Przejdź do treści

Peja: “Czy to jest naprawdę moje?!” – od tej strony jeszcze go nie znaliście!

Peja
Fot. Daniel Perz

We wrześniu premierę miała jego najnowsza płyta “G.O.A.T.” – płyta człowieka świadomego, doświadczonego, pogodzonego z różnego rodzaju mechanizmami rządzącymi światem. I chociaż jego teksty wciąż pełne są pazura, niezgody i siły, to wyraźnie przebija przez nie także ta bardziej pokorna wrażliwość artysty. W jednym z kawałków rapuje: “Dostałem więcej od losu, niż mogłem sobie wymarzyć” – jak to zatem z tym jest? O muzyce, pokorze i sukcesie – Peja.  

Katarzyna Miłkowska: Często mówisz w wywiadach, że bazą Twojego tworzenia jest pasja. To właśnie od niej wszystko się zaczęło? 

Peja: Na pewno, chociaż początki były też w dużej mierze jakimś naturalnym rozwojem potrzeb fanowskich. W pewnym momencie samo słuchanie po prostu przestało już wystarczać – chcieliśmy być tego częścią, chcieliśmy być twórcami. Zaadaptowaliśmy więc na nasz grunt nowy styl muzyczny, nowy gatunek w ramach kultury hip-hop i spokojnie możemy powiedzieć, że dzięki temu funkcjonuje on na polskiej scenie muzycznej już prawie trzydzieści lat.

Inspiracji do dalszego tworzenia wystarczy na kolejne trzydzieści?

Bez wątpienia! Jeśli chodzi o pomysły, to jest to studnia bez dna. Hip-hop to w końcu nie tylko płyty rapowe, ale też wszystkie inne gatunku muzyki – R&B, funk, soul, trochę popu, nawet disco. Wszystko to jest fuzją styli, dlatego też często słuchając np. amerykańskiego rapu z lat 80-tych czy 90-tych, masz wrażenie, że słyszysz Jamesa Browna, Kool & The Gang czy The Temptations. Wszystko dlatego, że często producenci zapożyczali sample znanych już artystów i adaptowali je na własny użytek. 

Bardzo wiele takich przykładów mamy też w polskim hip-hopie – Wzgórze Ya-Pa i TDF „Mam tak samo jak Ty” Niemena czy Rychu Peja i Stan Borys „Chmurami Zatańczy Sen”. Niestety polska muzyka jest bardzo trudna do samplowania, ponieważ nigdy nie wiadomo kto jest właścicielem, autorem tekstu, producentem, kto chce wyrazić zgodę, a kto nie itd.

Producenci ciągle mają problemy – nie wszyscy zaczęli jeszcze kumać cały ten rap i produkcję hip-hopową. A szkoda, bo polska muzyka rozrywkowa tylko by na tym zyskała. 

Takie połączenie to przeważnie hity. 

Dokładnie, chociaż trzeba przyznać, że samplowanie wiąże się z ogromnymi kosztami, a rynek tak bardzo w ostatnich latach ewoluował, że producenci coraz częściej decydują się na swoje własne autorskie aranżacje. Pod tym względem Polska ma naprawdę super producentów, którzy nierzadko wygrywają konkursy inicjowane przez uznanych artystów w Stanach. Mamy również wielu światowych didżejów, co sprawia, że od strony produkcyjnej jesteśmy bardzo solidnym fundamentem tej kultury – ależ dałem Ci wykład! „Evolution of hip-hop” (śmiech)!

To jest niezwykle ciekawe! Co więcej, to tylko podkreśla, jakie masz w tym zakresie doświadczenie i chyba nikt rzeczywiście nie ma prawa dziwić się temu, że przez tyle lat wciąż stoi za Tobą rzesza wiernych fanów, a każda płyta to kolejny sukces. Czy gdybyś te dwadzieścia kilka lat temu wyobraził sobie moment, który jest dzisiaj, zobaczyłbyś właśnie to?

Do każdej płyty podchodzę z niezmienionym zapałem i traktują ją tak, jakby była moją pierwszą. Za każdym razem staram się dać z siebie jeszcze więcej i to się podobno udaje – oczywiście nie wszyscy to potwierdzają i doceniają, ale moi fani są właśnie takiego zdania. 

A czy wyobrażałem sobie to, w jakim będę – w jakim dziś jestem – miejscu? Nie, nawet teraz nie jestem tego w stanie pojąć. Patrzę czasami, jak ogrodnik kosi mi trawnik, przychodzi niania i zabiera mojego syna na spacer, ja w tym czasie piszę rymy, piję z żoną kawę…

Słyszę w tym jakiś rodzaj zdziwienia – jakbyś sam siebie pytał: „Jak to się stało”?

No tak, czasami wychodzę w nocy do ogrodu i zastanawiam się, czy to jest naprawdę moje?! Przecież ja nawet nie wiem czy zasłużyłem…

Masz taką myśl?

Wyrzutów sumienia nie mam, ale czasami rzeczywiście nachodzą mnie różne wątpliwości… Stąd też cieszy mnie to, że nadal nie oderwałem się od rzeczywistości. Jestem blisko ludzi – nawet kiedy raz w tygodniu przyjdzie do nas pani, która sprząta, to biorę miotłę i robię to razem z nią!

Mówisz o pokorze?

