Przejdź do treści

Sport od najmłodszych lat – Diablo Włodarczyk: „Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i służyć mu pomocą”

Sport buduje charakter, w internecie dzieci tego nie znajdą – fot. Maciej Stankiewicz

Co daje sport, co zabiera i jak wspierać w nim dziecko już od najmłodszych lat? O swojej drodze do boksu na światowym poziomie i współczesnych zmaganiach z wirtualnym światem, który w sekundę tworzy idoli nastolatków – w przeciwieństwie do sportu będącego wieloletnimi zmaganiami uczącymi ludzi niesamowitej pokory – opowiedział w rozmowie z nami Krzysztof Diablo Włodarczyk.

Katarzyna Miłkowska: Zaczynając przygodę z boksem, przypuszczałeś, jak to wszystko się potoczy?

Krzysztof Diablo Włodarczyk : Nie, w ogóle nie przychodziło mi to do głowy. Po prostu pojawiłem się na sali – tyle. Pierwsze rękawice bokserskie miałem jednak wcześniej. Gdy miałem 8 lat, tata kupił je mi i mojemu starszemu bratu. Zupełny przypadek, że akurat był to sprzęt do tej właśnie dyscypliny sportu.

Pytanie, czy przypadki istnieją.

No właśnie… w każdym razie pamiętam, że kiedy wcześniej wariowaliśmy, tata zakładał nam na ręce po 3-4 pary skarpetek. Początkowo w ten właśnie sposób boksowaliśmy się z bratem. Jest on trochę wyższy ode mnie i nieraz miałem problem, żeby go dorwać. Byłem jednak odważniejszy do pewnych ruchów, w końcu więc go przełamywałem i wygrywałem. Potem oczywiście był płacz i krzyk: „tata”! (śmiech)

No tak, to rzeczywiście trzeba było iść na salę i coś z tą energią zrobić.

Dokładnie! Później, kiedy mieliśmy już pierwszą parę rękawic, to ja zakładałem prawą, on lewą, albo na odwrót, a na drugiej ręce wciąż mieliśmy skarpetki. W taki właśnie sposób tata kierował nas w stronę boksu.

Chociaż przyznaję, że też wykorzystywaliśmy to jako sposób na rozwiązywanie pomiędzy nami konfliktów. Uwierz mi, dla małego chłopca takie walki były niesamowitym przeżyciem i wywoływały ogromne emocje. W kryzysowych momentach tata oczywiście wchodził pomiędzy nas i ten nasz „boks” przerywał.

Prawdziwy sędzia – jak na ringu.

Zgadza się. Bardzo przy tym doceniam to, jak fajnie jest mieć starszego brata, albo w ogóle jakąkolwiek bliską osobę w życiu. Uważam, że ludzie zdecydowanie lepiej wtedy funkcjonują.

Patrząc chociażby tylko z perspektywy sportu, wsparcie jest ogromnie ważne. Wsparcie i obecność ludzi, którzy pomimo wszystko stoją za naszymi plecami.

Tak, jest to niezwykle ważne i pomaga nie załamywać się w trudnych chwilach. Swój największy knockdown dostałem od kolegi seniora – miałem jakieś 17 lat, kolega 20. W trakcie sparingu dostałem on niego cios w czoło, a ja w ogóle nie dałem rady nawet wstać. Zawieźli mnie do szpitala, zrobili wszystkie badania, łącznie spędziłem tam dwa tygodnie.

Najbardziej pamiętam jednak, kiedy na drugi dzień byli u mnie rodzice. Mama siedziała obok i głaszcząc mnie po głowie, powiedziała: „Krzysiu, czy ty musisz ten boks trenować”. Miała łzy w oczach, widziałem w nich ogromny smutek. Odpowiedziałem jednak: „Mamo, ja sobie inaczej nie wyobrażam”. Dostałem w zamian całkowite zrozumienie: „Okej, tylko proszę cię, ostrożnie…” – to bardzo ważne, jeżeli rodzice cię wspierają.

