Przejdź do treści

„Prywatność” w sieci naszych dzieci. Czym jest SHARENTING?

sharenting
fot. unsplash.com

Wiele osób pragnie uwiecznić chwile, które umykają w mgnieniu oka. Tak jest z okresem dzieciństwa i dorastania. Rodzice często decydują się na prowadzenie albumów, pamiętników, aby zatrzymać momenty w pamięci i wrócić do nich po latach. Z biegiem czasu zmieniła się forma przechowywania takich pamiątek. Coraz częściej spotykamy się z tworzeniem profili na portalach społecznościowych, w których dumni rodzice dzielą się zdjęciami, filmami, wpisami oraz komentarzami na temat swoim pociech. A czy kiedykolwiek zastanawiałeś/zastanawiałaś się, jakie mogą być konsekwencje udostępnienia tego typu treści? 

Pokaż mi swój profil w sieci, a powiem Ci, kim jest Twoje dziecko

Zjawisko określane mianem sharentingu powstało z połączenia dwóch słów z języka angielskiego: sharing – rozpowszechnianie i parenting – rodzicielstwo. Sharenting to nadmierne udostępnianie treści dotyczących dzieci w wirtualnym świecie.

Rodzice często bez refleksji zamieszczają na profilach społecznościowych informacje, które w przyszłości mogą być wykorzystywane przeciwko nim oraz dzieciom. Należy pamiętać, że wszelka działalność – tj. zdjęcia, filmy, wpisy, komentarze – pozostawiają po nas oraz naszych dzieciach ślad w Internecie. Mogą zostać wykorzystane bez naszej wiedzy i zgody. Informacje zawarte na profilach dostarczają działom marketingowym pełen wgląd na nasz temat, jednocześnie odzierając nas z tajemnic własnego życia.

Warto również zwrócić uwagę, że rozpowszechniając w Internecie dane na temat dziecka, odbieramy mu możliwość decydowania o sobie. Tworzymy jego historię, której być może nie będzie chciało prezentować w przyszłości. Decydując o tym, nieświadomie zabieramy cząstkę prywatności dziecka, a ma ono do niej pełne prawo!

Zobacz też: Zawstydzanie dzieci. Podstępne i bolesne doświadczanie przemocy

Pokazywanie swojego życia w mediach społecznościowych może przynieść negatywne konsekwencje. Niezwykle istotnym aspektem, który warto podkreślać i mieć na uwadze, jest zagrożenie płynące z przestępczości seksualnej. Niestety, wizerunek dzieci może stać się obiektem wykorzystywanym przez osoby, które wykazują zaburzenia preferencji seksualnych – pedofili.

Jak się przed tym uchronić?

Decyzja należy do nas – czy będziemy upubliczniać wizerunek naszego dziecka w wirtualnej społeczności, czy zachowamy go dla siebie?

Warto zwiększać swoją świadomość w tym zakresie, mając na uwadze następstwa takiego działania. W każdej dziedzinie życia powinniśmy znaleźć równowagę – również w Internecie.

Czy faktycznie uzewnętrznianie swojego życia w sieci jest potrzebne nam i naszym dzieciom? Czy jakkolwiek pomoże to w budowaniu pełni szczęścia, bezpieczeństwa i miłości? Proszę, aby na to pytanie każdy sam sobie odpowiedział.

Źródła: focus.pl / psychologytoday.com

Zobacz też: Ponad 1/3 młodych z uzależnieniem od smartfonów – jakie mogą być konsekwencje?

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Szwedzcy naukowcy: składowany plastik zatruwa ziemię  

plastik ocean
fot. Wikimedia Commons

Wietrzejący, zaśmiecający planetę plastik może stwarzać nieprzewidywane dotąd zagrożenia. Aby zmniejszyć ilość niebezpiecznych śmieci potrzebne są jednak obszerne zmiany związane ze stylem życia i kulturą – twierdzą eksperci. 

Specjaliści z Uniwersytetu Sztokholmskiego oraz kilku innych ośrodków naukowych przestrzegli właśnie na łamach prestiżowego „Science”, że jako ludzkość zbliżamy się do punktu bez odwrotu, jeśli chodzi o zanieczyszczenie Ziemi plastikiem. Już chyba większość ludzi zdążyła się oswoić z informacjami o tym, że plastik znajdowany jest praktycznie wszędzie – nawet na pustyniach, szczytach gór, w arktycznym śniegu, czy oceanicznych głębinach. Bo plastikowe zanieczyszczenia to nie tylko wyspy śmieci na oceanie, plastikowe torby, czy pojemniki. 

