Przejdź do treści

O współczesnym rodzicielstwie z Moniką Mrozowską: „Ilość dzieci nie zwalnia z tego, żeby czujnie się im przyglądać”

Fot. archiwum prywatne Moniki Mrozowskiej

Aktorka, autorka książek, promotorka zdrowego stylu życia, a przy tym mama trójki dzieci. O współczesnym rodzicielstwie, swoich dzieciach i zdrowych granicach opowiedziała nam Monika Mrozowska.

Jest pani mamą trójki dzieci, co na współczesne standardy wydaje się nie być takie oczywiste.

Monika Mrozowska: Obserwuję dwa bieguny. Na jednym z nich jest całe grono ludzi w moim wieku, albo i młodszych, którzy decydują się na posiadanie kilkorga dzieci. Nie wypadają jednak przy tym z obiegu społecznego. Ciągle spotykają się ze znajomymi, żyją aktywnie. Ciągle spotykają się ze znajomymi, żyją aktywnie. Przy czym ta aktywność ukierunkowana jest na wspólne spędzanie czasu, a nie ucieczkę od dzieci. Co więcej, absolutnie nie są to rodziny, które możemy kojarzyć z wielodzietnością.

Mam wrażenie, że wciąż panują w tym temacie pewne stereotypy.

Jest takie przekonanie, że jeżeli już decydujemy się na więcej dzieci, to dochodzi do tradycyjnego podziału. Ojciec – głowa rodziny, który zarabia oraz matka opiekująca się domowym ogniskiem. W swoim środowisku nie widzę takiego podziału. Każdy stara się realizować, chociaż w minimalnym stopniu, w życiu zawodowym i robić rzeczy, które sprawiają mu przyjemność. Przyjemność z wychowywania dzieci jest duża, ale wydaje mi się, że każda młoda matka powinna mieć świadomość, że dzieci prędzej czy później dorosną. Ona po jakimś czasie będzie zaś chciała realizować się na innych płaszczyznach. Chociaż chcę podkreślić, że jest to na pewno bardzo trudne.

W jakiejś mierze posiadanie dzieci wiąże się jednak z rezygnacją z siebie.

Na pewno leczy z egoizmu. Nagle musimy bardzo dużo czasu poświęcić drugiej osobie. Sama miewam sytuacje, gdy zastanawiam się, czy powinnam wyjść wieczorem z przyjaciółką do teatru, czy jednak powinnam poświęcić ten czas moim dzieciakom. Zawsze uważałam jednak, że żeby dobrze się czuć i mieć z macierzyństwa przyjemność, musimy mieć strefę dla siebie. Nie wynika to absolutnie z chęci odpoczynku od nich. Są jednak takie rzeczy, których się z dziećmi nie robi. Nie będę zabierać mojej 6-letniej córki na przedstawienie, które jest skierowane do widzów dorosłych. Dziwią mnie czasami reakcje młodych rodziców, którzy mówią, że musieli ze wszystkiego zrezygnować. Według mnie w dużej mierze jest to kwestia organizacji.

Być może też swego rodzaju otwartości?

Dokładnie. Kiedy urodziła się moja najstarsza córka nie mieliśmy samochodu, ale przemieszczałam się z wózkiem komunikacją miejską. Nie trzeba też mieć przy tym nieograniczonych funduszy. Moje dzieciaki tak naprawdę najbardziej cenią sobie chwile, których organizacja nie kosztowała mnie 5-ciu złotych. Jedną z najfajniejszych przygód jest dla nich wspólny piknik.

Kiedy robi się ciepło zabieram do samochodu kosz piknikowi, koc i po szkole, zamiast jechać do domu, robię im niespodziankę. To naprawdę nie są duże pieniądze i nawet jeżeli nie miałabym samochodu, wsiadłabym w autobus i tak samo do tego parku pojechała.

Pomiędzy pani dziećmi jest spora różnica wieku.

Moja najstarsza córka skończy w tym roku 14 lat, młodsza 7, a najmłodszy synek 3 lata. Różnica jest rzeczywiście spora, ale podziwiam osoby, które decydują się na dzieci w małym odstępie czasu. Tutaj miałam przynajmniej poczucie, że mogę wziąć oddech i przywyknąć do nowej sytuacji. Chociaż rozumiem też argumenty mówiące, że jak już jesteśmy „w pieluchach”, załatwimy to za jednym razem.

Tak naprawdę pani najstarsza córka spokojnie może już aktywnie włączyć się w życie rodziny.

Oczywiście, podobnie jak i młodsza. Zawsze się z tego śmiałam, ale czas przy dzieciach faktycznie nie wiadomo kiedy mija. Staram się jednak tak przeżywać życie, żeby mieć poczucie, że wyciskam z niego ile się da i nie musieć mówić: „czas ucieka”. Kiedy jednak patrzę na moją najstarsza córkę i dociera do mnie, że ona kończy w tym roku 14 lat, to naprawdę nie mam pojęcia kiedy to się stało.

Posiadanie dzieci w większym odstępie czasu może być też świetną metodą na jego „zatrzymanie”.