Nieważne co byś robiła, albo robił, potrafią dać ci pomoc i wysłuchać. Część rodziców powiedziałaby pewnie w podobnej sytuacji: „Nie, nie będziesz tego więcej robił”.

Albo od razu wyznaczyliby inną, konkretną ścieżkę dla swojego dziecka.

Zupełnie tego nie rozumiem! Wiadomo, że nam – rodzicom – wydaje się, że lepiej wiemy, co jest dobre dla naszych dzieci. Chociażby z racji doświadczenia, ale…

Do pewnego momentu tak jest, że trzeba wyznaczać granice, prowadzić.

Do pewnego momentu tak, kiedy jednak dziecko obiera już jakąś ścieżkę życia, to nie powinniśmy w nią ingerować. Powinniśmy dziecko wspierać, popychać do przodu i zapewniać, że jeśli czegoś potrzebuje, to służymy pomocą.

Powiedziałeś o trosce mamy, w której musiał być przede wszystkim ogromny strach o dziecko. Boks to ryzykowny sport – szachy to nie są – ale z tego co słyszę, ty sam tego ryzyka nie odczuwasz?

Teraz odczuwam, ale jako młody człowiek rzeczywiście tak nie było. Wydaje mi się to jednak dość jasne. Zobacz, gdy biorą młodego chłopaka do wojska i wystawiają go na front, to czy jest w nim jakiś strach? On nie analizuje, nie myśli o tym, co może się stać i jakie mogą być konsekwencje.

Zobacz też: Motywuj mnie mamo i wspieraj mnie tato. 5 pomysłów jak zmotywować rodzinę do aktywności fizycznej

Fot. Krzysztof Diablo Włodarczyk

Mówisz o tym, że potrzebne jest do tego doświadczenie?

Jak najbardziej. Kiedy taki chłopak wróci pierwszy raz z frontu, powie: „Zobaczcie, nic mi się nie stało!” Sęk w tym, że 20 innych kolegów nie żyje… Dopiero doświadczenie iluś takich wojen, pokazuje, co z czym się wiąże. Podobnie jest w boksie – jeśli człowiek jakieś doświadczenie już w tym sporcie ma i wie, co może się stać, to pojawia się analiza. Może nie jest to stricte strach, ale na pewno większe zastanowienie. Chociaż koniec końców, nie zawsze wpływa to pozytywnie na całość przebiegu walki.

Zapewne jakiejś części ryzyka wtedy nie podejmujesz.

Dokładnie, ale z tymi wszystkimi wnioskami wiąże się długa droga, z której przechodzeniem jest dzisiaj różnie. Tak z ciekawości, czy tobą owładnął internet?

Hmm… to zależy, jak to rozumieć. Jest wszechobecny, to na pewno.

Widzisz, mój szesnastoletni syn, kiedy jesteśmy gdzieś razem, przez większość czasu siedzi z nosem w telefonie. Kiedy mówię: „Czarek, może byś pobiegał, może pójdziemy pograć w piłkę”, to w odpowiedzi słyszę: „Tato, ja teraz gram, nie przeszkadzaj”. Strasznie ciężko jest mi się w tym odnaleźć. To zupełnie nie jest mój czas, to nie mój pociąg – wysiadam.

Jestem przerażony też ludźmi, którzy zrobią z siebie w internecie idiotę i uważają, że są gośćmi. Kiedyś na sukces, prawdziwy sukces, trzeba było zapracować. Wchodziłem do ringu, pokazywałem, co umiem, jak to robię, wygrywałem i tak budowałem swoją „markę”.

Myślę, że przede wszystkim ciężko jest pojąć tę szybkość. Tempo, w jakim można ten sukces w pewnym sensie „dostać”.

