Przejdź do treści

Rozstania i powroty, pęknięcia i naprawa, czyli o zmienności relacji z dziećmi

relacja z dziećmi
Fot: Aleksandr Davydov / 123RF

Nie ma większego specjalisty, przekonanego o swojej spokojnej naturze niż ten, kto jeszcze nie został rodzicem. Rodzicielstwo jest zaskakujące. Bywa, że zaczynamy je z myślą, że to niemożliwe podnieść głos na swoje dziecko. Nie możemy zrozumieć zmęczenia matek, które nie pracują zawodowo, tylko zajmują się dziećmi. Czasami nie rozumieją ich nawet ojcowie rzeczonych dzieci.

Rodzicielstwo jest nieprzewidywalne. Każde dziecko trzeba poznać, nawet jeśli rodzi się ono jako piąte w rodzinie. Doświadczenie w opiece nad dziećmi bywa pomocne, ale nie zastąpi żmudnego – i fascynującego – procesu poznawania każdego kolejnego młodego człowieka. Proces ten jest doświadczeniem niezwykle ważnym, a jego przebieg będzie miał skutki w kolejnych etapach życia dziecka oraz stworzy podwaliny pod kolejne relacje.

Niemowlęta

Okres niemowlęcy długo nie cieszył się szczególnym zainteresowaniem specjalistów różnych dziedzin. Jako że niemowlęta nie potrafią mówić, forsowana była nawet teza, że niewiele czują – emocjonalnie i fizycznie. Pozwalało to nawet przeprowadzać operacje na niemowlętach bez znieczulenia. Dziś wiadomo, że jest to fundamentalny okres w życiu człowieka.

Komunikacja pomiędzy dzieckiem a głównym opiekunem, zwykle matką, zaczyna się w chwili porodu. Noworodek, a potem niemowlę, pełne jest różnorodnych uczuć, których nie rozumie i z którymi samodzielnie nie potrafi sobie poradzić. Psychoanalityk, Wilfred Bion, mówił o kontenerującej funkcji matki. Kontenerującej, czyli przyjmującej to, co dziecko jej daje w formie niestrawionej i oddawanie mu w formie strawnej. To, czego dziecko nie rozumie, co je przeraża, matka bierze, ogarnia swoim umysłem i oddaje dziecku w takiej formie, która nie jest już tak silnie zalewająca. Matka trzyma dziecko, zarówno dosłownie, obejmując je, jak i nieco bardziej metaforycznie – w umyśle. Jednak żeby to zrobić, musi je zauważyć, musi być w stanie odczytać jego komunikaty.

Stąd tak ważna jest uważność na dziecko i uznanie, że aktywnie komunikuje ono bardzo złożone uczucia. Również wówczas, kiedy nie ma jeszcze zdolności używania słów.

Zobacz też: Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

Wrażliwość i uważność

Jest to głęboko zaskakujące, że pomimo wiedzy, jaką dziś mamy na temat rozwoju człowieka, nadal pokutuje przekonanie, że bardzo małe dziecko może manipulować i wymuszać.  Lub też, że można dziecko „zepsuć” nosząc je, karmiąc piersią powyżej roku czy też generalnie spędzając z nim dużo czasu. Dlatego też przekonania, które zamieszkują głowy rodziców, mogą w znaczącym stopniu wpływać na komunikację pomiędzy dzieckiem a jego opiekunem i w konsekwencji prowadzić do mniej lub bardziej trwałego pęknięcia w relacji.

