Przejdź do treści

Cztery córki, Instagram, a w tym wszystkim męski punkt widzenia – musisz to zobaczyć!

Foto: father_of_daughters Instagram

Owszem, to mamy zdominowały Instagram, ale kto powiedział, że tata czterech córek nie może równie dobrze pokazać blasków i cieni rodzicielstwa? Simon Hooper robi to w genialny sposób – nie owija w bawełnę, nie upiększa rzeczywistości i w bardzo szczery (acz humorystyczny!) sposób dzieli się tym, jak to jest być jedynym mężczyzną, który żyje z pięcioma kobietami pod jednym dachem.

Bez lukru, a i tak słodko

father_of_daughters – tak nazywa się Instagramowe konto Simona, które obserwuje niemal miliona osób z całego świata. Chociaż w zasadzie można nazwać je nie tylko jego przestrzenią, ale także czterech cudnych dziewczynek, które mają 12, 8 i 3 lata (bliźniaczki!). Każda z nich jest inna, każda przysparza tacie co i rusz nowych radości, ale i zawrotów głowy. Cóż, przy takiej obstawie nie da się ominąć żadnych tematów, także tych trudnych. Simon potrafi jednak przedstawić je w taki sposób, który dociera do każdego – a już na pewno do każdego rodzica podzielającego jego lęki, frustracje, ale i… dystans!

Nie, nie jest to tło mające dodatkowo podkręcić scenę w jakimś niskobudżetowym horrorze klasy B. Jest to moment, w którym miałem robione zdjęcia do mojej książki, a Ottie zdecydowała, że absolutnie niepodważalnie nie może dać mi chwili dla siebie – bardzo intensywnie przekształcając mój moment, w swój moment. Clemmie zgarnęła ją kilka sekund później i teraz mogę się z tego śmiać, ale przypomina mi to, jak trudne może być wykonanie najprostszych zadań, gdy płaczące dziecko jest w bliskim zasięgu – dzięki @philippajames za złapanie chwili i ujawnienie rzeczywistości kryjącej się za obrazem, który widać w książce.

 

Zawsze zastanawiam się, jak małe dzieci patrzą na festiwale, które są przecież przerwą od normalnego życia. Widzą wielu dorosłych stojących na polu zarezerwowanym zwykle dla zwierząt gospodarskich i obserwują, jak powoli przechodzą regres do ponownego bycia nastolatkami, krzycząc: „Kocham tę melodię!” albo „Co to za zespół – nigdy o nich nie słyszałem”, jednocześnie zawstydzając swoje rodziny, tańcząc tak, jakby ich kończyny były niezależnie kontrolowane przez niewidzialnego mistrza kukiełek (…) Pieluchy zmieniane są pod gołym niebem, a one śpią pokryte płaszczami, tylko po to, by po obudzeniu odkryć, że wciąż są na tym samym polu, tylko słońce już zaszło, wszyscy pokryci są brokatem, a tata ma na sobie dziecięce tutu. Musi to być bardzo mylące przeciążenie sensoryczne, ale wydaje się, że one to kochają, a przerwa od normalności jest czymś, czego wszyscy potrzebujemy.

 

Dzieci są cudowne, prawda? Poprosisz, żeby założyły płaszcz przeciwdeszczowy, kiedy leje, odmówią. Poprosisz, żeby użyły kredek do kolorowania, one znajdą niezmywalne markery. Zabierasz je na basen i próbujesz założyć im okularki, krzyczą tak, że wszyscy inni będą pewni, iż trwa właśnie atak rekina. Gdy jednak masz do pokonania poranną rutynę, okularki stają się niezbędnym elementem ubioru, który jakimś cudem sprawia, że wszyscy jesteśmy spóźnieni! (…) Pomimo szeroko zakrojonych negocjacji, gdybym próbował je zdjąć, świat by się załamał. [Delilah] skończyła więc na oglądaniu bardzo niebieskiej wersji „Psiego patrolu” i nosiła je także do przedszkola. Dzisiaj była ważna lekcja wyboru toczonych przez nas bitew i poddawania się.

