Przejdź do treści

Kobietka ze złączonymi kolankami – czy moje ciało jest naprawdę MOJE?!

Jeśli czujesz, że możesz o sobie decydować i masz wpływ na to, co dzieje się wokół ciebie – znakomicie. Zapewne świadczy to o twoim dobrostanie psychicznym i zdrowych sposobach radzenia sobie z problemami. Czy jednak nasze ciała są w pełni nasze? Mam co do tego poważne wątpliwości.

Czy to ja, czy to ty?

Pewna mądra kobieta powiedziała niedawno: „Mam świadomość, że moje decyzje nie są tak naprawdę moje. Gdzieś na końcu może mam jakiś głos, ale czy rzeczywiście w pełni wolną decyzją jest posiadanie przeze mnie trójki dzieci? Może mi się tak wydawać, ale niezwykle wiele czynników miało na to wpływ” – nie sposób się z nią nie zgodzić. To, w jakiej rodzinie jesteśmy wychowywani. To, jakie filmy oglądamy i jakie czytamy książki. To, co mówią nam nasi znajomi. To, co przekazuje nam szkoła. To, co przekazuje nam religia. To, na co pozwala – lub raczej ostatnimi czasy, nie pozwala – nam prawo. Gdzieś na szarym końcu owszem, mogę postawić „kropkę nad i”. Jednak buduje nas znacznie więcej, niż my sami.

Dość jasnym jest, że ograniczenia nakładane na ciało są upolitycznione. In vitro, antykoncepcja, aborcja – decyzyjność poziom niemal zero. Tutaj chyba żadna z kobiet nie ma wątpliwości, że jej moc sprawcza jest szalenie utrudniona. Warto jednak zauważyć, że to wszystko dzieje się na o wiele głębszych poziomach, z których na co dzień nawet nie zdajemy sobie sprawy. O, spójrz! Siedzisz ze złączonymi kolanami – sama o tym zdecydowałaś, czy może twoje ciało „organicznie” wie, co jest dla ciebie dobre?

Ciało do ciała

Już od małego dziewczynki uczone są siadania ze złączonymi kolankami, bo inaczej jest bardzo, ale to bardzo niekulturalnie. Dzieci niezwykle szybko się uczą, więc i takie gesty przyjmują w trymiga. Spójrzmy na to szerzej: małe damy mają być niemal niewidoczne, mają zajmować mało miejsca, ale też ukryć swoją seksualność, nie narażać jej na szwank, zatrzymać dla siebie, schować. Błyskawicznie okazuje się, że wiele tego typu aktów „wchodzi nam w ciało” zupełnie nieświadomie. Jako dorosłe kobiety nie zastanawiamy się nad tym dlaczego tak, a nie inaczej, wykonujemy dany gest. Dlaczego tak, a nie inaczej, siedzimy. Dlaczego tak, a nie inaczej, mówimy. Latami uczymy się wielu odruchów i zachowań bez zupełnej naszej w tym woli. A w zasadzie nie my się tego uczymy, a nasze ciało.

Gdy jesteśmy zupełnie same w domu, nikt nas nie widzi – zastanówmy się wtedy: skąd moje ciało wie, jak ma chodzić? Dlaczego idąc do łazienki, pomimo zupełnej swobody, mój krok jest „kobiecy”? Skąd mój organizm to zna? Czy mam nad tym jakąś kontrolę? Czy jest to kultura, czy fizjologia? Czy od urodzenia moje ciało wiedziało, jak ma wyglądać kobiecy chód i jest to „naturalne”?

Jest ryzyko, jest zabawa

Zrób eksperyment! Jeśli boisz się przy innych ludziach, wypróbuj w bezpiecznej dla siebie przestrzeni. Zacznij na przekór ciału wykonywać stereotypowo męskie gesty. Chodź przez chwilę innym krokiem, inaczej usiądź, odmiennie stań. Pozwól, swojemu przyzwyczajonemu do kobiecości ciału, na chwilę stać się męskim i zobacz, co ci przekaże. Jakie sygnały będziesz mogła odczytać.