Podobno też lubię sprzątać (śmiech). Zupełnie nie mam problemu z dbaniem o takie przyziemne, codzienne sprawy. Powiem Ci, że pochodzę z dużej biedy, w której nie miałem zbyt wiele, ale porządek był zawsze – dbałem o to, co było i tak już zostało. Taki jest „efekt uboczny” mojego startu w życie.

Podam Ci kolejny przykład, żona mówi mi, żebym wyrzucił stare ciuchy z siłowni, bo wyglądam w nich jak menel, a ja nie potrafię! Mam mnóstwo kolekcji odzieżowych, których w ogóle nie noszę, bo ciągle nie potrafię sobie czegoś dać – bo się zniszczy, bo będę czekał na lepszą okazję… 

A czy to nie jest tak, że ta „lepsza okazja” jest właśnie tu i teraz?

Nie wiem, nie potrafię tego wytłumaczyć. Jestem po prostu bardzo oszczędny, ale też niezwykle dbam o to, co mam. 

Rozumiem, że nie mówisz tu tylko o rzeczach materialnych – biorąc pod uwagę chociażby początek naszej rozmowy, muzyka jest niezwykle zadbanym przez Ciebie kawałkiem. Dałoby się ją czymś zastąpić?

Jeżeli okazałoby się, że nie mogę tego robić – ogłuchłbym, czy straciłbym głos – musiałbym przerobić żal po stracie. Podobnie jak z alkoholem, z rodzicami i wieloma innymi rzeczami, które w życiu straciłem.

Na ten moment sobie tego nie wyobrażam. Nie wiem… może przypłaciłbym to ciężką depresją, może zacząłbym pić? Nie chcę jednak nawet o tym myśleć, bo wiele obaw i lęków budzi się de facto właśnie z wyobrażeń. Zresztą mówiłem Ci, że w wyobrażenia jestem słaby. Tak – tu i teraz jest zdecydowanie lepsze.

Peja

Fot. DagSoon

Zobacz też: Sport od najmłodszych lat – Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Świadomy pacjent ma narzędzia do realnej oceny terapii – turystyka komórkowa z perspektywy pacjenta

Moc komórek - wybieramy potwierdzone terapiê komórkowe. kampania społeczna
Od lewej prof. dr hab. Ewa Zuba-Surma, dr hab. n. med. Magdalena Chrościńska-Krawczyk, prof. dr hab. Krzysztof Kałwak. fot. Stach Leszczyński, PAP

Dziś pacjenci z łatwością sięgają do Internetu po informacje na temat terapii komórkowych. Trudności zaczynają się wtedy, gdy przychodzi do weryfikacji źródeł tych informacji oraz ich jakości, która wciąż pozostawia wiele do życzenia. W efekcie pacjenci czasami decydują się na podjęcie leczenia w krajach, będących mekką turystyki medycznej, np. na Ukrainie, w Indiach czy Tajlandii, gdzie brakuje nadzoru regulacyjnego nad terapiami komórkowymi. Dlatego kluczowe jest budowanie świadomości wśród pacjentów na temat fundamentalnych różnic pomiędzy nadzorowanymi terapiami komórkowymi a terapiami niepotwierdzonymi, prowadzonymi bez żadnej kontroli.

Temat turystyki komórkowej został poruszony podczas debaty ekspertów, która zainaugurowała kampanię społeczną „Moc Komórek – Wybierajmy Potwierdzone Terapie Komórkowe”. Misją kampanii jest zainicjowanie publicznej debaty na temat terapii komórkowych. W ramach kampanii podejmowane są działania mające na celu edukację i budowanie świadomości wśród pacjentów.

Świadomy pacjent ma narzędzia do realnej oceny terapii

Na różnego rodzaju forach internetowych znajduje się wiele niezidentyfikowanych informacji na temat terapii komórkowych, głównie tych prowadzonych poza granicami Polski, czy nawet UE. Część z tych informacji dociera do pacjentów wręcz za pośrednictwem marketingu bezpośredniego, tym bardziej ciężko samodzielnie zweryfikować ich jakość. Najbardziej narażeni na ryzyko podjęcia niepotwierdzonej i nieregulowanej prawem terapii są rodzice poszukujący nowatorskich metod leczenia, które mogłyby pomóc ich dzieciom. Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, zwrócił uwagę na ten problem:

– Ta determinacja, aby za wszelką cenę pomóc swojemu nieuleczalnie choremu dziecku jest całkowicie zrozumiała. Dlatego też czasami zapadają decyzje o podjęciu tego typu terapii za granicą. W związku z tym, że brakuje rzetelnych źródeł informacji, rodzice często nie mają możliwości weryfikacji czy terapia, jaką mają zastosować, jest uregulowana prawnie, potwierdzona i bezpieczna – mówi Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich – Kluczowe jest, aby ci rodzice mieli dostęp do sprawdzonej wiedzy, do poradników, publikacji naukowych, aby mogli uzyskać od swojego lekarza rzetelne informacje oraz aby byli świadomi fundamentalnych różnic pomiędzy nadzorowanymi terapiami komórkowymi – jak w Polsce, gdzie każdorazowo niezbędna jest zgoda komisji bioetycznej – a terapiami, które za granicą prowadzone są często bez jakiejkolwiek kontroli i, jak pokazują badania, zdarza się, że niekiedy nie są nawet prowadzone przez lekarzy.