 

Mistrz słowa

No cóż, tłumaczenie na polski nie brzmi może tak spektakularnie i błyskotliwie, jak oryginał, ale naprawdę warto wejść w świat, który pokazuje nam Simon. Jego spojrzenie na kobiecość, feminizm, urlop ojcowski, miesiączkę, wychowanie córek etc. dobrze jest poznać i spróbować przełożyć na nasz polski grunt. A przynajmniej poddać zastanowieniu – z należnym przymrużeniem oka (skoro już idziemy tropem Simona).

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Children are basically human versions of a 'find my phone’ app – as annoying as it maybe, if kids are making a noise, you then at least know where they are, it’s when they’re silent that you need to worry as it usually results in a mess I’ll get blamed for, a lot of scrubbing & a dubious home insurance claim. This evening I walked in on the aftermath of 'operation sunblock’ – a covert operation to liberate all the suncream from my confines of my bedside drawer. The results – 2 well moisturised guilty looking girls who smelt like holiday & won’t be getting a tan anytime soon & a floor more slippery that an overexcited eel who’d just won a jelly wrestling competition. Lessons to learn: 1). if its silent, something bad is happening & 2). I will always be the blame even if when I’m nowhere near the scene of the crime. #howisthismyfault #whykeepsuncreamthere #ghostkids #slipperywhenwet #itwasntme #twins #operationsunblock #Fatherofdaughters #dadlife #instadad #fod

Post udostępniony przez Simon, also known as FOD (@father_of_daughters)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Yes I do look like the mid 30’s love child of a Disney Princess and the Easter bunny or perhaps an unsuccessful drag act you’d find on a cruise liner who specialises in animal impressions, but this what happens when you let you children projectile vomit the contents of the dressing up box onto you. Clemmie walked in on us after l having called us for dinner multiple times to find what must look like the hangers-on who are still sleeping in field 2 days after the festival finished – me, a blond Bob Dylan lookalike, a fairy & a disgruntled Delilah who was livid that the very hungry Caterpillar costume was covered in welded on weetabix. Clemmie turned & walked out in silence – you said you’d take me in sickness and in health – well dressing up is my sickness. Now, how do you dislocate your shoulders to get out of this human body trap? #cruiserlinerentertainment #disneylovechild #dressingup #imcomfortablewithwhoiam #Fatherofdaughters #dadlife #fod #instadad

Post udostępniony przez Simon, also known as FOD (@father_of_daughters)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Yes – I’ve just walked in on a private regression therapy session for twins who can’t cope with growing up. The time comes in every child’s development that you stop measuring their age in months & they cease being babies. For most parents this milestone is marked with a heavy internal sign of relief that they’ve got through the 'caring for a ball of flesh’ phase without turning a permanent greyish green that paint companies would no doubt name 'parent corpse Grey’. This is then immediately followed by weeping over the fact our babies are no longer completely reliant on us & refuse to stop growing despite the sand bags placed on their heads while they sleep. Yet apparently my girls aren’t ready to let go of their hazy rose tinted pre nursery days just yet either & have taken to treating eachother like babies again. I’ve even caught them changing eachother nappies which was a joy all the senses, especially the sense of smell. #regressiontherapy #dontgrowup #parentsnotneeded #wherearemybabies #twins #sisters #fatherofdaughters #dadlife #fod

Post udostępniony przez Simon, also known as FOD (@father_of_daughters)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

In the days before algorithm based romance and soul destroying swiping, people used to use Friday night to get to know eachother – Friday night was date night & last night was no exception, just with one important difference. Said in the nicest way possible so as to avoid unnecessary enquires from social services – last night I decided to hire a baby sitter, got dressed up & took my eldest on a 'date’ – something I can’t emphasis the importance of enough. So what did it cost? Baby sitter £35, food £30, putting the world to rights over Asian food, cackling like a hyenna’s high on laughing gas & getting to know just a little more about the intelligent, witty & beautiful young women my daughter is becoming – priceless. Of course, we were chaperoned by @mother_of_daughters who suffers from serious FOMO, but it turns out that 3 isn’t a crowd after all – it’s just the right number to feel connected & to feel a little less like parents & a little more like friends. #ustime #makingtime #friendsnotparents #fatherofdaughters #dadlife #instadad #fod

Post udostępniony przez Simon, also known as FOD (@father_of_daughters)