Wietrzejący plastik problemem

Tworzywa sztuczne ulegają wietrzeniu. To prawda, że pomaga ono w długim czasie usuwać śmieci ze środowiska, ale stwarza także kolejne niebezpieczeństwa.  

Wietrzenie plastiku następuje z powodu wielu różnych procesów i przeszliśmy długą drogę, aby je zrozumieć. Jednak wietrzenie nieustannie zmienia właściwości plastikowych zanieczyszczeń, co rodzi kolejne pytania. Degradacja plastiku jest bardzo powolna i nie jest skuteczna w zatrzymaniu jego akumulacji w środowisku, więc ekspozycja na zwietrzały plastik będzie cały czas rosła – wyjaśnia prof. Hans Peter Arp, współautor publikacji. 

Jak wyjaśniają naukowcy, w czasie wietrzenia plastiku powstają mikro- oraz nanocząstki, a do tego z tworzyw uwalniają się różnego rodzaju chemiczne substancje. Z czasem rośnie więc zarówno złożoność zanieczyszczeń, jak ich mobilność. Skutki tego badacze określają jako bardzo trudne, albo nawet niemożliwe do przewidzenia. 

Zobacz też: Segregacja to (nie)trudna sprawa – sprawdź, jak to robić!

Droga bez odwrotu?

Oprócz zniszczeń, które plastik może spowodować bezpośrednio np. unieruchamiając zwierzęta, czy też swoim toksycznym działaniem, ma duży potencjał szkodzenia w połączeniu z innymi czynnikami. Naukowcy podejrzewają, że może być zdolny do nasilania zmiany klimatu poprzez zaburzanie tzw. biologicznej pompy węglowej, która odpowiada za obieg węgla w oceanach. Razem z przełowieniem ryb i niszczeniem morskich habitatów spowodowanym zmianami temperatur plastik może także nasilać spadek oceanicznej bioróżnorodności. 

Obecnie zapełniamy środowisko rosnącą ilością plastikowych zanieczyszczeń, które trudno jest usunąć. Jak dotąd nie obserwujemy licznych dowodów na szerokie, szkodliwe konsekwencje, ale jeśli wietrzejący plastik uruchomi naprawdę niebezpieczne efekty, prawdopodobnie nie będziemy w stanie ich cofnąć – alarmuje prof. Matthew MacLeod, główny autor opracowania. 

Źródło: https://naukawpolsce.pap.pl/

Zobacz też: Plastik niepotrzebny! Słomki z jakich materiałów zastąpią te, które znaliśmy dotąd?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Lalka Barbie, która karmi piersią

lalka barbie karmi piersią
Fot. Instagram allthelittledolls

Betty Strachan od lat tworzy i sprzedaje wyjątkowe lalki Barbie. Artystka z Australii jest mamą dwójki dzieci i uważa, że kluczem do zdejmowania tabu z tematu karmienia piersią jest edukacja. Dlatego w jej kolekcji lalek znalazły się Barbie karmiące piersią!

„Chociaż zabawki edukacyjne są powszechne, to nie ma tak naprawdę żadnej poświęconej karmieniu piersią” – powiedziała artystka w rozmowie Yahoo Beauty.

Betty postanowiła stworzyć własną kolekcję lalek-matek, aby nauczyć dzieci, że karmienie piersią  jest czymś naturalnym. Ponadto chciała pokazać, jak wygląda prawdziwe macierzyństwo – jej lalki mają podkrążone oczy, bladą cerę i rozstępy na brzuchu.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Betty S (@allthelittledolls)

Wzorowane na prawdziwych mamach

Lalki przypominają uczestniczki grupy młodych matek, do której należy artystka.

„Pewnego dnia malowałam starą lalkę, i udało mi się odtworzyć twarz jednej z uczestniczek naszej grupy” – mówi Betty – „Następnie przyłożyłam do niej małą laleczkę bobasa, imitując moment karmienia piersią, sfotografowałam tę pozę i podzieliłam się nią na Instagramie. Niewiarygodne, ale moje lalki spodobały się tylu ludziom, że setkami posypały się propozycje kontynuacji ich tworzenia!”