W Polsce terapie komórkowe stosowane są jako Medyczny Eksperyment Leczniczy (tzw. MEL). Zasady stosowania MEL-u dokładnie określają przepisy prawa polskiego oraz Unii Europejskiej (w szczególności ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty), ale już w krajach poza UE wygląda to zupełnie inaczej. Najczęściej nie ma tam po prostu żadnego nadzoru regulacyjnego nad terapiami komórkowymi. W 2019 roku zostało opublikowane badanie w miesięczniku JAMA Network, z którego wynika, że w USA z 608 klinik – gdzie prowadzono terapie komórkowe – w co trzeciej klinice terapia komórkowa była podawana przez osobę niebędącą lekarzem. Dane są zatrważające. Tego typu badań niestety nie przeprowadzono w krajach, takich jak: Ukraina, Indie czy Tajlandia, które pozostają mekkami turystyki medycznej.

Brak nadzoru regulacyjnego nad terapiami komórkowymi, który wiąże się z tym, że część osób podających terapie komórkowe nie ma wykształcenia medycznego, to jednak niejedyne zagrożenie dla pacjentów podejmujących niepotwierdzone terapie komórkowe. Problemem jest przede wszystkim brak europejskich standardów wytwarzania produktu, czyli preparatu na bazie komórek macierzystych, który wykorzystywany jest w ramach terapii komórkowej. Ponadto pacjenci napotykają także na barierę językową. Kolejną kwestią stwarzającą ryzyko jest bardzo często brak długotrwałej obserwacji, jak również brak jasnej informacji, co do odpowiedzialności za leczenie, w przypadku ewentualnych powikłań. Ostatnią kwestią ważną z perspektywy pacjenta są także koszty, które za granicą są dużo wyższe niż w Polsce, a do tego należy wziąć pod uwagę dodatkowe koszty w postaci biletów lotniczych, noclegów oraz wyżywienia.

Warto mieć na uwadze, że wyłącznie świadomy pacjent będzie mógł podjąć świadomą decyzję o odrzuceniu terapii niewiadomego pochodzenia, która prowadzona jest bez żadnego nadzoru i która dodatkowo może stwarzać zagrożenie dla pacjenta, czy to za granicą, czy w kraju ojczystym.

W ramach kampanii „Moc Komórek – Wybierajmy Potwierdzone Terapie Komórkowe” powstała edukacyjna strona internetowa www.mockomorek.pl, na której pacjenci znajdą wiele ważnych wskazówek i odniesień do publikacji naukowych, Poradnik Pacjenta, jak również rzetelne informacje, które pomogą im odróżnić potwierdzoną i bezpieczną terapię komórkową od terapii niepotwierdzonej, przed którą ostrzegała w kwietniu 2020 roku Europejska Agencja Leków.

Od lewej prof. dr hab. Krzysztof Kałwak, prof. zw. dr hab. n. med. Marcin Mycko, fot. Stach Leszczyński, PAP

Od lewej red. Iwona Schymalla, Medexpress, Stanisław Maćkowiak, Federacja Pacjentów, fot. Stach Leszczyński, PAP

Zobacz też: Własne komórki macierzyste pomagają dzieciom chorym na autyzm

Potwierdzona Terapia Komórkowa, czyli jaka?

W przypadku Potwierdzonej Terapii Komórkowej, która w Polsce najczęściej ma charakter medycznego eksperymentu leczniczego, mamy do czynienia z zastosowaniem preparatów zawierających wyłącznie lub w bardzo wysokim stopniu komórki mezenchymalne – MSC (nawet 95% i więcej), które wytwarzane są w certyfikowanym laboratorium przez wiele tygodni i kontrolowane pod względem jakości oraz czystości preparatu. Dzięki temu uzyskują właściwości i status tzw. produktu leczniczego terapii zaawansowanej (ATMP). Cały proces odbywa się w rygorze GMP (tzw. Dobrej Praktyki Wytwarzania), właściwym do produkcji leków.

Nazwa własna – Potwierdzona Terapia Komórkowa – która jest wykorzystywana w tytule kampanii, powstała na potrzeby edukacyjne kampanii, aby podkreślić różnice pomiędzy terapiami dobrze scharakteryzowanymi komórkami macierzystymi (np. MSC) a terapiami niepotwierdzonymi, w których zawartość komórek macierzystych jest wątpliwa.

Pacjent wspólnie z lekarzem podejmując decyzję o podjęciu Potwierdzonej Terapii Komórkowej musi zostać poinformowany o możliwościach, jak i ograniczeniach takiej terapii. Niezbędna jest przede wszystkim zgoda Komisji Bioetycznej (w przypadku terapii niepotwierdzonej – jest ona prowadzona bez zgody komisji i bez jakiegokolwiek nadzoru). Ponadto uzasadnienie naukowe eksperymentu leczniczego zawsze musi być oparte na racjonalnych podstawach (danych literaturowych), a dowody dotyczące bezpieczeństwa i skuteczności uzyskane w trakcie badań naukowych na modelach zwierzęcych. Ważne – tego typu terapię podejmuje się wyłącznie w przypadku, gdy istnieje możliwość odniesienia korzyści dla indywidualnego pacjenta i jest oferowana pacjentowi przez lekarzy specjalistów lub ośrodki w sytuacji, gdy nie ma innej, dostępnej alternatywy leczenia. Terapie prowadzone są przez doświadczonych specjalistów w danej dziedzinie medycyny, w sprawdzonych ośrodkach. Każdorazowo wymagany jest Formularz Świadomej Zgody Pacjenta, co zapewnia odpowiednie poinformowanie pacjenta o możliwych ryzykach oraz szansach powodzenia. Pacjent jest poddawany długotrwałej obserwacji do 12 miesięcy, a lekarz prowadzący oraz ośrodek przyjmują na siebie pełną odpowiedzialność za prowadzoną terapię. Ponadto efekty leczenia są publikowane jako recenzowane artykuły naukowe.

