Przejdź do treści

Plastik niepotrzebny! Słomki z jakich materiałów zastąpią te, które znaliśmy dotąd?

słomki

Od 2021 roku w Unii Europejskiej wszedł w życie zakaz wprowadzenia na rynek m.in. plastikowych sztućców i słomek, a także styropianowych tacek. Jeśli nadal dostajemy je np. w restauracji, to dlatego, że czas na opróżnienie magazynów jest wyznaczony do 3 lipca 2021 roku.

Pozostał więc niecały miesiąc, w którym stosowanie słomek i sztućców plastikowych jest legalne. Później będą za to groziły mandaty. Przypomnijmy, że Według Komisji Europejskiej ponad 80 proc. odpadów w morzach stanowią tworzywa sztuczne. Produkty objęte nowymi przepisami stanowią natomiast 70 proc. wszystkich odpadów morskich. Zgodnie z Rozporządzeniem Ramowym UE w sprawie materiałów przeznaczonych do kontaktu z żywnością, przedmioty mające bezpośredni kontakt z żywnością muszą być bezpieczne. Jak na tym tle wypadają nowości, które szybko zdobyły rynek?

Jakie słomki są bezpieczne dla zdrowia i środowiska?

Niemiecki Federalny Instytut Oceny Ryzyka (BfR) ocenił słomę, silikon, metal, papier i tekturę, pszenicę durum i szkło pod kątem ich przydatności do zastąpienia plastiku w produkcji słomek do picia. Znamy już wyniki badań.

Zdaniem niemieckich laborantów słomki do picia wykonane z silikonu, stali nierdzewnej lub szkła są, odpowiednią alternatywą dla plastikowych słomek. Silikon nadaje się jako materiał do kontaktu z żywnością, metale i stopy (np. stal nierdzewna) są również odpowiednie jako materiały przeznaczone do kontaktu z żywnością, pod warunkiem że spełnione są specyfikacje zawarte w rezolucji Rady Europy dotyczącej metali i stopów. Szkło także nadaje się do kontaktu z żywnością. Istnieje jednak ryzyko złamania. W rezultacie odłamki szkła mogą dostać się do jedzenia lub napoju, a w przypadku połknięcia mogą wystąpić niebezpieczne obrażenia.

Zobacz też: Segregacja to (nie)trudna sprawa – sprawdź, jak to robić!

W przypadku jednorazowego użytku pszenica durum (np. surowy makaron) jest odpowiednim materiałem na słomki do picia z punktu widzenia zdrowia. Makaron może się jednak rozkładać, szczególnie w ciepłych i gorących napojach, lub przez dłuższy czas i w rezultacie stać się bezużyteczny. Ponadto może wpływać na konsystencję i smak napoju. Z kolei słomki z papieru i tektury są przydatne tylko wtedy, gdy doda się substancje zapobiegające zmiękczeniu papieru. Należy pamiętać, że niektóre pozostałości tych produktów, zwłaszcza chloropropanole, mogą migrować do żywności. Specjaliści podkreślają jednak, że jeśli specyfikacje zalecenia BfR nr. XXXVI są spełnione, nie ma zagrożeń dla zdrowia przy stosowaniu słomek do picia wykonanych z papieru i tektury.

Nie wykonano ocen ryzyka dotyczących używania słomek do picia ze słomy. BfR jednak zaleca, aby nie używać słomy do tego celu ze względu na potencjalne zagrożenia dla zdrowia wynikające z bakterii, mykotoksyn lub innych niepożądanych substancji. Niezależnie od materiału, słomki do picia używane więcej niż jeden raz należy przed każdym użyciem dokładnie wyczyścić. Jeśli nie można zagwarantować dokładnego oczyszczenia słomek do picia, BfR zaleca, aby ze względów higienicznych nie używać takich wielorazowych słomek do picia. Ponadto nie powinny mieć żadnych ostrych krawędzi i należy je również wymienić w przypadku stwierdzenia uszkodzeń materiału.