Jeśli więc relacja pomiędzy rodzicami i dziećmi ma zostać utrzymana, jeśli dziecko ma poczuć się zakorzenione w świecie i w sobie, warto żeby rodzice:

  • Byli wyczuleni na komunikaty płynące od dziecka. Oznacza to patrzenie poza zachowanie dziecka, a czasami wbrew niemu. Dziecko, które najbardziej potrzebuje pomocy i wsparcia, może jednocześnie być tym dzieckiem, które najgorzej się zachowuje.
  • Naprawa pęknięć w relacji jest konieczna, a ciężar tego działania spoczywa na rodzicu. Polega ona na ponownym wejściu w relację, w której dziecko będzie się czuło bezpieczne, zaopiekowane i trzymane w umyśle rodzica.
Nieuniknione

Pęknięcia w relacji są nieuniknione. Nawet najlepszy, najbardziej zaangażowany rodzic traci cierpliwość. Czasami relacja z dzieckiem cierpi, ponieważ rodzic choruje. Tak się dzieje, np. jeśli matka cierpi na depresję poporodową. Nie jest to niczyja wina, wybór czy świadome działanie.

Doskonale to, co dzieje się z dzieckiem, czego doświadcza w relacji z nieobecną matką, pokazał eksperyment dr Edwarda Tronicka, znany jako „still face experiment”. W pierwszej części matka reaguje na dziecko, odpowiada na jego zachęty, uśmiecha się, ale też nie zalewa go sobą. Powiedzielibyśmy, że jest do dziecka dostrojona. W dalszej części eksperymentu matka nie reaguje na swoją pociechę. Jest obok niej, jest fizycznie obecna, ale nie odpowiada, nie uśmiecha się. W codziennym życiu tak mogłaby wyglądać reakcja depresyjna – matka zajmuje się dzieckiem, karmi je, przewija, ale nie jest w stanie na nie reagować, robi to z opóźnieniem lub też reaguje przesadnie, jej reakcje są nadmiarowe.

W eksperymencie Tronicka dziecko wyraźnie przechodzi od zaskoczenia, poprzez dyskomfort do rozpaczy. Podobnych uczuć doświadczamy w codziennym życiu, kiedy bliscy nam ludzie, z którymi łączy nas bliska i ważna relacja emocjonalna, nie są w stanie być dostępni emocjonalnie. Co jednak ważne, dorośli, dobrze funkcjonujący ludzie wiedzą, że konflikt nie oznacza całkowitego rozpadu. Mają doświadczenie wielu różnorodnych pęknięć w relacji, które prędzej czy później uda się naprawić.

Jeśli jednak ów dorosły nie miał szczęścia doświadczać naprawy, a jego świat rozpadał się wielokrotnie, wycofanie bliskiej osoby może przeżywać jak ostateczne i nienaprawialne, a z czasem sam zacząć się wycofywać i niszczyć. Dlatego właśnie naprawa jest tak ważna.

Zobacz też: Toksyczna matka – po czym ją poznać?

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Gdy dziecko śpi z rodzicami w łóżku

dziecko śpi z rodzicami
Dzieci śpiące z rodzicami w jednym łóżku odczuwają niższy poziom lęku – fot. 123rf

Spanie z dzieckiem w jednym łóżku wciąż budzi wiele pytań i kontrowersji. Choć wspólne spanie przynosi wiele korzyści, to w końcu nadchodzi ten moment, w którym dziecko powinno zacząć przesypiać noce w swoim łóżku. Jak tego dokonać? Jak sprostać wyzwaniu?

Gdy dziecko śpi z rodzicami

Wspólne spanie z dzieckiem w jednym łóżku przynosi zarówno dziecku, jak i rodzicom, wiele korzyści. Co-sleeping, czyli wspólne spanie, zapewnia małemu dziecku bliskość mamy, której tak bardzo potrzebuje.

Co ciekawe, przeprowadzone badania dowodzą, że dzieci śpiące z rodzicami w jednym łóżku odczuwają niższy poziom lęku, są bardziej samodzielne i lepiej radzą sobie w relacjach społecznych. Bliskość rodzica zapewnia im lepszy i głębszy sen. Wspólne spanie zmniejsza ryzyko nagłej śmierci łóżeczkowej i utrzymuje optymalny stan fizjologiczny dziecka – oddech, rytm pracy serca i temperaturę. Mamie z kolei bardzo ułatwia nocne karmienie piersią.

