Przejdź do treści

„Warto być drogowskazem, nie dyktatorem” – wywiad z ekspertką na temat Pozytywnej Dyscypliny w wychowaniu dzieci

Rodzic w życiu dziecka powinien być jak drugi pilot w samolocie – fot. 123rf

Maria Stoksik jest certyfikowaną edukatorką Pozytywnej Dyscypliny. To nowoczesna metoda wychowania oparta na szacunku i empatii do dziecka, przy jednocześnie byciu stanowczym rodzicem. Dzięki temu dzieci uczą się szacunku, samodzielności i odpowiedzialności, a życie rodzinne staje się spokojniejsze i przynosi wiele radości.

Alina Windyga-Łapińska: Czym zajmujesz się na co dzień? Skąd w Twoim życiu wzięła się Pozytywna Dyscyplina?

Maria Stoksik: Z zawodu jestem prawnikiem. Jednak obecnie większość mojego życia to rodzina i dzieci. Mam trzech synów – mają po 4, 10 i 12 lat. Dzieci były ze mną w domu aż do przedszkola. Chłopcy byli, i są wciąż w centrum mojego życia. Dzieci nie chodziły do żłobka ani nie miały niani. Gdy podrosły i zaczęłam mieć więcej czasu dla siebie, zainteresowałam się różnymi projektami rozwoju osobistego. Droga rozwoju osobistego jest niesamowicie fascynująca, jednak ciągle brakowało mi kompleksowego rozwoju dla całej mojej rodziny. I tak się stało, że na mojej drodze stanęła Pozytywna Dyscyplina. Jej zasady trafiły do mojego serca. Można powiedzieć, że była to miłość od pierwszych stron książki.

Pozytywna Dyscyplina dała mi ramy i narzędzia, których moja rodzina potrzebowała. Mam trzech synów – dzieje się! Dzięki przestrzeganiu zasad Pozytywnej Dyscypliny prowadzimy spokojniejsze, bardziej poukładane i przyjemniejsze życie. Mniej jest awantur i krzyków, a więcej szacunku i zrozumienia z obu stron. W Pozytywnej Dyscyplinie nie chodzi o to, aby mieć super dziecko i być super rodzicem. Tu chodzi o to, aby świadomie wspierać dziecko w rozwoju samodyscypliny, odpowiedzialności i samodzielności. Takie podejście przydaje się na co dzień, na przykład, podczas porannego wychodzenia z domu. Zwykle pojawiają się nerwy, a tego nikt nie lubi. Używając narzędzi Pozytywnej Dyscypliny można to zmienić.

Zobacz też: Zawstydzanie i jego dramatyczne skutki

Pozytywna Dyscyplina – co to znaczy? Skąd wzięło się to pojęcie?

Samo pojęcie istnieje od ponad 30 lat. Jane Nelsen, mama siedmiorga dzieci, stworzyła Pozytywną Dyscyplinę w Stanach Zjednoczonych, bazując na teorii Alfreda Adlera i Rudolfa Dreikusa. W  latach dwudziestych XX wieku Adler i Dreikus twierdzili, że do wychowania dziecka trzeba podchodzić z szacunkiem, ale bez rozpieszczania. Ani nadmierna surowość, ani zbytnia pobłażliwość nie wpływają korzystnie na postawę dziecka. Tworzenie w rodzinie relacji opartych na szacunku, stanowczości i uprzejmości daje solidne podłoże do kształtowania w dziecku cennych życiowych kompetencji takich jak odpowiedzialność, zaradność czy uczciwość.

Dlaczego dyscyplina? Kojarzy się z czymś negatywnym, ustawianiem wszystkich pod linijkę – czy słusznie?

Kiedyś mówiło się, że „dyscyplina wisi na ścianie”. Dyscyplina kojarzy się z wojskiem, musztrą, uleganiem czyimś rozkazom. Niesłusznie! Znaczenie tego słowa zostało wypaczone. „Dyscyplina” pochodzi od łacińskiego słowa disciplus oznaczającego osobę, którą podąża za prawdą, zasadami lub nauczycielem. Dzieci potrzebują wiedzieć, w jakim kierunku zmierzają. Rodzic, który zna i stosuje zasady Pozytywnej Dyscypliny, pomaga dziecku kształtować wiele cennych i wartościowych kompetencji życiowych.

