Przejdź do treści

Zaśnij wreszcie! – co wiemy na temat snu najmłodszych?

Składając młodym rodzicom gratulacje z powodu narodzin dziecka życzymy często jak najwięcej snu. Niektóre dzieci przesypiają cały okres noworodkowy, o innych rodzice mówią, że zupełnie nie śpią. Dlatego też znalezienie sposobu na to, żeby dziecko zaczęło spać regularnie i jak najdłużej jest jednym z najważniejszych zadań tego okresu.

Jednak to, jak niemowlę śpi tylko w części jest zależne zarówno od środowiska i w związku z tym podlega wpływowi regulacji, po które sięgają rodzice. Wiele badań pokazuje, że w co najmniej równym stopniu jakość i długość snu są uwarunkowana biologicznie. Dlatego też pytanie o sen dziecka jest w gruncie rzeczy jest jednym z wielu z serii natura versus wychowanie.

Sen dziecka jest ważny dla rodziców. Jedynie względnie wypoczęci są w stanie zajmować się dziećmi oraz wykonywać inne obowiązki. Ale jest też ważny dla samych dzieci, dla ich prawidłowego rozwoju kognitywnego i emocjonalnego.

Co więc  – w dużym skrócie – wiemy na temat snu najmłodszych?
1. Kombinacja natury i wychowania

Nie ma jednego przepisu na to, jak pomóc dziecku w wyrobieniu dobrych nawyków związanych ze snem. Dzieci rodzą się z określonymi predyspozycjami, badania pokazują że nawet w połowie sen dzieci zależny jest od czynników biologicznych [1]. Dlatego też jeśli dziecko dobrze śpi, to niekoniecznie dlatego, że rodzice znaleźli skuteczny sposób. Z drugiej strony jeśli niemowlę nie śpi nie musi oznaczać to, że jego rodzice popełnili jakiś błąd. Bardzo pomocna jest uważność na zachowania dziecka. Wówczas łatwiej dostosować się do naturalnych potrzeb niemowlęcia, zamiast próbować je zmienić.

Sporo badań poświęcono również temu obszarowi snu niemowląt, który jest związany z wpływami środowiska. Okazuje się, że jednym z najważniejszych czynników wspierających lub zaburzających sen niemowląt są przekonania rodziców. Jeśli rodzice są przekonani, że ich dziecko samo sobie nie poradzi, że wybudzanie się jest przejawem stresu i że dziecko potrzebuje bliskości opiekuna podczas zasypia, będą zgodnie z tym postępowali. Badania przeprowadzone w Izraelu pokazały, że jeśli rodzice są przekonani, że ich dziecko samo sobie poradzi w zasypianiu, szanse na to wzrastają. Rodzice biorący udział w tym badaniu byli wrażliwi na potrzeby dzieci i starali się na nie odpowiadać najlepiej jak potrafili, różnili się jednak przekonaniami. Niektóre z matek były przekonane, że ich niespokojne po wybudzeniu dzieci potrzebowały ich pomocy. Zanim dziecko mogło samo się wyciszyć i tym samym nauczyć tak sposobu zasypiania, jak i zaufania do siebie, było pocieszane przez dorosłego.

2. Naturalne zmiany w śnie dziecka

Obserwacja niemowląt ma nieocenioną wagę. Jednak pomimo nieocenionych korzyści, jakie przynosi, jest jednocześnie bardzo trudna do przeprowadzenia, ponieważ często jest działaniem wbrew instynktowi rodziców. Zamiast działać, trzeba poczekać i wytrzymać ewentualne trudne emocje dziecka.

Fascynujące badania pokazujące, w jaki sposób sen zmienia się na przestrzeni pierwszych kilkunastu tygodni życia dziecka przeprowadzono w Wielkiej Brytanii[2]. Noworodki przez pierwsze dni lub tygodnie zwykle śpią bardzo dużo, łatwo też zasypiają. Z czasem jednak zaczynają odbierać coraz więcej bodźców ze świata zewnętrznego, co znajduje odzwierciedlenie w jakości i długości snu. Dzieci wieku 5 tygodni i potem 3 miesięcy były obserwowane i nagrywane podczas nocnego snu. Okazało się, ze wszystkie niemowlęta budziły się w nocy, ale jedna czwarta nie potrzebowała żadnej pomocy ze strony opiekunów w ponownym zaśnięciu. Inne badania wykazały, że w wieku 3 miesięcy aż połowa niemowląt samodzielnie ponownie usypia. Co również ważne, to większość niemowląt podczas nocnego wybudzenia nie płakała. Również te niemowlęta, które potrzebowały nieco więcej czasu, żeby zasnąć, płakały przez około minutę. I wreszcie bardzo ważna obserwacja płynącą z badań – aż 68% 3-miesięcznych niemowląt potrafi spać nieprzerwanie przez nawet 5 godzin.