Przeczytaj: 4 mity dotyczące odpieluchowywania dziecka

Kiedy dziecko powinno spać samo?

To jedno z tych pytań, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli dziecko szuka w nocy bliskości rodzica, to nie ma nic złego w tym, by spało z nim razem w łóżku. Jednak kiedy zdecydujemy się, „przeprowadzić” dziecko do jego łóżeczka, warto zwrócić uwagę, czy w naszym życiu nie pojawiły się czynniki, które mogą utrudnić to wyzwanie.

Wydarzenia, które w jakikolwiek sposób zaburzają funkcjonowanie i bezpieczeństwo malucha np. choroba, problemy w rodzinie, na pewno nie sprzyjają nauce samodzielnego zasypiania. Podobnie zmiana miejsca zamieszkania, czy rozpoczęcie uczęszczania do żłobka lub przedszkola.

Warto kierować się ważną zasadą – jedna zmiana wystarczy. Dopiero, gdy dziecko przyzwyczai się do nowej sytuacji życiowej, możemy stopniowo spróbować wprowadzić kolejną zmianę w jego życiu Niesprzyjającym momentem jest również pojawienie się nowego członka rodziny. Po narodzinach małego dziecka, starszak może czuć się trochę zaniedbany, odtrącony, dlatego nie warto dokładać mu kolejnego stresu.

Sprawdź: Do kiedy dziecko powinno mieć popołudniową drzemkę i ile powinna trwać?

Jak nauczyć dziecko spania w swoim łóżku?

Na pewno powoli, delikatnie i bez niepotrzebnego stresu. Decyzja dotycząca samodzielnego spania nie powinna zostać podjęta spontanicznie przez rodziców. Warto uzgodnić ją wspólnie, a następnie powoli, stopniowo przygotować do niej dziecko.

Dobrym pomysłem jest wspólne wybrane nowego łóżeczka i przygotowanie przestrzeni do spania. Pomocne może okazać się wprowadzenie rytuałów przed snem np. czytanie bajek w łóżeczku dziecka czy śpiewanie kołysanek.

A co w przypadku, gdy dziecko nie może się przyzwyczaić? Najważniejszy jest czas i elastyczne podejście. Konsekwencja, nerwy i płacz na pewno nie są naszym sprzymierzeńcem.

4 mity dotyczące odpieluchowywania dziecka

odpieluchowanie dziecka
Odpieluchowanie to kamień milowy w rozwoju psychofizycznym dziecka. – fot. 123rf

Odpieluchowanie dziecka wciąż budzi wiele wątpliwości. Pojawiają się pytania, na które trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Kiedy, jak, od razu czy stopniowo? 

4 mity dotyczące odpieluchowywania dziecka

Odpieluchowanie to bez wątpienia kamień milowy w rozwoju psychofizycznym dziecka. Narasta wokół niego wiele mitów, które niepotrzebnie dezorientują i wprawiają w zakłopotanie rodziców.

Zobacz też: Kiedy udać się z dzieckiem do logopedy?

Mit pierwszy – odpieluchowujemy dziecko, które wysyła nam oznaki gotowości

Zdaniem wielu rodziców, by odpieluchować dziecko należy poczekać na sygnały świadczące o tym, że maluch jest gotowy na pożegnanie się z pieluszką. Od razu nasuwa się pytanie – jakie sygnały? Czego się dopatrywać?

Wielu rodziców jest przekonanych, że dziecko samo zrezygnuje z zakładania pieluchy. Okaże do niej niechęć. Zacznie sygnalizować, że chce „na nocnik”. Nic bardziej mylnego. Sygnały świadczące o tym, że dziecko jest gotowe na odpieluchowanie po prostu nie istnieją. Dlatego jeśli rodzice uznają, że nadszedł właśnie ten moment, powinni zacząć działać, a nie czekać w nieskończoność.