Czujesz różnicę? Czy jest w tym dla ciebie coś uwalniającego? Może odczuwasz niepokojącą cię niespójność? A może z drugiej strony – nie czujesz nic nowego? Dlaczego zatem nie zachowasz się tak w towarzystwie innych ludzi? Obawiasz się oceny? Ukarania? Śmieszności? Czy aż tak nasze ciała się różnią, że muszą być trenowane do zupełnie innych reakcji? Czy aż tak sami musimy owe różnice podkreślać? Co same sobie tym przekazujemy, jaką wiedzę same w sobie utrwalamy? Jakie ograniczenia, nakazy, zakazy, przymusy tworzymy? Jakim kosztem?

Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Jeśli jednak nie będziemy ich sobie stawiać, może nam umknąć coś szalenie istotnego – uwolnienie, odpuszczenie, świadomość.

Wierzę w to, że możemy odzyskać nad sobą kontrolę. Jeśli nie w pełni, to przynajmniej możemy mieć poczucie, że nasze ciało nie jest obcym bytem. Eksperymentowanie z własnymi przekonaniami na temat płci i przekraczanie słynnych „stref komfortu”  dla wielu kobiet może być szalenie trudną pracą. Zaczyna się jednak właśnie od świadomości murów, w które na swojej drodze nieraz uderzymy głową. Grunt to się na nich nie roztrzaskać, tylko wzmocnić.  Hmmm, czyżbyś właśnie inaczej usiadła?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Breaking News: w Białym Domu zamieszka pies ze schroniska. Trump przegrał, bo nie ma psa?

w Białym Domu zamieszka pies ze schroniska
Pies Major Fot. Instagram Dr. Jill Biden, żony Joe Bidena

W Białym Domu po raz pierwszy zamieszka pies ze schroniska. Wabi się Major i należy do nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Joe Bidena. Tym samym psia tradycja powraca!

Ronald Reagan i Lucky, George W. Bush i Barney, Barack Obama i Bo – to sławne duety, do których dołączy niebawem Joe Biden i Major. Prezydentura Bidena oznacza powrót tzw. pierwszych psów do Białego Domu.

Zaadoptował psa ze schroniska

W 2018 roku Joe Biden zaadoptował owczarka niemieckiego. Szczeniak, razem z rodzeństwem, trafił do schroniska po tym, jak został odratowany przez lokalne pogotowie weterynaryjne. Następnie pieskami zaopiekowała się organizacja pro-zwierzęca Delaware Humane Association, która znalazła im nowych właścicieli.

Dzisiaj jest szczęśliwy dzień dla Majora. Nie tylko znalazł swój dom na stałe, ale został adoptowany przez wiceprezydenta Joe Bidena i dr Jill Biden! Bidenowie poznali Majora, dając mu dom tymczasowy, a teraz są gotowi, aby uczynić adopcję oficjalną. Powodzenia i dziękujemy, że jesteście jednymi z naszych przyjaciół na całe życie! – taką radosną nowiną podzieliła się organizacja w listopadzie 2018 roku.

Today is Major’s lucky day! Not only did Major find his forever home, but he got adopted by Vice President Joe Biden &…

Opublikowany przez Delaware Humane Association Sobota, 17 listopada 2018

Zobacz też: Donald Trump został dziadkiem! Już po raz dziewiąty

Przywróćmy psy do Białego Domu

Przez ostatnie cztery lata w Białym Domu nie mieszkało żadne zwierzę. Donald Trump zerwał w ten sposób z tradycją trwającą od ponad 100 lat, czyli opiekowania się przez głowę państwa jakimś czworonożnym pupilem.

Trump, nagabywany przez reporterów, powiedział, że posiadanie psa w jego przypadku byłoby „fałszywe”, bo podparte ciągłymi namowami jego doradców, a nie osobistym wyborem. Prezydent dodał także, że nie miałby czasu na opiekę nad czworonogiem.

Z kolei Joe Biden jest miłośnikiem psów. W jego mediach społecznościowych znaleźć można wiele zdjęć przedstawiających go w towarzystwie dwóch owczarków niemieckich – 12-letniego Champa i 2-letniego Majora.

Jednym z haseł kampanii wyborczej Bidena było Let’s put dogs back in the White House, czyli  „Przywróćmy psy do Białego Domu”. Zobacz zabawny filmik z pieskami w roli głównej:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Joe Biden (@joebiden)

Czy opiekowanie się psem może wpłynąć na polityczne preferencje? Nie wiadomo. Jednak wiele osób twierdzi, że czuje sympatię do psiarzy, a człowieka poznaje po jego stosunku do zwierząt. O roli psa w rodzinie niedawno pisaliśmy – polecamy wywiad z trenerką psów!

