Przejdź do treści

Jak blisko to zbyt blisko. Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

Parentyfikacja to odwrócenie ról - rodzic staje się zależnym dzieckiem – fot. 123rf

Matka zawsze najpierw kojarzy się z czułością, opieką i oddaniem dziecku. Takie skojarzenia ma każdy z nas, niezależnie od tego, czy matczynej opieki doświadczył, czy też nie. Swietłana Aleksijewicz w „Cynkowych chłopcach” pisze, że każdy z młodych żołnierzy na chwilę przed śmiercią lub w momencie największego cierpienia wzywał matkę.

Chcemy wierzyć, że matka będzie zawsze, że zawsze będzie zainteresowana i pomocna. A przecież nie zawsze tak jest.

Kultura dostarcza nam różnych przykładów matek, których zachowanie dalekie jest od opiekuńczego. Rafał, filmowy syn Krystyny Jandy z „Kochanków mojej matki” jest niedożywiony i zaniedbany, ale jego cierpienie jest znacznie bardziej dotkliwe. Oglądanie matki z kolejnymi mężczyznami jest stałą częścią jego dorastania. Joan Crawford sportretowana w  „Najdroższej mamusi” jest narcystyczna, być może nawet psychotyczna, a na pewno okrutna wobec swoich dzieci. Porzuca je emocjonalnie, wpada w furie, jej dzieci nigdy nie mogą poczuć się bezpiecznie przy matce, która nie ma żadnej kontroli nad swoimi emocjami.

Różne formy zaniedbania

Ale są też innego rodzaju nadużycia wobec dzieci, znacznie mniej drastyczne, a jednak skutkujące poważnymi konsekwencjami. Zaniedbanie, którego doświadcza wiele dzieci wiąże się z tym, że są niewidziane. Oznacza to, że ich potrzeby są nie dostrzegane zupełnie lub błędnie rozumiane. Bywa, że matki są nadmiernie krytyczne wobec dzieci lub mają oczekiwania nieadekwatne do ich możliwości. Czasami rodzice mają wyobrażenia, że dzieci są zbyt małe, by coś rozumieć lub też, że z pewnymi sytuacjami radzą sobie lepiej niż dorośli. Może się wydawać, że najważniejsze to zapewnić dziecku opiekę, fizyczną obecność dorosłego, które zadba o jego podstawowe potrzeby. Jednak poważnym zaniedbaniem wobec dziecka jest na przykład przenoszenie go z miejsca na miejsce, wspieranie się pomocą ze strony zmieniających się dorosłych, nieznanych dziecku.

Czasami rodzice wymagają od dzieci dowodów miłości, przywiązania lub też chcą zmusić dzieci do posłuszeństwa. Robią to często w bardzo manipulacyjny sposób. Czasami bardzo już dorośli ludzie opowiadają, jak mama „umierała” na ich oczach, kiedy byli niegrzeczni czy chcieli coś osiągnąć, jak chorowała, bo dziecko zachowywało się w sposób, którego nie mogła znieść.

Zobacz też: Matki i córki – trudne relacje

Matki i córki

Relacje matki i córki jest specyficzna. Córka patrząc na matkę uczy się różnych życiowych ról. Jeśli ta relacja jest wystarczająco dobra, to różnego rodzaje niepowodzenia, rozczarowania i zawody można zaakceptować. Ale jeśli nie, to nie tylko będzie to trudna relacja, ale również odnalezienie się w roli kobiety, matki, żony, czy przyjaciółki będzie dla córki trudne. Odrzucając matkę, może również odrzucić siebie w różnych rolach.

Tym, co chroni córki przed różnymi formami nadużyć ze strony matki są granice. Wiele kobiet zna uczucie, kiedy matka zwierza się jej z problemów z mężem, a jej ojcem. Wiele kobiet regularnie odbiera telefony od matek narzekających na swoich mężów, płaczących z bezsilności, przeklinających każdy dzień z nim spędzony. Słuchają jak ich matki cierpią, ale też są wciągane w intymną relację rodziców, do której nie chcą i nie powinny mieć takiego dostępu.

