Przejdź do treści

„Zdalnie w domu” – pierwszy polski projekt edu-kwaratannowy dla dzieci, rodziców i firm

zdalnie w domu
fot. 123rf.com

Zamknięte przedszkole i rodzic sam z dzieckiem w domu. Szkoła zadaje niekończące się prace domowe. Dzieci zostają z wątpliwościami. Pytają rodzica, lecz ten, mimo najlepszych chęci, nie potrafi wszystkiego wytłumaczyć. On też ma zdalną pracę i zawodowe obowiązki. Jak w obecnej sytuacji pogodzić życie rodzinne z zawodowym?

Agencja Vi jako pierwsza firma w Polsce stworzyła projekt ZDALNIE W DOMU, który ma na celu wsparcie rodziców w zdalnych animacjach dla maluchów oraz dzieci (klasy 0-III), zdalnym odrabianiu lekcji przez dzieci (klasy IV-VIII) i organizacji spotkań z ciekawymi osobami. To absolutna nowość na rynku skierowana zarówno do firm, maluchów, rodziców, ale też do nauczycieli i animatorów.

Jak działają animacje dla maluchów i dzieci w klasach 0-III?

Animatorzy w godzinach pracy rodziców organizują dla dzieci aktywności przez Internet. Dla maluchów są to głównie zajęcia ruchowe. Na zajęcia dzieci w klasach 0-III rodzice dostają wcześniej listę rzeczy potrzebnych do zajęć, które mają w domu i nie muszą kupować (np. rolka papieru toaletowego, kredki, itp.).

Jak działa odrabianie lekcji dla dzieci w klasach IV-VIII?

Nauczyciele i korepetytorzy są do dyspozycji dzieci online każdego dnia w konkretnym przedziale czasowym, na przykład pomiędzy 14.00 a 18.00. Dzieci wchodzą do wirtualnych pokojów przedmiotowych, gdzie są zapraszane na indywidualne rozmowy z osobą z konkretnego przedmiotu. Wpisują swoje pytania na prywatnym chacie i mogą otrzymać odpowiedź pisemnie lub poprzez videoczat.

Kto to był suzeren? Co to są czasowniki nieregularne w angielskim? Napisz charakterystykę Ani z Zielonego Wzgórza. Ile jest wierzchołków w graniastosłupie, który ma 17 ścian? Jak działa mózg? – to zaledwie kilka pytań, z jakimi dzieci zwróciły się do nas pierwszego dnia działania projektu. Dzieci, które odrobiły już lekcje i chcą porozmawiać, mogą wziąć udział w spotkaniach z ciekawymi osobami.

Zobacz też: Zdalne nauczanie w Polsce w czasie pandemii koronawirusa

Dla kogo projekt edu-kwarantannowy?

Dla dzieci w klasach 0-III, które potrzebują animacji oraz dla dzieci w klasach IV-VIII, które potrzebują pomocy w odrabianiu lekcji lub po prostu pogadać w towarzystwie. Dla rodziców, którzy pracują zdalnie i nie mogą takiej pomocy udzielić. Dla nauczycieli, korepetytorów i animatorów, którzy mogą wykorzystać swój potencjał i pomóc innym. Wreszcie, dla firm, które chcą pomóc swoim pracownikom w opiece nad dziećmi.

Czy ZDALNIE W DOMU już funkcjonuje?

Tak. Firmy widzą, co się dzieje i chcą błyskawicznie wesprzeć swoich pracowników. Jako pierwsze na wdrożenie projektu ZDALNIE W DOMU zdecydowały się firmy Robert Bosch sp. z o.o. i Nationale-Nederlanden. Dzięki temu pracownicy tych firm, którzy mają dzieci, mogą skupić się na swojej pracy, a ich dzieci w tym czasie bawią się na zajęciach animacji z dwustronną komunikacją. Wszystko odbywa się poprzez laptopa, kamerkę i mikrofon.

Dlaczego ruszył taki projekt?