Mit drugi – dziecko należy odpieluchować najszybciej jak to możliwe

Nic bardziej mylnego. Próba przedwczesnego odpieluchowania dziecka będzie dla niego, ale także dla rodziców, bardzo stresująca. Próba odzwyczajenia zbyt małego malucha od noszenia pieluszek może przynieść więcej szkody niż pożytku. Odpieluchowanie to nie wyścigi, ani nie powód do chwalenia się przed innymi rodzicami.

Przeczytaj: Do kiedy dziecko powinno mieć popołudniową drzemkę i ile powinna trwać?

Mit 3 – dzieci odpieluchowujemy od razu na dzień i na noc

Niekoniecznie. Odpieluchowanie w dzień jest zdecydowanie łatwiejsze niż odpieluchowanie w nocy. Zdecydowana większość małych dzieci nie wybudzi się w nocy, kiedy będzie chciało im się siusiu. Fakt, że maluch w ciągu dnia sygnalizuje, że chce zrobić siusiu, nie oznacza, że w nocy także będzie kontrolował swój pęcherz.

Niektórzy rodzice popełniają błąd i wybudzają w nocy dziecko, by skorzystało z nocnika. By oduczyć malucha siusiania w nocy, przynajmniej godzinę przed snem warto ograniczyć lub całkowicie zrezygnować z podawania mu picia. Jednak wszystko stopniowo, powoli, bez pośpiechu.

Mit 4 – nagradzamy za siusiu do nocnika

Choć może się wydawać, że w nagradzaniu dziecka za zrobienie siusiu do nocnika nie ma nic złego, to co w przypadku, gdy zamoczy spodnie? Kara? Odebranie nagrody?

Dziecko, które będzie zarówno psychicznie jak i fizjologicznie gotowe na pożegnanie się z pieluszką, nie będzie potrzebowało nagradzania, by zrobić siusiu na nocnik. Niestety, nagrody zwiększają poczucie porażki. Wywołują niepotrzebną presję. Nacisk nie jest dziecku potrzebny, a wsparcie i zrozumienie. Chwalimy, ale nie nagradzamy.

Kiedy udać się z dzieckiem do logopedy?

kiedy z dzieckiem do logopedy
W logopedii używa się metody tzw. kamieni milowych: umiejętności lub zachowań, które zazwyczaj wykazują 90% dzieci w określonym wieku. – fot. 123rf

Rozwój języka następuje bardzo szybko. Niemowlęta przechodzą od wydawania cichych dźwięków, takich jak gruchanie, do mówienia zdaniami w ciągu zaledwie 2 do 3 lat.  Ale szybkie tempo rozwoju językowego oznacza, że dzieci mogą równie szybko zostać w tyle. Kiedy należy zacząć myśleć o logopedzie w przypadku problemów z wyraźnym mówieniem u dziecka?

W logopedii używa się metody tzw. kamieni milowych: umiejętności lub zachowań, które zazwyczaj wykazują 90% dzieci w określonym przedziale wiekowym. Dzięki nim można podjąć decyzję, czy dziecko może potrzebować terapii mowy.

Zobacz też: Jak rozpoznać wczesne objawy autyzmu u dziecka?

Różne tempo rozwoju dzieci

Warto wiedzieć, że wszystkie dzieci rozwijają się w różnym tempie. Jest tak szeroki zakres tego, co typowe. U każdego człowieka język rozwija się inaczej. Decydując o najlepszym wieku do rozpoczęcia terapii logopedycznej, ważne jest rozróżnienie między kamieniami milowymi a średnimi. Najlepiej poprosić o ocenę mowy i języka, gdy tylko zauważysz, że dziecko nie osiąga kamieni milowych w zakresie komunikacji. Może być to np. wyraźne mówienie, czy też używanie całych zdań w sposób zrozumiały.

Podczas wizyty logopeda oceni, które umiejętności komunikacyjne są największymi zaletami dziecka, a w których może potrzebować większego wsparcia. I zrobi to wszystko w przyjazny maluchowi sposób, który zapewni mu zaangażowanie i rozrywkę.