Jedno jest pewne: dzięki wygranej Bidena, jego pupil o imieniu Major zapisze się na łamach historii jako pierwszy pies ze schroniska, który kiedykolwiek zamieszkał w Białym Domu.

Źródło: BuzzFeedNews

Zobacz też: Czy pies wyczuwa ciążę? Wiele wskazuje, że…

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Świadomy pacjent ma narzędzia do realnej oceny terapii – turystyka komórkowa z perspektywy pacjenta

Moc komórek - wybieramy potwierdzone terapiê komórkowe. kampania społeczna
Od lewej prof. dr hab. Ewa Zuba-Surma, dr hab. n. med. Magdalena Chrościńska-Krawczyk, prof. dr hab. Krzysztof Kałwak. fot. Stach Leszczyński, PAP

Dziś pacjenci z łatwością sięgają do Internetu po informacje na temat terapii komórkowych. Trudności zaczynają się wtedy, gdy przychodzi do weryfikacji źródeł tych informacji oraz ich jakości, która wciąż pozostawia wiele do życzenia. W efekcie pacjenci czasami decydują się na podjęcie leczenia w krajach, będących mekką turystyki medycznej, np. na Ukrainie, w Indiach czy Tajlandii, gdzie brakuje nadzoru regulacyjnego nad terapiami komórkowymi. Dlatego kluczowe jest budowanie świadomości wśród pacjentów na temat fundamentalnych różnic pomiędzy nadzorowanymi terapiami komórkowymi a terapiami niepotwierdzonymi, prowadzonymi bez żadnej kontroli.

Temat turystyki komórkowej został poruszony podczas debaty ekspertów, która zainaugurowała kampanię społeczną „Moc Komórek – Wybierajmy Potwierdzone Terapie Komórkowe”. Misją kampanii jest zainicjowanie publicznej debaty na temat terapii komórkowych. W ramach kampanii podejmowane są działania mające na celu edukację i budowanie świadomości wśród pacjentów.

Świadomy pacjent ma narzędzia do realnej oceny terapii

Na różnego rodzaju forach internetowych znajduje się wiele niezidentyfikowanych informacji na temat terapii komórkowych, głównie tych prowadzonych poza granicami Polski, czy nawet UE. Część z tych informacji dociera do pacjentów wręcz za pośrednictwem marketingu bezpośredniego, tym bardziej ciężko samodzielnie zweryfikować ich jakość. Najbardziej narażeni na ryzyko podjęcia niepotwierdzonej i nieregulowanej prawem terapii są rodzice poszukujący nowatorskich metod leczenia, które mogłyby pomóc ich dzieciom. Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, zwrócił uwagę na ten problem:

– Ta determinacja, aby za wszelką cenę pomóc swojemu nieuleczalnie choremu dziecku jest całkowicie zrozumiała. Dlatego też czasami zapadają decyzje o podjęciu tego typu terapii za granicą. W związku z tym, że brakuje rzetelnych źródeł informacji, rodzice często nie mają możliwości weryfikacji czy terapia, jaką mają zastosować, jest uregulowana prawnie, potwierdzona i bezpieczna – mówi Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich – Kluczowe jest, aby ci rodzice mieli dostęp do sprawdzonej wiedzy, do poradników, publikacji naukowych, aby mogli uzyskać od swojego lekarza rzetelne informacje oraz aby byli świadomi fundamentalnych różnic pomiędzy nadzorowanymi terapiami komórkowymi – jak w Polsce, gdzie każdorazowo niezbędna jest zgoda komisji bioetycznej – a terapiami, które za granicą prowadzone są często bez jakiejkolwiek kontroli i, jak pokazują badania, zdarza się, że niekiedy nie są nawet prowadzone przez lekarzy.

W Polsce terapie komórkowe stosowane są jako Medyczny Eksperyment Leczniczy (tzw. MEL). Zasady stosowania MEL-u dokładnie określają przepisy prawa polskiego oraz Unii Europejskiej (w szczególności ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty), ale już w krajach poza UE wygląda to zupełnie inaczej. Najczęściej nie ma tam po prostu żadnego nadzoru regulacyjnego nad terapiami komórkowymi. W 2019 roku zostało opublikowane badanie w miesięczniku JAMA Network, z którego wynika, że w USA z 608 klinik – gdzie prowadzono terapie komórkowe – w co trzeciej klinice terapia komórkowa była podawana przez osobę niebędącą lekarzem. Dane są zatrważające. Tego typu badań niestety nie przeprowadzono w krajach, takich jak: Ukraina, Indie czy Tajlandia, które pozostają mekkami turystyki medycznej.