Tak, ta łatwość jest ogromna. Wszyscy mamy teraz telefon z kamerami, każdy może coś nagrać, wrzucić do sieci – jak to niektórzy mówią, jeśli nie ma cię w internecie, to nie ma cię na świecie. Mnie to przeraża.

Wydaje mi się, że jest to też kwestia tego, jak ktoś z internetowej popularności i sukcesu korzysta. Można to robić rozsądnie i mieć dystans, a można też tym po prostu żyć. Niewątpliwie w takim zestawieniu elementem, którego uczy sport, jest ogromna pokora.

Jak najbardziej – możesz być na dnie, a możesz być na samym szczycie. Na sporcie i trudnościach, które się na tej drodze spotyka, buduje się charakter. W internecie tego nie znajdziesz.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Ksiądz Natanek stanie przed sądem za słowa o in vitro!

ksiądz natanek kościół katolicki in vitro dzieci z probówek skandaliczna wypowiedź episkopat
fot. kadr z YouTube

Sąd Rejonowy w Suchej Beskidzkiej w styczniu otworzy przewód sądowy przeciwko suspendowanemu księdzu Piotrowi Natankowi. Sprawę wytoczyła trójka rodziców dzieci poczętych metodą in vitro.

Rodziców oburzyły wypowiedzi kontrowersyjnego duchownego, których użył on podczas ostatniej Wielkanocy. Suspendowany ksiądz porównał dzieci narodzone po zapłodnieniu metodą in vitro do zwierząt hodowlanych. Pozew został wytoczony na podstawie paragrafu 212 Kodeksu karnego. Mówi on o tym, że: „kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie, lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”.

Być może rozprawy 24 stycznia udałoby się uniknąć dzięki mediacji. Rodzice dzieci poczętych metodą in vitro domagali się zaledwie przeprosin. Ksiądz Natanek nie wstawił się jednak na wezwanie sądu.

Radykalny katolik

To nie pierwszy raz kiedy ksiądz Natanek jest na językach. Kontrowersyjny kapłan został suspendowany (zawieszony) w kościele przez arcybiskupa Stanisława Dziwisza. Tak wówczas się bronił:

W tych dniach ksiądz kardynał wydał dokument suspendujący mnie, zabierający mi wedle prawa ludzkiego wszystką władzę w Kościele. Tego pisma nie przyjmuję i dalej idę swoją drogą”. Stwierdził też, że zamierza działać „na bocznych torach, tak jak abp Lefebvre”, licząc, że tak samo jak on zostanie kiedyś przyjęty z powrotem do Kościoła.

Grozi mu jednak – jeśli nadal będzie trwał w nieposłuszeństwie – że wcześniej zostanie karnie przeniesiony do stanu świeckiego. Z pewnością nie pomogą mu słowa o dzieciach poczętych dzięki procedurze in vitro, ani proces w tej sprawie.

Zobacz też: In vitro. Rozmowy intymne – książka Małgorzaty Rozenek

Prokuratura też się zajmie księdzem?

Sprawa z oskarżenia prywatnego może być jednak dopiero początkiem. Wciąż trwa postępowanie prokuratury z Suchej Beskidzkiej w sprawie tej samej wypowiedzi. Ksiądz Natanek publicznie nie skomentował ani aktu oskarżenia, ani postępowania w prokuraturze.

Mimo kary zawieszenia ksiądz Natanek nadal sprawuje liturgię i kontynuuje głoszenie kontrowersyjnych kazań. Kapłan wypowiedział posłuszeństwo abp. Dziwiszowi i oskarżył kardynała o kontakty z masonerią. Jego pustelnia jest licznie odwiedzana przez pielgrzymów, swoje kazania ksiądz transmituje również w internecie. Pojawiają się w nich kontrowersyjne tezy, jak te o dzieciach z in vitro czy o uczestnictwie „sług szatana” w czarnym proteście.