Zobacz też: Zespół Aspergera – zrozumieć świat naszego dziecka

W jakim wieku po raz pierwszy z dzieckiem do logopedy?

Najlepszy wiek na terapię logopedyczną to wiek, w którym dziecko zaczyna pozostawać w tyle względem rówieśników lub kiedy rodzic zauważy, że nie osiąga kamieni milowych. Nigdy nie jest za wcześnie ani za późno na rozpoczęcie terapii.

Dzieci, które w ogóle nie mówią, są zwykle kierowane na ocenę mowy i języka w wieku około 18 miesięcy. Jest jednak absolutnie dopuszczalne, aby dzieci zaczynały w młodszym wieku. Z kolei dzieci urodzone z niepełnosprawnością często rozpoczynają terapię jako niemowlęta. Możliwe jest również, aby dzieci zaczęły zajęcia, gdy będą starsze.

Pamiętajmy, że jest wiele czynności, które możesz wykonać samodzielnie, aby wspierać rozwój językowy dziecka w domu! Przygotowane przez logopedów filmy z piosenkami, rymowanki to tylko niektóre z zajęć, które mogą poprawić kompetencje językowe pociechy.

Chociaż prawdą jest, że niektóre dzieci same „nadrabiają zaległości”, nie mamy możliwości dowiedzenia się, kto to zrobi, a kto nie. Dlatego zachęcamy wszystkie rodziny małych dzieci do aktywnego poszukiwania wsparcia w rozwoju językowym dziecka i uczenia się, co może robić w domu.

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Sposób na kaca. Czy istnieje skuteczne lekarstwo?

sposób na kaca
Alkohol to silna toksyna, której spożycie powoduje, że organizm uruchamia mechanizmy obronne. – fot. 123rf

Tak zwany kac to bardzo częsty skutek uboczny spożywania sporej ilości alkoholu. Jak go zminimalizować i leczyć?

Ból głowy, pragnienie, roztrzęsienie, światłowstręt oraz nadwrażliwość na dźwięki należą do najczęściej występujących objawów kaca. Odkąd ludzkość zapanowała nad metodą fermentacji alkoholowej, pojawił się inny problem godzien najtęższych umysłów każdej epoki. Był nim właśnie kac i dolegliwości dnia wczorajszego. Mimo zaawansowanej medycyny, do dzisiaj nie ma na nie jednego lekarstwa.

Zobacz też: Nowy rok, nowe cele! Czyli kilka słów o ich SMART wyznaczaniu

Alkohol to toksyna!

Po pierwsze należy pamiętać, że alkohol to silna toksyna, której spożycie powoduje, że organizm uruchamia mechanizmy obronne. Wątroba przekształca toksynę w związki łatwiejsze do usunięcia z organizmu. Z kolei nerki próbują szybko wydalić toksyny wraz z moczem.

Niestety, biologicznie nie jesteśmy przystosowani do spożywania alkoholu, powstały w wyniku metabolizacji aldehyd octowy jest jeszcze bardziej toksyczny. Z kolei zwiększenie produkcji moczu powoduje odwodnienie organizmu oraz utratę wielu cennych substancji odżywczych.

Jak uniknąć kaca? Najlepiej zdecydować się na jeden rodzaj alkoholu. Również pijąc drinki pamiętajmy, że soki pochodzenia naturalnego będą lepsze niż gazowane, słodzone napoje. Pamiętajmy, by alkohol popijać sporą ilością wody lub elektrolitów, podobnie jak przed snem.

Lekarstwo na kaca?

Najważniejsze dla naszego organizmu będzie uzupełnienie płynów oraz minerałów i składników odżywczych. Najlepsza trójka, jaką możemy sobie zaordynować to: lemoniada z miodem, woda z ogórków kiszonych oraz soki owocowe. Nawadniają one lepiej niż sama woda. Innym sposobem jest sięgnięcie po elektrolity – są one obecnie dostępne nie tylko w aptekach, ale również i w dyskontach czy sklepach spożywczych.