Wyłącznie spełnienie opisanych powyżej cech jest gwarantem udziału w Potwierdzonej Terapii Komórkowej, posiadającej wszystkie cechy terapii komórkowej, w której wykorzystywane są komórki MSC, klasyfikowane jako produkt leczniczy terapii zaawansowanej.

Organizatorem kampanii społecznej jest Instytut Komunikacji Zdrowotnej, a patronat honorowy nad kampanią objęła Federacja Pacjentów Polskich, partnerami są: Instytut Terapii Komórkowych, RegenMed, Centrum Medyczne Klara, Life Institute oraz Polski Bank Komórek Macierzystych. Patronem medialnym jest Medexpress.

Zobacz też: W Lublinie opracowano preparat, który niszczy komórki raka płuc

Więcej informacji: www.mockomorek.pl

Debata Ekspertów: https://mockomorek.pl/debata-ekspertow

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Breaking News: w Białym Domu zamieszka pies ze schroniska. Trump przegrał, bo nie ma psa?

w Białym Domu zamieszka pies ze schroniska
Pies Major Fot. Instagram Dr. Jill Biden, żony Joe Bidena

W Białym Domu po raz pierwszy zamieszka pies ze schroniska. Wabi się Major i należy do nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Joe Bidena. Tym samym psia tradycja powraca!

Ronald Reagan i Lucky, George W. Bush i Barney, Barack Obama i Bo – to sławne duety, do których dołączy niebawem Joe Biden i Major. Prezydentura Bidena oznacza powrót tzw. pierwszych psów do Białego Domu.

Zaadoptował psa ze schroniska

W 2018 roku Joe Biden zaadoptował owczarka niemieckiego. Szczeniak, razem z rodzeństwem, trafił do schroniska po tym, jak został odratowany przez lokalne pogotowie weterynaryjne. Następnie pieskami zaopiekowała się organizacja pro-zwierzęca Delaware Humane Association, która znalazła im nowych właścicieli.

Dzisiaj jest szczęśliwy dzień dla Majora. Nie tylko znalazł swój dom na stałe, ale został adoptowany przez wiceprezydenta Joe Bidena i dr Jill Biden! Bidenowie poznali Majora, dając mu dom tymczasowy, a teraz są gotowi, aby uczynić adopcję oficjalną. Powodzenia i dziękujemy, że jesteście jednymi z naszych przyjaciół na całe życie! – taką radosną nowiną podzieliła się organizacja w listopadzie 2018 roku.

Today is Major’s lucky day! Not only did Major find his forever home, but he got adopted by Vice President Joe Biden &…

Opublikowany przez Delaware Humane Association Sobota, 17 listopada 2018

Zobacz też: Donald Trump został dziadkiem! Już po raz dziewiąty

Przywróćmy psy do Białego Domu

Przez ostatnie cztery lata w Białym Domu nie mieszkało żadne zwierzę. Donald Trump zerwał w ten sposób z tradycją trwającą od ponad 100 lat, czyli opiekowania się przez głowę państwa jakimś czworonożnym pupilem.

Trump, nagabywany przez reporterów, powiedział, że posiadanie psa w jego przypadku byłoby „fałszywe”, bo podparte ciągłymi namowami jego doradców, a nie osobistym wyborem. Prezydent dodał także, że nie miałby czasu na opiekę nad czworonogiem.

Z kolei Joe Biden jest miłośnikiem psów. W jego mediach społecznościowych znaleźć można wiele zdjęć przedstawiających go w towarzystwie dwóch owczarków niemieckich – 12-letniego Champa i 2-letniego Majora.

Jednym z haseł kampanii wyborczej Bidena było Let’s put dogs back in the White House, czyli  „Przywróćmy psy do Białego Domu”. Zobacz zabawny filmik z pieskami w roli głównej:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Joe Biden (@joebiden)

Czy opiekowanie się psem może wpłynąć na polityczne preferencje? Nie wiadomo. Jednak wiele osób twierdzi, że czuje sympatię do psiarzy, a człowieka poznaje po jego stosunku do zwierząt. O roli psa w rodzinie niedawno pisaliśmy – polecamy wywiad z trenerką psów!

Jedno jest pewne: dzięki wygranej Bidena, jego pupil o imieniu Major zapisze się na łamach historii jako pierwszy pies ze schroniska, który kiedykolwiek zamieszkał w Białym Domu.

Źródło: BuzzFeedNews

Zobacz też: Czy pies wyczuwa ciążę? Wiele wskazuje, że…

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Rozwód w pytaniach i odpowiedziach [cz. 1]

rozwód czy separacja
fot. 123rf.com

Media i eksperci od lat krzyczą na temat kryzysu rodziny, a statystyki pokazują jak wiele tego typu spraw rokrocznie trafia na wokandę. Według danych statystycznych GUS na tysiąc nowo zawartych małżeństw w danym roku, odnotowuje się ponad trzysta rozwodów. Te suche dane statystyczne przykrywają ludzkie tragedie związane z rozpadem rodzin – nie na darmo (zgodnie z badaniami psychologicznymi) rozwód uznaje się za drugie najbardziej stresujące wydarzenie w życiu (pierwszym jest śmierć najbliższej osoby).