Źródło: www.onet.pl

Zobacz też: Aborcja karana jak zabójstwo? Do Sejmu trafił projekt

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Pogańskie czy katolickie? Skąd się wzięły świąteczne zwyczaje?

zwyczaje świąteczne święta boże narodzenie polska gwiazdka

Choinka, karp, prezenty. Są rzeczy, bez których nie wyobrażamy sobie świąt. Rzadko zastanawiamy się, jakie było ich znaczenie kulturowe i religijne.  

Religie chrześcijańskie nie są, wbrew pozorom, monolitem kulturotwórczym wywodzącym się z tradycji judaistycznych. Podczas ekspansji “połykały” tożsamość obrzędową i duchową plemion i całych państw. Nie byłoby to możliwe bez implementowania części wierzeń do swej symboliki. Tak było i z samą datą Bożego Narodzenia. Po raz pierwszy obchodzono je w IV. wieku naszej ery, wówczas ustalono też grudniowe świętowanie. Prawdopodobnie chrześcijanie – nie znając faktycznej daty narodzin Chrystusa – celowo obrali tę symboliczną datę, a mianowicie dzień przesilenia zimowego, by obchodzonemu w tym dniu w Rzymie pogańskiemu świętu narodzin boga Słońca przeciwstawić narodzenie Jezusa Chrystusa.  

zwyczaje świateczne

Choinka z germańskich przesądów? 

Triumf świątecznej choinki to prawdziwy przykład globalizacji, ale i przetrwania pogańskich zwyczajów. Drzewko jest symbolem biblijnego drzewa życia i wprowadził je do obrzędowości Marcin Luter, skłócony z kościołem reformator. Choinka niestety wyparła polskie „podłaźniczki”, czyli gałązki ozdabiane ciastkami, orzechami i owocami. Pod postacią ozdobnych snopów siana istniały one na Szczodre Gody już w czasach pogańskich. Wbrew pozorom pogańskie jest i źródło choinki: Luter opierał się na obrzędowości ludowej, a ta różnego rodzaju choinki wieszała dla pomyślności od wieków.  

Zobacz też: 10 rodzinnych sposobów na przedświąteczny stres

Miejsce dla gościa czy ducha?  

To, co dziś nazywamy “nakryciem dla niespodziewanego gościa”, na dawnym Mazowszu miało zupełnie inne znaczenie, pamiętające jeszcze czasy pogańskich Szczodrych Godów. Było to bowiem miejsce dla dusz zmarłych przodków, dla których pozostawiano nie tylko dodatkowy talerz przy stole, lecz także resztki wigilijnych potraw. Przed przystąpieniem do wieczerzy zwracano się do dusz przodków z szacunkiem. Wierzono bowiem, że 24 grudnia duchom najłatwiej jest odwiedzić świat ziemski.  

zwyczaje świąteczne

Co ciekawe, dawniej po zakończonej wieczerzy wigilijnej nie sprzątano ze stołu. Na stole pozostawiano napoczęte dania, resztki, okruchy, niedopitą wódkę. Wszystko to miało służyć biesiadzie duchów przodków. Żywi domownicy, podobnie jak dzisiaj, otrzymywali natomiast świąteczne podarki. 

Karp wcale nie tradycyjny? 

Karp przybył do Polski, wraz z Cystersami, w średniowieczu. Była to jednak ryba luksusowa, droższa na targu od łososia. Tradycje spożywania wiążą się jednak z komunizmem. Dokładnie rzecz biorąc trudnościami powojennych stawów rybnych oraz zniszczeniem floty rybackiej. Na święta nie były one w stanie sprostać zapotrzebowaniu Polaków na ryby. Przyrost i wymagania karpia były optymalne i w drugiej połowie lat 50. I w latach 60. Centrale Rybne zaczęły produkować miliony tych ryb rocznie. Powstało nawet hasło: “Karp na każdym polskim wigilijnym stole”. Ryby rzucano do sklepów w różnej częstotliwości, stąd co zapobiegliwsi kupowali wcześniej. Ponieważ lodówki były rzadkością, trzymano go w wannach.  