5 Fundamentalnych Zasad Pozytywnej Dyscypliny

  1. Pomaga dzieciom poczuć łączność i przynależność, pomaga im poczuć, że są ważne w rodzinie i społeczności.
  2. Jest jednocześnie pełna szacunku i wymagająca: miękka i zdecydowana w tym samym czasie, czyli twarda dla problemu i miękka dla osoby.
  3. Jest skuteczna długofalowo: bierze pod uwagę to, co dziecko myśli, czuje, czego się uczy i jakie podejmuje decyzje o sobie samym i o swoim świecie i jak decyduje się postępować w przyszłości, aby przetrwać i odnosić sukcesy.
  4. Uczy ważnych umiejętności społecznych i życiowych: szacunku, dbania o innych, rozwiązywania problemów, współpracy oraz umiejętności wnoszenia wkładu i bycia pożytecznym w domu, przedszkolu, szkole i większej społeczności.
  5. Zaprasza dzieci do odkrywania, jak bardzo są zdolne i kompetentne. Zachęca je do konstruktywnego używania swojej osobistej siły i autonomii.

 

Jak w praktyce można stosować Pozytywną Dyscyplinę?

Jednym z moich ulubionym narzędzi jest pozytywna przerwa. Pozwala wyciszyć się w momencie, gdy poziom emocji sięga zenitu. Wycofać się, aby poczuć się lepiej, aby wrócić do siebie i zacząć logicznie myśleć. Ważne, aby wcześniej omówić to z dzieckiem. Może nie z 2-latkiem, ale nawet on wywnioskuje z naszego zachowania co się dzieje – mama wycofała się. Nawet na 10 sekund, aby złapać dystans. Jeżeli obawiamy się o bezpieczeństwo dziecka, możemy poprosić kogoś o pomoc. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro się wycofałam, to znaczy, że dziecku się  „upiekło”. Ale wcale tak nie jest. Kiedy już ochłoniemy, powinniśmy wrócić do tematu na spokojnie. Emocje nie koniecznie są dobrymi doradcami, a szczególnie te negatywne.

Innym dobrym narzędziem są pytania pełne ciekawości. Pytania dzielą się na zachęcające do rozmowy i na takie, na które odpowiedź brzmi tak lub nie. Wyobraź sobie taką sytuację: dziecko wraca ze szkoły i słyszy pytania – jak było w szkole? Zjadłeś obiad? Coś jest zadane? Dziecko odpowiada: Dobrze, tak, nie. Na tym kończy się rozmowa. To był przykład pytań, które nie są nakierowane na poznanie.

Dla odmiany inny przykład. Przychodzi informacja na dzienniczek elektroniczny z uwagą, że na lekcji angielskiego  syn rozmawiał i nie uważał na lekcji. Można zareagować w dwojaki sposób – awanturą albo pytaniem: „Co się stało, że rozmawiałeś?”. Pada odpowiedź: „Nie wiem”. Pytam dalej: „Coś się wydarzyło, czegoś potrzebowałeś?”. „Bo ja się mamo nudziłem” – odpowiada syn. „Dlaczego?” – pytam. „Bo ja to wszystko wcześniej już przerabiałem. Ja to wiedziałem i nudziłem się” – pada odpowiedź. Od razu wiedziałam co zrobić, jakie podjąć działania.

Zobacz też: Klaps skuteczną metodą wychowawczą? Poznaj psychologiczny punkt widzenia

Pozytywna Dyscyplina nie dopuszcza stosowania kar, nie tylko fizycznych, ale również każdych innych. Czy to znaczy, że zakłada tzw. wychowanie bezstresowe?

Nie dopuszcza żadnych kar – ani fizycznych, ani psychicznych, ani tym bardziej emocjonalnych (np. oziębłość matki). Wyklucza również nadmierne rozpieszczanie dziecka i wychowanie bezstresowe. Pozytywna dyscyplina to złoty środek pomiędzy nadmiernym rozpieszczaniem a karaniem. Badania dowodzą, że dzieci, wobec których często stosuje się kary częściej się buntują, są strachliwe, łatwo ulegają wpływom, mają niską samoocenę. Natomiast dzieci nadmiernie rozpieszczane stają się roszczeniowe, nie potrafią współpracować, a cały świat ma się kręcić wkoło ich potrzeb. Pozytywna dyscyplina patrzy na wychowanie długofalowo, a jednocześnie uczy już dziś odpowiedzialności i współpracy.