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

I’ll forgive you for thinking this was either a really low grade game of hide and seek or the very sad annual meeting between the only 2 members of the 'National Pavement Appreciation Society’, but in fact it was a result of stubborn child not wanting to put a coat on in weather so cold it would have had snowmen reaching for the heated blanket. This horizontal protest was heading no where fast until @mother_of_daughters employed the old tried & tested 'I’ll just lie next to this apoplectic child silently and see what happens’ technique and sure enough, Ottie’s brain overloaded at the sight of an adult on the floor, rebooted into recovery mode and she quickly dusted herself off and rode off into the sun. She still didn’t have a coat on, but you take a win where you can in these situations. #theyjustlovepavements #cantbeatthemjointhem #horizontalprotest #imnotcold #fatherofsaughters #parentingwin #dadlife #instadad #fod

Post udostępniony przez Simon, also known as FOD (@father_of_daughters)

Zobacz też: A może by tak wyjść bez dziecka? „Ruszyliśmy bez obaw. Niesłusznie, oj jak niesłusznie…”

Tłumaczenie postów: redakcja

Foto: father_of_daughters Instagram

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Co oznacza deszcz na Greenlandii?

lodowiec
fot. The ORIGINS Project Foundation

Na Grenlandii w połowie sierpnia rozpadał się deszcz. To pierwszy znany przypadek opadów deszczu na grenlandzkim lodowcu – informuje na swojej stronie internetowej National Snow and Ice Data Center. To efekt globalnego ocieplenia, którego jednym z przyczyn jest działalność ludzka.  

Fala upałów, która przetoczyła się przez północną półkulę w połowie sierpnia, zahaczyła również o Grenlandię. W jej wyniku po raz pierwszy na szczycie grenlandzkiego lodowca zaobserwowano opady deszczu. Deszcz padał przez kilka godzin. Padało w miejscu, które zawsze było na tyle mroźne, że trudno byłoby przypuszczać, iż nawiedzą je opady deszczu.  

Ubytek lodu siedmiokrotnie większy 

Wystąpienie opadów zarejestrowała 14 sierpnia bieżącego roku stacja amerykańskiego National Snow and Ice Data Center’s (NSIDC), której placówka znajduje się na Grenlandii. Dodatnia temperatura powietrza utrzymywała się w tym miejscu ok. dziewięć godzin – czytamy na stronie NSIDC. „Nie było, jak dotąd, żadnych doniesień o opadach deszczu w tym miejscu, które znajduje się na wysokości 3216 m” – informuje NSIDC. W raporcie czytamy, że ubytek lodu tego dnia był siedmiokrotnie większy niż przeciętna wartość w tym czasie.  

Zdaniem naukowców, nie da się nie wiązać opadów deszczu na Grenlandii ze zjawiskiem globalnych zmian klimatycznych. Pokrywa lodowa Grenlandii zawiera na tyle dużo lodu, że po jej stopieniu poziom mórz może podnieść się o sześć metrów.  

Zobacz też: Co myślą dzieci o zmianach klimatu? Ogólnoświatowa akcja, w której my też możemy wziąć udział!

Niemal wszystkie lodowce topnieją 

Niemal wszystkie lodowce na świecie stają się cieńsze i tracą objętość. Ten proces coraz bardziej przyspiesza – dowodzą naukowcy na łamach tygodnika „Nature”. Lodowce są ważnymi wskaźnikami zmian klimatu. Ich obserwacja pozwala na zrozumienie tempa i dynamiki zmian klimatycznych. Od połowy XX w., niezależnie od wysokości nad poziomem morza czy szerokości geograficznej, obserwuje się szybkie topnienie lodowców. Do niedawna jednak częściowo tylko poznano stopień topnienia lodowców na świecie. 

Najnowsze badania, przeprowadzone przez międzynarodowy zespół naukowy, uwzględniają niemal wszystkie lodowce świata. W latach 2000-2019 lodowce na całym świecie traciły średnio rocznie 267 mld ton. Zauważono również, że w tym czasie tempo topnienia przyspieszyło. Topniejące lodowce przyczyniają się w 21 proc. do podniesienia poziomu mórz. Najszybciej topnieją lodowce na Alasce, Islandii i w Alpach. Sytuacja jest poważna również w górach Pamir, w Hindukuszu oraz w Himalajach.  

