Przejdź do treści

„Zostaw to ciało w świętym spokoju!” – Agata Ziemnicka i Kobiety bez diety! Dlaczego dla własnego dobra lepiej się w ogóle się odchudzać?

Kobiety bez diety - czyżbyśmy robiły kolejny krok ku sobie? || Fot: Facebook Kobiety bez diety

Pogoń za idealną sylwetką, wieczna dieta, ćwiczenia aż do braku tchu i nieustanna krytyka – krytyka samej siebie. I chociaż teoretycznie punktem wyjścia jest chęć lepszego samopoczucia, to koniec końców lądujemy zazwyczaj w zupełnie innym miejscu. Niewątpliwie świadkami tego są dietetyczki, które zapewne milion razy w swoim życiu słyszały zdanie: „Muszę schudnąć!”. Czy oby na pewno muszę? „Zostaw to ciało w świętym spokoju!” – mówi w rozmowie z nami Agata Ziemnicka, jedna z siedmiu twórczyń Fundacji „Kobiety bez diety”.

Katarzyna Miłkowska: Dietetyczki mówiące diecie „nie” – chyba domyślasz się, że budzi to zdziwienie?

Agata Ziemnicka: Właściwie to nawet trochę o to chodzi. Przy czym nasze „nie” skierowane jest do osób zdrowych. Jeżeli ktoś musi stosować dany sposób żywienia, bo zmaga się np. z insulinoopornością, czy różnego rodzaju kłopotami ze strony układu pokarmowego, to na „nie” miejsca tutaj oczywiście nie ma. Często jednak bazowym problemem okazuje się nie tyle stan zdrowia, co chęć bycia ekstremalnie szczupłą.

To ciekawe, że decydujecie się o tym mówić. Wyobrażam sobie, że duża część Waszych pacjentek to właśnie kobiety, które chcą schudną i najzwyczajniej w świecie starają się jakoś sprostać wymaganiom diet culture.

Dokładnie tak jest! Szczerze mówiąc, w moim gabinecie pojawiają się głównie takie pacjentki. Część ma zaburzenia odżywiania i one wymagają zupełnie innej pomocy, ale gro z nich chce po prostu zrzucić kilogramy. I mówienie diecie „nie” wcale nie oznacza, że „zakazujemy” tym kobietom chudnięcia. Tym bardziej nie promujemy też otyłości – zupełnie nie o to chodzi.

Zobacz też: Te zdjęcia dają jasny przekaz – nasze ciała to nie są manekiny, piękno ma różną formę!

A zapewne mogą pojawić się tego typu komentarze.

Dlatego też ważne jest, żeby dokładnie posłuchać i otworzyć się na zrozumienie konceptu, jakim jest intuicyjne jedzenie. Jest ono czymś zupełnie przeciwnym, niż diety polegające na ekspresowym ograniczeniu dużej ilości kalorii, wszelkiego rodzaju mono-diety, czy też diety wyłączają całą grupę składników, jak np. dieta dr Dąbrowskiej, w trakcie której zupełnie przestajesz jeść białko. Nie mówię już nawet o korzystaniu z takich absurdalnych pomysłów, jak picie pszenicy, czy jedzenie przez kilka tygodni tylko samej kaszy. Tego typu rozwiązania, które na celu mają wyłącznie pozbycie się jak najwięcej tkanki tłuszczowej w jak najkrótszym czasie, są dla nas bez sensu. Zresztą nie tylko dla nas! To nie jest tak, że nagle kilka dietetyczek wymyśliło sobie, że zacznie mówić: Ludzie nie odchudzajcie się. Chcemy raczej powiedzieć:

Ludzie bądźcie zdrowi, dbajcie o siebie, ale nie korzystajcie przy tym z diet, które po prostu nie działają.

 

Będę adwokatem diabła – jak to nie działają? Przecież internet pełen jest niesamowitych przemian!

Jest to w pełni potwierdzone badaniami naukowymi. Po stosowaniu nieadekwatnych do potrzeb ciała diet, poziom tkanki tłuszczowej i ewentualny nadmiar kilogramów wracają z nawiązką. Kończy się to gorzej, niż było na początku.

To dlaczego my-kobiety wciąż jednak to sobie robimy?