Ot i źródło tradycji. Nie warto jednak jej pielęgnować. Kupno żywej ryby oznacza jej cierpienie, podczas którego wytwarza hormony stresu oraz infekuje się jego błona śluzowa. Mięso z takiej ryby jest mniej smaczne.  

Zobacz też: Korzystanie z mediów społecznościowych napędzane jest schematem „uczenia się z nagrodami”

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Kiedy powinniśmy dać dziecku pierwszy smartfon?

smartfony smartfon dzieci dziecko korzystanie social media internet
fot. 123rf.com

Rodzice od dawna zastanawiają się, kiedy pozwolić swoim dzieciom posiadać smartfona. Muszą rozważyć, czy ryzyko związane z nową wolnością jest warte korzyści, jakie zyska dziecko. Pamiętajmy, że problem ten nawet nie istniał, gdy wielu dzisiejszych rodziców dorastało.

Z jednej strony istnieją badania, które łączą czas spędzany w Internecie z wyższymi wskaźnikami depresji i lęków. Patrząc holistycznie jednak musimy przyznać, że posiadanie smartfona może w dzisiejszych czasach mieć kluczowe znaczenie dla umożliwienia kontaktów towarzyskich z przyjaciółmi, a także dla ułatwienia pracy w szkole i zajęć pozalekcyjnych. Odcięcie ich od tych możliwości integracji z rówieśnikami może spowodować depresję, której próbuje zapobiegać rodzic niedający smartfona. Jak więc znaleźć “złoty środek”?  

Zobacz też: Korzystanie z mediów społecznościowych napędzane jest schematem „uczenia się z nagrodami”

Smartfony już dla dziesięciolatków? 

Przeciętny wiek, w którym dziecko dostaje obecnie swój smartfon, to dziesięć lat. Ale czy to naprawdę dobry wiek, aby wprowadzić nowe technologie w życie swoich dzieci? Bill Gates nie pozwolił swoim trojgu dzieciom posiadać smartfony, dopóki każde z nich nie ukończyło 14 lat.  

Myślę, że około 12 lat to magiczny wiek, kiedy dzieci odkrywają media społecznościowe i komunikują się wirtualnie ze swoimi przyjaciółmi. Teraz jednak, wraz z pandemią i przyzwyczajeniem dzieci do tabletów i telefonów w wieku przedszkolnym, już 10 lub 11-latki korzystają ze smartfonów. Jestem jednak zdecydowanie przeciwny daniu dziecku telefonu bez ograniczeń i granic. Od samego początku powinno być jasne, że telefon należy do rodziców i dziecko ma przywilej korzystania z niego, o ile jest używany w odpowiedni sposób. 

-mówi Dr Larry D. Rosen, profesor psychologii.  

Najważniejsze są zasady 

Pamiętajmy jednak, że nie ma „właściwego” wieku dla dziecka na zakup pierwszego smartfona. Czas ten będzie on zależał bardziej od indywidualnego poziomu dojrzałości dziecka niż od ustalonej liczby chronologicznej.  

Warto zacząć od telefonu, który pozwala tylko na takie rzeczy, jak połączenia i SMS-y. Kiedy pozwolisz dziecku obsługiwać smartfona, pamiętajmy o rozmowie z dzieckiem. Ważną maksymą, którą powinniśmy przekazać dziecku jest: „Nigdy nie udostępniaj czegoś, czego nie chcesz transmitować na cały świat”. Podkreśl znaczenie zrównoważenia komunikacji cyfrowej z kontaktem osobistym, demonstrując wartość interakcji twarzą w twarz zarówno słowami, jak i na swoim przykładzie. Wyznacz jasne granice, kiedy Twoje dziecko może (po odrobieniu pracy domowej) i nie może (przy stole) korzystać z telefonu. Dzięki temu nasze dziecko ma mniejsze szanse na negatywny wpływ smartfona.  

