Przejdź do treści

Przemoc w rodzinie vs. pandemia koronawirusa – niepokojące dane!

Przemoc vs pandemia
fot. 123rf.com

Z tygodnia na tydzień liczba zachorowań na koronawirusa SARS-CoV-2 wzrasta. Konsekwencją pandemii jest nie tylko praca zdalna, zwiększony dystans społeczny, czy noszenie maseczek – niestety. Wzrosła także liczba maltretowanych dzieci, a przemoc w rodzinie nasiliła się, mimo iż opublikowane w czasopiśmie „Child Abouse and Neglect” badanie wykazało inaczej – w Nowym Yorku w początkowej fazie pandemii liczba zgłoszeń dotyczących maltretowania dzieci znacznie spadła.

Przemoc w rodzinie a pandemia koronawirusa

Aby ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa, patogenu wywołującego COVID-19, na całym świecie zastosowano kilka niefarmakologicznych środków – np. noszenie maseczek, zachowywanie dystansu społecznego, czy zamykanie szkół i przedszkoli.

Niestety, badania przeprowadzone podczas poprzednich pandemii wykazały, że wyzwania z nimi związane – utrata pracy, stres, trudności finansowe mogą znacznie zwiększyć ryzyko przemocy w rodzinie, w tym znęcanie się nad dziećmi.

Znęcanie się nad dziećmi – najnowsze badania

Naukowcy oszacowali miesięczną liczbę spraw dotyczących krzywdzenia dzieci, które napływają do komitetów ochrony dzieci w Nowym Jorku od stycznia 2015 r. do maja 2020 r. Co się okazało? Badacze zaobserwowali, że w Nowym Jorku w marcu, kwietniu i maju 2020 r. zgłoszono mniejszą, niż oczekiwano, liczbę przypadków maltretowania dzieci. Zauważono również zmniejszenie liczby dochodzeń prowadzonych przez służby ochrony dzieci.

Liczba zgłoszeń dotyczących krzywdzenia dzieci spadła o 29 proc. w marcu i aż o 50 proc. w kwietniu i maju 2020 r. Zdaniem naukowców niedostateczne zgłaszanie przypadków krzywdzenia dzieci spowodowane jest w głównej mierze ograniczeniami związanymi z pandemią –  zamykaniem szkół czy przedszkoli.

Zobacz też: Stres pandemii vs. niepłodność

Znaczenie badania

Ograniczenia związane z pandemią COVID-19 spowodowały, że liczba spotkań nauczycieli i pediatrów z dziećmi w Nowym Jorku została znacznie zmniejszona. Tym samym nauczyciele nie są wstanie dostrzec niepokojących objawów, symptomów świadczących o tym, że dziecko jest ofiarą przemocy domowej.

Jednak w wielu portalach internetowych, które otrzymują zgłoszenia bezpośrednio od ofiar –  w tym przypadku dzieci – liczba zgłoszeń wzrosła o 31 proc. Podobnie wiele szpitali zaobserwowało gwałtowny wzrost liczby przyjmowanych dzieci z powodu poważnych obrażeń spowodowanych przemocą w rodzinie. Reasumując, zaobserwowana zmniejszona liczba zgłoszeń krzywdzenia dzieci wynika z zaniżania liczby raportów, a nie z faktycznego zmniejszenia liczby przypadków wykorzystywania najmłodszych.

Przemoc jak wirus – kampania polskiej fundacji Dajemy Dzieciom Siłę

Konsekwencją pandemii jest nie tylko rosnący wzrost zakażeń, ale także zwiększone krzywdzenie i wykorzystywanie seksualne dzieci – także i w Polsce. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę prowadzi kampanię społeczną „Pandemia przemocy”, której głównym celem jest zwrócenie uwagi społeczeństwa na problem przemocy wobec dzieci i zachęcenie do reagowania oraz pomocy w sytuacjach ich krzywdzenia.

„Najnowsze badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wskazują, że w czasie pandemii (od połowy marca do końca czerwca br.) 27% dzieci i młodzieży doświadczyło co najmniej jednej z 12 badanych form krzywdzenia. Co dziesiąte dziecko (11%) doświadczyło przemocy ze strony bliskiej osoby dorosłej. Tyle samo doświadczyło wykorzystywania seksualnego (10%). Co ważne, 1 dziecko na 11 przyznało, że nie ma nikogo, kto mógłby zaoferować mu wsparcie w trudnej sytuacji.” – czytamy na stronie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Nie przechodźmy wobec krzywdy bezbronnych dzieci obojętnie – zakrywajmy usta, ale nie milczmy! Myjmy ręce, ale nie umywajmy ich od odpowiedzialności!