Brak nadzoru regulacyjnego nad terapiami komórkowymi, który wiąże się z tym, że część osób podających terapie komórkowe nie ma wykształcenia medycznego, to jednak niejedyne zagrożenie dla pacjentów podejmujących niepotwierdzone terapie komórkowe. Problemem jest przede wszystkim brak europejskich standardów wytwarzania produktu, czyli preparatu na bazie komórek macierzystych, który wykorzystywany jest w ramach terapii komórkowej. Ponadto pacjenci napotykają także na barierę językową. Kolejną kwestią stwarzającą ryzyko jest bardzo często brak długotrwałej obserwacji, jak również brak jasnej informacji, co do odpowiedzialności za leczenie, w przypadku ewentualnych powikłań. Ostatnią kwestią ważną z perspektywy pacjenta są także koszty, które za granicą są dużo wyższe niż w Polsce, a do tego należy wziąć pod uwagę dodatkowe koszty w postaci biletów lotniczych, noclegów oraz wyżywienia.

Warto mieć na uwadze, że wyłącznie świadomy pacjent będzie mógł podjąć świadomą decyzję o odrzuceniu terapii niewiadomego pochodzenia, która prowadzona jest bez żadnego nadzoru i która dodatkowo może stwarzać zagrożenie dla pacjenta, czy to za granicą, czy w kraju ojczystym.

W ramach kampanii „Moc Komórek – Wybierajmy Potwierdzone Terapie Komórkowe” powstała edukacyjna strona internetowa www.mockomorek.pl, na której pacjenci znajdą wiele ważnych wskazówek i odniesień do publikacji naukowych, Poradnik Pacjenta, jak również rzetelne informacje, które pomogą im odróżnić potwierdzoną i bezpieczną terapię komórkową od terapii niepotwierdzonej, przed którą ostrzegała w kwietniu 2020 roku Europejska Agencja Leków.

Od lewej prof. dr hab. Krzysztof Kałwak, prof. zw. dr hab. n. med. Marcin Mycko, fot. Stach Leszczyński, PAP

Od lewej red. Iwona Schymalla, Medexpress, Stanisław Maćkowiak, Federacja Pacjentów, fot. Stach Leszczyński, PAP

Zobacz też: Własne komórki macierzyste pomagają dzieciom chorym na autyzm

Potwierdzona Terapia Komórkowa, czyli jaka?

W przypadku Potwierdzonej Terapii Komórkowej, która w Polsce najczęściej ma charakter medycznego eksperymentu leczniczego, mamy do czynienia z zastosowaniem preparatów zawierających wyłącznie lub w bardzo wysokim stopniu komórki mezenchymalne – MSC (nawet 95% i więcej), które wytwarzane są w certyfikowanym laboratorium przez wiele tygodni i kontrolowane pod względem jakości oraz czystości preparatu. Dzięki temu uzyskują właściwości i status tzw. produktu leczniczego terapii zaawansowanej (ATMP). Cały proces odbywa się w rygorze GMP (tzw. Dobrej Praktyki Wytwarzania), właściwym do produkcji leków.

Nazwa własna – Potwierdzona Terapia Komórkowa – która jest wykorzystywana w tytule kampanii, powstała na potrzeby edukacyjne kampanii, aby podkreślić różnice pomiędzy terapiami dobrze scharakteryzowanymi komórkami macierzystymi (np. MSC) a terapiami niepotwierdzonymi, w których zawartość komórek macierzystych jest wątpliwa.