Jest to dość częsty sposób, w jaki granice pomiędzy matkami i córkami mogą zostać zachwiane. Co też tym trudniej zauważyć, że dzieci, nawet już bardzo dorosłe chcą pomagać swoim rodzicom, chcą by czuli oni się możliwie jak najlepiej, nawet jeśli odbywa się to ich, dzieci, kosztem.

Dziecko jako przedłużenie rodzica

Rodzice szczególnie narcystyczni traktują swoje dzieci jako przedłużenie siebie. Oczekują, że dzieci będą zachowywały się w określony sposób, miały określone osiągnięcia i przede wszystkim nieustannie odpowiadały na potrzeby rodzica. Narcystyczna matka może dawkować swoją miłość i zainteresowanie dzieckiem w zależności od tego, jakie ma ono osiągnięcia lub wycofywać się z relacji, jeśli na przykład dziecko zechce realizować swoje potrzeby. Może posunąć się do różnych, najbardziej skrajnych manipulacji, żeby uzyskać to, czego chce. Bycie blisko z takim rodzicem często skutkuje utratą poczucia własnej wartości, a nawet poczucia, kim się jest i czego się pragnie. Nawet kiedy narcystyczny rodzic wycofuje się z życia dziecko, ponieważ ono dorasta, jest ciągle obecny w kolejnych relacjach. Nadal szuka się pochwał, nadal jest się przekonanym, że na miłość trzeba zasłużyć, podobnie jak na bycie widzianym i słyszanym.

Zobacz też: Czy dobrze zrobiłam? Czyli o tym, że można żałować decyzji o macierzyństwie

Odwrócenie ról

Czasami rodzice szczerze kochają swoją dzieci. Zdają się robić wszystko, by o nie dbać, ale jednocześnie nie są zdolni podejmować pewnych decyzji, nie potrafią zadbać o siebie samych, czasem nawet na bardzo podstawowym poziomie. Są bardzo nieporadni i nieszczęśliwi, a jednocześnie nie potrafią pomóc sobie inaczej niż korzystając ze wsparcia ze strony dziecka. Przejmuje ono wówczas rolę pocieszyciela, opiekuna, doradcy. Zajmuje się na przykład chorym rodzicem lub też wysłuchuje smutków depresyjnej matki.

Na pozór w tego typu rodzinach relacje mogą wydawać się poprawne i bardzo bliskie. Dziecko może zdawać się być nadmiernie dojrzałe, ale jednocześnie otrzymuje z tego powodu liczne pochwały. Jest utrzymywane w tej pozycji. Sytuacja taka wiąże się z odwróceniem ról w rodzice – rodzic w jakimś sensie staje się zależnym dzieckiem, a rzeczywiste dziecko staje się dorosłe. Zjawisko to nazywa jest w psychologii parentyfikacją. Osoby, które parentyfikacji doświadczyły często przez całe życie zmagają się z rolą pocieszyciela i ratownika, gdziekolwiek pójdą i w jakiejkolwiek relacji z drugim człowiekiem się znajdą.

Pomiędzy rodzicami i dziećmi nie ma równości. Jakkolwiek byśmy tego pragnęli, niezależnie od tego, jak bardzo chciałoby się blisko ze ojcem czy matką, granice pomagają nam zyskać zdrową niezależność. Rodzice natomiast zawsze pozostaną rodzicami i zawsze w relacji z nimi będzie rodzaj zależności. Inaczej niż w przyjaźni. W relacji z przyjacielem obie strony mają podobne prawa, oczekiwania, wyobrażanie, możliwości.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Wybieram bezpieczeństwo – poznaj smoczki LOVI z nowej kolekcji WILD SOUL