Oczywiście, wszystkie te dane nadal pozostawiają spore pole dla wsparcia ze strony rodziców. Jednak nie każde dziecko potrafi samo się uspokoić i zasnąć ponownie, ale ważne wydaje się to, że nie tylko jest to możliwe, ale statystycznie bardzo prawdopodobne.

3. Zdolność do zasypiania

Zarówno codzienne obserwacje rodziców, jak i kolejne badania przeprowadzane w wielu krajach pokazują, że jeśli dzieci potrafią same zasypiać, potrafią również same uspokoić się w nocy. Być może wiąże się z niższym poziomem lęku i stresu oraz większym zaufaniem do siebie, nawet w przypadku najmłodszych niemowląt.

Sposób zajmowania się zwłaszcza niemowlętami wywołuje wiele kontrowersji. Naturalną potrzebą rodziców jest chronić dzieci i zapewniać im komfort, pomóc zasnąć. Empatyczny, wrażliwy i otwarty na dziecko rodzic cierpi słysząc płacz dziecka. Widząc jego niepokój, chce mu ulżyć. Dlatego też naturalną reakcją na każdy dyskomfort maleńkiego człowieka jest chęć noszenie, bujanie, przytulanie, podanie dziecku piersi. Natychmiast. Dlatego też tak trudno dać sobie i dziecku czas na to, żeby zrozumieć, skąd biorą się jego emocje i co oznaczają. Łatwo też wówczas przeoczyć ważne sygnały komunikowane przez niemowlę. A przecież od pierwszego dnia życia jest ono pełną osobą, wrażliwą i wymagającą dostrojenia, ale z ogromnymi zasobami, którym warto się przyglądać. Być może dzięki temu również rodzicowi uda się trochę odpocząć i zasnąć spokojniejszym snem.

[1] http://pediatrics.aappublications.org/content/early/2013/05/22/peds.2012-2284

[2] http://journals.lww.com/jrnldbp/Fulltext/2015/06000/Video_Evidence_That_London_Infants_Can_Resettle.3.aspx

ZOBACZ TEŻ:

Znamy zwycięzców konkursu SEN DZIECKA – zobacz fotki, które cię zainspirują!

Jak powinno spać dziecko? „Ja i mama N. bardzo chcemy doszukać się reguł, jakimi kieruje się N.”

Brak snu powoduje, że twój mózg zjada sam siebie!

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Przemoc w rodzinie vs. pandemia koronawirusa – niepokojące dane!

Przemoc vs pandemia
fot. 123rf.com

Z tygodnia na tydzień liczba zachorowań na koronawirusa SARS-CoV-2 wzrasta. Konsekwencją pandemii jest nie tylko praca zdalna, zwiększony dystans społeczny, czy noszenie maseczek – niestety. Wzrosła także liczba maltretowanych dzieci, a przemoc w rodzinie nasiliła się, mimo iż opublikowane w czasopiśmie „Child Abouse and Neglect” badanie wykazało inaczej – w Nowym Yorku w początkowej fazie pandemii liczba zgłoszeń dotyczących maltretowania dzieci znacznie spadła.

Przemoc w rodzinie a pandemia koronawirusa

Aby ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa, patogenu wywołującego COVID-19, na całym świecie zastosowano kilka niefarmakologicznych środków – np. noszenie maseczek, zachowywanie dystansu społecznego, czy zamykanie szkół i przedszkoli.

Niestety, badania przeprowadzone podczas poprzednich pandemii wykazały, że wyzwania z nimi związane – utrata pracy, stres, trudności finansowe mogą znacznie zwiększyć ryzyko przemocy w rodzinie, w tym znęcanie się nad dziećmi.