Swoje lalki-matki artystka nazwała Mamas Worldwide Barbie i sprzedaje je na platformie dla niezależnych twórców Etsy. Jednak nie klikaj w ten link! Kolekcja jest już dawno wyprzedana (chyba że chcesz zobaczyć zdjęcia zadowolonych klientek z lalkami).

Zobacz też: Mocne słowa i silny przekaz body positive! Ewa Farna „Ciało” – historia piosenkarki zapisana w najnowszym singlu

Ciężarna lalka Barbie

W swojej kolekcji Betty Stachan ma również lalki oczekujące dziecka. Tworząc postacie o rzeczywistych kształtach i ludzkich cechach, artystka mówi o swoistym sprzeciwie wobec ideałów:

Zauważyłam, że brak różnorodności tylko szkodzi. Nasze dzieci bawią się tym samym typem lalek – z reguły mają niebieskie oczy i blond włosy. Ale przecież nie wszyscy są tacy! A takie procesy fizjologiczne, jak ciąża i karmienie piersią są dla nich w ogóle niezrozumiałe. Na takich prostych przykładach łatwiej im będzie zrozumieć, że macierzyństwo – to wielkie szczęście i wielki trud jednocześnie!

Teraz pozostaje tylko czekać na Kena czule zajmującego się swoją rodziną!

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Betty S (@allthelittledolls)

Zabawa lalką Barbie – szkodzi czy pomaga?

Badania przeprowadzone przez neurobiologów wykazały, że zabawa lalkami jest korzystna dla mózgu naszych dzieci. Dlaczego? Dowiesz się z kolejnego artykułu na naszym portalu.

Źródło: Huffpost Womanadvice / Onet

Zobacz też: Liczy się styl, a nie rozmiar! Dwie przyjaciółki, jedna stylizacja

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Znalazła słodkiego psiaka w górach i stał się jej partnerem na szlakach

camper

Nikki Delventhal znalazła swojego psa podczas wędrówki po Albuquerque w Nowym Meksyku we wrześniu 2020 roku. Psiak od tego czasu jest nieodłącznym towarzyszem kobiety i stał się hitem internetu. Zwierzę otrzymało imię Camper i zwiedza teraz Stany Zjednoczone w…kamperze. 

camper

Nikki, wraz z matką, jechały na odludziu w poszukiwaniu szlaku, kiedy zauważyły przez lusterko wsteczne psa goniącego jej samochód. Nikki od razu wiedziała, że nie może zostawić słodkiego, uroczego szczeniaka w szczerym polu. Kiedy tylko kobieta otworzyła drzwi do samochodu, kundel wskoczył jej prosto na kolana. Nikki już wcześniej mówiła, że jest gotowa na adopcję psa, ale czekała na odpowiedni moment. Zdarzenie z Meksyku uznała za dar losu i odtąd z Camperem (tak bowiem nazwała psiaka) stanowią nieodłączny duet.  

Zobacz też: Terapia ze zwierzętami w roli głównej – jak wpływają na zdrowie człowieka?

camper

Po pewnym czasie głód przygód Nikki spowodował, że razem z psiakiem ruszyła samochodem w podróż po Ameryce. Kobieta stara się zarabiać prowadząc kanał na YouTube oraz profil na Instagramie. Internauci przyjęli Nikki i Campera bardzo ciepło – przygody przyjaciół śledzą tysiące obserwujących.  

camper

Na zdjęciach widzimy radosne podróże po Stanach Zjednoczonych i wspólne chwilę spędzone na podróżach i biwakach. Mina Campera, który jest gwiazdą kanału mówi w zasadzie wszystko – szczęście aż bije z jego pociesznej mordki.  

Źródło: boredpanda.com

Zobacz też: Olej CBD dla psów? Sprawdziliśmy, o co chodzi – czy warto go podawać?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Kryzys na granicy z Białorusią. Węzeł gordyjski się zacieśnia

na granicy z Białorusią
fot. Fundacja Ocalenie – fot. Fundacja Ocalenie

W Usnarzu Górnym trwa kryzys związany z polityką imigracyjną. Wydarzenie jest dyskontowane przez polityków, zaś potrzebujący wciąż nie otrzymują pomocy. Polska, korzystając z prawa do ochrony granic, wydaje się zapominać o humanitaryzmie przejawianym chociażby w pomocy na miejscu.  