Pacjent wspólnie z lekarzem podejmując decyzję o podjęciu Potwierdzonej Terapii Komórkowej musi zostać poinformowany o możliwościach, jak i ograniczeniach takiej terapii. Niezbędna jest przede wszystkim zgoda Komisji Bioetycznej (w przypadku terapii niepotwierdzonej – jest ona prowadzona bez zgody komisji i bez jakiegokolwiek nadzoru). Ponadto uzasadnienie naukowe eksperymentu leczniczego zawsze musi być oparte na racjonalnych podstawach (danych literaturowych), a dowody dotyczące bezpieczeństwa i skuteczności uzyskane w trakcie badań naukowych na modelach zwierzęcych. Ważne – tego typu terapię podejmuje się wyłącznie w przypadku, gdy istnieje możliwość odniesienia korzyści dla indywidualnego pacjenta i jest oferowana pacjentowi przez lekarzy specjalistów lub ośrodki w sytuacji, gdy nie ma innej, dostępnej alternatywy leczenia. Terapie prowadzone są przez doświadczonych specjalistów w danej dziedzinie medycyny, w sprawdzonych ośrodkach. Każdorazowo wymagany jest Formularz Świadomej Zgody Pacjenta, co zapewnia odpowiednie poinformowanie pacjenta o możliwych ryzykach oraz szansach powodzenia. Pacjent jest poddawany długotrwałej obserwacji do 12 miesięcy, a lekarz prowadzący oraz ośrodek przyjmują na siebie pełną odpowiedzialność za prowadzoną terapię. Ponadto efekty leczenia są publikowane jako recenzowane artykuły naukowe.

Wyłącznie spełnienie opisanych powyżej cech jest gwarantem udziału w Potwierdzonej Terapii Komórkowej, posiadającej wszystkie cechy terapii komórkowej, w której wykorzystywane są komórki MSC, klasyfikowane jako produkt leczniczy terapii zaawansowanej.

Organizatorem kampanii społecznej jest Instytut Komunikacji Zdrowotnej, a patronat honorowy nad kampanią objęła Federacja Pacjentów Polskich, partnerami są: Instytut Terapii Komórkowych, RegenMed, Centrum Medyczne Klara, Life Institute oraz Polski Bank Komórek Macierzystych. Patronem medialnym jest Medexpress.

Zobacz też: W Lublinie opracowano preparat, który niszczy komórki raka płuc

Więcej informacji: www.mockomorek.pl

Debata Ekspertów: https://mockomorek.pl/debata-ekspertow

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Gdy dziecko nie chce spać… – 6 pomocnych wskazówek

sen dziecka, relaks, odpoczynek,
fot. 123rf.com

Usypianie dziecka to jedno z większych wyzwań, z którym muszą zmierzyć się rodzice. Niestety, nie wszystkie maluchy chcą samodzielnie zasypiać, a w większości przypadków wieczorne usypianie to wymagające zadanie. Oto 6 wskazówek, które pozwolą dziecku szybciej zasnąć.  

1. Rutyna

Oprócz stałej pory snu i drzemek w ciągu dnia niezwykle ważna jest rutyna, dzięki której dziecko wie, że zbliża się „czas pójścia do łóżka”. Poszczególne wydarzenia i czynności powinny informować malucha, o tym, co się za chwilę wydarzy. Przed snem zawsze należy wykonywać te same działania w ściśle określonej kolejności – np. kolacja, kąpiel, mycie zębów, czytanie książeczki i upragniony sen.

2. Brak telewizji przed snem

Przeprowadzone badania dowodzą, że niebieskie światło pochodzące z urządzeń elektrycznych, takich jak telewizor czy komputer, stymuluje mózg dziecka i sprawia, że jest bardziej pobudzone. Niebieskie światło zaburza wytwarzanie w organizmie człowieka odpowiedzialnej za sen melatoniny. Dlatego też dwie godziny przed snem należy wyłączyć wspomniane urządzenia. Nie wiecie, co robić przez ten czas? Czytanie książeczki czy śpiewanie piosenek są dobrym pomysłem. Jeśli nie lubisz śpiewać, możesz wykorzystać płyty z muzyką dla dzieci.

3. Spokój i wyciszenie

Niektóre dzieci bywają przed snem nadmiernie pobudzone – w takim przypadku należy zmniejszyć stymulację bodźców zewnętrznych, zadbać o spokój i wyciszenie. Stres jest jednym z czynników, który nie pozwala dzieciom zasnąć. Upewnijcie się, że w pokoju panuje przyjemna atmosfera, a zasłony nie przepuszczają zbyt dużo światła.

Zobacz też: Innowacyjna maskotka wesprze sen dziecka i odciąży rodzica. Wymyśliły ją Polki

4. Właściwa temperatura

Nadmierna ilość bodźców i zbyt jasne światło nie są jedynymi rzeczami, które nie pozwalają dziecku zasnąć. Spokojny sen powiązany jest także z odpowiednią temperaturą. Melatonina, substancja chemiczna wytwarzana w celu głębszego snu, w rzeczywistości obniża temperaturę ciała. Jednak mimo wszystko należy unikać zbyt wysokiej temperatury w pokoju. Dziecko skarży, że mu zimo?  Przykryj go dodatkowym kocem.