Rodzic w życiu dziecka powinien być jak drugi pilot w samolocie. Dziecko trzyma ster, a rodzic pilnuje, aby dziecko trzymało dobry kurs. Warto być drogowskazem, nie dyktatorem.

            

fot. własne. Marysia odwiedziła nas w redakcji 31 października 2019 r.

 

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Jak wygląda dzieciństwo w różnych zakątkach świata? – oto zdjęcia dzieci, które mówią więcej niż tysiąc słów

niesamowite zdjęcia dzieci
Fot Massimo Bietti / Screen maxxetto Instagram

Massimo Bietti to włoski fotograf, który podróżując po świecie robi zapierające dech w piersiach zdjęcia. Jego znakiem rozpoznawczym są niesamowite portrety ludzi z najróżniejszych zakątków świata. Tym razem postanowił wykonać wyjątkowe – z jednej strony proste, a z drugiej przepełnione emocjami – zdjęcia dzieci. Galeria portretów dzieci z różnych państw i kontynentów robi ważenie!

Zdjęcia, które mówią więcej niż tysiąc słów

Niepowtarzalne i wyjątkowe – tak możemy powiedzieć o zdjęciach przedstawiających dzieci z różnych zakątków świata. Widzimy na nich twarze, emocje i międzykulturowe spojrzenie na dzieciństwo. Fotograf, w poszukiwaniu niezapomnianych twarzy, odwiedził kraje od Rosji, Norwegii i Indii po Papuę-Nową Gwineę, Etiopię, Malezję, Vanuatu.

Mogłoby się wydawać, że niezależnie od pochodzenia i miejsca zamieszkania dzieciństwo wygląda podobnie. Jednak wystarczy spojrzeć na zdjęcia, by przekonać się, że nie jest to do końca prawdą. Dzieciństwo i jego przebieg w znaczniej mierze uzależnione są od miejsca zamieszkania. Niestety, w wielu częściach świata dzieci żyją w ubóstwie, zmagają się z problemami zdrowotnymi. Część z nich nie ma możliwości kształcenia, zmuszana jest do pracy czy wczesnego zawierania małżeństwa. Ponadto niektóre doświadczają przemocy, mimo iż wiele krajów dotkniętych kryzysem zadecydowało, że dobrobyt dzieci i zapewnienie im lepszej przyszłości jest dla nich priorytetem.

Zgodnie z corocznym raportem „Global Childhood Report 2019” obecna sytuacja 280 milionów dzieci jest lepsza w porównaniu do tej jaka miała miejsce w 2000 r. Liczba cierpiących dzieci zmniejszyła się z szacunkowych 970 do 690 milionów dzięki działaniom mającym na celu poprawę jakości życia dzieci, jakich podjęło się wiele krajów.

NEPAL

MALEZJA

 

 

 

INDIE

 

 

BANGLADESZ

 

KAMBODŻA 

 

REPUBLIKA VANUATU

 

NORWEGIA

 

SUDAN POŁUDNIOWY

 

 

PAPUA-NOWA GWINEA

 

ROSJA (JAMAŁ)

 

 

Źródło: Boredpanda

Zobacz też: Magazyn „Time” po raz pierwszy przyznał tytuł Dziecka Roku. Kim jest nagrodzona 15-latka?

Prezydentka, inspektorka, naczelniczka – Warszawa wprowadza żeńskie formy nazw stanowisk

Warszawa wprowadza żeńskie formy nazw stanowisk
Fot. 123rf

Od 1 stycznia 2021 w stołecznym urzędzie miasta można posługiwać się żeńskimi formami stanowisk. Prezydentki, inspektorki czy naczelniczki mogą podpisywać się tak m.in. w komunikacji zewnętrznej i wewnętrznej, na stronach internetowych czy wizytówkach.

Od nowego roku każda z pań pracujących w warszawskim urzędzie może – choć nie musi – używać żeńskiej formy swojego stanowiska. Czy zatem należy spodziewać się zalewu burmistrzyń i dyrektorek?