To prawda, skoro to najmłodsze jest takie małe… Co ciekawe, nigdy nie planowałam trójki dzieci. Gdybyśmy spotkały się 20 lat temu, raczej obstawałabym przy tym, że dzieci w ogóle nie będę mieć. Jest to najlepsza lekcja, jak bardzo życie weryfikuje nasze plany i lepiej nie wygłaszać z taką pewnością ostatecznych deklaracji.

Gdy obserwuje pani swoje dzieci, to widzi w nich więcej różnic, czy podobieństw?

Widzę podobieństwa i różnice.

Wynikają one właśnie z różnicy wieku, czy raczej z ich osobowości?

Z wieku zapewne też, ale gównie z osobowości. Jestem mamą, która stara się wychwytywać jak najwięcej różnic, żeby do każdego z dzieci mieć trochę inne podejście. Nie ma to nic wspólnego z faworyzowaniem, albo odpuszczaniem w pewnych kwestiach. Chodzi raczej o czujne przyglądanie się, co konkretnemu dziecku sprawia przyjemność, w czym jest dobre, co mogłoby w sobie rozwijać.

Łatwiej byłoby zapewne przyłożyć do każdego jedną kalkę.

Myślę, że faktycznie może pojawić się szablonowe myślenie – jedno dziecko lubi sport, drugie pchamy w to samo. Trzeba też brać poprawkę na to, że dzieciom dużo się z biegiem czasu zmienia. Moja Karolina od wczesnych lat chodziła na zajęcia sportowe, w tej chwili jest w gimnazjum i gdyby mogła, to w ogóle nie chodziłaby na WF. Nie posyłam jej więc na siłę na dodatkowe zajęcia sportowe, bo wiem, że nie będzie jej to sprawiać żadnej przyjemności. Jest za to bardzo uzdolniona plastycznie i rewelacyjnie rysuje. Chodzi na zajęcia plastyczne i widzę jak ogromną sprawia jej to przyjemność. Z kolei moja młodsza córka uwielbia w tej chwili śpiewać i tańczyć i to właśnie zajmuje jej czas. Jeżeli chodzi  o Józka, to wydaje mi się, że spróbujemy z zajęciami z piłki nożnej. Nawet będąc malusieńkim chłopcem bardzo świadomie umiał ją odbijać.

Staram się to wszystko bacznie obserwować, chociaż jestem też przy tym mamą wymagającą. Jestem konkretna i moje dzieciaki o tym wiedzą. Oczywiście w granicach rozsądku próbują się buntować, co też doceniam. Widzę, że mają charakter i pojawia się między nami wzajemna wymiana argumentów. Czasami na moją niekorzyść niestety (śmiech).

Jest to chyba jedna z frustracji rodziców.

Nie podchodzę do tego, jak do frustracji. Z przyjemnością słucham, co do mnie mówią. Staram się podchodzić do nich z pewną mądrością życiową, którą po tych moich kilku latach życia mogę im zaoferować. Z drugiej strony, zachwyca mnie ich świeżość podejścia do różnych tematów i bardzo szczere rozmowy.

Staram się też nie zapominać, że sama kiedyś byłam w ich wieku i miałam podobne dylematy. W tej chwili mogą mi się one wydawać śmieszne, ale wtedy były poważne. Bardzo często żartuję z moimi dzieciakami, ale w wielu kwestiach staram się rozmawiać z nimi poważnie. Chcę żeby miały poczucie, że dla mnie ta rozmowa też jest istotna.

Fantastycznie jest kiedy rodzic „nie zawłaszcza” dzieci, nie projektuje na nich siebie i swoich potrzeb. Ma pani wrażenie, że wiele się w tej kwestii zmieniło?

Bardzo wiele. Pomimo, że mam tolerancyjną mamę, z którą dużo rozmawiałam, to i tak wydaje mi się, że jest to naprawdę ułamek tego, co dzieje się w tej chwili. Nie oznacza to jednak wychowania bezstresowego, bez żadnych zasad i granic. Czasami mam wrażenie, że jestem taką „matką terrorystka”, ale nigdy nie staram się wprowadzać zakazów dla samego zakazywania. Zawsze staram się podać argument i konkretny powód.

To także jest pamiętanie o tym, że jesteśmy oddzielnymi ludźmi.

Nigdy nie byłam mamą, która siedziała w ciągu dnia układając klocki i wymyślając niestworzone historie. Paradoksalnie nigdy nie doprowadziłam do sytuacji, gdy moje dzieci chodziły i mówiły, że się nudzą. Każde z nich, a każde ma swój odrębny charakter, jest dzieckiem, które rewelacyjnie potrafi bawić się samodzielnie.

Pamiętam historie, gdy moja najstarsza córka była mała i miała wywieszoną kartkę, żeby absolutnie nie wchodzić do jej pokoju. Była tam w swoim świecie i wręcz nie chciała, by ktoś jej w nim przeszkadzał. Wydaje mi się, że każdy musi mieć czas dla siebie samego i jest to potrzebne już od najmłodszych lat – poczucie, że jestem odrębnym bytem.

Przy tym, nuda szalenie rozwija.

Obserwowałam to za każdym razem, gdy dziewczyny szły do przedszkola. Nieustannie pojawiało się zdziwienie, że one są takie samodzielne. Być może wynikało to z mojego wygodnictwa, ale nigdy nie wyręczałam ich w takich czynnościach, jak ubieranie. Owszem kontrolowałam, czy chociażby są ubrane odpowiednio do pogody. Wychodzę jednak z założenia, że jeżeli dziecko będzie w stanie samo o siebie zadbać, to tylko z korzyścią dla niego.