Wokół spraw rozwodowych krąży wiele mitów. Zebrałam w formie pytań i odpowiedzi najczęstsze z nich:
Mediacja. Czy to prawda, że jeśli zdecyduję się na mediację, będzie to postrzegane jako chęć kontynuowania małżeństwa?

NIE. Mediacja nie jest terapią rodzinną, mającą na celu „leczenie” małżeństwa. Celem mediacji jest doprowadzenie stron do wypracowania porozumienia satysfakcjonującego dla obydwu stron. Porozumienie to może również dotyczyć warunków rozwodu bądź separacji, w tym alimentów, kontaktów z dzieckiem, władzy rodzicielskiej, w tym u którego z rodziców dziecko ma zamieszkać, czy podziału majątku.

Rozwód a separacja. Czy to prawda, że jeśli jedno z nas chce rozwodu, a drugie separacji, sąd orzeknie separację, bo to łagodniejsze rozwiązanie, chroniące małżeństwo?

NIE. Wszystko zależy od danego przypadku. Nie ma jednak zasady – nawet nieformalnie – mówiącej, że sąd za wszelką cenę ma ratować małżeństwo, zwłaszcza jeśli widzi, że doszło do rozkładu pożycia, i to takiego, które nie rokuje na poprawę wzajemnych relacji oraz powrotu do małżeństwa. W tym ostatnim przypadku sąd orzeknie rozwód, nawet jeśli jedno z małżonków upiera się przy separacji.

Rozwód a wspólne rozliczenie podatkowe. Czy to prawda, że sąd nie stwierdzi rozkładu pożycia w postaci ustania więzi gospodarczej między małżonkami, jeśli małżonkowie złożyli wspólne rozliczenie podatkowe za okres, w którym już nie mieszkali razem?

NIE. Wspólne rozliczenie podatkowe małżonków za okres, w którym trwała pomiędzy nimi separacja faktyczna, czy nawet trwała już sprawa o rozwód bądź separację, nie wskazuje jeszcze, że nadal istnieje między nimi więź gospodarcza, a tym samym nie nastąpił trwały rozkład pożycia. Jednak jeśli inne okoliczności będą wskazywały, że między małżonkami nadal istnieje więź – nie tylko gospodarcza, ale również duchowa bądź fizyczna (np. małżonkowie robią razem zakupy, wychodzą wspólnie do znajomych, dochodzi do pożycia fizycznego), wówczas wspólne rozliczenie podatkowe może być uznane za przejaw tego, iż nie doszło do rozkładu pożycia.

Rozwód a ustanie pożycia fizycznego. Czy to prawda, że sąd stwierdzi rozkład pożycia tylko wtedy, gdy co najmniej przez trzy miesiące przed wniesieniem pozwu nie było między małżonkami pożycia fizycznego?

NIE. Prawo rodzinne nie wyznacza żadnej tego typu granicy czasowej, czyli okresu, który musi upłynąć od ustania między małżonkami pożycia fizycznego. Istotne jednak dla ustalenia, że nastąpił rozkład pożycia, jest zanik więzi fizycznej – uznaje się, że nawet sporadyczne stosunki seksualne między małżonkami świadczą o tym, że rozkład ich pożycia nie jest jeszcze zupełny.

Badanie przez sąd przyczyn rozkładu pożycia. Czy to prawda, że jeżeli zgodnie wnosimy o rozwód bez orzekania o winie, sąd nie będzie badał z jakich przyczyn się rozstajemy?

NIE. W takim przypadku sąd nie będzie dociekał, które z małżonków ponosi winę za rozkład pożycia, musi jednak ustalić, czy nastąpił trwały i zupełny rozkład pożycia. Oznacza to, że z pewnością spyta dlaczego dochodzi do rozwodu. I trzeba na to pytanie odpowiedzieć.

Katalog przyczyn rozwodów czy separacji. Czy to prawda, że kodeks rodzinny wymienia katalog przyczyn rozwodów czy separacji i mogę wnosić pozew tylko wtedy, gdy taka przyczyna wystąpi?

NIE. Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie wymienia nawet przykładowo przyczyn, które mogą uzasadniać żądanie rozwodu czy separacji. To ludzka natura (ułomna niestety) i życie kreślą scenariusze małżeńskie, w których główne wątki często się powtarzają. W ten sposób przyczyny rozstań małżonków powtarzają się.

Homoseksualizm jako przyczyna rozwodu. Czy to prawda, że homoseksualizm zawsze stanowi zawinioną przyczynę rozkładu pożycia małżeńskiego?

NIE. Mogą być sytuacje, gdy jedno z małżonków w momencie ślubu nie uświadamiało sobie swoich preferencji seksualnych, a zatem zawierało ślub z osobą płci przeciwnej w dobrej wierze. Dopiero potem te skłonności się ujawniły. W takim przypadku jeśli nie doszło do zdrady homoseksualnej bądź innych świadomych działań na szkodę małżeństwa nie można winić małżonka za jego preferencje seksualne.

Odmawianie pożycia fizycznego. Czy to prawda, że odmawianie współmałżonkowi współżycia seksualnego zawsze zostanie uznane za zawinioną przyczynę rozkładu pożycia?

NIE. Mogą być sytuacje, gdy małżonek odmawia drugiemu współżycia z powodu nagannej postawy tego drugiego, np. z powodu przemocy, alkoholizmu czy innych przyczyn naruszających harmonię w rodzinie i wymierzonych przeciwko niej. W takim przypadku odmowa współżycia jest usprawiedliwiona i nie może zostać uznana za winę w rozkładzie pożycia.