Żeńskie formy nazw stanowisk w Urzędzie

Jak czytamy w komunikacie na stronie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy:

Od 1 stycznia 2021 r., Panie prezydentki, inspektorki, naczelniczki, burmistrzynie czy dyrektorki, będą mogły posługiwać się żeńskimi formami nazw stanowisk w komunikacji zewnętrznej i wewnętrznej, w tym na stronach internetowych i komunikatach prasowych, w stopkach wysyłanych e-maili, nagłówkach pism urzędowych, wizytówkach czy tabliczkach przydrzwiowych.

Jednakże zmiana ta jest niekompletna. W dokumentach o charakterze formalnym, takich jak decyzje administracyjne i inne dokumenty, których forma została określona przepisami prawa, będzie musiała być stosowana nadal forma męska.

Wynika to z tego, że nazwy stanowisk pracowników administracji samorządowej określone zostały Rozporządzeniem Rady Ministrów z 15 maja 2018 r. i nie można tego zmieniać zarządzeniem prezydenta (lub prezydentki) miasta.

Zobacz też: Alternatywka, czyli parę słów o języku młodych

Feminatywy – lewacka fanaberia czy powrót do przeszłości?

Feminatywy to rzeczowniki rodzaju żeńskiego, utworzone od rzeczowników męskich. W języku polskim słowami takimi są np. nazwy zawodów: nauczyciel-nauczycielka, dyrektor-dyrektorka czy psycholog-psycholożka. Co na to eksperci od języka? Są zgodni – obie formy są poprawne. Kontrowersje z nimi związane mają więc związek z przyzwyczajeniem i konkretnymi preferencjami Polek i Polaków.

Językoznawcy zwracają uwagę, że mamy do czynienia nie tyle z wprowadzaniem, ile z powrotem żeńskich końcówek do łask. Były one popularne na początku XX wieku, a ujednolicenie form nastąpiło na dobre w okresie PRL, gdy propagowano powszechne stosowanie męskich form na mocy tzw. równości socjalistycznej.

Język kształtuje naszą rzeczywistość

Zakończę prostym przykładem dającym wiele do myślenia – to zagadka, którą przytacza na swoim blogu Mum and the city:

Ojciec z synem miał wypadek. Ojciec zginął na miejscu, syn trafił do szpitala w ciężkim stanie. Na jego widok chirurg – dyżurujący w ten dzień w szpitalu – powiedział: „Nie mogę operować tego chłopca. To mój syn”. Kim jest chirurg?

Jeżeli w tym momencie zastanawiasz się jak to możliwe, że chłopiec miał dwóch ojców – jesteś w znakomitej większości. Słysząc „chirurg”, widzisz mężczyznę ze skalpelem i nie przychodzi Tobie do głowy, że może to być… kobieta – matka chłopca.

A gdyby tak zamiast chirurg napisać chirurżka? Język polski się odmienia, o czym niektórzy zapominają, albo nie chcą pamiętać – pisaliśmy o tym m.in. TUTAJ.

 


Źródła: Urząd Miasta St. WarszawyAkademia LwicMetro WarszawaMum and the city

Zobacz też: Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Podanie komórek MSC pacjentom z COVID-19 zmniejsza ryzyko zgonu

komórki MSC a COVID-19

Randomizowane badanie kliniczne, przeprowadzone pod nadzorem FDA, wykazało, że dożylne podanie komórek mezenchymalnych (mesenchymal stem cells, MSC) pochodzących ze sznura pępowinowego zmniejsza ryzyko śmierci i przyspiesza powrót do zdrowia pacjentów z zespołem ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) w COVID-19. Ponadto badanie wykazało, że podanie komórek MSC jest bezpieczne.

Celem badania przeprowadzonego przez zespół naukowców z University of Miami Miller School of Medicine w Miami na Florydzie była ocena bezpieczeństwa i skuteczności dożylnego podania komórek mezenchymalnych wyizolowanych ze sznura pępowinowego (UC-MSC) pacjentom z zespołem ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) w COVID-19. Badacze zdecydowali się podać pacjentom komórki MSC z pępowiny, ponieważ wiele wcześniejszych badań wykazało ich działanie immunomodulujące w różnych chorobach.

