swoim ciałem. To właśnie dzięki temu kontakt robi się tak głęboki – cała ta przestrzeń staje się bowiem sumą wspólnej podróży do wnętrza. Staje się też miejscem, w którym możemy dzielić się z innymi odkryciami, jakich dokonaliśmy na przebytej przez nas drodze do samoakceptacji. Wszystko to napędza do jeszcze głębszych poszukiwań.

Razem zawsze raźniej.

Rzeczywiście mam wrażenie, że wiele osób czuje się w tym kontekście samotnymi – nie widzą w mediach emocji, ani też ciał podobnych do swoich. Wywołuje to w nich myśl, że są jedynymi osobami na świecie z danym kompleksem. Kiedy jednak okazuje się, że więcej osób ma podobne ciała i związane z nimi doświadczenia, coś pęka. Solidarność, wsparcie i brak oceniania sprawiają, że kompleksy powoli się rozpuszczają – to, co kiedyś budziło w nas niepokój, staje się czymś normalnym.

W zasadzie myślę, że to właśnie jest esencją akceptacji – jeśli coś akceptujemy, przestaje to budzić w nas napięcie. Staje się powszednie, naturalne i nie musimy już o tym myśleć. Póki co dostaję jednak codziennie kilkadziesiąt wiadomości i wiem, że jest ogromna potrzeba poruszenia jeszcze wielu tematów. Tematów, które owego napięcia nieustannie budzą zdecydowanie zbyt wiele.

Zobacz też: Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Tak należy fotografować architekturę! Piękno i prostota – tych zdjęć nie możesz przegapić!

moda Instagram
Fot Instagram @drcuerda

Dwoje architektów, Anna Devis i Daniel Rueda, zdobyło wielką popularność dzięki zdjęciom architektury, w którą wplecione są stylizacje modowe

„Poznaliśmy się na Universitat Politècnica de València, gdzie oboje ukończyliśmy Wydział Architektury. Dziś wykorzystujemy architekturę jako tło, aby opowiadać historie za pomocą kreatywnych i kolorowych obrazów, które są dalekie od konwencjonalnej fotografii. I chociaż może wydawać się to zaskakujące, tworzymy te surrealistyczne fotografie bez użycia oprogramowania do edycji zdjęć. Zamiast tego starannie ustawiamy wszystko przy użyciu różnego rodzaju przedmiotów codziennego użytku, rzeczywistych lokalizacji, kolorowych papierów, dopasowanych strojów i mnóstwa naturalnego światła” – mówi słowa Daniela Rudea cytuje Boredpanda.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

Anna i Daniel chętnie sprzedają limitowane edycje swoich zdjęć, współpracując z różnymi firmami i markami z całego świata. „Niektóre z naszych ulubionych zdjęć powstały w wyniku współpracy z klientem. Praca nad odprawami, budżetami i terminami naprawdę czasami jest testem, ale uwielbiamy wyzwania. Oprócz tego nasza praca ilustruje artykuły, plakaty festiwalowe i okładki książek z różnych gatunków. Jesteśmy podekscytowani za każdym razem, gdy nasza praca opowiada historię inną niż ta, którą sobie wymyśliliśmy” – mówią twórcy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

Zobacz też: Poznaj niekwestionowaną królową Instagrama – ma… 92 lata!

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

Jako źródło swych inspiracji architekci podają wizualny humor takich artystów jak Charles Chaplin, Buster Keaton czy Harold Lloyd. Zdjęcia dwójki artystów można oglądać m.in. na Instagramie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Daniel Rueda + Anna Devís (@drcuerda)

Źródło: boredpanda.com

Zobacz też: Jak wygląda dzieciństwo w różnych zakątkach świata? – oto zdjęcia dzieci, które mówią więcej niż tysiąc słów

 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Olej CBD dla psów? Sprawdziliśmy, o co chodzi – czy warto go podawać?

Psy - jak działa olej CBD dla psówy?
Jak działa olej CBD dla psów i czy jest korzystny? || Fot:Isselee Eric Philippe

Na rynku pojawiło się sporo produktów z konopi siewnych – w tym także dla zwierząt, m.in. olej CBD dla psów. Sprawdziliśmy, jaki ma on wpływ na zdrowie naszego pupila.  

Kannabidiol, zwany również CBD, to popularna obecnie substancja, która m.in. wzmacnia odporność, ułatwia zasypianie, wspiera leczenie stanów zapalnych i innych dolegliwości. Występuje naturalnie w organizmach ssaków, m.in. w mleku matki. Pojawiły się również tego typu suplementy diety dla czworonogów, w tym wspomniany już olej CBD dla psów. Brzmi dziwnie? Cóż, wbrew pozorom konopie indyjskie to nie tylko psychoaktywna marihuana, ale też bardzo skuteczny, tani i naturalny suplement. CBD dla psa nie wydaje się więc głupim pomysłem. 