Poziom życia rodziny. Czy to prawda, że jeśli przez jakiś czas w małżeństwie żyliśmy na wysokim poziomie, bo tego domagał się mąż, ale w rezultacie musiałam na to zaciągać pożyczki i teraz mam kłopoty finansowe, to sąd uzna, że nie mogę mieć do męża słusznych zarzutów za rozłam naszego małżeństwa?

NIE. To, że pani zgadzała się przez jakiś czas z żądaniami męża, nie musi być okolicznością „obciążającą”. Często jest tak, że dla budowania więzi ze współmałżonkiem jedna strona godzi się na jego żądania, nawet jeśli ma wobec nich zastrzeżenia. Wiele zależy od postepowania dowodowego, m.in. od tego co powiedzą świadkowie powołani w sprawie.

Założenie Niebieskiej Karty. Czy to prawda, że założenie Niebieskiej Karty oznacza, że przeciwko mojemu współmałżonkowi zostanie wszczęta sprawa karna o znęcanie się nad rodziną?

NIE. Nie ma takiego automatyzmu. Może jednak się zdarzyć, że działania przemocowe wypełniają znamiona przestępstwa, np. znęcania się nad rodziną, zgwałcenia czy pobicia. W takim przypadku niezależnie od wszczęcia procedury Niebieskiej Karty uprawniony podmiot, np. pracownik pomocy społecznej, złoży na policji czy do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Zamknięcie Niebieskiej Karty. Czy to prawda, że jak Niebieska Karta zostanie zamknięta, to już później nie będzie możliwości, żeby znowu ją założyć?

NIE. Procedura Niebieskiej Karty może być wielokrotnie wszczynana w stosunku do problemu przemocy w tej samej rodzinie. Nie ma tu żadnego limitu ilościowego. Jeśli po zamknięciu Niebieskiej Karty okaże się, że znowu dochodzi do przemocy w rodzinie, procedura zostanie wszczęta na nowo.

Uzależnienie od alkoholu. Czy to prawda, że uzależnienie od alkoholu współmałżonka mogę udowodnić tylko wtedy, gdy ma oficjalną diagnozę o owym uzależnieniu, podjął leczenie odwykowe bądź został skierowany przez sąd na takie leczenie?

NIE. W bardzo wielu przypadkach nie ma takiej dokumentacji, a nie oznacza to, że nie można udowodnić choroby alkoholowej współmałżonka. Przydatne są zeznania świadków, nagrania. Kiedy alkoholizm jest zaawansowany, zdarza się, że widać go już na twarzy delikwenta po charakterystycznej opuchliźnie czy zaczerwienieniu, bądź po jego zachowaniach, np. trzęsieniu się rąk, ogólnej nerwowości. Sąd również dostrzega takie detale.

Współuzależnienie. Czy to prawda, że w sytuacji, gdy jestem osobą współuzależnioną i podejmę leczenie z tego powodu, może to być źle postrzegane przez sąd przy rozstrzyganiu kwestii związanych z opieką nad dziećmi?

NIE. Fakt bycia osobą współuzależnioną nie dyskredytuje rodzica. Raczej trudno wyobrazić sobie sytuację, że sąd przyzna opiekę nad dziećmi osobie uzależnionej. Jeśli natomiast drugi rodzic, cierpiący na syndrom współuzależnienia, ma problemy w sprawowaniu swojej funkcjo wychowawczej wobec dzieci, sąd może ingerować w jego władzę rodzicielską, np. skierować na terapię czy przyznać pomoc asystenta rodziny.

Złe traktowanie przez rodzinę współmałżonka. Czy to prawda, że w sytuacji, gdy rodzina męża źle mnie traktuje, np. na przyjęciach rodzinnych dają mi do zrozumienia, że jestem gorsza, bo wychowywałam się w domu dziecka, nie mam matury i niewiele zarabiam, to jeśli nie będę tam jeździć z mężem, może być to poczytane za moją winę w rozwodzie?

NIE. Rozumiem, że inicjatorami opisanych przez panią sytuacji są wyłącznie członkowie rodziny męża. W takim przypadku nie może być pani „karana” za to, że inne osoby negatywnie się o pani wypowiadają w pani obecności, czym niszczą relacje rodzinne. Powiem więcej, jeżeli w takich sytuacjach mąż nie staje w pani obronie czy wręcz przyklaskuje członkom swojej rodziny w tym jak panią traktują, to w razie państwa rozwodu jemu może zostać przypisana wina za rozkład pożycia.

Terapia małżeńska. Czy to prawda, że skoro mąż proponuje mi ratowanie małżeństwa i pójście na terapię dla par, ale ja już jestem pewna, że nie chcę dłużej być w tym związku, to moja odmowa może być źle odebrana w sądzie?

NIE. Nie można z góry założyć takiego nastawienia sądu do pani odmowy pójścia na terapię. Wszystko zależy od tego na ile zaawansowany jest rozkład pożycia. Jeżeli kryzys jest bardzo głęboki, to ratowanie związku może być już bezcelowe. Nie zawsze wszystko można naprawić. Ma pani pełne prawo zdecydować, że chce pani zakończyć małżeństwo, nawet jeśli mąż ma inne zdanie. Jeżeli natomiast mają państwo dzieci, warto jednak rozważyć pójście do terapeuty dla par – nie po to, z pani punktu widzenia, żeby ratować związek, ale po to, by nauczyć się mimo rozstania współdziałać z mężem na płaszczyźnie rodzicielskiej. Terapia dla par też może służyć wypracowaniu takiej komunikacji.