Znęcanie się nad dziećmi – najnowsze badania

Naukowcy oszacowali miesięczną liczbę spraw dotyczących krzywdzenia dzieci, które napływają do komitetów ochrony dzieci w Nowym Jorku od stycznia 2015 r. do maja 2020 r. Co się okazało? Badacze zaobserwowali, że w Nowym Jorku w marcu, kwietniu i maju 2020 r. zgłoszono mniejszą, niż oczekiwano, liczbę przypadków maltretowania dzieci. Zauważono również zmniejszenie liczby dochodzeń prowadzonych przez służby ochrony dzieci.

Liczba zgłoszeń dotyczących krzywdzenia dzieci spadła o 29 proc. w marcu i aż o 50 proc. w kwietniu i maju 2020 r. Zdaniem naukowców niedostateczne zgłaszanie przypadków krzywdzenia dzieci spowodowane jest w głównej mierze ograniczeniami związanymi z pandemią –  zamykaniem szkół czy przedszkoli.

Zobacz też: Stres pandemii vs. niepłodność

Znaczenie badania

Ograniczenia związane z pandemią COVID-19 spowodowały, że liczba spotkań nauczycieli i pediatrów z dziećmi w Nowym Jorku została znacznie zmniejszona. Tym samym nauczyciele nie są wstanie dostrzec niepokojących objawów, symptomów świadczących o tym, że dziecko jest ofiarą przemocy domowej.

Jednak w wielu portalach internetowych, które otrzymują zgłoszenia bezpośrednio od ofiar –  w tym przypadku dzieci – liczba zgłoszeń wzrosła o 31 proc. Podobnie wiele szpitali zaobserwowało gwałtowny wzrost liczby przyjmowanych dzieci z powodu poważnych obrażeń spowodowanych przemocą w rodzinie. Reasumując, zaobserwowana zmniejszona liczba zgłoszeń krzywdzenia dzieci wynika z zaniżania liczby raportów, a nie z faktycznego zmniejszenia liczby przypadków wykorzystywania najmłodszych.

Przemoc jak wirus – kampania polskiej fundacji Dajemy Dzieciom Siłę

Konsekwencją pandemii jest nie tylko rosnący wzrost zakażeń, ale także zwiększone krzywdzenie i wykorzystywanie seksualne dzieci – także i w Polsce. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę prowadzi kampanię społeczną „Pandemia przemocy”, której głównym celem jest zwrócenie uwagi społeczeństwa na problem przemocy wobec dzieci i zachęcenie do reagowania oraz pomocy w sytuacjach ich krzywdzenia.

„Najnowsze badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wskazują, że w czasie pandemii (od połowy marca do końca czerwca br.) 27% dzieci i młodzieży doświadczyło co najmniej jednej z 12 badanych form krzywdzenia. Co dziesiąte dziecko (11%) doświadczyło przemocy ze strony bliskiej osoby dorosłej. Tyle samo doświadczyło wykorzystywania seksualnego (10%). Co ważne, 1 dziecko na 11 przyznało, że nie ma nikogo, kto mógłby zaoferować mu wsparcie w trudnej sytuacji.” – czytamy na stronie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Nie przechodźmy wobec krzywdy bezbronnych dzieci obojętnie – zakrywajmy usta, ale nie milczmy! Myjmy ręce, ale nie umywajmy ich od odpowiedzialności!

Źródło: News MedicalFundacja Dajemy Dzieciom Siłę

Zobacz też: Rozwód a koronawirus – czy czeka nas fala koronawirusowych rozwodów?

Powiedz STOP kobietobójstwu! Mocna kampania społeczna Centrum Praw Kobiet

Stop kobietobójstwu
Fot. – materiały Centrum Praw Kobiet

Co 40 sekund jedna kobieta doświadcza przemocy; co szósta kobieta potrzebowała hospitalizacji z powodu przemocy; rocznie 400-500 kobiet ginie w Polsce w wyniku przemocy domowej – przerażające dane? A to tylko niektóre ze statystyk. Centrum Praw Kobiet mówi „Stop kobietobójstwu!”. Dołącz się do akcji.

Historie kobiet

Joanna K. lat 40, zadźgana nożem przez męża.

Justyna M. lat 29, uduszona przez męża.

Wioletta S. lat 43, mąż oblał ją benzyną i podpalił.

Te i inne wstrząsające historie zamordowanych kobiet znajdziesz na stronie akcji Stop kobietobójstwu.