Ku zaskoczeniu naukowców, okazało się, że znaleźć można również obszary na świecie, gdzie topnienie spowalnia, takie jak wschodnie wybrzeże Grenlandii, część Islandii czy Skandynawii. Przypisują to lokalnej anomalii pogodowej na północnym Atlantyku, która wywołuje większe opady i niższą temperaturę. 

Globalnym ociepleniem zagrożone są najbardziej tereny zalewowe i nadmorskie – za kilkadziesiąt lat zatopione będą nabrzeża np. Gdyni i możliwe będzie, że Hel znów stanie się wyspą, zaś 30% Holandii znajdzie się pod wodą. Antropocentryczne w dużej mierze globalne ocieplenie to jedno z największych wyzwań, jakie stoją przed społeczeństwem w XXI wieku.  

Źródło: Nauka w Polsce PAP 

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o zmianach klimatu bez wywoływania w nim lęku?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Tęczowe igrzyska – coraz więcej sportowców wychodzi z cienia

lbgt

Tegoroczne Igrzyska Olimpijskie są toczone w cieniu pandemii koronawirusa. Z pewnością zapamiętane też zostaną jako bardzo barwne ze względu coraz bardziej otwarte podejście do społeczności LBGT i coming outy wielu sportowców.  

Idee olimpijskie są bardzo bliskie tolerancji, harmonijnemu współistnieniu i akceptacji. Niestety, nie zawsze wyglądało tak w rzeczywistości i homoseksualni sportowcy ukrywali swoją tożsamość. Były to często tzw. “tajemnice poliszynela” na poziomie wioski olimpijskiej, ale starano się by nie przedostały się informacje o nich do opinii publicznej. Kolejną tajemnicą poliszynela było to, że w sportach olimpijskich, szczególnie dyscyplinach kobiecych jest spory udział osób homoseksualnych. Być może łatwiej im znieść tryb życia sportowca, gdzie spędza się większość czasu ze swoją płcią i w cyklu treningi-podróże-zawody. Większość sportowców to akceptowała i nie prezentowała zamkniętej i niesportowej postawy jak Zofia Klepacka. Obecnie coraz więcej sportowców otwarcie wychodzi z cienia i spotyka się ze wsparciem środowiska i kibiców. Sport podążył więc drogą coubertainowską idei równości i przyjaźni w rywalizacji. 

Zobacz też: One powróciły na sportowy szczyt po ciąży

Tokio w barwach tęczy 

Redaktorzy serwisu Outsports.com, obliczyli, że w igrzyskach bierze udział co najmniej 175 zadeklarowanych gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transseksualnych, interseksualnych i queer. W tym gronie zdecydowanie przeważają kobiety. W sumie na igrzyskach wystartuje ponad 30 piłkarek, 13 koszykarek i dziewięć rugbistek ze społeczności LBGT. Liczba ta jednak rośnie, gdyż niektórzy sportowcy jak Katarzyna Zillmann polska srebrna medalistka w wioślarstwie dopiero się ujawniają.  

Najwięcej olimpijczyków po coming oucie mają Stany Zjednoczone, w kadrze tego kraju znalazło się ponad 30 homoseksualnych sportowców. Kolejno uplasowały się Kanada (16), Wielka Brytania (16), Holandia (16), Brazylia (14), Australia (12) i Nowa Zelandia (10). 

Swoich przedstawicieli w tym gronie ma również Polska. O swoim homoseksualizmie publicznie powiedziała była mistrzyni świata i Europy w żeglarstwie Jolanta Ogar. Publicznego coming outu dokonała również oraz Aleksandra Jarmolińska, reprezentantka Polski w strzelectwie sportowym.  

– Ludzie. Kochajmy się wszyscy. Tak po ludzku. Nie mówmy, kogo możemy kochać, a kogo nie. To jest tak podstawowa sprawa, że w ogóle nie powinnam o tym mówić. Niestety, jak widać, ciągle trzeba to robić. Miejmy otwarte oczy na potrzeby innych osób. Wystarczy znaleźć w sobie odrobinę empatii – mówiła w wywiadzie po coming oucie nasza srebrna medalistka, Katarzyna Zillmann.  