Co do wspomnianego „terroryzmu”, promuje pani zdrowy tryb życia i świadomą kuchnię. Zastanawiam się, na ile dzieci wchodzą w to z własnej woli, a na ile po prostu muszą się w takim stylu życia odnaleźć?

Staram się przekonywać dzieci do tego, w co sama wierzę. Wiem jednak, że siłowe podchodzenie do wielu spraw nic nie da. Na pewno nauczyłam się przy nich, że pewne rzeczy muszę odpuszczać i modyfikować swoje podejście.

Moja najstarsza córka była niejadkiem. Wtedy się tym przejmowałam, ale w tej chwili Karolina jest 14-letnią dziewczyną, która poza tym, że jest wegetarianką, je wszystko i chętnie próbuj nowych smaków. Bardzo podobną sytuację mam teraz z Józkiem. Martwię się, ale już się tak nie denerwuję. Jagoda była zaś dzieckiem, które od małego jadło wszystko.

Czy każdy z nich nie je mięsa?

Tak, cała trójka. Ostatnio, żeby być już całkiem spokojną, zrobiłam im badania. Wyszły rewelacyjnie.

Warto wspomnieć, że wegetariański sposób żywienia jest rekomendowany przez wielu lekarzy.

Tak, dużo się w tej kwestii zmieniło. Gdy Karolina była mała, zdarzały się sytuacje i „wykłady” o tym, jaką robimy jej krzywdę. Naprawdę bardzo wiele się nasłuchaliśmy. Przez dłuższy czas byliśmy jednak pod opieką gastroenterologa, który prowadzi dzieci na przeróżnych dietach. Przyjeżdżaliśmy do niego ze szczegółowo wypisanym jadłospisem i zrobionymi badaniami. Dostawaliśmy dzięki temu potwierdzenie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. W tej chwili Karolina bardzo dobrze się uczy i bardzo dobrze wygląda. Podobnie Jagoda. Wydaje mi się, że nie ma argumentów, które mogłyby utwierdzać w przekonaniu, że dzieci na diecie wegetariańskiej są „gorzej rozwinięte”.

Fot. okładki książek Moniki Mrozowskiej

Jednak prawdo do wchodzenia z butami w wychowywanie dzieci ciągle wydaje się być niczym nieograniczone.

Przecież my to uwielbiamy! Nawet osoby, które nie mają doświadczenia i nie mają dzieci, bardzo chętnie osądzają i oceniają. Wydaje mi się, że dotyczy to nie tylko dzieci, ale absolutnie wszystkiego. Im ktoś mniej wiem, tym więcej ma do powiedzenia. Na ogół staram się to jednak puszczać mimo uszu. Widzę co się dzieje, jak wyglądają, jak się zachowują i mogę wyciągać wręcz odwrotne wnioski na temat naszego sposobu żywienia.

A gdyby któreś z dzieci powiedziało: „Mamo, zaczynam jeść mięso”?

Wydaje mi się, że dawanie dzieciom wolnej ręki, w sytuacjach niestanowiących dla nich zagrożenia, jest bardzo ważne. Gdybym widziała, że moje dzieci mają tę kwestię przemyślaną, to zakazy nie przyniosłyby nic dobrego. Dziecko, jak będzie chciało coś zrobić, to i tak to zrobi, tylko po prostu nam o tym nie powie. Jeżeli nie będziemy mieli świadomości, że w życiu naszego dziecka coś się dzieje – i nie mówię tutaj o diecie, tylko o jakichś poważniejszych kwestiach – może się to źle skończyć. Nie mówię też, żeby ślepo dziecku na wszystko pozwalać, ale wracamy do początku – trzeba rozmawiać, słuchać argumentów, wspólnie wypracowywać kompromisy.

Często można zobaczyć dzieci przy pani boku, uczestniczycie razem w różnych projektach. Jestem ciekawa, czy wyobraża sobie pani w przyszłości wspólną pracę ze swoimi dziećmi?

Żyjemy razem, wyjeżdżamy razem, gdy pracuję nad kolejnymi książkami, dzieci się zawsze obok. Próbują, doradzają, krytykują, więc ich obecność jest naturalną koleją rzeczy. Nie wiem natomiast, czy moje dzieci chciałyby kiedyś pracować ze mną. Chciałabym dać im takie poczucie, że mogą liczyć na maksymalne wsparcie z mojej strony. Fantastyczne są rozmowy z moją 14-letnią córką, która mówi: „Mamo, a co ty byś mi radziła robić, jak już będę duża?”. Dochodzi przy tym do naprawdę odkrywczych przemyśleń, bo nigdy nie przedstawiam jej konkretnego pomysłu. Rysuję raczej przed nią jak najwięcej możliwych dróg i perspektywy, z czym mogą się one wiązać.

Rozumiem, że wciąż pozostaje to jednak jej wybór?

Tak i wydaje mi się, że takiego podejścia zabrakło w relacjach rodzicielskich mnie i moim znajomym. U mnie być może było trochę inaczej, bo liceum i studia wybierałam samodzielnie, ale przyznaję – człowiek czuje się wtedy trochę jak dziecko we mgle. Wiedziałam, że wszyscy idą do liceum, to trzeba poszukać jakiejś szkoły. Wszyscy zdają na studia, to trzeba poszukać jakiegoś kierunku. Tak naprawdę są to jednak szalenie trudne decyzje.