Dwudziestu czterech pacjentów hospitalizowanych z powodu COVID-19 przydzielono losowo w stosunku 1:1 do leczenia z zastosowaniem UC-MSC (n = 12) lub do grupy kontrolnej (n = 12). Każdy z nich otrzymał w dniu 0. oraz w dniu 3. komórki UC-MSC lub placebo. Badanie było podwójnie zaślepione, co oznacza, że ani pacjent, ani personel medyczny (odpowiedzialny za podanie produktu i lekarz oceniający) nie byli świadomi, do której grupy został przydzielony dany pacjent. Ponadto obie grupy otrzymywały standardowe postępowanie wspomagające (w tym remdesvir, osocze ozdrowieńców czy tocilizumab). W każdej grupie 3/4 pacjentów stanowili chorzy w stanie umiarkowanym do ciężkiego.

Spośród pacjentów otrzymujących leczenie standardowe plus placebo przeżyło zaledwie 42%, natomiast w grupie, w której leczenie standardowe uzupełniono komórkami UC-MSC, przeżyło aż 91% pacjentów. Współczynnik hazardu wyniósł 8,76, co oznacza, że pacjenci, którzy nie otrzymali komórek, byli prawie dziewięciokrotnie bardziej zagrożeni zgonem niż ci, którzy otrzymali komórki. Ponadto czas powrotu do zdrowia był krótszy w grupie leczonej. Ponad połowa pacjentów leczonych wlewami UC-MSC wyzdrowiała i w ciągu dwóch tygodni wyszła ze szpitala do domu. Ponad 80% osób grupy leczonej MSC wyzdrowiało przed 30. dniem choroby w porównaniu z mniej niż 37% pacjentów z grupy kontrolnej. Przyczyną obserwowanych różnic był istotnie niższy poziom 9 z 10 badanych cytokin prozapalnych, przy jednoczesnym braku różnic w ilości wirusa w osoczu pomiędzy grupami zarówno w dniu 0., jak i w dniu 6.

Zobacz też: Przemoc w rodzinie vs. pandemia koronawirusa – niepokojące dane!

Perspektywa MSC w COVID-19 i dalsza praktyka

Zespół ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) w COVID-19 wiąże się ze śmiertelnością
na poziomie 52,4%. W związku z tym zapotrzebowanie na nowatorskie terapie, które mogą
osłabić nadmierną odpowiedź zapalną związaną m.in. z „burzą cytokinową” jest ogromne. Przede wszystkim dlatego, że zjawisko to jest potencjalnie śmiertelną reakcją immunologiczną związaną
z dodatnim sprzężeniem zwrotnym pomiędzy cytokinami a komórkami odpornościowymi krążącymi we krwi. Dotychczas wiadomo, że komórki mezenchymalne wywierają działanie immunomodulujące i przeciwzapalne i mogą przynosić korzystne efekty w przypadku ARDS w COVID-19, właśnie ze względu na niedopuszczenie do pojawienia się „burzy cytokinowej”. Na początku pandemii pojawiły się pierwsze wyniki badań, które pokazały komórki mezenchymalne MSC, jako bardzo obiecującą strategię leczenia COVID. Zainteresowało to wielu badaczy, także w Polsce, którzy podjęli pierwsze próby podawania MSC z pępowin w leczeniu.

„Leki będące de facto frakcjami różnych komórek MSC wytwarzamy od kilku lat. To produkt leczniczy terapii zaawansowanej (ATMP), który może być stosowany w terapiach eksperymentalnych i badaniach klinicznych” – mówi lek. Tomasz Baran, Wiceprezes Polskiego Banku Komórek Macierzystych – „W Polsce leki wykorzystujące MSC mają grono zwolenników i przeciwników. Krytycznie wypowiada się na ich temat Komitet Biotechnologii PAN, co odstrasza niektórych klinicystów od stosowania tych komórek w leczeniu eksperymentalnym lub badaniach klinicznych. Projekty kliniczne w leczeniu COVID z wykorzystaniem leków wyprodukowanych przez naszą grupę kapitałową zostały rozpoczęte w Portugalii i Szwecji. W Polsce wytworzyliśmy je tylko dla kilku pacjentów w bardzo ciężkim lub terminalnym stanie. Teraz widzimy, że podając leki z komórek MSC na szerszą skalę można było uratować życie wielu pacjentów. Wyniki tego badania bardzo nas cieszą i dają nam impuls do kontynuowania projektów”.