Źródło: outsports.com 

Zobacz też: Czy Polacy są homofobami? Raport nie pozostawia złudzeń

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Prognozy: pod koniec listopada będzie 30 tysięcy zakażeń dziennie

Wzrost zakażeń wariant delta
Foto: Unsplash

Słaba wyszczepialność i brak odporności zbiorowej mogą się szybko zemścić. Dynamika zakażeń koronawirusem w Polsce jest obecnie bardzo zbliżona do tej sprzed roku – wynika z modelu przygotowywanego przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej. W połowie września dzienna liczba zakażeń wyniesie prawdopodobnie 500-600 osób. A pod koniec listopada może osiągnąć nawet ponad 30 tys. 

Zespół prof. Tylla Krügera z Politechniki Wrocławskiej w swoich prognozach używa superkomputera. W ich modelu matematycznym MOCOS (Modelling Coronavirus Spread) ważne jest przede wszystkim to, jak wirus przenosi się w sieciach społecznych – np. między gospodarstwami domowymi. Jest tam modelowana struktura gospodarstw domowych i połączeń między 38 mln Polaków. 

Epidemię modelują również dwa inne zespoły polskich naukowców: Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego oraz Zespół z Wydziału Matematyki Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego i z NIZP-PZH. 

30-40 tys. zgonów na wariant delta?

Prof. Tyll Krüger powiedział PAP, że z modelu przygotowanego przez jego zespół wynika, iż z początkiem września nastąpi przyrost zachorowań. „W połowie września dzienna liczba zakażeń wyniesie prawdopodobnie 500-600. Potem zakażenia będą rosły bardzo szybko. W październiku może być więcej niż 10 tys., a pod koniec listopada – nawet ponad 30 tys. To będzie szczyt czwartej fali” – mówi naukowiec. 

Zobacz też: Odwiedziny u zaszczepionych rodziców. Czy na pewno są bezpieczne?

Profesor zapytany o przewidywaną liczbę zgonów spowodowanych przez COVID-19 przestrzegł, że może być ona bardzo wysoka i wynieść podczas zbliżającej się fali nawet 30-40 tysięcy. 

Dlaczego prognozowana liczba zakażeń i zgonów jest tak wysoka, mimo że 48 proc. populacji w Polsce (ok. 18,3 mln osób) jest już zaszczepionych, a kilkadziesiąt procent jest ozdrowieńcami? Naukowiec wskazuje, że wirus w wariancie Delta jest mniej więcej dwukrotnie bardziej zaraźliwy niż poprzednie warianty i to niweluje zasadniczo spadek zakażeń wskutek nabytej odporności. A gdyby nie było szczepień, zakażeń byłoby zdecydowanie więcej. Z jego szacunków wynika, że w sumie w Polsce odporność na koronawirusa nabyło ok. 60 proc. ludzi – albo na skutek zakażeń lub dzięki szczepieniu. Nie wszystkie osoby zaszczepione i ozdrowieńcy są w pełni zabezpieczone przed koronawirusem. „Zapewne ok. 80 proc. z nich” – ocenił. Jak wskazał, dużo zależy np. od ich stanu zdrowia. 

Wciąż zbyt mało zaszczepionych

Prof. Krüger jest szczególnie zaniepokojony tym, że tylko 62 proc. osób w wieku 80 plus jest zaszczepionych.  

„Być może uda się zaszczepić większość z nich, ale od dwóch miesięcy ich liczba prawie się nie zwiększa, a to te osoby są najbardziej narażone na bardzo ciężki przebieg COVID-19 i zgon. Szacujemy, że 200 tys. osób w tej najstarszej grupie nie posiada odporności na koronawirusa, a śmiertelność w tej grupie wynosi 10-15 proc” – mówi naukowiec. Ekspert powiedział, że w Anglii i Francji poziom wyszczepienia najstarszych osób wynosi ponad 90 proc. Dodał, że cieszyć się należy z tego, że w Polsce grupa w wieku 70-79 lat jest zaszczepiona na poziomie 82 proc. – to najwyższy poziom wśród wszystkich grup wiekowych. 