Bezpłodność. Czy to prawda, że bezpłodność jednego z małżonków wskazywana przez drugiego jako przyczyna rozwodu nie znajdzie aprobaty sądu i powództwo zostanie oddalone, bo nie jest to zawiniona przyczyna rozkładu pożycia?

NIE. Nawet niezawinione przyczyny wygaśnięcia więzi małżeńskich usprawiedliwiają żądanie rozwodu. Należy do nich m.in. bezpłodność jednej ze stron. Nie jest niczym nagannym pragnienie drugiego małżonka, by posiadać dzieci. Skoro zatem w małżeństwie ta potrzeba nie może być zrealizowana, może dojść do rozwodu. W pewnych sytuacjach sąd może uznać, że wina leży po jednej bądź obydwu stronach, np. gdy małżonek mający problemy z płodnością nie podjął leczenia, albo drugi z nim w tym zakresie nie współdziałał, bądź jedno z partnerów, a niekiedy oboje nie byli skłonni do podjęcia prób zrealizowania swojej potrzeby rodzicielstwa w inny niż tradycyjny sposób, np. poprzez adopcję.

Choroba psychiczna współmałżonka. Czy to prawda, że jeśli małżonek choruje psychicznie, to sąd nie udzieli rozwodu, uznając, że chorą osobą ktoś się musi opiekować, a tym kimś ma być żona czy mąż?

NIE. Utrwalone orzecznictwo sądowe potwierdza, że sądy w takich przypadkach orzekają rozwód, uznając chorobę psychiczną za jego niezawinioną przyczynę. Wychodzą z założenia, że stan umysłu i emocji będący skutkiem choroby nie pozwalają na prawidłowe budowanie więzi małżeńskich. W wyjątkowych przypadkach sąd może oddalić powództwo z powołaniem się na zasady współżycia społecznego. Przykładowo w sytuacji, gdy małżeństwo ma wieloletni staż, a chorym małżonkiem nie ma się kto zaopiekować.

Niepełnosprawne dziecko. Czy to prawda, że jeżeli małżonkowie mają niepełnosprawne dziecko, sąd nie orzeknie rozwodu, powołując się na dobro takiej osoby?

NIE. W praktyce oddalanie powództw o rozwód, w tym z powołaniem się na dobro małoletnich dzieci stron, należy do rzadkości. Nikt nie zmusi przecież ludzi do wspólnego życia, nawet jeśli na papierze nadal są małżeństwem. Zatem z reguły sztuczne utrzymanie małżeństwa w żaden sposób nie przyczyni się dla dobra dziecka, również niepełnosprawnego. Nie wystarczy sam fakt, że dziecko jest niepełnosprawne, muszą wystąpić jakieś inne szczególne okoliczności, które uzasadnią oddalenie powództwa, np. możliwość pozostania rodzica pierwszoplanowego w dotychczasowym miejscu zamieszkania w sytuacji, gdy lokal należy do drugiego małżonka, żądającego rozwodu.

Dziecko, które ukończyło 13 lat. Czy to prawda, że jak dziecko skończyło trzynaście lat, to samo decyduje, z którym z rodziców chce mieszkać?

NIE. Ukończenie trzynastu lat oznacza uzyskanie ograniczonej zdolności do czynności prawnych, ale nie jest jednoznaczne z możliwością decydowania przez dziecko o jego sytuacji życiowej. Zgodnie z prawem rodzinnym sąd uwzględni „rozsądne życzenia” dziecka, jeżeli jego rozwój umysłowy, stan zdrowia i stopień dojrzałości na to pozwala.

Gorsza sytuacja materialna współmałżonka. Czy to prawda, że jeżeli straciłem pracę i nie mam własnego mieszkania, nie mam szansy na przejęcie opieki nad dziećmi?

NIE. Warunki materialne mają dla sądu drugorzędne znaczenie przy ocenie z którym z rodziców dzieci powinny mieszkać na stałe. Liczy się to, kto jest tzw. rodzicem pierwszoplanowym oraz kto daje lepszą gwarancję należytego wychowania potomstwa.

Porozumienie rodzicielskie. Czy to prawda, że jeśli nie zawrzemy porozumienia rodzicielskiego, to sąd ograniczy władzę rodzicielską temu rodzicowi, z którym dzieci nie będą mieszkać na stałe?

NIE. Nie musi się tak zdarzyć. Mimo braku porozumienia pomiędzy rodzicami co do kwestii dzieci sąd może pozostawić władzę rodzicielską obojgu, jeżeli widzi, że rodzic drugoplanowy jest zaangażowany w sprawy dzieci i zależy mu na realnym udziale w ich wychowaniu.

Wykonalność porozumienia rodzicielskiego. Czy to prawda, że porozumienie rodzicielskie, jeżeli nie jest realizowane, może być wykonywane przymusowo?

NIE. Porozumienie rodzicielskie nie ma mocy orzeczenia sądu, tak jak ugoda zawarta przed sądem czy przed mediatorem. Nie może zatem być przymusowo wykonywane. Jeżeli porozumienie nie jest realizowane, trzeba wystąpić do sądu ze stosownym wnioskiem o uregulowanie danej kwestii, ewentualnie zgłosić się do mediatora i rozpocząć mediacje (ale na to ostatnie potrzebna jest zgoda drugiej strony).