To tylko promil przypadków, które miały miejsce w Polsce w zeszłym roku. Zgodnie z szacunkowymi badaniami Centrum Praw Kobiet, wskutek przemocy domowej w Polsce ginie nawet 400-500 kobiet rocznie. Są zabijane, tracą życie w wyniku pobicia, popełniają samobójstwa. Giną nie tylko partnerki sprawców, ale również dzieci i bliscy zamordowanych kobiet. Dokładna skala zjawiska nie jest znana, ponieważ brakuje rzetelnych badań na ten temat.

Zobacz też: Przemoc nasza domowa – jak ją rozpoznać?

Stop kobietobójstwu

Celem inicjatywy prowadzonej przez Centrum Praw Kobiet jest zwrócenie uwagi polskich władz na problem przemocy wobec kobiet oraz nagłośnienie tematu kobietobójstwa. Jak wiadomo, przemoc wobec kobiet stała się w czasie pandemii jeszcze większym problemem niż dotychczas, ponieważ zarówno ofiary, jak i sprawcy przemocy domowej są zmuszeni do zostawania ze sobą w domu przez większą ilość czasu. Wzrosła również liczba maltretowanych dzieci – pisaliśmy o tym TUTAJ.

Kampania skupia uwagę na odpowiedzialności państwa, które nie tworzy rozwiązań prawnych i instytucjonalnych skutecznie chroniących kobiety.

W ramach akcji Centrum przygotowało petycję do polskich władz oraz specjalną zbiórkę na uruchomienie nowego projektu Obserwatorium ds. Kobietobójstwa. Ma ono pomóc w diagnozie skali zjawiska w kraju oraz zapewnić wsparcie rodzinom zamordowanych kobiet w dochodzeniu sprawiedliwości.

Wśród postulowanych rozwiązań jest m.in. sfinansowanie ze środków publicznych powołania wspomnianeno Obserwatorium ds. Kobietobójstwa i opracowanie krajowego programu przeciwdziałania przemocy wobec kobiet oraz jej najbardziej drastycznym formom jak kobietobójstwo.

Mocny spot

Jednym z elementów kampanii jest drastyczny spot wyreżyserowany przez Monikę Strzępkę. W niespełna czterominutowym filmie udział wzięli m.in. Wiktoria Gorodeckaja, Andrzej Chyra, Krzysztof Dracz, Paweł Tomaszewski czy Marcin Czarnik. Za muzykę odpowiada kompozytor Andrzej Smolik.

Spot pokazuje jak przez niewydolny system prawny w Polsce, a kobiety chcące zgłosić przemoc, same czują się winne. Bywają napiętnowane nie tylko przez środowisko – rodzinę, znajomych, duchownych, ale także przez prawo, które nie zawsze staje po ich stronie.

UWAGA

Materiał zawiera drastyczne sceny przemocy domowej, której doświadczają kobiety.


Źródło: Centrum Praw Kobiet

Zobacz też: Weronika Rosati założyła fundację „Siła kobiety”. Będzie wspierać ofiary przemocy

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Poznaj niekwestionowaną królową Instagrama – ma… 92 lata!

Baddie Winkle
Fot.Screen Instagram Baddie Winkle

92- letnia Helen Ruth van Winkle zawładnęła Instagramem, a jej stylizacje zapierają dech w piersi. To prawdziwa kobieta rakieta, która udowadnia, że wiek nie ma znaczenia i nie niesie za sobą żadnych ograniczeń!

Królowa Instagrama

Helen Ruth Elam Van Winkleczyli Baddie Winkle, przyszła na świat w Stanach Zjednoczonych w 1928 roku. Jak nie trudno policzyć w tym roku skończyła 92 lata! W mediach społecznościowych pojawiła się 6 lat temu, a w tej chwili jej konto na Instagramie obserwuje prawie 4 miniony osób! Uwaga – jej fankami są między innymi Rihanna i Miley Cyrus!

Zobacz też: Hashtag #BABCING – czyli jak być babcią w XXI wieku!

Van Winkle prowadziła całkiem normalne życie w Waco w stanie Kentucky. Mieszkała na małej, sześciohektarowej farmie, a największą radość sprawiała jej opieka nad prawnukami. Jej życie odmieniło się niemalże z dnia na dzień, a wszystko z sprawą prawnuczki, która zdjęcie prababci w jeansowych szortach, kolorowym podkoszulku i skarpetkach w liście marihuany umieściła na Instagramie. Polubienia i komentarze pod zdjęciem przybywały lawinowo, co zachęciło babcię do założenia profilu Baddie.