Źródło: News MedicalFundacja Dajemy Dzieciom Siłę

Zobacz też: Rozwód a koronawirus – czy czeka nas fala koronawirusowych rozwodów?

Prezydentka, inspektorka, naczelniczka – Warszawa wprowadza żeńskie formy nazw stanowisk

Warszawa wprowadza żeńskie formy nazw stanowisk
Fot. 123rf

Od 1 stycznia 2021 w stołecznym urzędzie miasta można posługiwać się żeńskimi formami stanowisk. Prezydentki, inspektorki czy naczelniczki mogą podpisywać się tak m.in. w komunikacji zewnętrznej i wewnętrznej, na stronach internetowych czy wizytówkach.

Od nowego roku każda z pań pracujących w warszawskim urzędzie może – choć nie musi – używać żeńskiej formy swojego stanowiska. Czy zatem należy spodziewać się zalewu burmistrzyń i dyrektorek?

Żeńskie formy nazw stanowisk w Urzędzie

Jak czytamy w komunikacie na stronie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy:

Od 1 stycznia 2021 r., Panie prezydentki, inspektorki, naczelniczki, burmistrzynie czy dyrektorki, będą mogły posługiwać się żeńskimi formami nazw stanowisk w komunikacji zewnętrznej i wewnętrznej, w tym na stronach internetowych i komunikatach prasowych, w stopkach wysyłanych e-maili, nagłówkach pism urzędowych, wizytówkach czy tabliczkach przydrzwiowych.

Jednakże zmiana ta jest niekompletna. W dokumentach o charakterze formalnym, takich jak decyzje administracyjne i inne dokumenty, których forma została określona przepisami prawa, będzie musiała być stosowana nadal forma męska.

Wynika to z tego, że nazwy stanowisk pracowników administracji samorządowej określone zostały Rozporządzeniem Rady Ministrów z 15 maja 2018 r. i nie można tego zmieniać zarządzeniem prezydenta (lub prezydentki) miasta.

Zobacz też: Alternatywka, czyli parę słów o języku młodych

Feminatywy – lewacka fanaberia czy powrót do przeszłości?

Feminatywy to rzeczowniki rodzaju żeńskiego, utworzone od rzeczowników męskich. W języku polskim słowami takimi są np. nazwy zawodów: nauczyciel-nauczycielka, dyrektor-dyrektorka czy psycholog-psycholożka. Co na to eksperci od języka? Są zgodni – obie formy są poprawne. Kontrowersje z nimi związane mają więc związek z przyzwyczajeniem i konkretnymi preferencjami Polek i Polaków.

Językoznawcy zwracają uwagę, że mamy do czynienia nie tyle z wprowadzaniem, ile z powrotem żeńskich końcówek do łask. Były one popularne na początku XX wieku, a ujednolicenie form nastąpiło na dobre w okresie PRL, gdy propagowano powszechne stosowanie męskich form na mocy tzw. równości socjalistycznej.

Język kształtuje naszą rzeczywistość

Zakończę prostym przykładem dającym wiele do myślenia – to zagadka, którą przytacza na swoim blogu Mum and the city:

Ojciec z synem miał wypadek. Ojciec zginął na miejscu, syn trafił do szpitala w ciężkim stanie. Na jego widok chirurg – dyżurujący w ten dzień w szpitalu – powiedział: „Nie mogę operować tego chłopca. To mój syn”. Kim jest chirurg?

Jeżeli w tym momencie zastanawiasz się jak to możliwe, że chłopiec miał dwóch ojców – jesteś w znakomitej większości. Słysząc „chirurg”, widzisz mężczyznę ze skalpelem i nie przychodzi Tobie do głowy, że może to być… kobieta – matka chłopca.

A gdyby tak zamiast chirurg napisać chirurżka? Język polski się odmienia, o czym niektórzy zapominają, albo nie chcą pamiętać – pisaliśmy o tym m.in. TUTAJ.

 


Źródła: Urząd Miasta St. WarszawyAkademia LwicMetro WarszawaMum and the city

Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Lalki z zespołem Downa – przepiękne i wyjątkowe

lalki z zespołem Downa
Fot:Kmart Nowa Zelandia

Sieć marketów Kmart wypuściła na rynek lalki z zespołem Downa. Zabawki będą dostępne w sklepach przed świętami Bożego Narodzenia – by mogły być prezentem pod choinę. Wielu rodziców nie ukrywa wzruszenia, zwłaszcza tych, których dzieci cierpią urodziły się właśnie z ZD.  

Wyjątkowe lalki z zespołem Downa

Lalki z zespołem Downa wyprodukowane przez firmę Kmart cieszą się coraz większą popularnością.