Bo na piedestale stawiana jest szczupłość! Ciało, które jest zdrowe i ma dobrą wagę, ale nie mieści się w wymarzonym rozmiarze M, albo nawet L, przymuszamy do tego, żeby na siłę chudło. Nawet jeśli od zawsze miałaś mocniejszą budowę ciała, czyli dużą ilość tkanki tłuszczowej i mocne kości – mówisz nie i już! Nagle ma to być ciało drobne i wyglądać tak, jak wszystkie inne panie, które akurat w standardy diet culture wpisują się idealnie.

Bądź taka, jaka jesteś i odpuść sobie! Dopóki nie jesteś chora, dopóki nie masz problemów z układem pokarmowym, czy nie borykasz się z innymi trudnościami somatycznymi, to daj sobie po prostu luz. Zostaw to ciało w świętym spokoju!

 

Ale jak tu sobie ten spokój dać skoro sama mówisz, że koniec końców dieta powoduje przytycie?! Przecież tym bardziej trzeba się za siebie wziąć i na nowo starać się zredukować te „nadprogramowe” kilogramy – rozumiem, że tak zaczyna się błędne koło odchudzania?

Co więcej, popadasz w tym kole w irracjonalną wręcz obsesję. Biegniesz jak ten chomik w kołowrotku, a cała energia dotycząca cielesności i jedzenia jest w tym czasie skoncentrowana wokół tego, czego ci nie wolno. Cały czas trzeba coś ograniczyć – najpierw kalorie, później wielkość porcji, następnie konkretne składniki, szukasz kolejnych i kolejnych sposobów…

Czyli zupełnie tracimy rozeznanie w tym, co się tak naprawdę dzieje?

Tak, takie myślenie jest kompletnie odklejone od tego, czym ciało faktycznie jest i co dzięki niemu możemy zrobić – że możemy chodzić, rozmawiać, przyjaźnić się, uprawiać seks, smakować, pracować, doświadczać. Zamiast tego, zamykamy się w swego rodzaju pudełku, które musi wyglądać i to wyglądać w bardzo konkretny sposób. Tak, jak wszystkie inne ciała w gazetach – niezależnie od tego, czy są wyretuszowane, czy nie. Wybacz, ale nie wszyscy jesteśmy tacy szczupli, tak jak i nie wszyscy jesteśmy wysocy.

 

Wzrost i waga to chyba jednak coś innego. Kilogramy wydają się być czymś, nad czym „przejęliśmy” kontrolę.

Tylko wiesz… chęć bycia szczupłą i wpasowania się w panujący kanon powoduje kompletne odklejenie od rzeczywistych potrzeb ciała. Wręcz od odczuwania cielesności w ogóle, a co za tym idzie, także kobiecości. Nie jest to bowiem coś, co ogranicza się tylko do aspektu fizycznego. Potrafi generować szereg różnych problemów, od depresji po natręctwa, nerwice, zaburzenia seksualne, rozpady związków, relacji. Tak potwornie skupiasz się na własnym ciele, że nic więcej się nie liczy, a błędne koło osiągania tego, co jest po prostu niemożliwe, nakręca się tylko i wyłącznie jeszcze bardziej.

Brzmi to przerażająco, niebezpiecznie, wręcz nieludzko… A przecież nieraz w ogóle tego nie zauważamy.

Dlatego właśnie głośno mówimy STOP. Chcemy pokazać kobietom, żeby tego chorego kręgu w ogóle nie zaczynały.

Jeśli bowiem ciągle zabraniasz sobie kawałka czekolady, to w pewnym momencie myślisz już tylko o niej! Sęk w tym, że wtedy nie jest to przyjemna myśl, a wręcz poczucie popełniania jakiejś przerażającej zbrodni. Wyrzuty sumienia stają się gigantyczne, pojawia się wstyd i poczucie porażki.

A przecież tak naprawdę zjedzenie od czasu do czasu deseru jest czymś absolutnie normalnym! I to deseru z cukrem, a nie ksylitolem i z mąką, a nie ze zmiksowanymi kasztanami – prawdziwej słodkości z cukrem, mąką i masłem!

 

Już samo to, jak o tym mówisz, sprawia błogą przyjemność (śmiech).

No widzisz! A wyobraź sobie jak ten cukier, masło i mąkę własnoręcznie przerabiasz. Widzisz ile tego jest, co się tam znajduje, że to są prawdziwe składniki. Później wystarczy zjedzenie jednego kawałka i już wiesz, że to było to!