Fot. biuro prasowe LOVI

Ssanie ma fundamentalne znaczenie dla prawidłowego rozwoju dziecka. Już od chwili narodzin zaspokaja jego potrzeby – reguluje łaknienie i pozwala ukoić emocje – zmęczenie, znudzenie i zdenerwowanie. Z tego powodu warto mieć pod ręką dynamiczny smoczek uspokajający LOVI z nowej kolekcji WILD SOUL. Jest on bezpieczny, bo nie zaburza odruchu ssania i naturalnego rozwoju mowy i zgryzu.[1]

Eksperci marki LOVI od lat wychodzą naprzeciw oczekiwaniom rodziców, którzy chcą dać swoim pociechom to, co najlepsze. We współpracy z lekarzami i neurologopedami stworzyli dynamiczne smoczki uspokajające LOVI. Teraz możemy je poznać w nowej odsłonie – kolekcji WILD SOUL inspirowanej naturą. Dynamiczny smoczek uspokajający LOVI z nowej kolekcji WILD SOUL będzie idealnym wyborem wszystkich rodziców, którzy dbają o bezpieczeństwo swoich maluszków.

Wspieranie naturalnego odruchu ssania

Dobór odpowiedniego smoczka jest jednym z pierwszych wyzwań przed jakim stają młodzi rodzice. Na co warto zwrócić uwagę? Niewątpliwie jedną z najważniejszych cech jest wspieranie naturalnego odruchu ssania. Eksperci marki zadbali o to, aby kształt smoczka był symetryczny i przypominał brodawkę sutkową. Istotne jest również by jego kształt i konstrukcja umożliwiały swobodne oddychanie oraz przełykanie śliny. Te wszystkie, niezbędne do prawidłowego rozwoju cechy, posiada dynamiczny, uspokajający smoczek LOVI z nowej kolekcji WILD SOUL.

Na pierwszym miejscu bezpieczeństwo

Smoczki z nowej kolekcji WILD SOUL, podobnie jak pozostałe smoczki LOVI, są wykonane z najlepszej jakości silikonu, obojętnego chemicznie, przez co bezpiecznego dla dziecka. W trosce o ochronę odruchu ssania dziecka użyto niejednorodnych warstw silikonu, dzięki czemu smoczek kurczy się i rozciąga zgodnie z rytmem ssania dziecka. Silikon jest idealnym materiałem dla dzieci, gdyż jest twardszy niż inne tworzywa, przez co zapobiega on odruchowi zagryzania smoczka, co wpływa na bezpieczne korzystanie z niego oraz na spokój rodziców. Projektując z największą starannością smoczek LOVI, wzięto pod uwagę także ogromną wrażliwość dzieci na bodźce zewnętrzne. Dlatego silikon jest neutralny smakowo, zapachowo, a co ważne jest również hipoalergiczny.

Zobacz też: Czy łatwo wychowywać dziecko w Polsce?

Smoczki od pierwszego dnia życia

W nowej kolekcji smoczków uspokajających WILD SOUL pojawiają się MINI smoczki idealne dla noworodków, przeznaczone dla dzieci od urodzenia do 2 miesiąca życia. W odróżnieniu od standardowych smoczków LOVI mają małą tarczkę, lepiej dopasowaną do małej niemowlęcej buzi, co ułatwia komfortowe ssanie. Dodatkowo w wyniku zmniejszenia tarczki smoczek jest wyjątkowo lekki, przez co lepszy dla noworodków. MINI smoczek posiada pozostałe cechy smoczków LOVI zapewniające bezpieczeństwo maluszkowi, jak profilowana tarczka z otworami przepuszczającymi powietrze czy gumka smoczka wykonana z delikatnego hipoalergicznego silikonu wysokiej jakości.