5. Pokonaj strach

Wiele dzieci boi się ciemności. Mają wrażenie, że coś lub ktoś czai się za zasłonką bądź pod łóżkiem. Strach nie pozwala maluchom zasnąć, dlatego też trzeba go jak najszybciej pokonać. A gdyby tak przy łóżeczku siedział pluszowy miś, który będzie chronił i pilnował dziecka – odstraszał wszystkie potwory? Udowodniono, że przytulanie pluszaka zmniejsza niepokój w nocy. Jeśli więc dziecko ma trudności ze snem w pojedynkę, niech zasypia ze swoim ukochanym przyjacielem!

6. Łóżko służy do spania

Jedną z przyczyn bezsenności u dzieci jest używanie łóżka do czegoś więcej niż tylko snu. Co to oznacza? W łóżku śpimy, nie wykonujemy żadnych innych czynności – nie bawimy się, nie jemy, nie skaczemy po nim. Warto zadbać, by dziecku łóżko kojarzyło się wyłącznie ze snem, a nie z zabawą.

Te proste wskazówki mają niesamowitą moc – przekonacie się sami.

Źródło: family.amerikanki

Zobacz też: Sen dobry na wszystko!

Czy wiesz, jak gra na instrumencie wpływa na dzieci? To może zaskoczyć!

gra na instrumencie

Neurolodzy odkryli, że gra na instrumencie korzystnie wpływa na rozwój mózgu dziecka. Dzieci wyszkolone muzycznie mają lepszą pamięć, są uważniejsze i bardziej kreatywne. Wyniki przeprowadzonego badania zostały opublikowane w czasopiśmie Frontiers in Neuroscience.

Gra na instrumencie vs pamięć robocza dziecka

Zespół kierowany przez dr Leonie Kausel, skrzypaczkę i neurobiolog, przetestował uwagę i pamięć roboczą dzieci. W badaniu udział wzięło 40 chilijskich dzieci w wieku od 10 do 13 lat – 20 z nich przez co najmniej dwa lata grało na instrumencie – ćwiczyło co najmniej 2 godziny tygodniowo i regularnie grało w orkiestrze lub zespole. Z kolei dwadzieścia dzieci z grupy kontrolnej nie miało żadnego wykształcenia muzycznego poza szkolnym programem nauczania.

Ich uwagę i pamięć roboczą oceniono za pomocą wcześniej opracowanego i sprawdzonego „zadania bimodalnej (słuchowo-wizualnej) uwagi i pamięci roboczej”. Naukowcy monitorowali aktywność mózgu dzieci za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, wykrywając nawet niewielkie zmiany w przepływie krwi w mózgu.

Zobacz też: Zabawa lalkami Barbie aktywuje u dzieci obszary mózgu związane z… – sprawdź, co pokazują badania!

Jak przebiegało badanie?

Dzieci zostały poproszone, aby skupiły się na jednym, obu lub żadnym bodźcu z pary – abstrakcyjnej figurze i krótkiej melodii, które prezentowane były jednocześnie przez 4 s – była to tak zwana „faza kodowania”. Dwie sekundy później dzieci zostały poproszone o przypomnienie sobie tego co widziały i słyszały „faza odzyskiwania pamięci”.  Naukowcy zmierzyli również dokładność odpowiedzi i czas reakcji.

Co się okazało? Pomiędzy dziećmi z dwóch grup nie zaobserwowano różnicy pod względem czasu reakcji. Jednak dzieci wyszkolone muzycznie znacznie lepiej radziły sobie z zadaniem pamięciowym.

Zatem przeprowadzone badanie dowodzi, że powinniśmy zapisywać dzieci na zajęcia muzyczne?

Oczywiście, poleciłabym. Uważam jednak, że rodzice powinni zapisywać swoje dzieci na zajęcia muzyczne nie tylko dlatego, że oczekują, że pomoże im to w poprawie ich funkcji poznawczych, ale także dlatego, że jest to również aktywność, która zapewni im radość i możliwość uczenia się uniwersalnego języka muzyki – mówi dr Leonie Kausel, którą cytuje portal News Medical

Źródło: News Medical