Wraz z upływem miesięcy najbardziej szalona prababcia Instagrama stała się twarzą wielu marek i została prawdziwą celebrytką. Na tym jednak nie koniec! Ta stylowa babcia ma własną kolekcję kosmetyków w drogerii Sephora.

Ludzie ją kochają

Zaskakująco odważne stylizacje, prowokujące napisy na koszulkach i kostiumach kąpielowych, wysokie platformy – przebojowa babcia prowadzi bardziej szalone życie niż niejedna nastolatka! Jest fanką kolorowych i niesztampowych strojów, dzięki którym szturmem podbiła media społecznościowe. Oczywiście, nie wszystkim kreacje te przypadają do gustu, jednak każdy uwielbia jej poczucie humoru, przebojowość i nieschodzący z twarzy uśmiech. Ludzie kochają jej „złe zachowanie” i odważne podejście do życia. Takiej prababci można pozazdrościć!


 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez BADDIE (@baddiewinkle)

Źródła: gucmakale.com / Instagram BaddieWinkle

Zobacz też: Taka miłość zdarza się raz na 60 lat! Zobacz niezwykłą sesję ślubną staruszkówinsta

Małżeństwo szkodzi – tylko komu? Badania udowodniły, że…

Małżeństwo szkodzi
Fot. 123rf

Jeżeli miłość to śmiertelna choroba, małżeństwo to gwóźdź do trumny. Naukowcy z Padwy udowodnili, że małżeństwo szkodzi, ale tylko jednemu z małżonków. Czy zatem opłaca się być wiecznym kawalerem albo szczęśliwą singielką? Nie – najlepsze dla zdrowia to zostać (bogatą) wdową! 

Małżeństwo od dawna jest uważane za korzystny układ dla obu stron. Jednak najnowsze doniesienia z Włoch zadają temu kłam. Badania sugerują, że wdowy są mniej zestresowane od ich koleżanek, których mężowie nadal żyją. Jak to możliwe?

Te wyniki stoją w sprzeczności z dotychczasowym przekonaniem, że małżeństwo ma ochronny wpływ na zdrowie, obniża ryzyko zawału serca, depresji oraz zwiększa szansę na przetrwanie raka. Wierzymy, że małżeństwo jest najlepszą odpowiedzią na nasze najbardziej podstawowe potrzeby, jednak nie zawsze tak jest – pisaliśmy o tym TUTAJ.

Małżeństwo korzystne dla męża

Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie w Padwie dowodzi, że mężczyźni cierpią bardziej po śmierci swoich współmałżonek. Badaczka dr Caterina Trevisan tłumaczy to tym, że obecność żony w domu przynosi mężczyźnie konkretne profity w postaci „zaopiekowania”. Z kolei dla kobiety rola piastunki bywa obciążająca i frustrująca, przez co po odejściu współmałżonka jej stan zdrowia i samopoczucie poprawia się.

Ponieważ kobiety zazwyczaj żyją dłużej od mężczyzn, zamężne kobiety w późniejszych latach swojego życia mogą cierpieć z powodu obciążenia opieką nad chorym partnerem – mówi dr Trevisan w rozmowie z The Telegraph.

Zobacz też: Taka miłość zdarza się raz na 60 lat! Zobacz niezwykłą sesję ślubną staruszków

Badanie wykazało również, że singielki doświadczają mniej niepokoju od kawalerów, cechuje je wyższa satysfakcja z pracy, większa aktywność zawodowa oraz mniejsze ryzyko izolacji społecznej. Kobiety zazwyczaj utrzymują bogatsze życie towarzyskie, przez co mają silniejsze relacje z rodziną i przyjaciółmi.

Niepokojące wnioski z badań

Badania trwały ponad 4 lata, objęły 733 mężczyzn i 1154 kobiety. Główny wniosek? Wdowy są ok. 23% mniej narażone na chorobę od zamężnych kobiet. Z kolei kawalerowie i wdowcy od dwóch do czterech razy częściej podupadają na zdrowiu od ich żonatych kolegów.

Jaką można z tego wysnuć praktyczną radę? Jesteś mężczyzną – żeń się pókiś piękny i zdrowy. Kobieto – nie zawracaj sobie głowy małżeństwem! Kochaj i rób co chcesz. 😉

Źródło: The Telegraph

Zobacz też: Współczesna rodzina na nowo zdefiniowana

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.