32 osoby. Tyle wystarczyło by wywołać w Polsce kryzys polityczny. Bez wątpienia jest on inspirowany przez władze Białorusi, państwa totalitarnego zarządzanego jednoosobowo przez Aleksandra Łukaszenkę. Zapewne inspiratorem tych zdarzeń była rosyjska KGB, ale czy zmienia to sytuację 32 Afgańczyków i Afganek koczujących na pasie granicznym? Według Fundacji Ocalenie większość osób (25) jest chora, w tym 12 osób ciężko. Stan jednej z kobiet jest krytyczny. Niemal codziennie na granicy pada deszcz, jest też coraz zimniej. 

“Baćka” osiągnął cel? 

Reakcją polskiego rządu na emigrantów było wybudowanie płotu, zasieki z drutu kolczastego oraz postawienie licznych patroli Straży Granicznej i policji. Działania te kosztują podatników codziennie kilkaset tysięcy złotych. Według wyliczeń money.pl płot może kosztować nawet 400 mln zł. Na miejscu obecne są liczne ekipy medialne, które transmitują na żywo teatrum graniczne. Wiele osób zapomina jednak, że to nie film i stawką jest życie i zdrowie ludzkie. Analizując dotychczasową biografię przywódcy Białorusi, popularnego “Baćki”, nie należy oczekiwać, że zlituje się on nad koczującymi na granicy ludźmi. Ponieważ dotychczasowe działania przynoszą efekt w postaci podziału w Polsce, Łukaszenko będzie wolał patrzeć przez palce na umierających ludzi. Zależy mu bowiem by tylko pogłębić trwający kryzys.  

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Fundacja Ocalenie (@fundacjaocalenie)

Sprawą zajęły się też międzynarodowe instytucje. Europejski Trybunał Praw Człowieka zobowiązał polskie władze do zapewnienia migrantom na granicy żywności, wody oraz opieki medycznej. Z kolei Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) opublikowało apel do polskiego rządu o udzielenie pomocy cudzoziemcom przebywającym na granicy polsko-białoruskiej. Niewykonanie tychże zaleceń nie jest obłożone żadnymi sankcjami, ale pogłębi kryzys wizerunkowy Polski jako kraju skłóconego z większością państw i instytucji. Polska strona łamie też międzynarodowe prawo humanitarne nie dopuszczając do spotkania emigrantów z prawnikami, a w przede wszystkim nie uwzględniając “szczególnej opieki”, jaką powinny być otoczone dzieci.

Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Polityka i straty przyrody 

Polscy politycy natomiast sięgają po raz kolejny po kartę “nielegalnych imigrantów”, którą Prawo i Sprawiedliwość użyło w wygranych wyborach w 2015 roku. Jarosław Kaczyński straszył wówczas chorobami i pasożytami, jakie mieli przenosić przybywający do Europy emigranci. Nie mówił natomiast nic o tym, jak pomóc tym ludziom, by przerwać ich gehennę. Podobnie jest dzisiaj. Przekaz partii rządzącej znowu koncentruje się na obronie granic przed hordami barbarzyńców. Elektorat partii rządzącej szczerze wierzy w to zagrożenie. A w takim wypadku Afgańczykom nie wypada nie tylko udzielić azylu, ale także podarować żywności i leków. Również inne partie weszły na agendę ustaloną przez Łukaszenkę i grają w jego grę – grę na podział Polski i Polaków. Najwięcej jednak tracą na tym koczujący na granicy – wciąż nie otrzymali potrzebnej pomocy. A do tragedii jest coraz bliżej.  

Rozwiązaniem problemu ma natomiast być płot. Abstrahując od jego kosztów należy zwrócić uwagę, że pogranicze polsko-białoruskie to dzikie tereny, w tym Białowieski Park Narodowy. Jak mówił mediom prof. Rafał Kowalczyk, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk, płot uniemożliwi zwierzętom przemieszczanie się. Populacje tych mniej licznych i zagrożonych gatunków mogą w konsekwencji nawet wyginąć. Drut kolczasty to także śmiertelna pułapka, w której zwierzęta mogą konać godzinami.

Zobacz też: Ponad 1/3 młodych z uzależnieniem od smartfonów – jakie mogą być konsekwencje?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.