Dodatkowo w kolekcji WILD SOUL są smoczki z nieco większą tarczką, dla niemowląt i starszych dzieci:
  • 0-3 miesięcy
  • 3-6 miesięcy
  • 6-18 miesięcy

Design inspirowany naturą

Nowa kolekcja WILD SOUL wyróżnia się również designem, który został zainspirowany przyrodą. Smoczki mają stonowane i przyjazne kolory oraz motywy zaczerpnięte ze świata natury. Znajdziemy na nich pięknie i starannie przygotowane grafiki roślin i zwierząt, które tak uwielbiają maluchy. W ofercie dostępne są dwie linie kolorystyczne dedykowane dziewczynkom i chłopcom.

Smoczki marki LOVI są numerem 1 wśród smoczków uspokajających dostępnych na rynku, co potwierdza badanie konsumenckie przeprowadzone w grupie 700 matek wśród dzieci w wieku od 0-24 miesięcy.[2]

[1] Pod warunkiem przestrzegania zaleceń ortodontycznych i neurologopedycznych.
[2] Badanie GfK, listopad 2018

Źródło: biuroprasowe.lovi.pl

Zobacz też: Netflix z nową animacją kultowej bajki! Czego mogą nauczyć nas Kajko i Kokosz?

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

„Prywatność” w sieci naszych dzieci. Czym jest SHARENTING?

sharenting
fot. unsplash.com

Wiele osób pragnie uwiecznić chwile, które umykają w mgnieniu oka. Tak jest z okresem dzieciństwa i dorastania. Rodzice często decydują się na prowadzenie albumów, pamiętników, aby zatrzymać momenty w pamięci i wrócić do nich po latach. Z biegiem czasu zmieniła się forma przechowywania takich pamiątek. Coraz częściej spotykamy się z tworzeniem profili na portalach społecznościowych, w których dumni rodzice dzielą się zdjęciami, filmami, wpisami oraz komentarzami na temat swoim pociech. A czy kiedykolwiek zastanawiałeś/zastanawiałaś się, jakie mogą być konsekwencje udostępnienia tego typu treści? 

Pokaż mi swój profil w sieci, a powiem Ci, kim jest Twoje dziecko

Zjawisko określane mianem sharentingu powstało z połączenia dwóch słów z języka angielskiego: sharing – rozpowszechnianie i parenting – rodzicielstwo. Sharenting to nadmierne udostępnianie treści dotyczących dzieci w wirtualnym świecie.

Rodzice często bez refleksji zamieszczają na profilach społecznościowych informacje, które w przyszłości mogą być wykorzystywane przeciwko nim oraz dzieciom. Należy pamiętać, że wszelka działalność – tj. zdjęcia, filmy, wpisy, komentarze – pozostawiają po nas oraz naszych dzieciach ślad w Internecie. Mogą zostać wykorzystane bez naszej wiedzy i zgody. Informacje zawarte na profilach dostarczają działom marketingowym pełen wgląd na nasz temat, jednocześnie odzierając nas z tajemnic własnego życia.

Warto również zwrócić uwagę, że rozpowszechniając w Internecie dane na temat dziecka, odbieramy mu możliwość decydowania o sobie. Tworzymy jego historię, której być może nie będzie chciało prezentować w przyszłości. Decydując o tym, nieświadomie zabieramy cząstkę prywatności dziecka, a ma ono do niej pełne prawo!

Zobacz też: Zawstydzanie dzieci. Podstępne i bolesne doświadczanie przemocy

Pokazywanie swojego życia w mediach społecznościowych może przynieść negatywne konsekwencje. Niezwykle istotnym aspektem, który warto podkreślać i mieć na uwadze, jest zagrożenie płynące z przestępczości seksualnej. Niestety, wizerunek dzieci może stać się obiektem wykorzystywanym przez osoby, które wykazują zaburzenia preferencji seksualnych – pedofili.

Jak się przed tym uchronić?

Decyzja należy do nas – czy będziemy upubliczniać wizerunek naszego dziecka w wirtualnej społeczności, czy zachowamy go dla siebie?

Warto zwiększać swoją świadomość w tym zakresie, mając na uwadze następstwa takiego działania. W każdej dziedzinie życia powinniśmy znaleźć równowagę – również w Internecie.