 

rozwód czy separacja okładka

 

Więcej dowiesz się z książki autorki artykułu, Joanny Hetman-Krajewskiej
„Rozwód czy separacja? Poradnik praktyczny”

Portal Współczesna Rodzina jest patronem medialnym książki!

Nasi czytelnicy i czytelniczki mają szansę na wyjątkowy rabat 20% na tę publikację w księgarni Profinfo – aby skorzystać ze zniżki, wystarczy w formularzu zamówienia wpisać kod: rodzina20

Joanna Hetman-Krajewska

Joanna Hetman-Krajewska – adwokat i radca prawny w Kancelarii Prawniczej PATRIMONIUM w Warszawie; wykonuje zawód od 2003 r.; specjalizuje się w prawie rodzinnym i prawie autorskim. Ukończyła Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie prowadzone przez Stowarzyszenie Niebieska Linia. Prowadziła wiele spotkań z kobietami na tematy prawne związane z funkcjonowaniem rodziny, m.in. w Centrum Praw Kobiet. Autorka licznych tekstów poradniczych na temat prawa rodzinnego, a także książki „Rozwód czy separacja. Poradnik praktyczny” (Wolters Kluwer, 2020).

 

Zobacz też: „Chcę się rozwieść!” – rozwód czy separacja? [EKSPERTKA]

Redakcja

Portal o rodzinie.

Gdy dziecko nie chce spać… – 6 pomocnych wskazówek

sen dziecka, relaks, odpoczynek,
fot. 123rf.com

Usypianie dziecka to jedno z większych wyzwań, z którym muszą zmierzyć się rodzice. Niestety, nie wszystkie maluchy chcą samodzielnie zasypiać, a w większości przypadków wieczorne usypianie to wymagające zadanie. Oto 6 wskazówek, które pozwolą dziecku szybciej zasnąć.  

1. Rutyna

Oprócz stałej pory snu i drzemek w ciągu dnia niezwykle ważna jest rutyna, dzięki której dziecko wie, że zbliża się „czas pójścia do łóżka”. Poszczególne wydarzenia i czynności powinny informować malucha, o tym, co się za chwilę wydarzy. Przed snem zawsze należy wykonywać te same działania w ściśle określonej kolejności – np. kolacja, kąpiel, mycie zębów, czytanie książeczki i upragniony sen.

2. Brak telewizji przed snem

Przeprowadzone badania dowodzą, że niebieskie światło pochodzące z urządzeń elektrycznych, takich jak telewizor czy komputer, stymuluje mózg dziecka i sprawia, że jest bardziej pobudzone. Niebieskie światło zaburza wytwarzanie w organizmie człowieka odpowiedzialnej za sen melatoniny. Dlatego też dwie godziny przed snem należy wyłączyć wspomniane urządzenia. Nie wiecie, co robić przez ten czas? Czytanie książeczki czy śpiewanie piosenek są dobrym pomysłem. Jeśli nie lubisz śpiewać, możesz wykorzystać płyty z muzyką dla dzieci.

3. Spokój i wyciszenie

Niektóre dzieci bywają przed snem nadmiernie pobudzone – w takim przypadku należy zmniejszyć stymulację bodźców zewnętrznych, zadbać o spokój i wyciszenie. Stres jest jednym z czynników, który nie pozwala dzieciom zasnąć. Upewnijcie się, że w pokoju panuje przyjemna atmosfera, a zasłony nie przepuszczają zbyt dużo światła.

Zobacz też: Innowacyjna maskotka wesprze sen dziecka i odciąży rodzica. Wymyśliły ją Polki

4. Właściwa temperatura

Nadmierna ilość bodźców i zbyt jasne światło nie są jedynymi rzeczami, które nie pozwalają dziecku zasnąć. Spokojny sen powiązany jest także z odpowiednią temperaturą. Melatonina, substancja chemiczna wytwarzana w celu głębszego snu, w rzeczywistości obniża temperaturę ciała. Jednak mimo wszystko należy unikać zbyt wysokiej temperatury w pokoju. Dziecko skarży, że mu zimo?  Przykryj go dodatkowym kocem.

5. Pokonaj strach

Wiele dzieci boi się ciemności. Mają wrażenie, że coś lub ktoś czai się za zasłonką bądź pod łóżkiem. Strach nie pozwala maluchom zasnąć, dlatego też trzeba go jak najszybciej pokonać. A gdyby tak przy łóżeczku siedział pluszowy miś, który będzie chronił i pilnował dziecka – odstraszał wszystkie potwory? Udowodniono, że przytulanie pluszaka zmniejsza niepokój w nocy. Jeśli więc dziecko ma trudności ze snem w pojedynkę, niech zasypia ze swoim ukochanym przyjacielem!

6. Łóżko służy do spania

Jedną z przyczyn bezsenności u dzieci jest używanie łóżka do czegoś więcej niż tylko snu. Co to oznacza? W łóżku śpimy, nie wykonujemy żadnych innych czynności – nie bawimy się, nie jemy, nie skaczemy po nim. Warto zadbać, by dziecku łóżko kojarzyło się wyłącznie ze snem, a nie z zabawą.

Te proste wskazówki mają niesamowitą moc – przekonacie się sami.

Źródło: family.amerikanki

Zobacz też: Sen dobry na wszystko!