Bo wierzymy, że warto. Zapracowany rodzic może poświęcić uwagę swojej pracy wiedząc, że dziecko nie będzie się nudzić. Firma zyskuje pracownika, który jest spokojniejszy i bardziej produktywny. Uczeń może uzyskać lepsze wyniki w nauce albo zadać pytanie podczas prywatnej rozmowy, którego nie chce zadać publicznie w grupie. Tak naprawdę zyskuje na tym każdy i dlatego mocno wierzymy w sukces projektu.

Dlaczego firmy decydują się na udział w tym projekcie?

Zaangażowanie się w tę akcję jest odpowiedzią na potrzeby naszych pracowników. W Nationale-Nederlanden mamy świadomość, że czas, gdy placówki oświatowe są zamknięte, jest szczególnie trudny dla tych osób, które muszą łączyć swoją pracę zawodową z opieką nad dziećmi. Dlatego chcemy być wsparciem dla naszych pracowników i zapewnić ich dzieciom dostęp do atrakcji, które urozmaicą im czas spędzany w domu. Planujemy konsekwentnie rozwijać ofertę skierowaną do rodziców – mówi Marta Pokutycka-Mądrala, rzecznik prasowy Nationale-Nederlanden.

Jak, w tak krótkim czasie, udało się stworzyć tak nowatorski projekt?

Projekt jest wynikiem współpracy pomiędzy Agencją Vi i Femmeritum – firmą zajmującą się wspieraniem pracujących rodziców. Agencja Vi jest przede wszystkim organizatorem, dlatego w ciągu 48 godzin była w stanie dostosować się do zmienionych przez kwarantannę potrzeb. Stworzyła całkowicie nowe produkty, a sztab roboczy czerpał doświadczenia z różnorodnych, wcześniejszych realizacji. Niezwykle istotne było doświadczenie programistyczne i technologiczne, które sprawnie umożliwiło stworzenie systemu do obsługi zapisów, dla organizacji zatrudniających kilkaset, a nawet kilkadziesiąt tysięcy pracowników.

Agencja Vi jest częścią Grupy Victoria Travel & Events od 18 lat organizującej wyjazdy integracyjne, eventy, pikniki rodzinne, wyjazdy incentive w Polsce i za granicą oraz wiele innych realizacji MICE. Działamy kreatywnie i nieszablonowo, mamy szerokie kompetencje, zaplecze technologiczne i programistyczne, dlatego jako pierwsi zaprojektowaliśmy i wdrożyliśmy edu-kwarantannowe rozwiązanie dla dzieci, dające realne wsparcie rodzicom oraz zatrudniającym rodziców firmom. – mówi Victoria Iwanowska, Prezes Agencji Vi

Animacje

Odrabianie lekcji i pokoje tematyczne

Agencja Vi zaangażowała się także w akcję społeczną, stworzyła aplikację webową: Zakupy dla sąsiadów! – pomagaj bezpiecznie z darmową aplikacją!

 

Zdalnie w domu

Każdy z nas może pomóc zatrzymać koronawirusa poprzez działanie na rzecz lokalnej społeczności i udzielanie pomocy sąsiedzkiej. Idąc do sklepu możemy zrobić zakupy dla sąsiadów, szczególnie osób najbardziej zagrożonych, powyżej 60 roku życia czy tych z przewlekłą chorobą lub osłabionym układem odpornościowym. Osoby te mogą potrzebować dostaw żywności lub po prostu szukać jakiegoś emocjonalnego wsparcia.

Aby to usprawnić, powstała darmowa aplikacja: ZakupyDlaSasiadow, która może w prosty sposób ułatwić komunikację między sąsiadami, zadbać o bezpieczeństwo społeczności (im mniej osób wychodzi z domu, tym mniej się zarazi), ułatwić pomoc sąsiedzką, zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa, pomóc osobom na kwarantannie bez spotykania się z nimi (płatności on-line – np. blik lub PayPal, zakupy ze sklepu / apteki pod drzwiami).