W wieku 19 lat ciężko jest powiedzieć, co chce się robić w życiu.

Dokładnie, a bardzo często wybory podyktowane są tym, jakie kierunki są popularne, albo gdzie wybierają się nasi znajomi. Oni zaś często idą na takie, a nie inne uczelnie, bo nalegają na to rodzice. Nie zastanawiamy się nad tym, co skończenie konkretnych studiów faktycznie może nam dać lub z drugiej strony – co może nam uniemożliwić za kolejne 4, czy 5 lat. Chciałabym żeby moje dzieci miały poczucie, że nauka to nie jest obowiązek, ale przyjemność.

Zastanawiam się też, na ile perspektywa rodzic-dziecko musi ulec pewnemu wyrównaniu. Nagle okazuje się, że to właśnie ono staje się ekspertem w danej dziedzinie i to my powinniśmy go słuchać. Wyobraża sobie pani takie sytuacje?

Nawet nie tyle wyobrażam, co tak naprawdę na co dzień jestem ich świadkiem. Szczególnie widzę to w dziedzinie nowych mediów i Internetu. Mój znajomy napisał niedawno komentarz: „Mam wrażenie, że różnica pokoleniowa między nami, a naszymi dziećmi jest taka, jak pomiędzy nami, a naszymi dziadkami.” Nie sposób się z nim nie zgodzić, bo nawet jeżeli chcielibyśmy je dogonić, byłoby to bardzo trudne. Wydaje mi się jednak, że daje nam to nowe możliwości realizowania rodzicielstwa. Dzieciaki już na etapie kilkunastu lat mogą widzieć, że to one nas czegoś uczą. Zamiast z tym walczyć, korzystajmy! Na pewno daje to też dziecku poczucie własnej wartości.

Również sprawczości – że potrafię, dam radę.

Tak, chociaż nieraz wymaga to dużego kredytu zaufania od rodzica. Widzę jednak, że im mocniej się dzieci obserwuje i daje się im swobodę realizacji, tym lepsze rezultaty to przynosi. Sama mam wrażenie, że na dużo swoim dzieciom pozwalam. Ufam im jednak i nie mam problemu z tym, żeby gdzieś je ze sobą zabierać, nawet na spotkania służbowe. Dla nich też jest to duża frajda.

Tym bardziej, że ciągle szykuje pani nowe projekty.

Pracuję teraz nad dwiema książkami. Jedna z nich dotyczy kuchni ekologicznej i za razem ekonomicznej. Pojawią się w niej dokładne wyliczenia, ile kosztują posiłki dla 4-osobowej rodziny. Chciałabym pokazać, że można przygotować zdrowe przekąski już od 5-ciu złotych, a obiady nawet od 10-ciu. Zdrowa kuchnia kojarzy się ze specjalnymi sklepami i sporym wydatkiem. To nie musi być prawdą. Mam już cały pomysł w głowie i myślę, że będzie to rzetelna pozycja. Drugą książkę napiszę wspólnie z koleżanką i dotyczyć będzie ona żywienia dzieci. Jak widać, wszystko zostaje w temacie!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Maffashion została ambasadorką laktatora! Czy ktoś spodziewał się takiej współpracy?

Maffashion i LOVI
fot. Instagram maffashion_official

Maffashion i LOVI – to duet, który wspólnie zamierza pokazać Polkom jak ważnym i przydatnym urządzeniem wspierającym laktację u kobiet jest laktator. Ikona stylu, najbardziej rozpoznawalna polska blogerka modowa, a od ośmiu miesięcy mama Bastka – Julia Kuczyńska Maffashion – została właśnie ambasadorką nowego laktatora Expert 3D Pro marki LOVI, który łączy w sobie nie tylko nowoczesny design z innowacyjną technologią, ale także rozwiązuje problemy laktacyjne mam!

Julia Kuczyńska to nowoczesna mama, kreatorka trendów, a także jedna z najpopularniejszych polskich blogerek i influencerek modowych znana pod pseudonimem Maffashion. Od lat jej stylizacje i działania w świecie „fashion” śledzą miliony użytkowników mediów społecznościowych. Jej wyjątkowe wyczucie stylu powoduje, że jest uznawana za ikonę mody. Od kilku miesięcy Julia sprawdza się także w nowej roli – mamy małego Bastka. Wyznaczając najnowsze trendy, bardzo dobrze łączy pracę zawodową z macierzyństwem. Kreatywność w pracy i budowanie bliskości z dzieckiem. Julia wie, że bycie nowoczesną mamą, to także bycie mamą aktywną. Taką, która może łączyć realizowanie swoich pasji z wychowywaniem i dbaniem o dziecko i rodzinę.