Czy faktycznie uzewnętrznianie swojego życia w sieci jest potrzebne nam i naszym dzieciom? Czy jakkolwiek pomoże to w budowaniu pełni szczęścia, bezpieczeństwa i miłości? Proszę, aby na to pytanie każdy sam sobie odpowiedział.

Źródła: focus.pl / psychologytoday.com

Zobacz też: Ponad 1/3 młodych z uzależnieniem od smartfonów – jakie mogą być konsekwencje?

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Przed czy po wypiciu kawy – kiedy myć zęby?

Przed czy po wypiciu kawy – kiedy myć zęby?

Miłośników porannego picia kawy nie brakuje. Jednak większość kawoszy nawet nie zdaje sobie sprawy, że to, kiedy myjemy zęby – przed czy po jej wypiciu – ma duże znaczenie. Niewłaściwa kolejność może szkodzić zdrowiu zębów.

Kiedy myć zęby – przed czy po wypiciu kawy?

Nie od dziś wiadomo, że kluczem do zdrowych i białych zębów jest staranna pielęgnacja jamy ustnej. Faktem jest, że kawa przyciemnia zęby, a jej kwasowość może bezpośrednio uszkadzać szkliwo. Dlatego mycie zębów jest tak istotne w przeciwdziałaniu szkodliwemu wpływowi kawy. Jednak dentyści jednogłośnie twierdzą, że w tym przypadku niezwykle ważna jest kolejność.

„Szczotkowanie zębów przed wypiciem kawy usuwa kamień nazębny i utrudnia powstawanie przebarwień. Jeśli zadbasz o to, by zęby były czyste, wtedy kawa nie może do nich przylgnąć” – powiedziała dentystka Christina Meiners.

Wiele osób sądzi, że mycie zębów zaraz po wypiciu kawy pomaga w utrzymaniu ich w czystości, ale w rzeczywistości szczotkowanie może pogorszyć sytuację. Kawa jest kwaśna, a mycie zębów bezpośrednio po jej wypiciu osłabi szkliwo – zewnętrzną warstwę zębów, która chroni przed uszkodzeniami fizycznymi i chemicznymi.

Zobacz też: Zdrowe trend żywieniowe nie zawsze są zdrowe! – te przykłady mogą zaskoczyć

Dlatego też najlepszą kolejnością będzie poranne umycie zębów, wypicie kawy, a na koniec opłukanie jamy ustnej wodą, co ma na celu zneutralizowanie kwasowości w ustach. Oczywiście jednorazowe umycie zębów po wypiciu kawy nie powinno zaszkodzić, jednak rutynowe szczotkowanie po porannej kawie może spowodować ich większą wrażliwość i szybsze powstawanie uszkodzeń.

Cóż, jeśli po wypiciu filiżanki kawy chcemy mieć uczucie czystości i świeżości w ustach, umyjmy zęby – jednak dentyści ze szczotkowaniem zalecają odczekać co najmniej pół godziny.

„Twoja ślina neutralizuje pH w ustach. W przeciągu pół godziny w jamie ustnej wraca właściwe pH i wówczas szczotkowanie i wszystko inne jest całkowicie bezpieczne. Pół godziny to zwykle odpowiednia ilość czasu” – słowa dentysty cytuje Huffpost.

Alternatywnie można sięgnąć po gumę do żucia, a najlepszym wyborem będzie ta bezcukrowa z ksylitolem, który jest niskokalorycznym zamiennikiem cukru, hamującym rozwój bakterii.

Źródło: Huffpost

Zobacz też: 10 tysięcy kroków dziennie – czy to wystarczy dla zdrowia?

10 tysięcy kroków dziennie – czy to wystarczy dla zdrowia?