Więcej informacji: help@zakupydlasasiadow.pl 

Wspieranie się z ciężkich czasach jest szczególnie wartościowe. Zachęcamy do informowania o inicjatywach ZDALNIE W DOMU i ZakupyDlaSąsiadów, które poprawiają jakość życia.

Źródło: www.AgencjaVi.pl

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Poznaj niekwestionowaną królową Instagrama – ma… 92 lata!

Baddie Winkle
Fot.Screen Instagram Baddie Winkle

92- letnia Helen Ruth van Winkle zawładnęła Instagramem, a jej stylizacje zapierają dech w piersi. To prawdziwa kobieta rakieta, która udowadnia, że wiek nie ma znaczenia i nie niesie za sobą żadnych ograniczeń!

Królowa Instagrama

Helen Ruth Elam Van Winkleczyli Baddie Winkle, przyszła na świat w Stanach Zjednoczonych w 1928 roku. Jak nie trudno policzyć w tym roku skończyła 92 lata! W mediach społecznościowych pojawiła się 6 lat temu, a w tej chwili jej konto na Instagramie obserwuje prawie 4 miniony osób! Uwaga – jej fankami są między innymi Rihanna i Miley Cyrus!

Zobacz też: Hashtag #BABCING – czyli jak być babcią w XXI wieku!

Van Winkle prowadziła całkiem normalne życie w Waco w stanie Kentucky. Mieszkała na małej, sześciohektarowej farmie, a największą radość sprawiała jej opieka nad prawnukami. Jej życie odmieniło się niemalże z dnia na dzień, a wszystko z sprawą prawnuczki, która zdjęcie prababci w jeansowych szortach, kolorowym podkoszulku i skarpetkach w liście marihuany umieściła na Instagramie. Polubienia i komentarze pod zdjęciem przybywały lawinowo, co zachęciło babcię do założenia profilu Baddie.

Wraz z upływem miesięcy najbardziej szalona prababcia Instagrama stała się twarzą wielu marek i została prawdziwą celebrytką. Na tym jednak nie koniec! Ta stylowa babcia ma własną kolekcję kosmetyków w drogerii Sephora.

Ludzie ją kochają

Zaskakująco odważne stylizacje, prowokujące napisy na koszulkach i kostiumach kąpielowych, wysokie platformy – przebojowa babcia prowadzi bardziej szalone życie niż niejedna nastolatka! Jest fanką kolorowych i niesztampowych strojów, dzięki którym szturmem podbiła media społecznościowe. Oczywiście, nie wszystkim kreacje te przypadają do gustu, jednak każdy uwielbia jej poczucie humoru, przebojowość i nieschodzący z twarzy uśmiech. Ludzie kochają jej „złe zachowanie” i odważne podejście do życia. Takiej prababci można pozazdrościć!


 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez BADDIE (@baddiewinkle)

Źródła: gucmakale.com / Instagram BaddieWinkle

Zobacz też: Taka miłość zdarza się raz na 60 lat! Zobacz niezwykłą sesję ślubną staruszkówinsta

Podanie komórek MSC pacjentom z COVID-19 zmniejsza ryzyko zgonu

komórki MSC a COVID-19

Randomizowane badanie kliniczne, przeprowadzone pod nadzorem FDA, wykazało, że dożylne podanie komórek mezenchymalnych (mesenchymal stem cells, MSC) pochodzących ze sznura pępowinowego zmniejsza ryzyko śmierci i przyspiesza powrót do zdrowia pacjentów z zespołem ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) w COVID-19. Ponadto badanie wykazało, że podanie komórek MSC jest bezpieczne.

Celem badania przeprowadzonego przez zespół naukowców z University of Miami Miller School of Medicine w Miami na Florydzie była ocena bezpieczeństwa i skuteczności dożylnego podania komórek mezenchymalnych wyizolowanych ze sznura pępowinowego (UC-MSC) pacjentom z zespołem ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) w COVID-19. Badacze zdecydowali się podać pacjentom komórki MSC z pępowiny, ponieważ wiele wcześniejszych badań wykazało ich działanie immunomodulujące w różnych chorobach.