„Marka LOVI wybrała ambasadorkę, która nie tylko inspiruje inne kobiety do rozwoju zawodowego i spełniania marzeń. To przede wszystkim mama, dla której rodzina i radość z bliskości z dzieckiem jest najważniejsza. Cieszymy się, że Julia dołącza do #teamLOVI i wspólnie z nami będzie pokazywać, że z odpowiednim wsparciem, problemy z laktacją, z którymi boryka się większość mam, mogą zostać rozwiązane. Kampania promująca laktator Expert 3D Pro z udziałem Julii przebiegać będzie pod hasłem „LOVI, kiedy kochasz najbardziej”. Bo nie ma drugiego tak silnego uczucia, jak miłość do dziecka” – powiedziała Justyna Bogucka – Kwella, Communication Manager marki LOVI.

Zobacz też: „Karmisz piersią?” Następnym razem zastanów się, zanim zadasz to pytanie! STOP laktoterrorowi!

Kiedy kochasz najbardziej – chcesz wszystkiego, co najlepsze dla swojego dziecka. Zdecydowałam się zostać ambasadorką laktatora LOVI Expert 3D Pro, ponieważ produkty tej marki towarzyszyły mi od samego początku, kiedy na świecie pojawił się Bastek. Używałam smoczków, butelek i bardzo cenię sobie tę markę. Świetnie, że wspólnie z marką LOVI mogę brać udział w kampanii i promować produkt, który może pomóc kobietom, a także odczarować temat związany z używaniem przez nie laktatora. Sama używałam laktatora, więc wiem jak jest on przydatny – powiedziała Julia Kuczyńska Maffashion.

Nowy laktator Expert 3D Pro to ekspert w rozwiązywaniu problemów laktacyjnych, który skierowany jest do mam borykających się z problemami laktacyjnymi i tych, które cenią najwyższą jakość wykonania produktu, a także dbałość o każdy szczegół i wyjątkowy design. LOVI Expert 3D Pro to idealny wybór dla mam, które chcą karmić piersią, bo wierzą, że mleko mamy to najlepsze, co mogą dać swojemu dziecku. A także dla tych, które chcą cieszyć się macierzyństwem, a problemy laktacyjne powierzyć ekspertom.

Kampania z udziałem Maffashion prowadzona jest pod hasłem „LOVI, kiedy kochasz najbardziej”. Jej celem jest wsparcie mam w trudnościach, które pojawiają się na początku przygody z macierzyństwem – laktacją. Kampania „LOVI, kiedy kochasz najbardziej” uzmysławia, że w momencie, kiedy zostaje się rodzicem doświadcza się tego, co to znaczy „bardziej”. Od tego momentu rodzice bardziej się śmieją, czuwają w nocy, przeżywają każdy dzień, czują wszelkie emocje i kochają najbardziej na świecie. Tak, jak nigdy dotąd nie kochali. Dla większości mam karmienie piersią tak długo, jak to możliwe, jest priorytetem, bo kochają najbardziej. I mają poczucie, że w ten sposób będą dawać dziecku to, co jest dla niego najlepsze. Marka LOVI, która działa na rzecz ochrony laktacji, chce wspierać w tym postanowieniu mamy tak długo, jak one tego chcą. Dzięki nowemu laktatorowi Expert 3D Pro – mamy mogą karmić piersią swoje maleństwa pomimo trudności, z jakimi może przyjść im się zmierzyć.

Zobacz też: Doświadczenia, emocje, trudności – jak Polki postrzegają karmienie piersią

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Nauka picia – kiedy ją rozpocząć i jakie kubki wybrać?

nauka picia
fot. materiały prasowe

Rozwój dziecka w okresie niemowlęcym zachodzi w bardzo szybkim i intensywnym tempie. Każdego dnia uczy się ono nowych rzeczy, rozpoczyna naukę chodzenia, poznaje pierwsze słowa, a także rozpoczyna samodzielną naukę jedzenia i picia. Kiedy maluch ma 6 miesięcy, nadchodzi moment rozszerzania codziennej diety i podawania płynów innych niż mleko mamy. To także czas, aby odzwyczaić dziecko od picia z butelki, a rozpocząć naukę samodzielnego picia. Kiedy jest na to najlepszy moment? Podpowiadamy, jakie akcesoria dobrać do wieku, aby zapewniały dziecku najlepszy rozwój umiejętności w nauce picia na poszczególnych etapach.

Kiedy i dlaczego rozpocząć naukę samodzielnego picia?

Do 6 miesiąca życia zalecane jest karmienie dziecka mlekiem mamy. Po tym okresie rozpoczyna się nowa przygoda dla maluszka. To etap, w którym rodzice powinni zaczynać stopniowo urozmaicać dietę malca i podawać mu płyny. Zmiana z karmienia piersią na picie z kubeczka idzie także w parze z naturalnym procesem odzwyczajania się maleństwa od ssania i przyzwyczajania się do innego sposobu przyjmowania napojów. Taka umiejętność wymaga wyćwiczenia innych mięśni twarzy i wiąże się z wykształcaniem u malucha nowych umiejętności, takich jak np. inny, doroślejszy sposób oddychania, który ma znaczenie przy nauce mówienia. Szybsze wprowadzenie u dziecka umiejętności picia z kubeczka, jest także znacznie korzystniejsze dla prawidłowego rozwoju zgryzu i aparatu mowy niż picie z butelki.

Pierwsze próby samodzielnej nauki picia z kubeczka powinno jednak podjąć się dopiero, kiedy maleństwo potrafi samodzielnie i stabilnie siedzieć. A także, gdy opanowało ono umiejętność jedzenia różnego rodzaju kleików i gęstszych potraw. Dobrym momentem zakończenia przygody z butelką jest czas, w którym maleństwo wykazuje zainteresowanie piciem z kubeczka, zaczyna otwierać usta czy wyciąga rączki w jego stronę.