Dzięki daniu sobie przyzwolenia na cieszenie się wszystkim tym, co teoretycznie jest „zakazane”, nie czujesz, że zaraz rzucisz się na jedzenie. Wiesz, że może być pysznie, że możesz w tym maśle „być”, a jednocześnie nie musisz się za to dobijać. Nie napinasz się niepotrzebnie, kortyzol nie skacze, nie musisz też tkwić w poczuciu wiecznego prześladowania samej siebie.

Brzmi to niczym prawda objawiona, a przecież powinno być to coś zupełnie naturalnego.

Wiesz, sama przechodzę teraz etap, w którym w pewnym sensie wracam do korzeni. Staram się na swój własny sposób połączyć ciało z duszą. Koncept jest taki, żeby najzwyczajniej w świecie móc się w odpowiednim momencie zatrzymać i zapytać siebie:

Dobra, czego ja tak naprawdę chcę? Czego potrzebuję? Co lubię?

 

No dobrze, zadajesz sobie takie pytania i co dalej?

Akurat dzisiaj miałam właśnie taki dzień. Obudziłam się z poczuciem, że nie jestem w stanie nic zjeść. Rzeczywiście nie zrobiłam więc sobie śniadania, a normalnie Pani Dietetyczka zawsze rano je odpowiedni posiłek i koniec kropka – jestem pod tym względem dla siebie dość surowa. Co ciekawe, po dwóch godzinach poczułam, że wcale nie chcę owsianki, którą miałam zaplanowaną. Potrzebuję białka, pieczywa i bardzo dużej ilości pomidorów. Gdybym siebie o to nie zapytała, zjadłabym to, co było rozpisane – o to mi właśnie chodzi!

Owszem, czasem pewnie moje śniadanie nie będzie w związku z tym idealne. Dziś usmażyłam sobie jajko sadzone – czy to jest szał? Nie, ale kluczem jest to, że akurat właśnie tego potrzebowałam. Nawet jeżeli więc twoje ciało mówi ci, żebyś przez dwa tygodnie jadła cały czas czekoladę, to nie powinnaś przestawać go słuchać. Być może tak długo zabraniałaś sobie tej słodkości, że jak tylko poczuło wolność, to musi odreagować. Przysięgam, po dwóch tygodnia usłyszysz: Wszystko fajnie, ale teraz wolę coś sensownego. Teraz potrzebuję botwinki i to koniecznie z fetą, która właściwie jest ohydna, ale coś mnie w niej kręci. Powie ci to twoje własne ciało – nie dietetyczki, nie profesorowie.

Zobacz też: Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!

Czyli wszystko co wiemy, mamy odstawić na bok?

Nie, nie chodzi tu o kompletne odejście od nauki – to byłaby skrajność w drugą stronę. Bardzo fajnie jest wiedzieć, że orzechy włoskie mają omega-3, a migdały są bogate w witaminę E. Kiedy np. masz problemy ze skórą, to siadasz i sprawdzasz, jakie składniki będą pomocne i na nich się skupiasz. Znajdujesz powiedzmy 50 produktów będących źródłem potrzebnych ci elementów i wtedy zadajesz sobie pytania o to, które z nich lubisz? Jaki jest teraz sezon? Na co masz ochotę?

Mam jednak wrażenie, że nauczyliśmy się na tyle narzędziowo traktować swoje ciała, że chyba ciężej jest odnajdywać w sobie te odpowiedzi na nowo, niż gdybyśmy zaczynali od zera.

Pewnie, że tak! Trzeba włożyć w to ogromny wysiłek, ale jest to naprawdę możliwe i przez lata tak przecież właśnie było. Czy to, że pojawiła się wielka nauka o żywieniu sprawiło, że nagle nikt nie może niczego zjeść sam, bo nie umie? Oczywiście, że umie! Być może trochę będzie trzeba poeksperymentować, popróbować, posprawdzać. Może przy okazji się przez to przytyje – a cholera to wie, może przytyjesz. No trudno! Jeśli będzie ci z tym źle, to zastanowisz się, co mogłabyś ewentualnie zmienić i najwyżej będziesz szukać dalej.

Dopóki nie jesteś chora, ty sama wiesz, co masz jeść. Kluczem jest jednak to, żeby odpuścić sobie myślenie o jedzeniu i aktywności fizycznej jedynie przez pryzmat potrzeby bycia szczupłą, czy wręcz wyjątkowo chudą – właśnie takiemu myśleniu Kobiety Bez Diety mówią „nie”.