Dwudziestu czterech pacjentów hospitalizowanych z powodu COVID-19 przydzielono losowo w stosunku 1:1 do leczenia z zastosowaniem UC-MSC (n = 12) lub do grupy kontrolnej (n = 12). Każdy z nich otrzymał w dniu 0. oraz w dniu 3. komórki UC-MSC lub placebo. Badanie było podwójnie zaślepione, co oznacza, że ani pacjent, ani personel medyczny (odpowiedzialny za podanie produktu i lekarz oceniający) nie byli świadomi, do której grupy został przydzielony dany pacjent. Ponadto obie grupy otrzymywały standardowe postępowanie wspomagające (w tym remdesvir, osocze ozdrowieńców czy tocilizumab). W każdej grupie 3/4 pacjentów stanowili chorzy w stanie umiarkowanym do ciężkiego.

Spośród pacjentów otrzymujących leczenie standardowe plus placebo przeżyło zaledwie 42%, natomiast w grupie, w której leczenie standardowe uzupełniono komórkami UC-MSC, przeżyło aż 91% pacjentów. Współczynnik hazardu wyniósł 8,76, co oznacza, że pacjenci, którzy nie otrzymali komórek, byli prawie dziewięciokrotnie bardziej zagrożeni zgonem niż ci, którzy otrzymali komórki. Ponadto czas powrotu do zdrowia był krótszy w grupie leczonej. Ponad połowa pacjentów leczonych wlewami UC-MSC wyzdrowiała i w ciągu dwóch tygodni wyszła ze szpitala do domu. Ponad 80% osób grupy leczonej MSC wyzdrowiało przed 30. dniem choroby w porównaniu z mniej niż 37% pacjentów z grupy kontrolnej. Przyczyną obserwowanych różnic był istotnie niższy poziom 9 z 10 badanych cytokin prozapalnych, przy jednoczesnym braku różnic w ilości wirusa w osoczu pomiędzy grupami zarówno w dniu 0., jak i w dniu 6.

Zobacz też: Przemoc w rodzinie vs. pandemia koronawirusa – niepokojące dane!

Perspektywa MSC w COVID-19 i dalsza praktyka

Zespół ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) w COVID-19 wiąże się ze śmiertelnością
na poziomie 52,4%. W związku z tym zapotrzebowanie na nowatorskie terapie, które mogą
osłabić nadmierną odpowiedź zapalną związaną m.in. z „burzą cytokinową” jest ogromne. Przede wszystkim dlatego, że zjawisko to jest potencjalnie śmiertelną reakcją immunologiczną związaną
z dodatnim sprzężeniem zwrotnym pomiędzy cytokinami a komórkami odpornościowymi krążącymi we krwi. Dotychczas wiadomo, że komórki mezenchymalne wywierają działanie immunomodulujące i przeciwzapalne i mogą przynosić korzystne efekty w przypadku ARDS w COVID-19, właśnie ze względu na niedopuszczenie do pojawienia się „burzy cytokinowej”. Na początku pandemii pojawiły się pierwsze wyniki badań, które pokazały komórki mezenchymalne MSC, jako bardzo obiecującą strategię leczenia COVID. Zainteresowało to wielu badaczy, także w Polsce, którzy podjęli pierwsze próby podawania MSC z pępowin w leczeniu.