Źródło: news-medical.net/

Zobacz też: Jak wspierać odporność dietą? [EKSPERTKA]

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Zamki w Polsce, które musisz odwiedzić 

Zamek Krzyżtopór

Polskie zamki to nie tylko Wawel i Malbork. Przygotowaliśmy listę kilku ciekawych warowni, które warto odwiedzić.  

Skarszewy – zamek joannitów 

W 1305 roku Skarszewy stały się siedzibą joannickiego komtura i stolicą baliwatu czyli zagranicznej ziemi należącej do zakonu. To właśnie rycerzom zakonnym miasto zawdzięcza swój rozwój, bowiem już w roku 1325 zyskało prawa miejskie. W latach 1320-1334 joannici wybudowali zamek. Wiadomo też, że w 1336 roku konwent składał się z komandora, wicekomandora, trzech braci rycerzy, zaś w 1341 z komandora, dwóch kapelanów i ośmiu braci rycerzy. Niestety problemy finansowe zakonu oraz presja krzyżaków, którzy zajęli Pomorze zadecydowała, że został on już w 1370 sprzedany. Krzyżacy szybko rozpoczęli rozbudowywać zamek. Wybudowali piętrowy Zamek Wysoki z częścią mieszkalną i dwoma basztami. Połączono go także podziemnym tunelem z kościołem. Mury zamku zostały wzmocnione wieżami oraz mocną bramą. Zamek nie brał udziału bezpośredniego w walkach w latach 1410-1411. Ucierpiał w kolejnych wojnach polsko-krzyżackich. M.in. podczas najazdu czeskich najemników – husytów w roku 1433, kiedy poważnie spalony zamek poddał się. Podczas wojny trzynastoletniej kilkukrotnie zmieniały się załogi zamku, najczęściej w wyniku negocjacji. Po drugim pokoju toruńskim miasto i zamek trafiły pod panowanie polskie. Obecnie zamek jest instytucją kultury, zaś tuż obok znajdują się odnowione mury starych Skarszew.  

Skarszewy zamek

Bytów – pruski sąd i więzienie w jednym miejscu 

Najbardziej na zachód wysuniętym zamkiem na szlaku jest Bytów. Krzyżacy ziemię bytowską zyskali stosunkowo późno, wykupili ją od rodu von Behrów w 1329 roku. Dopiero w 1390 roku przystąpiono do budowy zamku na planie prostokąta, trwała ona do 1405 roku. Warownię usytuowano na wzniesieniu obok rzeki Bytowi. Rozmiar zamku jest dosyć spory, wymiary to 70×49 metrów. W przeciwieństwie do innych zamków zastosowano trzy baszty okrągłe i jedną kwadratową. 

W 1638 r. wraz ze śmiercią ostatniego z rodu książąt pomorskich ziemia bytowska przeszła na własność Polski. Po I rozbiorze Polski zamek przypadł w udziale Prusom, którzy na jego terenie urządzili sąd i więzienie. W trakcie II wojny światowej warownia służyła za siedzibę Hitlerjugend. 

Obecnie znajduje się w niej muzeum, biblioteka oraz hotel z restauracją, na dziedzińcu zaś odbywają się imprezy kulturalne. 

bytów zamek

Zobacz też: 5 nieoczywistych miejsc na wakacje z dziećmi w Polsce

Najdłuższa droga do toalety 

Określenie zamkiem warowni w Kwidzynie nie jest do końca precyzyjne. Jest to bowiem zespół katedry obronnej. Należała ona do krzyżackiej kapituły Pomezanii, a pieczę sprawował biskup. Sam zamek wysoki, wzniesiony w XIV wieku, przylega do budynku katedry, jego wieża obronna była jednocześnie dzwonnicą. Po rozbiorach wnętrza kilkakrotnie przebudowywano na potrzeby urzędów. Największą osobliwością jest gdanisko, czyli wieża szaletna, najdłuższa w Europie. Wieża wznosi się na wysokość 34,50 m. Jej szerokość wynosi 8,75 m. Posiada pięć przęseł o łącznej długości 55 metrów. W 2010 roku udostępniono zwiedzającym odkrytą kryptę wielkich mistrzów zakonu, którzy zdaniem współczesnych okazali się niegodni pochówku w Malborku. Obecnie w zamku działa muzeum oraz katedra katolicka. 