Australijska blogerka Brodee podzieliła się w swoich mediach społecznościowych zdjęciem trzyletniego syna Elijaha z wyjątkowymi lalkami. To wspaniałe, że możemy mieć zabawki, które reprezentują wszystkich członków społeczeństwa – nie tylko osoby w pełni zdrowe. Choć na rynku dostępne są już lalki prezentujące osoby z zespołem Downa, to ich cena jest zbyt wygórowana, przez co nie stać na nie każdego.

 

„Mam nadzieję, że lalki z różnymi rodzajami niepełnosprawności pokażą, że nasze dzieci są takie same jak wszyscy, tylko z odrobiną czegoś ekstra” – mówi jedna z mam.

Warto wspomnieć, że firma Kmart wypuściła na rynek również lalki z różnymi innymi rodzajami niepełnosprawności. Możemy kupić lalki poruszające się na wózku inwalidzkim czy niedosłyszące.

„W Kmart chcemy wspierać kulturę, która jest integracyjna, a duża jej część odzwierciedla bogatą różnorodność w otaczającej nas społeczności”– powiedział szef Kmart, Marcelle Harrison

„Otrzymaliśmy tak wiele pozytywnych opinii od społeczeństwa. Nawet terapeuci dali nam znać, że używają naszych lalek w swoich poczekalniach, aby poprawić wizualną reprezentację w życiu codziennym” – cytuje portal Ladbible.

Zobacz też: Zabawa lalkami Barbie aktywuje u dzieci obszary mózgu związane z… – sprawdź, co pokazują badania!

„Chcemy, aby wszyscy nasi klienci, zwłaszcza najmłodsi, mogli znaleźć produkty, z którymi naprawdę będą mogli się utożsamić. Jesteśmy zobowiązani do wspierania integracji i różnorodności” – powiedział dyrektor handlowy Kmart dla Australii i Nowej Zelandii, John Gualtieri. Dodał też:

Jesteśmy podekscytowani, że możemy przedstawić nasz najnowszy asortyment lalek modowych, które odzwierciedlają osoby niepełnosprawne. Mamy nadzieję, że te lalki pomogą dzieciom celebrować wszystkie wspaniałe rzeczy, które sprawiają, że jesteśmy inni i wyjątkowi oraz że pomogą usunąć piętno związane z niepełnosprawnością.

Lalki zostały ubrane w modne stroje i nazwano je „lalkami mody” po to, by pokazać, że są tak samo ładne i wyjątkowe jak ich pełnosprawni przyjaciele.

Źródło: Ladbible

Zobacz też: Zabawki Montessori – czy warto, aby zagościły w pokoju dziecka?

Małżeństwo szkodzi – tylko komu? Badania udowodniły, że…

Małżeństwo szkodzi
Fot. 123rf

Jeżeli miłość to śmiertelna choroba, małżeństwo to gwóźdź do trumny. Naukowcy z Padwy udowodnili, że małżeństwo szkodzi, ale tylko jednemu z małżonków. Czy zatem opłaca się być wiecznym kawalerem albo szczęśliwą singielką? Nie – najlepsze dla zdrowia to zostać (bogatą) wdową! 

Małżeństwo od dawna jest uważane za korzystny układ dla obu stron. Jednak najnowsze doniesienia z Włoch zadają temu kłam. Badania sugerują, że wdowy są mniej zestresowane od ich koleżanek, których mężowie nadal żyją. Jak to możliwe?

Te wyniki stoją w sprzeczności z dotychczasowym przekonaniem, że małżeństwo ma ochronny wpływ na zdrowie, obniża ryzyko zawału serca, depresji oraz zwiększa szansę na przetrwanie raka. Wierzymy, że małżeństwo jest najlepszą odpowiedzią na nasze najbardziej podstawowe potrzeby, jednak nie zawsze tak jest – pisaliśmy o tym TUTAJ.

Małżeństwo korzystne dla męża

Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie w Padwie dowodzi, że mężczyźni cierpią bardziej po śmierci swoich współmałżonek. Badaczka dr Caterina Trevisan tłumaczy to tym, że obecność żony w domu przynosi mężczyźnie konkretne profity w postaci „zaopiekowania”. Z kolei dla kobiety rola piastunki bywa obciążająca i frustrująca, przez co po odejściu współmałżonka jej stan zdrowia i samopoczucie poprawia się.

Ponieważ kobiety zazwyczaj żyją dłużej od mężczyzn, zamężne kobiety w późniejszych latach swojego życia mogą cierpieć z powodu obciążenia opieką nad chorym partnerem – mówi dr Trevisan w rozmowie z The Telegraph.

Zobacz też: Taka miłość zdarza się raz na 60 lat! Zobacz niezwykłą sesję ślubną staruszków

Badanie wykazało również, że singielki doświadczają mniej niepokoju od kawalerów, cechuje je wyższa satysfakcja z pracy, większa aktywność zawodowa oraz mniejsze ryzyko izolacji społecznej. Kobiety zazwyczaj utrzymują bogatsze życie towarzyskie, przez co mają silniejsze relacje z rodziną i przyjaciółmi.