Konopie bezpieczne, ale… 

CBD można bezpiecznie stosować u psów, zakładając, że kupujesz produkt z renomowanego źródła” – powiedział dr Dundas  weterynarz i właściciel gabinetu Lincolndale Veterinary Center w Nowym Jorku w rozmowie z The Dodo

Olejek CBD dla psów może pomóc m.in. w takich problemach, jak:  

  • drgawki,
  • choroby zapalne (takie jak choroba zwyrodnieniowa stawów i alergie skórne),
  • ból,
  • niepokój,
  • agresja,
  • zmniejszony lub brak apetytu,
  • wymioty,
  • guzy,
  • wspiera pracę serca i układu nerwowego.

CBD może okazać się również rozwiązaniem dla problemu psiej padaczki lekoodpornej. Badania ludzkiego preparatu na bazie kannabidiolu jako dodatku do leków przeciwpadaczkowych u dzieci i młodzieży z padaczką lekooporną wykazały: „44 proc. badanych pacjentów zareagowało przynajmniej zmniejszeniem liczby napadów o 50 proc.„. 

Zobacz też: Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?

Warto pamiętać, że mimo iż CBD jest pozyskiwane z konopi indyjskich, nie ma właściwości psychotropowych ani halucynogennych, o których wiadomo, że są obecne w THC (tetrahydrokanabidolu) głównym psychoaktywnym składniku konopi. Olej konopny podajemy zwierzęciu doustnie. Jeśli Twój pies zmaga się ze stanem zapalnym lub bólem stawów, można podać mu suplement bezpośrednio na biodra i stawy. Co istotne, olej CBD dla psów niesie ze sobą niewielkie ryzyko skutków ubocznych. Należy jednak pamiętać, by odpowiednio dopasować dawkę do wagi zwierzęcia oraz oczekiwanych rezultatów. 

Nie należy natomiast podawać dla psa produktów z THC, które może okazać się toksyczne dla naszego pupila i wprowadzić go w dezorientację. Pies może popaść w letarg, dostać biegunki, a także doświadczyć ataksji, czyli upośledzonej koordynacji. Są to jednak objawy przejściowe i nie powinny łączyć się z długotrwałymi efektami ubocznymi. 

Źródło: The Dodo

Zobacz też: Czy powinniśmy martwić się tym, co pies widzi na ekranie telewizora?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

5 mało popularnych sportów, które można trenować i oglądać w Polsce – znasz je?

sport

Wraz z kolejnym luzowaniem obostrzeń możemy trenować na obiektach sportowych, a także kibicować na trybunach. Przygotowaliśmy dla Was zestawienie 5 sportów, które nie są szczególnie popularne w naszym kraju, ale warto zacząć je trenować lub wybrać się z rodziną na wspólne oglądanie. Co ważne, mecze są pozbawione animozji kibiców oraz w większości obowiązuje wstęp wolny!

1.Baseball 

Ciężko nazwać ten sport niszowym, ale… to za oceanem. Jednak i w Polsce nie brakuje zapaleńców zdobywania baz i wybijania piłki na home run. Ćwiczyć w klubach mogą już 6-letnie dzieci, zaś seniorzy mierzą się w ogólnopolskich rozgrywkach. Lista 26 klubów z Polski dostępna jest TUTAJ.  

2. Polo 

Polo to sport prawdziwych gentelmenów. Piękne stroje, konie i drżenie murawy podczas akcji. Obecnie zarejestrowanych jest w Polsce kilka profesjonalnych klubów polo, a są to:  Buksza Polo & Riding Club, Warsaw Polo Club, Polo Club Żórawno, Ivy Polo Club, Silesia Polo Club i Klub Polo Mariusza Świtalskiego. Warto odwiedzić mecz – prędkość rozgrywki naprawdę robi wrażenie! 

3.Rugby 

Skoro jesteśmy już przy sportach gentelmenów, nie możemy pominąć także twardego rugby. W Polsce istnieje kilkanaście klubów i mogą do nich należeć nawet 8-latkowie. Dyscyplina, szacunek dla przeciwnika, zgranie drużyny i wytrzymałość – tego z pewnością można nauczyć się od sportowców i… sportsmenek, bowiem w rugby grają też panie. Warto wybrać się również na mecz – piknikowa atmosfera sprzyja wspólnym chwilom z rodziną. 

Zobacz też: 10 tysięcy kroków dziennie – czy to wystarczy dla zdrowia?

4.Cheerleading 

Mało kto pomyślałby, że jest to sport, a jednak. Cheerleading to zorganizowane układy składające się z elementów gimnastyki, tańca i akrobacji. Co ciekawe, Polki mają w tej dyscyplinie spore sukcesy – nasze panie wyjeżdżały występować nawet do ojczyzny tego sportu, czyli USA. Istnieje też Polski Związek Sportowy Cheerleadingu wyłaniający kadrę narodową.  