Zamek kwidzyn

Rezydencja bogaczy

Ostatnia propozycja to ruiny powstałej w latach 1627–1644 rezydencji pałacowej otoczonej fortyfikacjami bastionowymi położonej w miejscowości Ujazd w województwie świętokrzyskim. Była to największa budowla pałacowa w Europie przed powstaniem Wersalu. Pałac, należący do Ossolińskich został zajęty i zniszczony w czasie potopu przez Szwedów w październiku 1655 roku. Od tego czasu jest trwałą ruiną, obecnie można go zwiedzać.  

Zamek Krzyżtopór

Zobacz też: Wakacje po polsku, czyli Janusz i Grażyna nad morzem

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Co oznacza deszcz na Greenlandii?

lodowiec
fot. The ORIGINS Project Foundation

Na Grenlandii w połowie sierpnia rozpadał się deszcz. To pierwszy znany przypadek opadów deszczu na grenlandzkim lodowcu – informuje na swojej stronie internetowej National Snow and Ice Data Center. To efekt globalnego ocieplenia, którego jednym z przyczyn jest działalność ludzka.  

Fala upałów, która przetoczyła się przez północną półkulę w połowie sierpnia, zahaczyła również o Grenlandię. W jej wyniku po raz pierwszy na szczycie grenlandzkiego lodowca zaobserwowano opady deszczu. Deszcz padał przez kilka godzin. Padało w miejscu, które zawsze było na tyle mroźne, że trudno byłoby przypuszczać, iż nawiedzą je opady deszczu.  

Ubytek lodu siedmiokrotnie większy 

Wystąpienie opadów zarejestrowała 14 sierpnia bieżącego roku stacja amerykańskiego National Snow and Ice Data Center’s (NSIDC), której placówka znajduje się na Grenlandii. Dodatnia temperatura powietrza utrzymywała się w tym miejscu ok. dziewięć godzin – czytamy na stronie NSIDC. „Nie było, jak dotąd, żadnych doniesień o opadach deszczu w tym miejscu, które znajduje się na wysokości 3216 m” – informuje NSIDC. W raporcie czytamy, że ubytek lodu tego dnia był siedmiokrotnie większy niż przeciętna wartość w tym czasie.  

Zdaniem naukowców, nie da się nie wiązać opadów deszczu na Grenlandii ze zjawiskiem globalnych zmian klimatycznych. Pokrywa lodowa Grenlandii zawiera na tyle dużo lodu, że po jej stopieniu poziom mórz może podnieść się o sześć metrów.  

Zobacz też: Co myślą dzieci o zmianach klimatu? Ogólnoświatowa akcja, w której my też możemy wziąć udział!

Niemal wszystkie lodowce topnieją 

Niemal wszystkie lodowce na świecie stają się cieńsze i tracą objętość. Ten proces coraz bardziej przyspiesza – dowodzą naukowcy na łamach tygodnika „Nature”. Lodowce są ważnymi wskaźnikami zmian klimatu. Ich obserwacja pozwala na zrozumienie tempa i dynamiki zmian klimatycznych. Od połowy XX w., niezależnie od wysokości nad poziomem morza czy szerokości geograficznej, obserwuje się szybkie topnienie lodowców. Do niedawna jednak częściowo tylko poznano stopień topnienia lodowców na świecie. 

Najnowsze badania, przeprowadzone przez międzynarodowy zespół naukowy, uwzględniają niemal wszystkie lodowce świata. W latach 2000-2019 lodowce na całym świecie traciły średnio rocznie 267 mld ton. Zauważono również, że w tym czasie tempo topnienia przyspieszyło. Topniejące lodowce przyczyniają się w 21 proc. do podniesienia poziomu mórz. Najszybciej topnieją lodowce na Alasce, Islandii i w Alpach. Sytuacja jest poważna również w górach Pamir, w Hindukuszu oraz w Himalajach.  