Niepokojące wnioski z badań

Badania trwały ponad 4 lata, objęły 733 mężczyzn i 1154 kobiety. Główny wniosek? Wdowy są ok. 23% mniej narażone na chorobę od zamężnych kobiet. Z kolei kawalerowie i wdowcy od dwóch do czterech razy częściej podupadają na zdrowiu od ich żonatych kolegów.

Jaką można z tego wysnuć praktyczną radę? Jesteś mężczyzną – żeń się pókiś piękny i zdrowy. Kobieto – nie zawracaj sobie głowy małżeństwem! Kochaj i rób co chcesz. 😉

Źródło: The Telegraph

Zobacz też: Współczesna rodzina na nowo zdefiniowana

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Stop kobietobójstwu
Fot. – materiały Centrum Praw Kobiet

Co 40 sekund jedna kobieta doświadcza przemocy; co szósta kobieta potrzebowała hospitalizacji z powodu przemocy; rocznie 400-500 kobiet ginie w Polsce w wyniku przemocy domowej – przerażające dane? A to tylko niektóre ze statystyk. Centrum Praw Kobiet mówi „Stop kobietobójstwu!”. Dołącz się do akcji.

Historie kobiet

Joanna K. lat 40, zadźgana nożem przez męża.

Justyna M. lat 29, uduszona przez męża.

Wioletta S. lat 43, mąż oblał ją benzyną i podpalił.

Te i inne wstrząsające historie zamordowanych kobiet znajdziesz na stronie akcji Stop kobietobójstwu.

To tylko promil przypadków, które miały miejsce w Polsce w zeszłym roku. Zgodnie z szacunkowymi badaniami Centrum Praw Kobiet, wskutek przemocy domowej w Polsce ginie nawet 400-500 kobiet rocznie. Są zabijane, tracą życie w wyniku pobicia, popełniają samobójstwa. Giną nie tylko partnerki sprawców, ale również dzieci i bliscy zamordowanych kobiet. Dokładna skala zjawiska nie jest znana, ponieważ brakuje rzetelnych badań na ten temat.

Zobacz też: Przemoc nasza domowa – jak ją rozpoznać?

Stop kobietobójstwu

Celem inicjatywy prowadzonej przez Centrum Praw Kobiet jest zwrócenie uwagi polskich władz na problem przemocy wobec kobiet oraz nagłośnienie tematu kobietobójstwa. Jak wiadomo, przemoc wobec kobiet stała się w czasie pandemii jeszcze większym problemem niż dotychczas, ponieważ zarówno ofiary, jak i sprawcy przemocy domowej są zmuszeni do zostawania ze sobą w domu przez większą ilość czasu. Wzrosła również liczba maltretowanych dzieci – pisaliśmy o tym TUTAJ.

Kampania skupia uwagę na odpowiedzialności państwa, które nie tworzy rozwiązań prawnych i instytucjonalnych skutecznie chroniących kobiety.

W ramach akcji Centrum przygotowało petycję do polskich władz oraz specjalną zbiórkę na uruchomienie nowego projektu Obserwatorium ds. Kobietobójstwa. Ma ono pomóc w diagnozie skali zjawiska w kraju oraz zapewnić wsparcie rodzinom zamordowanych kobiet w dochodzeniu sprawiedliwości.

Wśród postulowanych rozwiązań jest m.in. sfinansowanie ze środków publicznych powołania wspomnianeno Obserwatorium ds. Kobietobójstwa i opracowanie krajowego programu przeciwdziałania przemocy wobec kobiet oraz jej najbardziej drastycznym formom jak kobietobójstwo.

Mocny spot

Jednym z elementów kampanii jest drastyczny spot wyreżyserowany przez Monikę Strzępkę. W niespełna czterominutowym filmie udział wzięli m.in. Wiktoria Gorodeckaja, Andrzej Chyra, Krzysztof Dracz, Paweł Tomaszewski czy Marcin Czarnik. Za muzykę odpowiada kompozytor Andrzej Smolik.

Spot pokazuje jak przez niewydolny system prawny w Polsce, a kobiety chcące zgłosić przemoc, same czują się winne. Bywają napiętnowane nie tylko przez środowisko – rodzinę, znajomych, duchownych, ale także przez prawo, które nie zawsze staje po ich stronie.

UWAGA

Materiał zawiera drastyczne sceny przemocy domowej, której doświadczają kobiety.


Źródło: Centrum Praw Kobiet

Zobacz też: Weronika Rosati założyła fundację „Siła kobiety”. Będzie wspierać ofiary przemocy

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.