Jak nauczyć dziecko samodzielnego picia?
nauka picia

fot. materiały prasowe

Każde dziecko jest inne i wymaga innego podejścia. Jedne maluszki są ciekawe świata i wykazują chęć rozpoczęcia nauki picia. Inne zaś mogą być niezainteresowane samodzielnością w tej dziedzinie. Niemniej jednak, warto maluszka jak najszybciej zachęcać do nauki picia. Można niemowlakowi pomóc, stopniowo oswajając go z kubeczkiem. Pokazując mu jak on wygląda i jak należy go używać. Kilkumiesięczne maluszki uwielbiają naśladować swoich rodziców. Podczas pierwszych prób picia, kubeczek powinien być pusty, tak, aby dziecko mogło tylko zapoznać się z jego kształtem czy wagą. Wsuń kubeczek w dłoń dziecka i skieruj ją do jego ust. Warto jednak przy tych próbach podtrzymywać go i asekurować do momentu, aż szkrab będzie wiedział, co dokładnie ma z kubeczkiem robić. Towarzysz dziecku i wspieraj je.

Pamiętaj, że to, co dla dorosłego wydaje się proste, dla maluszka jest wyzwaniem. A nauka nowego sposobu picia powinna odbywać się stopniowo i może trwać nawet kilka tygodni.

Nauka tej czynności jest dziś o wiele łatwiejsza niż kiedyś. Na rynku dostępne są akcesoria i produkty, które w znacznym stopniu ułatwią maluchom przygodę samodzielnego picia. Z odpowiednim wsparciem możesz pomóc swojemu maleństwu uczynić pierwszy krok w drodze do rozwoju tej umiejętności.

Jaki kubek wybrać do nauki picia?

Kubek do nauki picia nie może być przypadkowy. Powinien być dostosowany do wieku dziecka. Nie wolno maluszkowi podawać naczyń dla dorosłych, takich jak np. szklanka. Może być to dla niego niebezpieczne. Warto sięgnąć po akcesoria, które są przetestowane i przeznaczone dla niemowląt. Rozpoczynając naukę picia, trzeba także pamiętać, że na poszczególnych jego etapach, powinno korzystać się z kubeczków dostosowanych do umiejętności maluszka.

Kubek kapek – zaczynam naukę picia

Naukę korzystania z kubeczka można rozpocząć od takiego, który posiada bardzo miękki ustnik z cienkiego silikonu. Dzięki niemu maluszkowi łatwiej będzie przejść z butelki i rozpocząć przygodę z nową umiejętnością.

Dobrym przykładem jest pierwszy kubek Easy Switch marki LOVI, rekomendowany po 6 miesiącu życia maluszka. Wyposażony jest on w specjalny ustnik o unikalnym kształcie – „łyżeczkowatym”, nieco wygiętym jak łyżeczka. A to dlatego, że przy odchodzeniu od picia z butelki rekomenduje się podawanie wody z łyżeczki. Dzięki takiej konstrukcji maluch z łatwością obejmie go ustami i pobierze płyn w niewielkiej ilości. Kubeczek jest kapkiem, po jego przechyleniu woda swobodnie z niego kapie do ust dziecka, by nie musiało ono na początek wkładać bardzo dużego wysiłku w naukę nowych umiejętności, a przede wszystkim by się nie zniechęcało. Wygodne i bezpieczne uchwyty ułatwiają trzymanie w malutkich rączkach dziecka. Dodatkowo kubeczek jest lekki i poręczny – idealny na początek.

Zobacz też: Jak wybrać bezpieczny smoczek dla noworodka?

Kubeczek niekapek – piję, nie rozlewam

Nazwa kubek niekapek wzięła się od najważniejszej jego funkcji – pijąc z niego, nie ma obawy, że maluch zaleje siebie, rodzica lub najbliższe otoczenie, a dozowanie płynów za pomocą niekapka jest bardzo proste. Jest on zatem idealny dla dzieci, które opanowały już pierwsze kroki w nauce picia.

Plusem korzystania z przydatnych akcesoriów, jakimi są kubki niekapki, jest ich ogromna wygoda użytkowania. Kubeczek niekapek LOVI Sippy Master z ustnikiem na podciśnienie powoduje, że maluch musi się bardziej wysilić przy piciu, dzięki czemu opanowuje nową umiejętność w nauce picia. Kubek wyposażony został także w antypoślizgową podstawę, zapewniającą stabilność. Przy Sippy Master dzieci osiągają mistrzostwo w piciu z kubka z ustnikiem.