„Leki będące de facto frakcjami różnych komórek MSC wytwarzamy od kilku lat. To produkt leczniczy terapii zaawansowanej (ATMP), który może być stosowany w terapiach eksperymentalnych i badaniach klinicznych” – mówi lek. Tomasz Baran, Wiceprezes Polskiego Banku Komórek Macierzystych – „W Polsce leki wykorzystujące MSC mają grono zwolenników i przeciwników. Krytycznie wypowiada się na ich temat Komitet Biotechnologii PAN, co odstrasza niektórych klinicystów od stosowania tych komórek w leczeniu eksperymentalnym lub badaniach klinicznych. Projekty kliniczne w leczeniu COVID z wykorzystaniem leków wyprodukowanych przez naszą grupę kapitałową zostały rozpoczęte w Portugalii i Szwecji. W Polsce wytworzyliśmy je tylko dla kilku pacjentów w bardzo ciężkim lub terminalnym stanie. Teraz widzimy, że podając leki z komórek MSC na szerszą skalę można było uratować życie wielu pacjentów. Wyniki tego badania bardzo nas cieszą i dają nam impuls do kontynuowania projektów”.

Pod nadzorem FDA toczy się obecnie 61 innych badań oceniających skuteczność leków z komórek MSC w leczeniu COVID. To jedna z najbardziej obiecujących metod, czego wyrazem jest przeprowadzona kilka tygodni temu transakcja koncernu Novartis o wartości 50 milionów dolarów na terapię komórkową firmy Mesoblast w leczeniu COVID-19. Umowa zabezpiecza prawa do opracowania i komercjalizacji opartego na komórkach MSC produktu remestemcel-L do leczenia zespołu ostrej niewydolności oddechowej (ARDS), w tym zespołu związanego z COVID-19, którego terapia jest obecnie na późnym etapie badań.

Źródło: https://stemcellsjournals.onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/sctm.20-0472

Zobacz też: Stres pandemii vs. niepłodność

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Po raz pierwszy usłyszał głos rodziców – wzruszające nagranie

Po raz pierwszy usłyszał głos rodziców
Fot. 123rf

To rozbrajający moment – niemowlę, które urodziło się głuche, po raz pierwszy słyszy głosy swoich rodziców. Tiffany Wroe udostępniła na Facebooku nagranie swojego 11-tygodniowego syna Saula, tuż po założeniu aparatu słuchowego.

Tiffany i John są trenerami pływania i mieszkają w Kenii, mają już dwie córki – pięcioletnią Khaleesi i czteroletnią Kendall. Ich pierwszy syn, Saul, urodził się z umiarkowanym ubytkiem słuchu w obu uszach.

Pierwszy raz usłyszał głos matki…

Kochający rodzice podzielili się radosną chwilą, gdy ich synek po raz pierwszy usłyszał ich głos po założeniu aparatów słuchowych.

Niemowlę zaskoczone przypatrywało się rodzicom, którzy witali się z nim spokojnym głosem. Za każdym razem, gdy mama odzywała się do niego, odpowiadał cichym gruchaniem, po czym uśmiechał się. Był oszołomiony dźwiękiem ich głosów tak, że omal nie wybuchnął płaczem, jednak jego mama szybko go uspokoiła.

Zobacz też: Jak wspierać odporność dziecka? 11 skutecznych sposobów

Niełatwa diagnoza

Zaraz po porodzie, Saul został poddany przesiewowemu badaniu słuchu, które od razu wykazało nieprawidłowości. Kolejnych dwóch testów również nie zaliczył.

Lekarze powiedzieli nam, że ma głęboki ubytek słuchu, ale my nie byliśmy pewni co do tej diagnozy. Widzieliśmy, że reaguje lepiej, niż gdyby był całkowicie głuchy, więc zdecydowaliśmy się na dodatkowe badania we własnym zakresie – powiedziała Tiffany dla portalu Daily Record.

Specjaliści z Manchester University przeprowadzili dogłębne testy i odkryli, że chłopiec słyszy hałas powyżej około 60 decybeli, podczas gdy zdrowi ludzie słyszą od około 20 decybeli.

Okazało się, że ratunkiem dla Saula jest aparat słuchowy – dzięki niemu może wszystko słyszeć, oraz – co nie mniej ważne – jego rozwój mowy nie będzie zaburzony.