5.Sportowe walki rycerskie 

Last but not least, czyli konik piszącego te słowa. Rekonstruktorzy, którzy dążyli do jak najwyższego poziomu walk, stworzyli ponad dekadę temu mistrzostwa świata w swej dyscyplinie. Uczestniczy w nich ponad 30 nacji, w tym te bez tradycji “rycerskich”: USA, Japonia, Nowa Zelandia czy Argentyna. Walki prowadzone są w formułach 1 vs 1 i starć grupowych 5 vs 5, 10 vs 10, 21 vs 21. Dzięki zbrojom zawodnicy są odporni na większość ciosów, co tylko zwiększa widowiskowość starć, będących rozrywką dla całej rodziny. W Polsce sportowe walki rycerskie pojawiają się również na galach boksu i MMA m.in.: Time of Masters czy Fame mma. Ćwiczyć na miękką broń mogą w klubach już kilkuletnie dzieci!  

Zobacz też: Sport od najmłodszych lat – Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Terapia ze zwierzętami w roli głównej – jak wpływają na zdrowie człowieka?

zwierzęta
fot. 123rf.com

Ludzie udomowili zwierzęta, aby móc z nimi obcować na co dzień. Nie od dziś bowiem wiadomo, że posiadanie zwierząt pozytywnie wpływa na funkcjonowanie człowieka. Badania nad pozytywnym aspektem przebywania ze zwierzętami zainicjował w 1964 roku psychiatra Boris M. Levinson. Jego labrador Jingels towarzyszył podczas terapii z dziećmi ze spektrum autyzmu. Levinson zauważył, że dzieci, które mają trudności w kontaktach oraz komunikowaniu się, nawiązują bliską relację z jego psem. Dzięki swoim obserwacjom zaczął do swoich metod terapeutycznych wprowadzać i wykorzystywać obecność czworonogów.

Szczęście odciśnięte łapą

Najbardziej rozpowszechnioną terapią, w której wykorzystywana jest obecność zwierząt, jest dogoterapia. Główną rolę odgrywają w niej psy. Ich zdolność nawiązywania relacji, współpraca, wierność oraz zaufanie budują niesamowitą więź z człowiekiem. Psy współuczestniczą między innymi w terapiach osób z niepełnosprawnościami, zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Głównym celem takich spotkań jest wzmacnianie empatii, wyzwalanie spontaniczności, budowanie więzi emocjonalnej, stymulowanie zmysłów dotyku, wzroku i słuchu, zwiększanie poczucia własnej wartości oraz poprawienie sprawności ruchowej.

Ponadto przebywanie z psem wpływa na poprawę zdrowia psychicznego, podnosi poziom oksytocyny (hormonu miłości, przywiązania) w organizmie człowieka, a obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu), który odpowiedzialny jest za odczuwanie zwiększonego niepokoju. Wzrasta za to poziom dopaminy, która jest odpowiedzialna za dobre samopoczucie. Kontakt z psem obniża również ciśnienie tętnicze, dzięki czemu zmniejsza się ryzyko powikłań związanych z chorobami sercowo-naczyniowymi.

Zobacz też: Koń terapeuta – czemu nie? Okiełznaj emocje i ściągnij cugle z Karoliną Czarnecką! WYWIAD

Bliskość i przywiązanie

Terapie, w których uczestniczą zwierzęta, mają szereg pozytywnych aspektów, a im większa więź ze zwierzęciem, tym efekty pracy terapeutycznej są zdecydowanie lepsze. Kontakt ze zwierzętami pobudza w człowieku funkcje poznawcze oraz aktywizuje do nawiązywania relacji społecznych. Niesamowicie istotnym czynnikiem jest przy tym także aktywność fizyczna, która jest nieodzownym elementem kontaktu ze zwierzętami, np. w dogoterapii lub hipoterapii.

Terapie z udziałem zwierząt
  • Dogoterapia – terapia z udziałem psa, najczęściej z rasami Golden Retriever, Labrador, Nowofundland, Cavalier, Beagle (nie jest to jednak reguła).
  • Felinoterapia – terapia z udziałem kota. Sierść kota oraz jego mruczenie ma działanie uspokajające, pozwala odprężyć się, obniżając poziom leku.
  • Hipoterapia – terapia z udziałem konia. To jedna z metod rehabilitacji dla osób z neurologicznymi zaburzeniami ruchu.
  • Onoterapia – terapia z udziałem osiołka. To zwierzę spokojne, które lubi kontakt z człowiekiem. Onoterapia jest wskazana do pracy z dziećmi, osobami starszymi, osobami z zaburzeniami psychicznymi oraz z niepełnosprawnościami.

Siła, poczucie więzi oraz szczęście to składowe relacji, jaką możemy zbudować ze zwierzętami. Dlatego tak ważne jest, aby świadomie doceniać i wykorzystywać potencjał, jaki drzemie w zwierzętach – bo od nich możemy się wiele nauczyć!

Zobacz też: Jak dziecko poznaje zwierzęta? „N. jest zachwycona! Piskiem radości wita żubry”

Źródła:
medrodzinna.pl / journals.viamedica.pl

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.