nauka picia

fot. materiały prasowe

Kubek 360 stopni – piję jak ze szklanki

Ciekawym i zalecanym przez specjalistów rozwiązaniem są kubki 360 stopni, zbliżone wyglądem do tych dla dorosłych, ale odpowiednio dostosowane do potrzeb i zdolności małych dzieci. Podawanie napojów z nich najlepiej rozpocząć po 9 miesiącu życia niemowlaka. Kubek 360° to kubeczek podobny do szklanki – nie posiada on ustnika. Dziecko może z niego pić, przykładając usta w dowolnym miejscu. Jego niekwestionowaną zaletą jest nabieranie umiejętności picia jak osoba dorosła. Uczy on układania ust tak jak pobiera się napoje ze szklanki. Po przechyleniu kubeczka jednak płyn nie wylewa się, dziecko musi lekko zassać napój. Dobrym przykładem kubeczka 360 stopni jest LOVI Drink Master, który wyposażony jest w innowacyjny system uszczelniania. Przyzwyczaja on dziecko do naturalnego sposobu picia (jak ze szklanki), ale bez rozlewania. Zabezpieczenie przed wyciekaniem płynu jest delikatne, więc przy bardzo gwałtownym ruchu, np. upadku, z kubeczka mogą wydostawać się jedynie kropelki cieczy. A dodatkowa ochrona antybakteryjna wokół ustnika to redukcja bakterii nawet do 99%, co jest ważne, gdy kubek razem z dzieckiem jest w ciągłym ruchu i w różnych miejscach.

nauka picia

fot. materiały prasowe

Kubeczek ze słomką – piję ze słomki

Uzupełnieniem nauki samodzielnego picia są kubeczki ze słomką. Taki etap najlepiej rozpocząć przed ukończeniem pierwszego roku maluszka. Picie przez słomkę to świetne ćwiczenie mięśni okrężnych ust, a także podniebienia miękkiego i prawidłowego oddychania. Wpływa to również pozytywnie na prawidłowy rozwój aparatu mowy. Wybierając kubek Freestyle marki LOVI nie tylko ugasisz pragnienie, ale dasz dziecku poczucie samodzielności. Kubek posiada bardzo wygodny uchwyt, dzięki niemu maluch może kubek sam otworzyć, napić się, zamknąć i ruszyć dalej poznawać świat. Kubek jest szczelny i może być bezpiecznie trzymany bez rozlewania, nawet w ruchu, a dodatkowe zabezpieczenie w postaci przycisku Safe Lock uniemożliwi przypadkowe otwarcie i rozlanie napoju. Freestyle wyposażony został w bezpieczną, delikatną i miękką słomkę z silikonu, nie podrażni więc dziąseł dziecka.

nauka picia

fot. materiały prasowe

Wybierając kubek dla niemowlaka – należy zwrócić uwagę czy jest on wykonany z bezpiecznych dla dziecka materiałów. Najlepszym wyborem będą kubeczki z tworzywa sztucznego, ponieważ są lekkie i nie stłuką się. Warto jednak pamiętać, że plastik plastikowi nierówny. Przed zakupem sprawdź, czy tworzywo jest wolne od bisfenolu A (BPA) oraz innych szkodliwych substancji. Wtedy tylko pozostaje cieszyć się z nowych osiągnięć dziecka i zachęcać go do dalszego odkrywania świata!

Zobacz też: Nadwaga i otyłość u dzieci to plaga współczesnych czasów? Zobacz, gdzie leży źródło problemu

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Baba Lena miała 90 lat i była podróżniczką – na spełnienie marzeń nigdy nie jest za późno!

baba lena babushka 2

Elena Erkhova jest dowodem na to, że chcieć znaczy móc. Rosjanka w sędziwym wieku rozpoczęła podróże po świecie i kontynuowała je niemal do śmierci – a Ty, jaką masz wymówkę by nie realizować swoich marzeń? 

Marzenia nie mają wieku!

Elena, zwana często Babą Leną lub babushką, pochodzi z Krasnojarska, miasta znajdującego się na Syberii. Z pewnością w swej młodości widziała niejedną ekspedycję podróżniczą, która z jej rodzinnej miejscowości wyruszała na podbój mroźnej krainy. Sama Elena mówi, że miłość do podróży miała od zawsze, chociaż pierwsze zagraniczne wojaże odbyła dopiero w latach 70-tych.

Mając około 40 lat kobieta odwiedziła Czechosłowację, Polskę oraz NRD. Niestety, sytuacja finansowa zmusiła ją do odłożenia planów kolejnych podróży na później. Owo „później nie oznaczało jednak zarzucenia wspomnianych planów, jak to nieraz się dzieje. W wieku 83 lat kobieta wróciła do podróżowania. Przez kolejne lata odwiedziła kilkanaście krajów z czterech kontynentów. 

Fot: Screen Facebook

Baba Lena odwiedziła takie kraje jak: Dominikana, Włochy, Niemcy, Tajlandia czy Wietnam. Niemal wszędzie ubierała się w lokalne stroje, stołowała się w barach odwiedzanych tylko przez autochtonów i korzystała z najróżniejszych środków lokomocji. Większość z podróży kobieta odbyła samotnie i jak widać na zdjęciach, nie miała problemu, by się w tym wszystkim odnaleźć.

Z pomocą wnuka podróżniczka prowadziła Facebook, który obserwują ludzie z całego świata. Pozytywna energia bijąca od Eleny zachwyciła internatów, którzy dotąd nie szczędzą jej pochwał. Kobiecie poświęciła też swój wpis Martyna Wojciechowska, która często w wywiadach powołuje się na historię Eleny, by uzmysłowić odbiorcom, że na spełnianie marzeń o podróżowaniu nigdy nie jest za późno. Podobnie jak w przypadku Aleksandra Doby, podróżowanie nadawało Rosjance sens życia. 