Źródło: PAP – Nauka w Polsce
Zobacz też: Wariant delta – wszystko co powinieneś wiedzieć

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Zakazana miłość – czyli jak Polki romansowały z Niemcami

polki romansowały z Niemcami

Druga wojna światowa to czas okrutnego terroru i śmierci humanizmu. Ludzie, jakby na przekór, jednak kochali, romansowali, czasem także z wrogiem.  

Agresja Niemiec w 1939 roku, propaganda poprzedzająca ją oraz terror podczas wojny uczynili z Polaków i Niemców śmiertelnych wrogów. Mimo, iż romans między Polkami a Niemcami uchodził za zdradę narodu to dochodziło do takich sytuacji. Z kolei dla Niemców za zdradę rasy nie uchodził kontakt z niearyjską damą lekkich obyczajów. Przyjrzeliśmy się sprawie.  

Sypiając z wrogiem 

Romanse Polek z Niemcami należałoby podzielić przede wszystkim na te, które działy się na robotach w Rzeszy oraz na te, które miały miejsce na okupowanych polskich ziemiach. W pierwszym przypadku kobieta często nie miała wyboru – groziło jej bicie, a nawet skazanie na śmierć z byle błahego powodu, który podałby niemiecki rolnik. Dochodziło “na robotach” do bardzo dużej ilości samobójstw. Historycy szacują, że część z nich tak naprawdę była zabójstwami ze strony kochanka pochodzenia niemieckiego, który chciał zakończyć relację.  

1941 roku kwestia zakazanych intymnych relacji polsko-niemieckich stała się na tyle poważnym problemem, że Heinrich Himmler wprowadził specjalne rozporządzenie. Wedle niego polskie robotnice delegowane do pracy w niemieckich folwarkach miały być selekcjonowane pod względem „przydatności rasowej”. Ewentualne dzieci miały zostać wychowane w duchu germańskim.

Zobacz też: Taka miłość zdarza się raz na 60 lat! Zobacz niezwykłą sesję ślubną staruszków

Miłość wszystko zwycięży? 

Inaczej miało miejsce w miastach i wsiach pod okupacją, gdzie niemiecki żołnierz był tylko przybyszem z zewnątrz. Departament Sprawiedliwości Delegatury Rządu na Kraj stworzył nawet Kodeks Moralności Obywatelskiej. Wyróżniono w nim cztery działy według ciężaru gatunkowego przestępstwa. W dziale trzecim zaznaczono, że pogwałcenia prawa dokonuje również ten, kto utrzymuje z wrogiem zażyłą znajomość lub stosunki miłosne. Karą było wyłączenie ze społeczności polskiej, czyli niemożność zajmowania jakichkolwiek stanowisk państwowych, samorządowych i społecznych. Po wojnie kobiety czekały również kary honorowe, jak golenie głowy na łyso.

polki romansowały z niemcami

Polki jednak romansowały z żołnierzami, czy to wiedzione chęcią dostępu do luksusowych towarów, czy też ciekawością lub miłością. Uczucia bowiem ciężko przezwyciężyć. Szacuje się, że w zakazaną miłość uwierzyło 20 tys. Polek, co jest podobną liczbą do Francji i Belgii. Zdarzył się nawet romanse między Żydówkami, a oficerami zbrodniczej Waffen-SS.

Świadectwo takiej miłości złożyła w swojej książce, wydanej w Niemczech, Zofia Jasińska. Urodziła się w Krakowie w zasymilowanej rodzinie żydowskiej Gottliebów, była w okresie międzywojennym aktorką w Teatrze Słowackiego. W 1942 roku uciekła z getta i – posługując się fałszywymi dokumentami – rozpoczęła życie „na powierzchni”. Pracowała m.in. jako kucharka w majątku ziemskim pod Radomiem, gdzie poznała oficera Waffen-SS. Ten, nie wiedząc nic o jej pochodzeniu, zakochał się. Zginął później na froncie, a Zofia po zakończeniu wojny urodziła mu syna, który długie lata wierzył, że jest dzieckiem jej męża, poległego w akcji członka polskiego ruchu oporu.

Zobacz też: Para sfotografowana po 48 godzinach znajomości na Woodstock, wciąż razem po 50 latach!

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.