Ku zaskoczeniu naukowców, okazało się, że znaleźć można również obszary na świecie, gdzie topnienie spowalnia, takie jak wschodnie wybrzeże Grenlandii, część Islandii czy Skandynawii. Przypisują to lokalnej anomalii pogodowej na północnym Atlantyku, która wywołuje większe opady i niższą temperaturę. 

Globalnym ociepleniem zagrożone są najbardziej tereny zalewowe i nadmorskie – za kilkadziesiąt lat zatopione będą nabrzeża np. Gdyni i możliwe będzie, że Hel znów stanie się wyspą, zaś 30% Holandii znajdzie się pod wodą. Antropocentryczne w dużej mierze globalne ocieplenie to jedno z największych wyzwań, jakie stoją przed społeczeństwem w XXI wieku.  

Źródło: Nauka w Polsce PAP 

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o zmianach klimatu bez wywoływania w nim lęku?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

W kraju mamy 1,4 tys. gatunków grzybów jadalnych. Jak nie dać się zwieść tym trującym?

grzyby
dav

W polskich lasach występuje 1,4 tysiąca gatunków grzybów jadalnych. W rozmowie z serwisem Nauka w Polsce PAP dr inż. Małgorzata Krokowska-Paluszak rzeczniczka prasowa Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu wyjaśnia jak się nie pomylić się zbierając dary lasu.  

Obecnie idealny czas, żeby wybrać się do lasu; jest nie tylko sprzyjająca pogoda, ale i w lasach rzeczywiście pojawiły się już grzyby. Pamiętajmy, że grzyby w polskich lasach można zbierać bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów i w zasadzie bez ograniczeń. Nie wolno jednak zbierać ich w niektórych częściach lasu, gdzie jest stały zakaz wstępu, w tym: na uprawach do 4 m wysokości, w drzewostanach nasiennych i powierzchniach doświadczalnych, czy w ostojach zwierzyny. Grzybów nie wolno także zbierać na obszarach chronionych: w rezerwatach i parkach narodowych. Rygorystycznie należy przestrzegać również zakazu wstępu na tereny wojskowe. A jak rozpoznać czy zbierany przez nas grzyb jest jadalny? 

Zobacz też: Jak wspierać odporność dietą? [EKSPERTKA]

Znamy tylko niewielki procent grzybów 

Z wymienionych w artykule 1,4 tys. gatunków grzybów jadalnych, tylko 47 z nich jest – zgodnie z prawem – dopuszczonych do obrotu produkcji przetworów grzybnych. 117 gatunków jest z kolei pod ochroną i tych grzybów nie wolno w lasach zbierać. Przeciętny Polak rozpoznaje około 15 gatunków grzybów, a wytrawny grzybiarz około 40 gatunków. 

Krokowska-Paluszak zauważyła, że pomyłki w czasie grzybobrania mogą okazać się tragiczne w skutkach. Jak podkreśliła, para grzybów, których pomylenie jest najbardziej tragiczne, brzemienne w skutkach, to czubajka kania, czyli tzw. sowa, „bardzo lubiana, bardzo chętnie zbierana, uważana też za takiego „wegańskiego kotleta” – ale łatwa do pomylenia z muchomorem sromotnikowym, który jest silnie trujący”. „Wystarczy tak naprawdę pół kapelusza muchomora sromotnikowego, żeby jedzenie okazało się śmiertelną trucizną” – zaznaczyła. Należy więc zbierać tylko te grzyby, które znamy. Zarówno metoda polegająca na cięciu owocnika, jak i na jego wykręceniu jest prawidłowa. Najważniejsze dla przyszłego wzrostu grzyba będzie jednak nie cięcie i jego sposób, lecz przysypanie ściółką leśną grzybni by mogła się ona swobodnie odrodzić. Unikajmy też zbierania do foliowej siatki – grzyby stracą swoje walory estetyczne i zapachowe. 