 

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Ekspert

Agata Ziemnicka

Jestem dietetyczką i psycholożką. Zajmuję się zdrowym odchudzaniem lub zdrowym tyciem. Specjalizuję się w psychodietetycznej pracy z osobami odchudzającymi się i z zaburzeniami odżywiania, również z młodzieżą. Od 2006 roku prowadzę Centrum Psychodietetyki RÓWNOWAGA. Odbywają się tam konsultacje indywidualne oraz warsztaty. Z Olgą Kwiecińską prowadziłam program kulinarno-dietetyczny w TVN Style „REWOLUCJA NA TALERZU“. Następnie, w tym samym kanale,  program o zdrowym gotowaniu “Szczypta Smaku”. Wydałam książki kulinarne z przepisami z programów oraz najnowszą SOKI I KOKTAJLE W MINUTĘ. Jestem mamą Niny i Gai. Uwielbiam jeść i gotować

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Rodziny bez granic – Polacy solidaryzują się z uwięzionymi na granicy

na granicy z Białorusią
fot. Fundacja Ocalenie – fot. Fundacja Ocalenie

Trwa kryzys migracyjny na granicy Polski z Białorusią. Organizacja broniące praw człowieka apelują o humanitaryzm w stosunku do migrantów z państw azjatyckich. Powstała również inicjatywa Rodziny bez granic.

Kryzys wywołany przez Aleksandra Łukaszenkę trwa i nie zanosi się by miał szybko skończyć. Białoruski polityk bezwzględnie wykorzystuje cywilów do swych destabilizacyjnych planów. Państwa takie jak Polska, Litwa czy Łotwa muszą stanąć przed dylematem moralnym: w jaki sposób zabezpieczyć granicę oraz co zrobić z ludźmi, którzy koczują na granicy. Zdaniem organizacji humanitarnych nasz rząd nie zdaje tego egzaminu. Teraz wielu przeciwników stanu wyjątkowego i obecnej polityki migracyjnej połączyło siły zakładając grupę „Rodziny bez granic.” Ma ona pomóc koordynować pomoc dla ludzi uwięzionych na granicy.
Zobacz też: Kryzys na granicy z Białorusią. Węzeł gordyjski się zacieśnia

Apel do sumień polityków

Twórcy inicjatywy opublikowali w internecie apel. Aktywiści piszą w nim: Jako matki, jako rodziny, jako ludzie zwracamy się ponad politycznymi podziałami do matek, rodzin i osób, które mają wpływ na decyzje dotyczące granicy wschodniej. Wszyscy doskonale wiemy, jak pomóc choremu, głodnemu, zziębniętemu, przestraszonemu dziecku. Nie możemy pozwolić na to, żeby w naszym kraju dzieci były wywożone na śmierć do lasu. Wykonajcie dziś, zaraz jeden telefon do kogoś, kogo znacie, a kto może sprawić, że te dzieci nie umrą. To bardzo proste: od wielu godzin nie dostały nic do jedzenia, trzeba działać natychmiast.

Początkowo była to grupa rodziców, założona przez Piotra i Laurę, którzy napisali: „Nie możemy już wytrzymać bezczynności”. Grupa jest otwarta i zrzesza ludzi z całej Polski, którzy chcą wyrazić swój sprzeciw wobec sytuacji na granicy. Nie trzeba być rodzicem, aby stać się jej członkiem/członkinią. Obecnie do grupy dołączyło ponad sześć tysięcy osób i tworzą się liczne inicjatywy lokalne m.in. we Wrocławiu, Olsztynie, Krakowie, Szczecinie.

Protesty pod siedzibami Straży Granicznej

Pierwszą inicjatywą grupy jest rodzinny protest pod siedzibami Straży Granicznej w całej Polsce, który rozpoczął się 1 października. Polega on na tym, że podczas codziennych, popołudniowych „dyżurów” dzieci wraz z rodzicami rysują kredą na chodnikach rysunki i hasła sprzeciwiające się wydarzeniom na granicy. Jedną z inspiracji jest znaleziony w lesie rysunek domu, namalowany przez dziewczynkę, która wraz z rodziną przekroczyła granice i zniknęła. Nikt nie wie, gdzie teraz się znajduje.