Pod nadzorem FDA toczy się obecnie 61 innych badań oceniających skuteczność leków z komórek MSC w leczeniu COVID. To jedna z najbardziej obiecujących metod, czego wyrazem jest przeprowadzona kilka tygodni temu transakcja koncernu Novartis o wartości 50 milionów dolarów na terapię komórkową firmy Mesoblast w leczeniu COVID-19. Umowa zabezpiecza prawa do opracowania i komercjalizacji opartego na komórkach MSC produktu remestemcel-L do leczenia zespołu ostrej niewydolności oddechowej (ARDS), w tym zespołu związanego z COVID-19, którego terapia jest obecnie na późnym etapie badań.

Źródło: https://stemcellsjournals.onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/sctm.20-0472

Zobacz też: Stres pandemii vs. niepłodność

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Stop kobietobójstwu
Fot. – materiały Centrum Praw Kobiet

Co 40 sekund jedna kobieta doświadcza przemocy; co szósta kobieta potrzebowała hospitalizacji z powodu przemocy; rocznie 400-500 kobiet ginie w Polsce w wyniku przemocy domowej – przerażające dane? A to tylko niektóre ze statystyk. Centrum Praw Kobiet mówi „Stop kobietobójstwu!”. Dołącz się do akcji.

Historie kobiet

Joanna K. lat 40, zadźgana nożem przez męża.

Justyna M. lat 29, uduszona przez męża.

Wioletta S. lat 43, mąż oblał ją benzyną i podpalił.

Te i inne wstrząsające historie zamordowanych kobiet znajdziesz na stronie akcji Stop kobietobójstwu.

To tylko promil przypadków, które miały miejsce w Polsce w zeszłym roku. Zgodnie z szacunkowymi badaniami Centrum Praw Kobiet, wskutek przemocy domowej w Polsce ginie nawet 400-500 kobiet rocznie. Są zabijane, tracą życie w wyniku pobicia, popełniają samobójstwa. Giną nie tylko partnerki sprawców, ale również dzieci i bliscy zamordowanych kobiet. Dokładna skala zjawiska nie jest znana, ponieważ brakuje rzetelnych badań na ten temat.

Zobacz też: Przemoc nasza domowa – jak ją rozpoznać?

Stop kobietobójstwu

Celem inicjatywy prowadzonej przez Centrum Praw Kobiet jest zwrócenie uwagi polskich władz na problem przemocy wobec kobiet oraz nagłośnienie tematu kobietobójstwa. Jak wiadomo, przemoc wobec kobiet stała się w czasie pandemii jeszcze większym problemem niż dotychczas, ponieważ zarówno ofiary, jak i sprawcy przemocy domowej są zmuszeni do zostawania ze sobą w domu przez większą ilość czasu. Wzrosła również liczba maltretowanych dzieci – pisaliśmy o tym TUTAJ.

Kampania skupia uwagę na odpowiedzialności państwa, które nie tworzy rozwiązań prawnych i instytucjonalnych skutecznie chroniących kobiety.

W ramach akcji Centrum przygotowało petycję do polskich władz oraz specjalną zbiórkę na uruchomienie nowego projektu Obserwatorium ds. Kobietobójstwa. Ma ono pomóc w diagnozie skali zjawiska w kraju oraz zapewnić wsparcie rodzinom zamordowanych kobiet w dochodzeniu sprawiedliwości.

Wśród postulowanych rozwiązań jest m.in. sfinansowanie ze środków publicznych powołania wspomnianeno Obserwatorium ds. Kobietobójstwa i opracowanie krajowego programu przeciwdziałania przemocy wobec kobiet oraz jej najbardziej drastycznym formom jak kobietobójstwo.

Mocny spot

Jednym z elementów kampanii jest drastyczny spot wyreżyserowany przez Monikę Strzępkę. W niespełna czterominutowym filmie udział wzięli m.in. Wiktoria Gorodeckaja, Andrzej Chyra, Krzysztof Dracz, Paweł Tomaszewski czy Marcin Czarnik. Za muzykę odpowiada kompozytor Andrzej Smolik.

Spot pokazuje jak przez niewydolny system prawny w Polsce, a kobiety chcące zgłosić przemoc, same czują się winne. Bywają napiętnowane nie tylko przez środowisko – rodzinę, znajomych, duchownych, ale także przez prawo, które nie zawsze staje po ich stronie.

UWAGA

Materiał zawiera drastyczne sceny przemocy domowej, której doświadczają kobiety.


Źródło: Centrum Praw Kobiet

Zobacz też: Weronika Rosati założyła fundację „Siła kobiety”. Będzie wspierać ofiary przemocy

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.