Warto, aby grzybiarze idąc do lasu zabrali ze sobą – poza atlasem grzybów – także mapę terenów leśnych. Obecnie taką mapę można zainstalować w telefonie np. darmową aplikację mapową mBDL (mobilny Bank Danych o Lasach). Warto też pamiętać, by przed wyprawą taki telefon miał wystarczającą ilość baterii. 

Źródło: Nauka w Polsce PAP

Zobacz też: Dieta długowieczności

 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Seks dawnych Słowian. Byli bardziej bezpruderyjni od nas?

seks słowian

O miłości kwitnącej w Noc Kupały słyszeli niemal wszyscy. Czy jednak dawni, pogańscy Słowianie byli wyzwoleni seksualnie? Źródła z tego okresu są nader skromne, lecz na podstawie badań antropologicznych można wysnuć kilka wniosków.  

Właściwie mamy do czynienia z jednym, chociaż bardzo długim, zdaniem w pisanych źródłach historycznych. To relacja andaluzyjskiego Żyda Ibrahima Ibn Jakuba. W roku 965 wizytował on Czechy oraz Niemcy, gdzie zasięgnął wiedzy na temat państwa Polan. W swym opisie przede wszystkim skupia się na kwestiach politycznych i militarnych, ale też poświęcił uwagę seksualności Słowian, w tym wypadku z Wielkopolski.  

Panny zaspakajające żądze? 

„Panna, kiedy pokocha jakiegoś mężczyznę, udaje się do niego i zaspokaja swą żądzę. A kiedy małżonek poślubi dziewczynę i znajdzie ją dziewicą, mówi do niej: gdyby było w tobie coś dobrego, to pożądaliby cię mężczyźni i z pewnością wybrałabyś sobie kogoś, kto by wziął twoje dziewictwo. Potem ją odsyła i uwalnia się od niej.”

Ten fragment relacji budzi do dziś gorące spory historyków i antropologów. Wielu twierdzi, że jest to błąd kopisty, który przeinaczył pierwotny sens tekstu. Swobodę jednak zdaje się potwierdzać późniejsze dzieło z XII wieku, gdzie zapisano perypetie diakona Wita z diecezji Krakowskiej: „Jego pierwszy związek nie był małżeństwem, bo partnerka z własnej inicjatywy, bez formalnych zmówin i zdawin, zamieszkała z Witem wbrew jego woli i współżyła z nim przez sześć lat, do swojej śmierci. Diakon nie usunął jej tylko z obawy przed jej możnymi krewnymi.” Ta relacja zdaje się potwierdzać wersję żydowskiego kupca.  

Kult płodności 

Światło na życie seksualne naszych przodków rzuca też mitologia dawnych Słowian. W dużej mierze znamy ją ze źródeł pośrednich, które przetrwały w kulturze ludowej. Wiemy, że bardzo ważnym aspektem kultury były kult życia i płodności. Natura była według wierzeń kobietą, która przynosi owoce, tak jak kobieta rodzi dziecko. W rodzimym panteonie dominującą rolę zajmowały bóstwa związane z płodnością i cyklicznością. Męskiemu seksualizmowi miał odpowiadać natomiast siew. Nie była to jednak zinstytucjonalizowana i skodyfikowana religia we współczesnym znaczeniu.  

Antropolodzy przekonują, iż wiara wówczas miała charakter magiczny i przenikała wszystkie strefy życia, m.in. właśnie kultem płodności. Nie była jednak ona zinstytucjonalizowana i jednolita jak współczesne wielkie, monoteistyczne religie. Jednym z wspólnych punktów dla wszystkich plemion zamieszkujących państwo Polan mogła być Noc Kupały. Była to uroczystość związana z przesileniem letnim. Młode dziewczęta i młodzi chłopcy poszukiwali na mokradłach kwiatu paproci, wróżącego pomyślny los. Wiązało się to często z igraszkami seksualnymi. Bez wątpienia można więc stwierdzić, że nasi przodkowie przecierali oczy ze zdumienia widząc katolickie próby purytańskości. 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.