źródło: https://rodzinybezgranic.pl/
Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Znalazła słodkiego psiaka w górach i stał się jej partnerem na szlakach

camper

Nikki Delventhal znalazła swojego psa podczas wędrówki po Albuquerque w Nowym Meksyku we wrześniu 2020 roku. Psiak od tego czasu jest nieodłącznym towarzyszem kobiety i stał się hitem internetu. Zwierzę otrzymało imię Camper i zwiedza teraz Stany Zjednoczone w…kamperze. 

camper

Nikki, wraz z matką, jechały na odludziu w poszukiwaniu szlaku, kiedy zauważyły przez lusterko wsteczne psa goniącego jej samochód. Nikki od razu wiedziała, że nie może zostawić słodkiego, uroczego szczeniaka w szczerym polu. Kiedy tylko kobieta otworzyła drzwi do samochodu, kundel wskoczył jej prosto na kolana. Nikki już wcześniej mówiła, że jest gotowa na adopcję psa, ale czekała na odpowiedni moment. Zdarzenie z Meksyku uznała za dar losu i odtąd z Camperem (tak bowiem nazwała psiaka) stanowią nieodłączny duet.  

Zobacz też: Terapia ze zwierzętami w roli głównej – jak wpływają na zdrowie człowieka?

camper

Po pewnym czasie głód przygód Nikki spowodował, że razem z psiakiem ruszyła samochodem w podróż po Ameryce. Kobieta stara się zarabiać prowadząc kanał na YouTube oraz profil na Instagramie. Internauci przyjęli Nikki i Campera bardzo ciepło – przygody przyjaciół śledzą tysiące obserwujących.  

camper

Na zdjęciach widzimy radosne podróże po Stanach Zjednoczonych i wspólne chwilę spędzone na podróżach i biwakach. Mina Campera, który jest gwiazdą kanału mówi w zasadzie wszystko – szczęście aż bije z jego pociesznej mordki.  

Źródło: boredpanda.com

Zobacz też: Olej CBD dla psów? Sprawdziliśmy, o co chodzi – czy warto go podawać?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Prześladowanie relacyjne w polskiej szkole: dotyczy najczęściej 13-15 latków i zostanie na całe życie

zawstydzanie dzieci

Problem prześladowań i przemocy w szkole to temat rzeka. Może mieć postać fizyczną, słowną lub relacyjną. Prześladowanie relacyjne spotyka najczęściej młodzież w wieku 13-15 lat. Jest ono najbardziej bolesne i ma największe konsekwencje w dorosłym życiu. Jest też najsłabiej rozpoznawane przez ofiarę i nauczycieli.  

Według danych UNICEF prawie połowa dzieci na świecie w wieku 13-15 lat doświadczyła przemocy rówieśniczej, a 1/3 doświadczyła prześladowania. Zdaniem dr Małgorzaty Wójcik z Uniwersytetu Humanistycznego SWPS ciągle za dużo szkół w Polsce bagatelizuje problem przemocy rówieśniczej tłumacząc, że „problem zawsze był i nie jest szkodliwy”.  

Zobacz też: Rywalizacji między rodzeństwem – jak jej nie napędzać?

Rujnowanie reputacji jako narzędzie 

Doktor Wójcik przez ostatnie 11 lat prowadziła badania, podczas których przyglądała się procesom zachodzącym w grupach młodzieżowych. Swoje dane konsultowała z ekspertami szwedzkimi i fińskimi, którzy wdrażali w szkołach programy przeciw przemocy. W szkole podstawowej mamy do czynienia z przemocą fizyczną i słowną. W liceum częściej występuje przemoc relacyjna, która zmierza do wykluczenia. Ofiarę odcina się na przykład przez rujnowanie reputacji. To jest trudne do wychwycenia, bo tu nie leje się krew. Często sama ofiara potrzebuje sporo czasu, by się zorientować, że agresywne zachowanie wobec niej jest systematyczne – wyjaśnia Wójcik.  

Warte podkreślenia są tu mechanizmy psychologiczne. Jeśli prześladowanie trwa kilka lat, ofiara wypracowuje postawę „izolacji wtórnej” – zamyka się w sobie. Nawet jeśli postanowi zmienić szkołę, z dużym prawdopodobieństwem nie zbuduje nowych relacji, bo jej poziom lęku będzie zbyt wysoki. – Te osoby gorzej się uczą, bo zasoby poznawcze zużywają na przetrwanie. Część osób nie kontynuuje nauki, bo mają dość grupy rówieśniczej. Są osoby, które ze względu na swoje doświadczenie nie chcą mieć dzieci – po prostu nie wyobrażają sobie, by musiały przechodzić przez podobny koszmar – wylicza Wójcik. 