Zobacz film! Wzruszający moment, gdy trzymiesięczne dziecko po raz pierwszy słyszy głosy swoich rodziców

Miłość braterska nie ma granic

Takie historie dają Ci nadzieję? Rozczulają Cię maluszki? Trudno ukryć wzruszenie, widząc, jak 3-letni chłopiec – bez rączek i nóżek – czule opiekuje się swoim młodszym bratem. Zobacz kolejne nagranie, które podbiło Internet!

Źródło: Daily Mail

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.

Rodzicielstwo vs koronawirus – kim jest elastyczny psychologicznie rodzic?

koronawirus a rodzicielstwo | elastyczność psychiczna
fot. 123rf.com

Koronawirus wprowadził wiele zmian w życiu codziennym – nie tylko w sferze zawodowej, ale także prywatnej. Przytulnie bliskich stanowi potencjalne zagrożenie dla zdrowia, podobnie jak podróże czy spotkani z przyjaciółmi. Zajęcia on line oraz praca w trybie home office sprawiły, że zaczęliśmy spędzać z rodziną o wiele więcej czasu. Jak obecna sytuacja wpływa na atmosferę i relacje panujące w domu?

Stres, lęk i niepokój

Koronwirus SARS-CoV-2 sprawił, że nasze życie stało się inne – trudniejsze. Ta nietypowa sytuacja wymusiła na nas mnóstwo zmian, a część z nich ma niekorzystny wpływ nawet nie tyle na nasze zdrowie, co samopoczucie. Strach przed zachorowaniem sprawił, że wiele osób zamknęło się w domach – tylko z najbliższą rodziną.

Lista czynników, które wywołują i potęgują stres wydaje się nie mieć końca. O ile my – dorośli – z tą niecodzienną sytuacją radzimy sobie stosunkowo dobrze, to nie możemy zapominać o dzieciach. Jak koronawirus wpłynął na samopoczucie najmłodszych?

Oczywistym jest, że ta nietypowa sytuacja – zajęcia on line, ograniczony kontakt z rówieśnikami – ma negatywny wpływ na psychikę dzieci. Najmłodsi wbrew pozorom także mają wiele powodów do obaw i zmartwień, podobnie jak dorośli. I tutaj bardzo dużo zależy od rodziców, od ich zachowania, nastawienia i tego, jak reagują na stres związany z pandemią.

Zobacz też: Bezsenność vs koronawirus – jak spać spokojnie w czasach pandemii?

Koronawirus a rodzicielstwo – najnowsze badania

Dwa oddzielne zespoły naukowców przeprowadziły dwie niezależne ankiety, których celem było zbadanie, jak rodzice radzą sobie z pandemią koronawirusa i jak wpływa ona na sytuację w domu. Stres towarzyszący pandemii sprawił, że pomiędzy dziećmi a rodzicami pojawiło się więcej spięć, kłótni i nerwowych sytuacji. Okazało się jednak, że „dobrze funkcjonujące” rodziny mają wspólny mianownik. Jest nim elastyczność psychologiczna, czyli umiejętność łatwiejszej adaptacji do nowych okoliczności.

Okazało się, że bardziej elastyczni psychicznie rodzice, do trudności podchodzą konstruktywnej, a ich relacje z dziećmi są lepsze. I odwrotnie – im bardziej nieelastyczni psychicznie byli rodzice, tym bardziej destrukcyjny był ich styl rodzicielski, a cała rodzina bardziej cierpiała z powodu stresu związanego z koronawirusem. Ponadto wykazano, że brak elastyczności psychologicznej ma kluczowe znaczenie w chorobach i zaburzeniach psychicznych – od zaburzeń lękowych po depresję. Dlatego tak ważne jest, by inicjować, modelować i wspierać elastyczność psychologiczną dzieci – już od najmłodszych lat.

Źródło: psychologytoday

Zobacz też: Przemoc w rodzinie vs. pandemia koronawirusa – niepokojące dane!