10 tysięcy kroków
Fot. 123rf

Spacery na świeżym powietrzu podczas pandemii COVID-19 stały się jedną z głównych rozrywek. Czy jednak polecane przez producentów sportowych aplikacje liczące kroki – zwłaszcza skupiające się na wykonywaniu 10 tysięcu kroków dziennie – są w stanie poprawić nasze zdrowie? 

Podczas pandemii koronawirusa brytyjskie Sports Direct sprzedało aż 218 proc. więcej par butów do joggingu i długich spacerów. Parki, skwery, bulwary i lasy w ciepłe dni przeżywają prawdziwe oblężenie biegaczy, spacerowiczów, rolkarzy i rowerzystów. Wiele z tych osób korzysta z aplikacji w telefonach, które pozwalają mierzyć przebyty dystans i liczbę kroków. I podobnie jak grany przez Anthony Hopkinsa Benedykt XVI w filmie „Dwóch papieży” wypełniamy dzienne limity. Czy jednak chodzenie może sprawić, że będziemy zdrowsi? 

10 tysięcy kroków

Ciało w ruchu

Należy pamiętać, że wyprostowana pozycja, w jakiej się poruszamy, jest wynikiem bardzo szybkich zmian ewolucyjnych. Jak podaje w swej książce „Homo sapiens – od zwierząt do bogów Yuval Noah Harari, wyprostowana pozycja pozwoliła nam utrzymać rosnący mózg oraz lepiej dostrzegać zagrożenia istniejące np. na sawannie. Niestety, dynamiczny rozwój gatunku niesie za sobą również i problemy – zbyt ciężka głowa i wyprostowana postawa powodują m.in. sztywnienie karku oraz problemy z odcinkiem lędźwiowym. Co za tym idzie, nawet spacerując należy uważać na właściwą postawę.

Nie znaczy to oczywiście, że chód jest niezdrowy dla naszego organizmu. Wręcz przeciwnie! W badaniach prowadzonych przez naukowców z European Centre for Environment and Human Health na University of Exeter Medical School, przeanalizowano 20 tysięcy ankiet od osób zamieszkujących Wielką Brytanię. Wyniki badań są jednoznaczne – osoby, które na łonie natury spędzają około dwie godziny, znacznie częściej cieszyły się lepszym zdrowiem oraz samopoczuciem. Maksymalny efekt osiągamy po około 200 minutach pośród zieleni.  

Chodzenie okiem specjalisty

„Spacer jest bardzo zdrową formą aktywności fizycznej. Już półgodzinny marsz zapewni nam lepsze zdrowie i samopoczucie. Co istotne, nie da się go bezpośrednio zamienić na trening na siłowni, bowiem to projekcja na warunki zewnętrzne zapewnia nam odporność” – tłumaczy Sylwester Koper, instruktor fitness oraz trener kulturystyki i dodaje:

By uzyskać efekt sportowy należy spacerować w tempie około 100 kroków na minutę, mieć wygodne obuwie oraz stosować odpowiednie wymachy ramion – dość podobnie do maszerujących żołnierzy. Ruchy te wzmacniają nasze mięśnie głębokie i mogą pomóc np. w sytuacji, gdy bolą nas plecy. Pewną pomocą w wymuszeniu tego ruchu z pewnością będą kije do nordic walking.  

Statystyczny Polak dziennie przebywa około 5 tysięcy kroków. I chociaż nie ma dowodów na to, że akurat 10 tysięcy kroków ma być optymalne, warto skorzystać z aplikacji i podjąć wyzwanie. Trening 2-3 razy w tygodniu nie zastąpi bowiem organizmowi codziennej dawki potrzebnego ruchu. Dobierając odpowiedni sposób marszu jesteśmy też w stanie wzmocnić niezwykle istotne mięśnie głębokie, odpowiadające za stabilizację całego ciała. 

Zobacz też: Kult męskiej muskulatury. Czy jest zdrowy?

Piotr Celej

Dziennikarz od ponad dekady. Prywatnie miłośnik zdrowej kuchni, sportu i historii.