Źródło: Art of Manliness  

Zobacz też: Naukowcy radzą, jak uczyć dzieci mądrego korzystania z social mediów

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.

Jak długo trzeba biegać, by poczuć korzyści zdrowotne? Będziesz zaskoczony!

bieganie sport jogging płodność wyniki badań naukowcy nauka
Fot.: Ev/ Unsplash.com

Naukowcy z Japonii zbadali wpływ biegania na organizm człowieka. Okazuje się, że nie trzeba wcale długo biegać, by osiągnąć zdrowotne korzyści. Wyniki badabia opublikowano w czasopiśmie Nature. 

Bieganie jako ruch całego ciała, może mieć ogromny wpływ na zdrowie psychiczne poprzez stymulację mózgu. Biorąc pod uwagę, że ćwiczenia fizyczne są lekarstwem, działanie poszczególnych leków różni się od siebie. Należy więc zaobserwować, że różne rodzaje ćwiczeń, takie jak bieganie i pedałowanie na rowerze, mają również różny wpływ na zdrowie psychiczne i aktywację mózgu. 

Dzięki bieganiu mamy samokontrolę 

Wiadomo, że ćwiczenia fizyczne poprawiają funkcje wykonawcze głównie poprzez aktywację lewej grzbietowo-bocznej kory przedczołowej (l-DLPFC). Niemal we wszystkich badaniach używano pedałowania rowerem stacjonarnym jako ćwiczenia fizycznego.  

Bieganie to nie tylko ćwiczenie, które poprawia zdrowie fizyczne poprzez zwiększanie wytrzymałości układu krążenia, wzmacnianie mięśni i budowanie mocnych kości, ale ma również wpływ na zmniejszenie obciążenia psychicznego. Kora przedczołowa, obszar mózgu zaangażowany w regulację funkcji poznawczych i nastroju, jest zaangażowana w bieganie, zwłaszcza gdy istnieje potrzeba skoordynowanego działania.  

Japończycy wykazali również, że mechaniczne oddziaływanie każdego uderzenia stopą podczas biegania zwiększa obwodowe i centralne krążenie krwi, co może korzystnie wpływać na aktywację mózgu. Poza tym, w badaniach na zwierzętach wykazano, że siła mechaniczna podczas biegania wywołuje internalizację receptora serotoninowego w korze przedczołowej. W ten właśnie bieganie poprawia nastrój i możliwość kontroli emocji. Wyniki dla joggingu były lepsze niż w przypadku jazdy na rowerze stacjonarnym.  

Zobacz też: Lewemu się nie udało, ale Polak zdobył już Złotą Piłkę

Wystarczy krótki bieg 

Japońscy badacze wykazali, że już 10 minut biegania o umiarkowanej intensywności korzystnie wpływa na poziom przyjemności. Te odkrycia mają znaczenie z punktu widzenia promocji zdrowia, ponieważ bieganie jest uważane za ćwiczenie praktyczne i jest jednym z najpopularniejszych zajęć rekreacyjnych na świecie.  

Wcześniejsze badania wskazały, że panowie ćwiczący około 12 godzin tygodniowo mają o 73 proc. więcej plemników, niż mężczyźni nieuprawiający sportu. O czym jednak warto pamiętać? Po pierwsze o umiarze, bowiem nadmierny wysiłek fizyczny wprowadza organizm w stan stresu i może powodować zachwiania w gospodarce hormonalnej. Po drugie zaś o odpowiednim ubraniu. Obcisła bielizna wykonana ze sztucznych materiałów – a często tak właśnie wyglądają stroje sportowe – może powodować przegrzewanie się jąder, a co za tym idzie mieć negatywny wpływ na płodność. 

Źródło: www.nature.com  

Zobacz też: Stres pandemii vs. niepłodność

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.