Ekspertka wraz z grupą naukowców opracowała płatną aplikację RESQL na smartfony, dzięki której dzieci mogą anonimowo zgłaszać niepokojące zachowania. Do tego szkoła dostaje komplet podręczników dla wychowawców ze scenariuszami lekcji. 

Ważne, by wszyscy poznali definicję przemocy rówieśniczej i nauczyli się reagować. To klasa, a nie nauczyciel musi się nauczyć piętnować agresora – żeby poczuł, że jemu takie zachowanie w ogóle się nie opłaca. Największa siła jest w młodzieży, tylko trzeba im dać narzędzia.  

Źródło: Nauka w Polsce PAP

Zobacz też: Psychologiczne konsekwencje pandemii koronawirusa wśród dzieci i młodzieży – uważajmy na najmłodszych!

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Rozrywka zza oceanu w Polsce? Wrestling z Trybsonem i Taxi Złotówą już w sobotę

Prime time wrestling

Już tylko dzień dzieli nas od prawdziwego święta pro wrestlingu w Polsce! 9 października w Chorzowie odbędzie się długo wyczekiwana gala Kinguin PTW #1 – Revolucja!

Fani tej szalenie popularnej za oceanem dyscypliny z pewnością będą zadowoleni, ponieważ organizatorzy zadbali o to, aby widzowie się nie nudzili. W karcie walk wieczoru, która kryje jeszcze kilka niespodzianek, znajdziemy zarówno debiutantów, wrestlerów już znanych polskiej publiczności, gwiazdy światowych ringów jak również popularne internetowe osobistości.

Kto zawalczy na Kinguin PTW #1 – Revolucja?

Wśród zapowiedzianych na chorzowską galę zawodników znajdziemy takie sławy jak m.in. Chris Masters (aktualny posiadacz pasa mistrzowskiego NWA National Championship w federacji NWA, była gwiazda WWE), Nick Aldis (również zawodnik NWA, do niedawna z pasem NWA Worlds Heavyweight Championship, wcześniej znany z występów m.in. w TNA), Axel Tischer, który w NXT i WWE występował pod pseudonimem Alexander Wolfe, czy Santino (wcześniej znany jako Santino Marella), który jest jedną z najbardziej charakterystycznych postaci, które w ostatnich latach występowały w WWE.

Federacja Prime Time Wrestling zapowiedziała również obecność Mariusa Al-Ani, aktualnego mistrza xWx, jednej z największych federacji w Europie, Joe E. Legenda, pochodzącego z Kanady pierwszego mistrza w historii polskiego wrestlingu czy Jonny’ego Storma, brytyjskiego weterana high flyingu. Fanów polskiego podwórka wrestlingowego z pewnością najbardziej interesują rodacy, którzy postawią nogę w ringu 9 października. Wśród nich znajdą się m.in. Robert Star, najbardziej utytułowany polski zawodnik ostatnich lat, waleczny Peter Pannache powracający do ringu po kilkuletniej przerwie, Szymon „Złotówa” Wrzesień, pogromca Marcina Najmana czy w końcu gwiazda telewizji i Internetu, Trybson. Oprócz nich w ringu zobaczymy debiutujących absolwentów Akademii PTW. W karcie walk zaplanowano dziewięć pojedynków, na chwilę obecną znamy obsadę sześciu z nich.

Zobacz też:

Prime Time Wrestling – bilety, transmisja

Gala już 9 października 2021 r. w Hali MORiS w Chorzowie! Bilety nabyć można pod adresem: https://tinyurl.com/yn8yet23

Dla wszystkich, którzy nie będą mogli pojawić Kinguin PTW przygotowuje szereg możliwości obejrzenia transmisji z debiutanckiej gali. Galę Kinguin PTW #1 – Revolucja na żywo będzie można obejrzeć m.in. na stronie internetowej TVP Sport, w aplikacji mobilnej TVP Sport oraz za pośrednictwem HBB TV.

Zobacz też: Sport od najmłodszych lat – Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.