Jeśli dokucza nam nieznośny ból głowy można sięgnąć po lekarstwa. Unikajmy paracetamolu – grozi to uszkodzeniem wątroby. Zdecydowanie będzie lepszy ibuprofen czy kwas acetylosalicylowy (aspiryna).  Pamiętajmy również, że aldehyd octowy jest wydalany również przez skórę. Wysiłek fizyczny może pomóc, pod warunkiem iż potem weźmiemy prysznic.

Zobacz też: Noworoczne postanowienia i ich skutki uboczne

Jak dawniej leczono kaca?

Jak widzimy, nie ma jednej metody na kaca. Są jednak pewne wzorce, które mogą zminimalizować poimprezowy dołek. Dawniej jednak jeszcze bardziej hołdowano zasadzie „jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie”. Metod było bez liku i niektóre aż przyprawiają o ciarki na plecach. Chociaż część z nich była całkiem skuteczna.

Rzymianie ciężkie poranki starali się przetrwać prowokując wymioty oraz jedząc smażone w głębokim tłuszczu kanarki. Innym „kacowym” przysmakiem, proponowanym przez rzymskiego pisarza Pliniusza, były sowie jaja. Do tego wino z wodą i można było znów odwiedzać znajomych i uczestniczyć w codziennym życiu republiki.

Nie każdy jednak chciałby rozpoczynać dzień od smażonego kanarka. W tym samym czasie skuteczny lek na kaca wynaleźli Chińczycy. Była to herbatka ziołowa. Jak okazało się po latach, zawierała dihydromyricetynę – przeciwdziała ona zarówno ostremu zatruciu alkoholem, jak i objawom jego odstawienia. W badaniach opublikowanych w „Journal of Neuroscience” zespół z University of California w Los Angeles dowiódł, że to najskuteczniejsza ziołowa kuracja na kaca jaka powstała. Teraz na jej bazie można otrzymać antykacowe tabletki.

W epoce średniowiecza na dworach modne stało się podawanie węgorza z gorzkimi migdałami. Zawierające tłuszcz i cyjanek (z migdałów) danie miało pomóc w detoksykacji organizmu. To wtedy też uznano, że dobrą metodą jest wizyta w bani czyli… saunie. Było to bowiem pomieszczenie z rozgrzanymi na biel kamieniami polewanymi wodą.

Pod koniec wieków średnich pojawił się w Europie też inny ciekawy zwyczaj – na Sycylii z niewiadomych przyczyn uznano, że najlepszą metodą na kaca jest żucie suszonego penisa byczego. Nie wiadomo czy pomagało, ale na pewno na długo zapadał w pamięć dzień, w którym przesadziło się z alkoholem.

Z bliższych nam kręgów kulturowych – Kozacy zaporoscy leczyli kaca podobnie jak przeziębienie. Była to jednak dość specyficzna kuracja. Kozacy mieszali wódkę z czarnym prochem lub popiołem i w ten sposób uzyskiwali leczniczy napój. Oprócz tego jak niemal wszyscy Słowianie uznawali zasadę „klin klinem” i pili na kaca wódkę różaną. Również w Rzeczpospolitej szlacheckiej wcale nie pieszczono się z żołądkiem następnego dnia. Zalecano węgrzyna (wino węgierskie) oraz pieczoną dziczyznę. Nie wiadomo jednak, na ile były to skuteczne metody.

Ciekawy był lek zaproponowany przez XVII-wiecznego angielskiego lekarza i członka Królewskiego Kolegium Lekarzy Jonathana Goddarda. Jego koktajl zwany „Goddard’s Drops” składał się z… czaszki wisielca (koniecznie świeżej), sproszkowanej żmii i amoniaku. Nie wiadomo czy był skuteczny, ale z pewnością trudno dostępny. Tej metody nie polecamy, ale pamiętajcie, że umiar najlepiej zapobiega kacowi!

 

 

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.