Zobacz też: Poznaj niekwestionowaną królową Instagrama – ma… 92 lata!

 

 

Opublikowany przez Babę Leną Erkhovą Piątek, 13 lipca 2018

Baba Lena – inspiracja dla wielu pokoleń

„Najbardziej istotna rzecz, jakiej dowiedziałam się na temat życia, jest to, że we wszystkich krajach jest mnóstwo fantastycznych ludzi. Nie ma się czego bać́, można umrzeć tylko raz i to i tak w końcu nastąpi” – mówiła swoje credo Baba Lena, stając się inspiracją dla młodszych pokoleń.  

Kobieta zmarła w 2019 roku w wieku 91 lat. Pozostawiła po sobie nie tylko piękne zdjęcia z podróży, ale także inspirację dla ludzi, którzy mówią, że radość z odkrywania świata jest dla nich za późno. Wspomnienia z podróży Baby Leny można zobaczyć na jej Facebooku.  

Opublikowany przez Babę Leną Erkhovą Niedziela, 15 lipca 2018

Źródło: boredpanda.com 

Zobacz też: Taka miłość zdarza się raz na 60 lat! Zobacz niezwykłą sesję ślubną staruszków

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Plastik niepotrzebny! Słomki z jakich materiałów zastąpią te, które znaliśmy dotąd?

słomki

Od 2021 roku w Unii Europejskiej wszedł w życie zakaz wprowadzenia na rynek m.in. plastikowych sztućców i słomek, a także styropianowych tacek. Jeśli nadal dostajemy je np. w restauracji, to dlatego, że czas na opróżnienie magazynów jest wyznaczony do 3 lipca 2021 roku.

Pozostał więc niecały miesiąc, w którym stosowanie słomek i sztućców plastikowych jest legalne. Później będą za to groziły mandaty. Przypomnijmy, że Według Komisji Europejskiej ponad 80 proc. odpadów w morzach stanowią tworzywa sztuczne. Produkty objęte nowymi przepisami stanowią natomiast 70 proc. wszystkich odpadów morskich. Zgodnie z Rozporządzeniem Ramowym UE w sprawie materiałów przeznaczonych do kontaktu z żywnością, przedmioty mające bezpośredni kontakt z żywnością muszą być bezpieczne. Jak na tym tle wypadają nowości, które szybko zdobyły rynek?

Jakie słomki są bezpieczne dla zdrowia i środowiska?

Niemiecki Federalny Instytut Oceny Ryzyka (BfR) ocenił słomę, silikon, metal, papier i tekturę, pszenicę durum i szkło pod kątem ich przydatności do zastąpienia plastiku w produkcji słomek do picia. Znamy już wyniki badań.

Zdaniem niemieckich laborantów słomki do picia wykonane z silikonu, stali nierdzewnej lub szkła są, odpowiednią alternatywą dla plastikowych słomek. Silikon nadaje się jako materiał do kontaktu z żywnością, metale i stopy (np. stal nierdzewna) są również odpowiednie jako materiały przeznaczone do kontaktu z żywnością, pod warunkiem że spełnione są specyfikacje zawarte w rezolucji Rady Europy dotyczącej metali i stopów. Szkło także nadaje się do kontaktu z żywnością. Istnieje jednak ryzyko złamania. W rezultacie odłamki szkła mogą dostać się do jedzenia lub napoju, a w przypadku połknięcia mogą wystąpić niebezpieczne obrażenia.

Zobacz też: Segregacja to (nie)trudna sprawa – sprawdź, jak to robić!

W przypadku jednorazowego użytku pszenica durum (np. surowy makaron) jest odpowiednim materiałem na słomki do picia z punktu widzenia zdrowia. Makaron może się jednak rozkładać, szczególnie w ciepłych i gorących napojach, lub przez dłuższy czas i w rezultacie stać się bezużyteczny. Ponadto może wpływać na konsystencję i smak napoju. Z kolei słomki z papieru i tektury są przydatne tylko wtedy, gdy doda się substancje zapobiegające zmiękczeniu papieru. Należy pamiętać, że niektóre pozostałości tych produktów, zwłaszcza chloropropanole, mogą migrować do żywności. Specjaliści podkreślają jednak, że jeśli specyfikacje zalecenia BfR nr. XXXVI są spełnione, nie ma zagrożeń dla zdrowia przy stosowaniu słomek do picia wykonanych z papieru i tektury.

Nie wykonano ocen ryzyka dotyczących używania słomek do picia ze słomy. BfR jednak zaleca, aby nie używać słomy do tego celu ze względu na potencjalne zagrożenia dla zdrowia wynikające z bakterii, mykotoksyn lub innych niepożądanych substancji. Niezależnie od materiału, słomki do picia używane więcej niż jeden raz należy przed każdym użyciem dokładnie wyczyścić. Jeśli nie można zagwarantować dokładnego oczyszczenia słomek do picia, BfR zaleca, aby ze względów higienicznych nie używać takich wielorazowych słomek do picia. Ponadto nie powinny mieć żadnych ostrych krawędzi i należy je również wymienić w przypadku stwierdzenia uszkodzeń materiału.

Źródło: news-medical.net/

Zobacz też: Jak wspierać odporność dietą? [EKSPERTKA]

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.